Moda na analizę kolorystyczną. Czy to ma w ogóle sens?
Media społecznościowe zaczęły mnie ostatnio przekonywać, że nie wiem, jakie kolory powinnam nosić. A właściwie nie tylko one, lecz cały przemysł, który wyrósł wokół analizy kolorystycznej. Płacisz kilkaset złotych, ktoś przykłada ci do twarzy kawałki tkanin i po chwili oznajmia: "jesteś zimą", "ciepłą jesienią" albo "letnią mgłą", co oznacza nic innego jak konieczność wymiany połowy szafy i dożywotni zakaz zbliżania się do żółtego.
- Kilkaset złotych za decyzję o swetrze
- A co, jeśli po prostu lubię niebieski?
- Szafa do wymiany
- Trend, który najpewniej przeminie
Kilkaset złotych za decyzję o swetrze
Za kilkaset złotych dowiadujesz się, że lepszy będzie chłodny róż niż łososiowy, granat zamiast khaki, a złoto niekoniecznie musi być twoim sprzymierzeńcem. I pewnie w wielu przypadkach ma to sens, wszak w jednych kolorach wyglądamy lepiej, w innych gorzej. Pytanie brzmi: czy naprawdę potrzebujemy do tego certyfikowanego specjalisty?
A co, jeśli po prostu lubię niebieski?
Tu dochodzimy do sedna. Analiza kolorystyczna mówi nam, co do nas pasuje, ale nie pyta, co nam się podoba.
Mogę wiedzieć, że khaki mnie przygasza. I nadal je lubić. Mogę mieć ochotę założyć żółtą sukienkę w środku lata, bo kojarzy mi się z wakacjami, a nie dlatego, że ktoś uznał ją za "moją" w palecie. Styl, jeśli ma mieć jakiekolwiek znaczenie, jest przecież przestrzenią wyboru. Miejscem na eksperymenty, pomyłki i zmiany zdania. Trudno nie odnieść wrażenia, że analiza kolorystyczna tę przestrzeń raczej zawęża niż poszerza.
Szafa do wymiany
Jest jeszcze jeden wątek, o którym mówi się mniej. Analiza kolorystyczna ma pewien nieuchronny efekt uboczny: po sesji patrzysz na swoją szafę i widzisz same błędy. Ten sweter - zły odcień. Ta kurtka - nie twoja paleta. Te spodnie - może, ale tylko z właściwym topem.
I wtedy pojawia się bardzo znajoma myśl: może warto coś zmienić. Coś dokupić. Coś wymienić. Analiza kolorystyczna nie mówi wprost, żeby wyrzucić pół szafy, ale dość skutecznie sprawia, że zaczynamy o tym myśleć. Konsumpcja nie znika, tylko zmienia kierunek. Zamiast kupować przypadkowo, kupujemy "świadomie". Efekt końcowy bywa podobny.
Trend, który najpewniej przeminie
Pamiętacie kapsułowe garderoby? Slow fashion, który jakoś zawsze kończył się nową paczką z sieciówki? Detoks od social mediów ogłaszany na social mediach? Analiza kolorystyczna wpisuje się w długą tradycję trendów, które obiecują porządek, a dostarczają kolejnej rzeczy do "zoptymalizowania".
Za kilka lat będziemy na nią patrzeć jak na testy osobowości z kolorowych magazynów, z rozbawieniem i lekkim niedowierzaniem, że braliśmy to na poważnie. Tymczasem ktoś zarabia na tym niezłe pieniądze, a my zostajemy z solidną porcją wątpliwości.
Zobacz także
Opinie wybrane
-
2026-04-17 03:47
Ważne żeby nie mieszać
Miałam to szczęście że analizę kolorystyczną zrobiła mi koleżanka w ramach "babskiego wieczoru":) Było zabawnie i ciekawie, a co najważniejsze dowiedziałam się, że właściwy dla mnie jest KAŻDY kolor, jedynie trzeba dobrać odpowiedni odcień. Nie mieszać chłodnego z ciepłym, bawić się dodatkami, które mogą naprawdę wiele zmienić.
- 8 3
-
2026-04-16 14:51
Na pewno warto jest wiedzieć w jakich kolorach jest nam dobrze, a jakie niekoniecznie do nas pasują. Ale fajnie jest też dojść do tego samemu albo po prostu poprosić o opinie kogoś z bliskich, koleżanki albo może nawet jakąś panią w sklepie z ubraniami. Szkoda kasy wydawać na takie analizy.
- 21 2
-
2026-04-16 07:50
Chcemy tego czy nie, szata robi człowieka. (3)
Od opery po przebieżkę w lesie, ubieramy się ,,stosownie", cokolwiek to znaczy. Powiedzmy, że poziom ,,zero" w danej sytuacji to taki, który wtapia się: sukienka/marynarka do opery, legginsy/kolorowe coś do biegania. Odstępstwa od tej niepisanej normy zwracają uwagę i to działa w obie strony: piękniejsza od średniej suknia w operze przyciąga
Od opery po przebieżkę w lesie, ubieramy się ,,stosownie", cokolwiek to znaczy. Powiedzmy, że poziom ,,zero" w danej sytuacji to taki, który wtapia się: sukienka/marynarka do opery, legginsy/kolorowe coś do biegania. Odstępstwa od tej niepisanej normy zwracają uwagę i to działa w obie strony: piękniejsza od średniej suknia w operze przyciąga spojrzenia,
ale dres...też, tylko niekoniecznie takie, jakich byśmy chcieli.
Zakłądając, że ktoś chce lepiej wyglądać w tę ,,lepszą" stronę: zaczyna się od banału, czyli właściwy ubiór do właściwej okazji,
potem proporcje, coś dłuższe, coś krótsze, aby proporcje naszej sylwetki wyglądały ,,lepiej". Jak już ogarniemy kształt i proporcje, przychodzi kolej na zgranie kolorów. Niektóre osoby mają tę umiejętność same z siebie, inne muszą się uczyć,
a jeszcze inne, jak ja, mają karteczki z notatkami, to pasuje, a to nie.
A po co? No czasem chcemy zrobić lepsze wrażenie, pierwsze wrażenie, obojętnie co o tym myślimy może dać nam pracę lub jej nie dać, dać zlecenie, lub nie, pomoże załatwić naszą sprawę lub ją utrudni. I często, zanim w ogóle się odezwiemy już jesteśmy ,,zmierzeni" wzrokiem. Ktoś to oleje, ktoś wykorzysta, ale nie da się od tego uciec.- 12 11
-
2026-04-16 08:31
(1)
Każdy kto tak mówi nadrabia braki wewnętrzne właśnie ubiorem.
- 1 5
-
2026-04-17 09:41
Na pogrzeb przyjdziesz w dresie ? Nie, bo chcesz okazać szacunek żałobnikom, a to się robi m.in.przez stosowny ubiór
Mój kolega- prezes i większosciowy udziałowiec spółki stracił bardzo dużego klienta (większość przychodu firmy), gdyż po roku obsługiwania tej firmy przyszedł na spotkanie zarządu w podartych (stylowo podartych) dżinsach , T-schircie z niestandardowym napisem i czapce bejsbolówce, dlaczego ? Gdyż tak się nosi na codzień.
- 2 1
-
2026-04-16 08:04
na stanowisko sekretarki być może
- 2 2
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.