Małe porcje, dziwne nazwy i wysokie ceny - największe grzechy modnej gastronomii
Talerzyki do dzielenia, śniadania kopenhaskie, kawa aeropress, pop-up, sides, a gdzieś pośrodku tego jeszcze karmelizowane marchewki i sól Maldon - czujecie się zagubieni? A może sfrustrowani? Czasem zrozumienie kart dań w modnych miejscach to nie lada wyzwanie. Nie jesteście jednak sami - ludzi zdumionych nie tylko menu, ale w ogóle współczesną gastronomią jest znacznie więcej. Zamiast jednak uciekać przed nowym, dlaczego by nie pochylić się z ciekawością nad tym, co przynoszą nam kolejne miejskie mody? Zapraszam was do nowego cyklu "Druga strona talerzyka" - serii, w której będę komentować, czasem z przymrużeniem oka, trendy i ciekawostki ze świata gastronomii i kultury.
Małe porcje i do dzielenia. Czym są koncepty talerzykowe?
Koncepty talerzykowe to nic innego niż nieco inna niż zwykle forma menu, gdzie zamawiamy nie tyle całe dania, co ich składowe - zamiast kotleta z ziemniakami i surówką mamy w menu trzy osobne pozycje: kotleta, ziemniaki i surówkę. Dzięki temu łatwiej złożyć zamówienie zgodnie ze swoimi preferencjami, spróbować nowych rzeczy oraz dzielić się daniami z innymi, ale też - posługując się przykładem kotleta, ziemniaków i surówki - płacimy za trzy osobne pozycje w menu, zamiast jednej.
A dodatkowo rzadko kiedy chodzi po prostu o kotleta, bo dostępne opcje są zazwyczaj o wiele bardziej tajemnicze i wyrafinowane (choć akurat wyrafinowane często okazuje się być bardziej na papierze niż w rzeczywistości - do tego jeszcze w tej serii wrócimy). Nowością dla czytelników mogę natomiast być ja - Hanna Pawlik-Sroczyńska, twórczyni Conceptu Talerzykowego.
Mam dość talerzyków, oddajcie mi normalne talerze
Skąd pomysł na Concept Talerzykowy?
Było chyba jeszcze ciepło i chyba jeszcze jasno, ale te akurat elementy wieczoru nie zapadły mi szczególnie w pamięć. Pamiętam natomiast, że byłam trochę zniesmaczona, trochę rozgoryczona, a do tego o trochę ponad 100 zł lżejsza, co może nie jest jakąś szczególnie imponującą stratą finansową, ale jednak pieniądz to pieniądz, a dodatkowo niekoniecznie rozumiałam, dlaczego jestem głodna, mimo że zapłaciłam tyle za rachunek. Wieczór był udany, ale na nic miłe towarzystwo, na nic intensywnie zielony maj, gdy wraca się do domu z... no właśnie, z konceptu talerzykowego, a w tym konkretnie przypadku to właściwie z sharing concept.
Siadłam na kanapie, podsumowałam sobie wrażenia, sytość, koszt i jeszcze te anglicyzmy w nazwie lokalu i jego karcie, i postanowiłam: zakładam konto w mediach społecznościowych, na którym dam lekki upust ambiwalentnym emocjom, które coraz częściej towarzyszą mi po wizytach w modnych restauracjach i kawiarniach - i tak właśnie powstał Concept Talerzykowy.
Byłam pewna, że projekt ten zaobserwują tylko znajomi i ich znajomi, a całość umrze śmiercią naturalną w ciągu kilku tygodni, jednak szybko okazało się, że ludzi postrzegających gastronomię w podobny sposób jest więcej - prawie rok później Concept ma ponad 20 tys. obserwujących, którzy tworzą zgrane grono obserwatorów i krytyków trendów.
Dyskusja na temat współczesnej gastronomii rozkręciła się na tyle, że teraz mogę pisać także dla czytelników Trojmiasto.pl - liczę, że z poruszanych w felietonie tematów zrodzi się wiele ciekawych dyskusji, zwłaszcza w komentarzach.
