- 1 Czy przekąski mogą być zdrowe? (5 opinii)
- 2 Sauna zamiast kawiarni? (12 opinii)
- 3 Tłumy na otwarciu nowej kawiarni (123 opinie)
- 4 Omenaa Mensah matką chrzestną niezwykłego jachtu
- 5 Bandana i chusta: najgorętszy dodatek sezonu (7 opinii)
- 6 Wernisaż Alicji Domańskiej w Café Xander
Ekskluzywna kolekcja za parę stówek? Tylko dla szczęściarzy. Reszta będzie płacić tysiące
Ponad 4000 zł za sukienkę, która jeszcze wczoraj kosztowała kilkaset zł. Limitowana kolekcja H&M x Magda Butrym wyprzedała się w kilka minut, a ceny na rynku wtórnym poszybowały w kosmos. Moda, spekulacja czy zwykłe szaleństwo? Dlaczego płacimy tysiące za "kawałek materiału" z różą? Na to pytanie odpowiedziały nam Katarzyna Kobiela, stylistka Galerii Klif, oraz naukowczyni dr Bogna Dowgiałło, socjolożka i ekspertka w temacie koncepcji mody z Uniwersytetu Gdańskiego.
- Kolekcja ze świata fashion dla każdego... kto zdążył
- Kolekcja, która zniknęła w kilka minut
- Janusze mody wykryli biznes
- Kilka tysięcy za kawałek materiału?
- Moda to walka o status
- Kupują, bo chcą poznać "smak" iluzji luksusu
Kolekcja ze świata fashion dla każdego... kto zdążył
Tym razem była to współpraca historyczna - do projektu zaproszono polską projektantkę Magdę Butrym. Została ona pierwszą Polką, która nawiązała współpracę z H&M. Nic więc dziwnego, że kolekcja spotkała się z ogromnym zainteresowaniem i wyprzedała się w zaledwie kilka minut.
Projektantka od dawna jest ulubienicą modowej elity - i to nie tylko w Polsce. To ona zaprezentowała kolekcję na sezon jesień-zima 2025 podczas prestiżowego paryskiego tygodnia mody, a jej projekty noszone są przez takie gwiazdy, jak Hailey Bieber, Kim Kardashian, Rosie Huntington-Whiteley i wiele innych.
Kolekcja, która zniknęła w kilka minut
Butrym stworzyła 45-elementową kolekcję dla H&M. Sprzedaż ruszyła 24 kwietnia o godzinie 9, a po kilku minutach kolekcja została błyskawicznie wyprzedana. Co ciekawe, na stronie wprowadzono limit jednej sztuki każdego modelu na osobę, który obowiązywał zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i online. Ograniczenie miało przestać obowiązywać trzy godziny po premierze.
- W tej kolekcji świadomie zestawiłam męskie elementy, takie jak wyraziste krawiectwo, oversize'owe płaszcze i zdecydowane fasony, z subtelnymi, romantycznymi akcentami - falbaniastymi sukienkami i kwiatowymi motywami. Tworzy to wizualny dialog, który zachęca kobiety do akceptowania obu stron swojej natury: subtelnej, romantycznej, odzwierciedlającej kobiecość, oraz ostrzejszej, bardziej wyrazistej, ukazującej siłę i niezależność. Ostatecznie chodzi o projektowanie odzieży, która dodaje kobietom pewności siebie i pozwala im wyrażać swoją złożoną naturę - mówiła Magda Butrym w wywiadzie dla H&M.
Zauważalnie w tej kolekcji głównym elementem jest róża, która wykorzystana została w nadrukach, ozdobach czy konstrukcjach. Kwiat ma być symbolem wielowymiarowej kobiecości, łączącej delikatność, troskę i siłę. Róża jest znakiem rozpoznawczym, który przez projektantkę pokazany został w romantyczno-słowiańskim stylu, lecz nowoczesnym szyku.
Janusze mody wykryli biznes
Nie musiał minąć nawet dzień, a ubrania z kolekcji H&M i Butrym zaczęły pojawiać się na rynku wtórnym - w cenach kilkukrotnie wyższych od oryginalnych. Co ciekawe, jeszcze przed oficjalną premierą kolekcji ubrania miały zacząć pojawiać się na platformach sprzedażowych. Wina? Efekt wydarzeń, na których wybrani goście mogli kupić kolekcję wcześniej.
Afera o kolekcjonerskie rośliny. "Janusze biznesu" już wyczuli interes
Na platformach takich jak Vinted ceny tych rzeczy sięgają 2-3 tysięcy złotych. Przebitka jest olbrzymia. Na przykład sukienka, która kosztowała 319 zł w sieciówce, na Vinted wystawiona została za kilka tysicy, a cena cekinowej sukienki wzrosła z 829 zł do 2900 zł.
