Fakty i opinie

stat

2 lata więzienia dla twórcy piramidy Pier&Gio

Wielu uwierzyło w łatwy zarobek, a potem ze wstydem zdrapywało takie naklejki z szyb swoich samochodów.
Wielu uwierzyło w łatwy zarobek, a potem ze wstydem zdrapywało takie naklejki z szyb swoich samochodów. fot. Łukasz/czytelnik Trojmiasto.pl

Utrzymywał, że w piramidzie finansowej był tylko figurantem i nie podpisywał żadnych dokumentów. Ostatecznie będący na utrzymaniu syna i nie posiadający żadnego majątku 72-letni Piergiorgio L., którego firma oszukała ponad tysiąc osób na 3 mln zł, przyznał się do winy. Spędzi 2 lata w więzieniu, musi też oddać wszystkie pieniądze.



Czy ktoś z twoich znajomych lub bliskich dał się naciągnać twórcom Pier&Gio lub Amber Gold?

ja jestem jednąz ich ofiar

6%

tak, ktoś z moich bliskich stracił pieniądze

16%

przypuszczam, że tak, ale nie chcą się przyznać

15%

na szczęście nie

63%
Piergiorgio L. dobrowolnie poddał karze. 2 najbliższe lata spędzi w więzieniu, ma też obowiązek naprawienia szkody. Z czego jednak odda, skoro nie ma żadnego majątku, a oficjalnie ma co jeść tylko dlatego, że utrzymuje go syn?

Do zwrotu jest ponad 3 mln zł. To zaliczki wpłacone przez 1124 poszkodowanych, którzy uwierzyli, że zarobią na reklamowaniu na swoich samochodach nieistniejących produktów. Nazwiska wszystkich oszukanych oraz okoliczności przestępstwa wyczytywał gdański sąd przez trzy ostatnie dni.

Historia piramidy finansowej Pier&Gio zaczęła się na przełomie 2007 i 2008 roku. Najpierw w Gdańsku, potem w Gdyni i kolejnych miastach w całej Polsce pojawiały się biura firmy Pier&Gio. Za reklamę wody mineralnej i perfum (później okazało się, że nieistniejących) płaciła 888 zł miesięcznie. Wcześniej trzeba było wpłacić niemal 2,8 tys. zł kaucji na "wyprodukowanie reklam".

Samochodów nimi oklejonych były w Trójmieście coraz więcej, bo niektórzy dostali pierwsze transze pieniędzy i przekonali kolejne ofiary. Gdyby piramida miała solidniejsze podstawy, oszukanych byłoby jeszcze więcej.

W połowie 2008 roku biura zostały jednak zamknięte, a słuch o ich właścicielu i pieniądzach zaginął. Do prokuratury zaczęli zgłaszać się poszkodowani, w sumie 1124 osoby. Na Włocha wydano nawet europejski nakaz aresztowania, ale długo udawało mu się ukrywać. W końcu jednak wpadł, podczas rutynowej kontroli drogowej.

Opinie (127) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.