Gdzie leży granica między uczciwą, szczerą gastronomią a zawyżaniem cen?
To nic zaskakującego, że co rusz pojawiają się nowe mody i trendy, a sektor usług za nimi podąża, zgodnie zresztą z oczekiwaniami konsumentów. Pojawienie się konceptów talerzykowych w dużych polskich miastach nie jest więc zaskoczeniem, przyszły do nas już jakiś czas temu z Zachodu, gdzie są popularnymi miejscami spotkań towarzyskich. Niektóre bardziej skupiają się na ofercie śniadaniowej, inne szczególnie sprawdzają się wieczorami. Łączy je zazwyczaj minimalistyczny wystrój, nowoczesna zastawa, przyjazna oraz bezpośrednia w kontakcie obsługa.
Idea jest dobra, zresztą to po prostu kolejne wydanie dobrze sprawdzonych tapasów, mezze i tym podobnych form serwowania jedzenia do dzielenia się ze współbiesiadnikami. Tym razem jednak w wielu przypadkach goście czują się lekko oszukani - talerzyki są nad wyraz proste w przygotowaniu, a i tak drogie, zaczynamy się zatem zastanawiać, czy przypadkiem nie lepiej byłoby zostać w domu? Do tego minimalistyczny wystrój, który może i jest przyjemny dla oka, gorzej natomiast postrzega to inna część ciała, gdy przez godzinę siedzimy na stalowym taborecie. Kontaktowa obsługa, która po prostu jest ze wszystkimi na "Ty", zdaje się często przekraczać granice savoir vivre.
Gdzie na dobre śniadanie w Trójmieście?
Gdzie kończy się komfortowe wyjście na miasto, a zaczyna przedstawienie, które pozostawia w nas niesmak? Gdzie leży granica między uczciwą, szczerą gastronomią a zawyżaniem cen? Co o nas jako społeczeństwie mówi popularność konceptów talerzykowych? Dlaczego jednocześnie chętnie do nich chodzimy i lubimy ironiczne komentarze na ich temat?
Co dwa tygodnie nad tymi i innymi krążącymi wokół gastronomii i kultury bycia na mieście pytaniami będę się zastanawiać na łamach portalu, zapraszając czytelników do dyskusji i refleksji. Oprócz tego będę serwować też coś dla ciała oraz coś dla duszy. No, a zatem: smacznego, a właściwie to: przyjemności! Bo tak właśnie, według obowiązującej obecnie mody, mówi się podczas serwisu.
Talerzyk dla ciała: śniadanie kopenhaskie, czyli chleb, jajko, masło i dżem za... 40 zł
Śniadanie kopenhaskie znajduje się w ofercie każdego szanującego się konceptu talerzykowego. Niby moda na proteiny i zrównoważone posiłki, a jednak posiłek składający się z kawałka chleba, jajka i sera z dżemem bije rekordy popularności, pomimo ceny często przekraczającej 40 zł.
Najważniejsze wskazówki do przygotowania tego dania:
- chleb - powinien być rzemieślniczy, grubo krojony, a liczba kromek musi być inna od liczby plastrów sera;
- ser - najlepiej comte, ale nikt tego nie sprawdza, więc zwykły królewski też się nada. Liczba plastrów - najlepiej jeden mniej niż liczba kromek chleba;
- masło - koniecznie ubijane, z solą Maldon. Ubicie masła to wyjątkowo prosta sprawa: roztopione, przestudzone, nadal płynne masło ubijamy mikserem aż zamieni się w puszystą masę, a pod koniec ubijania dodajemy odrobinę mleka (małą łyżeczkę na 50 gramów masła) oraz soli - najlepiej właśnie soli Maldon, ale każda inna sól też jest po prostu słona, więc wybór zostawiam czytelnikowi;
- jajko - na miękko, a właściwie "jajko sześć minut", bo tak teraz się jajka na miękko nazywa w modnych miejscach. Jeśli jajko jest w temperaturze pokojowej, wystarczy włożyć je do wrzątku i gotować przez sześć minut. Jeśli jest prosto z lodówki, powinno we wrzątku spędzić raczej siedem minut, siedem i pół, jeśli jajko jest duże. Polecam używać nakłuwacza do jajek przed gotowaniem;
- dżem - odrobina dżemu położona na łyżeczce lub w małej miseczce dopełnia typowe kopenhaskie śniadanie. Popularna jest konfitura z rabarbaru, ale powidła śliwkowe też się świetnie sprawdzą.