- Kolekcja H&M x Magda Butrym to kolejny przykład tzw. "drop culture", czyli zjawiska, w którym limitowane kolekcje są wypuszczane w określonym czasie i ilości, co celowo buduje napięcie i poczucie ekskluzywności. To strategia dobrze znana z rynku streetwearowego np. Supreme, Yeezy, która dziś przenika także do sieciówek i marek premium. Wypuszczenie kolekcji online o północy miało wywołać tzw. FOMO - i zadziałało.
Kolekcja wyprzedała się błyskawicznie. Niestety, dziś część tych rzeczy trafia na platformy typu Vinted z dużą przebitką cenową, co jest efektem czysto spekulacyjnego podejścia, a nie zawsze realnej potrzeby posiadania ubrań. Podobne sytuacje widzieliśmy wcześniej min przy kolekcjach H&M x Balmain (2015), Kenzo (2016) czy Giambattista Valli (2019) - wszystkie rozeszły się błyskawicznie, wiele rzeczy natychmiast trafiło na portale aukcyjne - mówi Katarzyna Kobiela, stylistka m.in związana z Galerią Klif.
Kolekcjonerzy i entuzjaści mody prześcigają się w licytacjach, a pojedyncze egzemplarze, zwłaszcza w mniejszych rozmiarach, stają się niemal niedostępne.
- Takie akcje są kierowane nie tylko do osób, które kochają modę, ale też dla tych, którzy kochają emocje towarzyszące modzie: ekscytację, poczucie wyjątkowości, a czasem nawet... inwestycję. W praktyce te akcje trafiają do kilku grup: fashionistki i kolekcjonerki - osoby, które naprawdę śledzą modę, znają projektanta i chcą mieć coś "z metką" Butrym za ułamek ceny. Dla nich to okazja
Osoby podatne na FOMO - chcą kupić, bo wszyscy o tym mówią. Z mojego punktu widzenia warto mieć świadomość, jak działa ten mechanizm. Zamiast "polować", lepiej budować szafę w zgodzie z własnym stylem i potrzebami - dodaje Katarzyna Kobiela.
Kilka tysięcy za kawałek materiału?
Ceny, choć wyższe niż standardowa oferta H&M, okazały się magnesem dla tych, którzy chcieli poczuć odrobinę luksusu bez konieczności wydawania fortuny. Moda to zarówno wielki biznes, jak i mechanizmy społeczne, który łączą w sobie logikę rynku oraz dynamikę trendów. Co jednak wpływa na to, że chcemy kupić ten kawałek materiału za kilka tysięcy złotych?
- Mimo że trudno jednoznacznie określić, jak powstają trendy, jest ich tak wiele, że nigdy nie wiadomo, który z nich "chwyci"- samo wypromowanie trendu można analizować, sięgając do koncepcji socjologicznych. Jeśli nowa moda zostaje podchwycona przez osoby grupy wpływowe lub cenione, to - zgodnie z klasycznymi teoriami - mówimy o mechanizmie, w którym klasy wyższe wyznaczają kierunki, a reszta społeczeństwa za nimi podąża.
Współcześnie obserwujemy jednak większą demokratyzację mody. W miejsce klas wyższych pojawili się celebryci, influencerzy czy liderzy opinii. Struktura społeczna nie jest już tak czytelna jak kiedyś. Dawniej, jeśli warstwy wyższe przyjmowały jakiś trend, nadawały mu tym samym prestiż, przez co stawał się pożądany przez klasy niższe, zwłaszcza przez klasę średnią. Pisał o tym między innymi Theorstain Veblen na początku ubiegłego wieku, a potem Pierre Bourdieu w teorii dystynkcji - mówi dr Bogna Dowgiałło, Zakład Socjologii Życia Codziennego UG
Moda to walka o status
Moda pełni funkcję nie tylko estetyczną, ale i społeczną, będąc narzędziem w grze o status i tożsamość. Według ekspertów, klasy wyższe wykorzystują ją do podkreślania swojej pozycji, podczas gdy klasy średnie dążą do naśladownictwa.
- Według wspomnianych autorów w modzie toczy się nieustanna gra statusowa: klasy wyższe nieustannie "uciekają", a klasy średnie próbują je dogonić. To dość uproszczony model oparty na koncepcji statusu. Jednak dobrze wiemy, że moda nie sprowadza się wyłącznie do statusu społecznego. Moda to również forma ekspresji i komunikat. To sposób, w jaki jednostki lub grupy wyrażają siebie i swoje przekonania. Aby jednak "czytać" ten modowy kod, potrzebne są odpowiednie kompetencje - wyczucie estetyczne, znajomość symboli, kontekstów kulturowych czy odniesień.