Do śniadania kopenhaskiego zwyczajowo podaje się kawę (oczywiście płatne osobno) - najlepiej z ekspresu przelewowego, ale jeśli przygotowujecie śniadanie kopenhaskie samodzielnie w domu, to i kawę możecie dobrać według uznania.
Talerzyk dla duszy: Leon Wyczółkowski
Jedzenie jest ważne, ale w życiu liczy się jeszcze inna strawa - taka dla duszy, a kultura jest jej cudownym nośnikiem. Będę więc tu polecać wam wystawy, spektakle i wszelkiej maści wydarzenia w Trójmieście, które uważam za warte waszego czasu i uwagi.
Na początek wystawa Leona Wyczółkowskiego w Ratuszu Głównego Miasta w Gdańsku, która sama w sobie jest wystarczającym pokarmem dla artystycznej części każdej duszy, ale warto też tę wystawę w ogóle potraktować jako pretekst do odwiedzenia Ratusza. Imponująca kolekcja mebli gdańskich, zastawy (srebrne talerze dodatkowo wpisują się w tematykę konceptów talerzykowych!), no i oczywiście niesamowity sufit w Sali Czerwonej. Zostań na chwilę turystą/turystką w Trójmieście, zanim prawdziwy sezon turystyczny rozkręci się na dobre.
O autorze
Zobacz także
Opinie wybrane
-
2026-04-01 20:17
M (1)
Myślę, że wyjściem byłoby, gdyby ceny nieco obniżono. Przyznam, że ucieszyła mnie idea, że porcje będą małe, bo od lat mam problem ze zjedzeniem zwykłych porcji. Czy to śniadanie, obiad, czy kolacja. Połowa porcji, to jeszcze czasem do zmieszczenia, ale bywa, że nawet i to jest dla mnie zbyt wiele. Kiedy się podróżuje, to ciągłe taszczenie ze sobą
Myślę, że wyjściem byłoby, gdyby ceny nieco obniżono. Przyznam, że ucieszyła mnie idea, że porcje będą małe, bo od lat mam problem ze zjedzeniem zwykłych porcji. Czy to śniadanie, obiad, czy kolacja. Połowa porcji, to jeszcze czasem do zmieszczenia, ale bywa, że nawet i to jest dla mnie zbyt wiele. Kiedy się podróżuje, to ciągłe taszczenie ze sobą połowy dań, bywa dość upi...męczące. A przecież wyrzucenie, to marnotrawstwo. Jak w ubiegłym roku, poprosiłam w pewnym miejscu, o mniejszą porcję i podkreślałam to kilka razy, dostaliśmy z moim partnerem, dwie porcje podwójne. Więc sama idea mi się podoba. Nie lubię też, kiedy słyszę, że jak chcę np jajecznicę, albo rybę, to muszę kupić też konkretne dodatki i nie mam wyboru. Więc może się da wypracować jakiś złoty środek? Co do dziwnych nazw dań - zawsze można sprawdzić w internecie, co to takiego. A jak chodzi o "mody" - zawsze jakieś były i będą. Ja np nie rozumiem rzucania się do kolejki po gorące pączki, które w temperaturze pokojowej, smakują jak kula z gipsu. Co do kosmicznych cen - myślę, że powinno się dokonać zmian na kiermaszach miejskich, bo to trend dotyczący całego kraju.
- 5 4
-
2026-04-01 21:22
Idź do baru mlecznego. Tam jest taniej. Tylko atmosfera inna i nie masz szans posiedzieć godzinę przy jednej herbatce
- 0 6
-
2026-04-01 11:45
Bardzo fajny tekst. Czekam na więcej!
- 23 6
-
2026-04-01 10:27
Trafne spostrzeżenia, gastronomia już dawno odleciała, nie tylko cenowo (4)
Niestety, ale czasy, że co weekend wychodziło się na miasto i coś zamawiało w knajpie już minęły. Ceny poszybowały w kosmos, a jakość spadła. Co musi się stać, aby gastronomia przemyślała, że to nie prowadzi do niczego dobrego?
- 142 2
-
2026-04-01 15:22
No właśnie raz na weekend a teraz wcale. Żeby było tanio musi być duży ruch a żeby był duży ruch musi być tanio i tak koło się zamyka. Tylko że Polacy nie mają w zwyczaju ciągłego wychodzenia do knajp
- 10 6
-
2026-04-01 14:10
(2)
Modne czyli drogo.Nic nie wkurza,bo mnie nie stać,czekam na otwarcie kuchni publicznej dla biednego plebsu jak ja.
- 21 1
-
2026-04-01 19:25
(1)
A widzisz, mnie stać, ale przestałam chodzić po knajpach, bo gdzieś zniknął duch przyjemności, jaki się z tym łączył. Nawet przepłacać byłam skłonna, jeśli jedzenie było dobre, atmosfera i obsługa miła a lokal przytulny. Teraz z pochodnią szukać, a i tak nie znajdziesz. Wszystkie te knajpy jakież takie... zimne, sztuczne, nieprzyjemne. Obsługa
A widzisz, mnie stać, ale przestałam chodzić po knajpach, bo gdzieś zniknął duch przyjemności, jaki się z tym łączył. Nawet przepłacać byłam skłonna, jeśli jedzenie było dobre, atmosfera i obsługa miła a lokal przytulny. Teraz z pochodnią szukać, a i tak nie znajdziesz. Wszystkie te knajpy jakież takie... zimne, sztuczne, nieprzyjemne. Obsługa siląca się na luz też mnie nie kręci. Zamiast iść z rodzinką do knajpy coś zjeść - co robiliśmy przynajmniej raz w tygodniu. częściej zdarza nam się teraz wyskoczyć coś zjeść poza domem (sami lub z dziećmi) w weekend na Kaszuby - różnice w cenach i porcjach takie, że nawet koszt wachy nam się czasem zwaca(!), a jak pogoda kiepska, to
do jakiegoś pubu z muzyką na żywo (dzieci
mamy dorosłe).- 9 0
-
2026-04-01 21:16
Szacun
- 0 0
-
2026-04-01 10:48
(12)
Śniadanie kopenhaskie, czyli kolejny pomysł na to, jak za śniadanie warte 5-8 złotych zgarnąć dużo więcej. Podobne "koncepty" w różnych formach można zaobserwować w niektórych hotelach, które wprawdzie nadal oferują śniadanie, ale jest znacznie droższe i znacznie uboższe, niż było kiedyś. Dlatego bardzo doceniam te hotele, w których nadal się starają, a nie ukrywają zdzieranie z klienta za fasadą minimalizmu.
- 107 0
-
2026-04-01 14:09
Food cost, głupcze (11)
Przy wartości 5-8 zł i food coscie rzędu 20% (standard w gastro), wychodzi cena dania 25-40 zł. Wszystko się zgadza, można się rozejść :)
- 2 36
-
2026-04-01 14:54
(10)
Przy śniadaniu, którego przygotowanie i podanie nie wymaga niczego poza ugotowaniem jajka? Nie rozśmieszaj mnie.
- 28 3
-
2026-04-01 15:14
(9)
Są lokale, gdzie wypieka się swój własny chleb. W artykule jest opisany proces ubijania masła.
Tak czy inaczej, zapraszam na gastroscenę ze swoim pomysłami. Jest szansa się wykazać i przyciągnąć tłumy xD- 2 33
-
2026-04-02 01:26
(4)
Mogłeś jeszcze napisać, że są lokale w których własnoręcznie doją krowy i z tego mleka biją masło, śmietanę i ser halumi. Gdzie takich jak ty hodują?