Dlatego wiedza o tym, co jest "w modzie", jest już sama w sobie formą dystynkcji. Nie chodzi tu wyłącznie o kapitał ekonomiczny czy przynależność klasową, ale o nowy typ kapitału - zdolność rozpoznania i umiejętność noszenia tego, co modne. Połapanie się w tym, co będzie modne, jeszcze zanim zostanie to opisane w mediach, staje się istotnym wyróżnikiem. To nowa kompetencja, która pozwala żonglować statusem i pozycją społeczną. Dlatego też nie dziwi fakt, że kolekcja Magdy Butrym dla H&M rozchodzi się jak świeże bułeczki - ktoś po prostu szybciej się zorientował, co w danym momencie stanie się "gorącym" trendem. - mówi dr Bogna Dowgiałło.
Kupują, bo chcą poznać "smak" iluzji luksusu
W świecie mody toczy się cicha rywalizacja, gdzie jedni wyznaczają kierunki, a inni starają się dotrzymać kroku. Nie wystarczy jednak tylko zasobny portfel - liczy się coś więcej: umiejętność wyczucia, co zyska popularność. Jednak może być to też złudne tworzenie iluzji statusu.
- Dlatego też moda jest pociągająca, ponieważ nie tylko odzwierciedla pozycję społeczną, ale staje się nowym lustrem, w którym ta struktura wygląda inaczej. To struktura, oparta na widocznych oznakach prestiżu. Czy to iluzja? Często za tymi oznakami nic się nie kryje. Dlatego może być to odbierane jako złudzenie. Za modowymi symbolami niekoniecznie stoją tradycyjne filary pozycji społecznej, takie jak autorytet, bogactwo czy władza. Moda tworzy nową formę kapitału społecznego, która może nie mieć związku z "rzeczywistym" statusem. To jest właśnie to, co czyni ją "zabawnie przewrotną" - daje wrażenie, że ktoś funkcjonuje na wysokim poziomie społecznym, mimo że nie posiada klasycznych atrybutów przynależności do wyższych klas - dodaje dr Dowgiałło.
Kupujemy drogo i ubieramy się w znane marki by pretendować do wyższej klasy. Moda stała się narzędziem, które pozwala nam świadomie kształtować własny wizerunek. Niezależnie od pozycji społecznej, odpowiednio dobrany strój może sprawić, że poczujemy się wyjątkowi i wartościowi, dając nam poczucie pewności siebie i prestiżu.
- Kiedyś moda odzwierciedlała jedynie istniejącą strukturę społeczną. Dziś pozwala nam projektować siebie poprzez to, co nosimy. Nawet nie mając wysokiej pozycji społecznej, możemy poczuć się kimś ważnym i wyjątkowym. W sytuacjach interakcyjnych osoba ubrana w rzeczy np. z tej kolekcji - może symbolicznie otrzymywać "nagrody", które normalnie przysługują osobom z wyższym statusem lub większymi zasobami finansowymi. Moda pozwala na chwilowe doświadczenie tego prestiżu poprzez sam wygląd i pierwsze wrażenie, jakie wywieramy - puentuje dr Bogna Dowgiałło, socjolożka.
Miejsca
Zobacz także
Opinie wybrane
-
2025-04-25 17:39
(3)
To chyba prima aprilis. Ja wam mogę sprzedać nowe levisy z metkami uwaga z lat 70!! Albo bluzę adidasa też z lat 70 w stanie sklepowym. To są dopiero rare ciuchy.
- 65 0
-
2025-04-27 06:19
Naukowczyni
Co to ma być? Naukowczyni? Tak, jak socjolożka, psycholożka, generałka i wszelkie feminatywy. Potworki językowe, a autor artykułu nie pozbył się krótkich spodenek i jest śmieszny w tej pseudo (nie)poprawności. Kolejna głupota.
- 3 0
-
2025-04-25 20:40
(1)
Serio masz takie spodnie?
- 8 0
-
2025-04-26 07:17
Akurat. Teraz wszystko możesz wygenerować, nawet papierowe metki do spodni z tamtych lat (były charakterystyczne? Uważaj bo nawet antyki są w stanie podrobić.
- 1 6
-
2025-04-27 08:46
Jak można kupować ubrania za ponad 1000 zł które są z plastiku poliestru? Czy może mi ktoś to uzasadnić co trzeba mieć w głowie
- 4 0
-
2025-04-26 13:56
Nie można poważnie traktować ludzi, którzy przepłacają za ciuchy. (1)
- 30 3
-
2025-04-27 09:56
A za buty więcej niż 500 można?
- 0 0
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