- 6 2
-
2026-04-02 10:34
(3)
Z dwóch działających w Gdańsku konceptów talerzykowych jeden na pewno wypieka swoje pieczywo.
Komentarz o dojeniu krów ad absurdum.- 2 1
-
2026-04-02 11:08
Koncepty talerzykowe xdddddd (2)
Ty się słyszysz?
- 3 2
-
2026-04-02 11:22
(1)
Burn them with fire!
Widzę że concepty wjeżdżają na podium wszelkiego zła i stoją w rzędzie z Ukraińcami, rowerzystami, ekologami, weganami i czego tam się jezszcze obawiacie xD- 2 2
-
2026-04-02 12:39
Niezła projekcja chłopie
Przepraszam, projection
- 1 3
-
2026-04-01 17:55
Nie wiem jak pomysły przedmówcy (3)
ale pomysł jedzenia w normalnej cenie jest absolutnie powszechny w Grecji, na całych Bałkanach, we Włoszech, na półwyspie Iberyjskim itd. Co więcej, obecnie taniej można zjeść w Austrii czy Francji niż Polsce. Przy dużo wyższych kosztach. Więc spokojnie poczekamy, aż na waszych gruzach pojawią się nie-janusze, którzy jednym klientem w pustej sali nie będą próbowali utrzymać całej restauracji. Limit przerzucania niekompetencji w budowie modeli biznesowych na klienta dawno został osiągnięty...
- 20 0
-
2026-04-02 11:38
Obawiam się, że to są właśnie normalne ceny :(
A dlaczego? Jest chyba jak zwykle it's complicated.
Po pierwsze, inflacja skumulowana z ostatnich 5 lat:
Polska 45%, Austria 28%, Hiszpania 22%, Niemcy 22%, Włochy 20%, Francja 18%.
Po drugie, struktura własnościowa. Nie mam na to danych, ale długo działająceObawiam się, że to są właśnie normalne ceny :(
A dlaczego? Jest chyba jak zwykle it's complicated.
Po pierwsze, inflacja skumulowana z ostatnich 5 lat:
Polska 45%, Austria 28%, Hiszpania 22%, Niemcy 22%, Włochy 20%, Francja 18%.
Po drugie, struktura własnościowa. Nie mam na to danych, ale długo działające restauracje mogą posiadać lokal na własność (mniejsze koszty). Przy wynajmie od tzw. prywaciarza lub zakupu na kredyt (wysokie stopy w PL!) koszt lokalu jest dużo wyższy.
Po trzecie, cena energii dla przedsiębiorcy w Polsce jest obecnie najwyższa w Europie.
I kilka jeszcze innych, np. klienci wynoszący mydło w płynie z restauracyjnych toalet xD- 1 0
-
2026-04-01 20:49
To są na ogół dowody anegdotyczne, jak z cenami mieszkań Polska vs. zagranica. Można znaleźć miejsce, gdzie zje się taniej niż w Polsce, ale za ten sam poziom płaci się więcej na tzw. zachodzie.
- 2 6
-
2026-04-01 19:54
Dokładnie
U nas ceny jak na zachodzie, ale dalej się nie opłaca.
- 6 0
-
2026-04-01 10:36
Fan profilu na insta Concept talerzykowy (3)
W końcu jakiś luźny i miły w odbiorze tekst na trójmiasto.pl. Będę stałym czytelnikiem :)
ps: nie znałem opcji z nakłuwaniem jajka przed gotowaniem. Do sprawdzenia!- 35 19
-
2026-04-01 17:32
Nalezy nakluc i wtedy mozna wlozyc do mikrofali
- 1 5
-
2026-04-01 11:30
(1)
Nakłujesz jajko a w gotowaniu wszystko wypłynie! Nie słuchaj takich bzdur, zacznij myśleć!
- 14 10
-
2026-04-01 23:05
Aż dziw, że tak wiele osób dało łapę w górę.. igła dodawana chyba do każdego jajowara
- 1 2
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.