Abp Głódź: Trzeba nam braterstwa serc, a nie zaciśniętych pięści

Najnowszy artukuł na ten temat Serce ze zniczy dla Pawła Adamowicza
Metropolita gdański, abp Sławoj Leszek Głódź
Metropolita gdański, abp Sławoj Leszek Głódź fot. Anna Bobrowska / KFP

- Przez wielu to, co się wydarzyło w niedzielny wieczór na Węglowym Targu zostało odebrane jako potężny, gwałtowny, niemilknący dzwon na trwogę. Wezwanie do rachunku sumienia. Do koniecznej przemiany stylu naszego życia, stylu politycznego, wspólnotowego, społecznego, medialnego także - mówił w homilii podczas mszy pogrzebowej Pawła Adamowicza metropolita gdański, abp Sławoj Leszek Głódź. Podkreślał też, że "śmierć nie oddziela nas wzajem od siebie, pozostajemy nadal w głębokiej jedności i łączności z tym, którego żegnamy na drogę wieczności".



W gdańskiej bazylice Mariackiej w sobotę odbyła się msza pogrzebowa zamordowanego prezydenta Pawła Adamowicza. Poniżej homilia metropolity gdańskiego arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia. Pogrzeb prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Relacja na żywo z pogrzebu prezydenta Pawła Adamowicza



Jesteśmy tu dziś, w bazylice Mariackiej, sławnej gdańskiej świątyni wzniesionej przed wiekami na chwałę Maryi Wniebowziętej, aby otoczyć modlitwą pożegnania naszego brata w wierze, śp. Pawła Adamowicza, Prezydenta Miasta Gdańska. Oddać mu ostatnią posługę: braterstwa, szacunku i uznania. Wyrazić naszą solidarność z Rodziną Pana Prezydenta rażoną gromem nieszczęścia. Zaświadczyć o jedności naszych serc w obliczu tragedii, której ofiarą padł śp. Paweł Adamowicz. W naszej modlitewnej solidarności z Rodziną śp. Prezydenta Gdańska uczestniczy Ojciec Święty Franciszek. Za pośrednictwem księdza Kardynała Konrada Krajewskiego, Jałmużnika Papieskiego, przesłał różańce - znak swej pamięci i jedności - które teraz przekażę Najbliższym Pana Prezydenta Miasta Gdańska z zapewnieniem, iż przytula Ich do serca i modli się za Nich.


Ale nade wszystko jesteśmy po to, aby nagle przerwane życie Pana Prezydenta włączyć w Paschalne Misterium Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Potwierdzić i wypowiedzieć pewność naszej katolickiej wiary, że śmierć nie oddziela nas wzajem od siebie, że pozostajemy nadal w głębokiej łączności z tym, którego żegnamy na drogę wieczności. On przecież nas tylko na tej drodze wyprzedził - nagle i niespodziewanie. Wszyscy tą drogą zdążamy. Wszyscy kiedyś razem będziemy w Chrystusie.

Otwórzmy nasze serca i umysły na ten głos eschatologicznej nadziei. Mocno zabrzmiał on w pierwszym czytaniu z Apokalipsy świętego Jana: "Oto czynię wszystko nowe... I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły (Ap 21,4).

I w życiu i w śmierci należymy do Pana

My jeszcze jesteśmy pośród owych "pierwszych rzeczy", które stanowią osnowę naszego doczesnego życia. Naszych dokonań, radości, porażek, pragnień, marzeń. Szedł drogą swego doczesnego dynamicznego, twórczego, wybiegającego ku przyszłości życia śp. Paweł Adamowicz. Niedawny zwycięzca w kolejnych wyborach na fotel prezydenta miasta Gdańska. Wychylony ku przyszłości, ku planom, projektom, marzeniom, które były przed nim, z którymi miał się zmierzyć.

21 grudnia usłyszałem po raz ostatni Jego mocny głos. Dzwonił z dalekiego Los Angeles. Składał bożonarodzeniowe i noworoczne życzenia. Dzielił się radością, że córka się tam uczy, cieszył się, że te dni odpoczynku spędzi razem z Rodziną. Cieszył się ze słońca, którego nam zabrakło. Prosiłem, by je przywiózł.


13 stycznia miała miejsce porażająca zbrodnia. Wstrząsnęła milionami polskich serc. Byłem tamtej nocy na OIOMI-e. Widziałem Pana Prezydenta. Nieprzytomnego, otoczonego gronem lekarzy walczących o rozdmuchanie płomienia jego życia. Modliliśmy się o cud, świadomi, jak tragiczny jest jego stan.

Pan ludzkich losów rozrządził inaczej. Nie wysłuchał naszych modlitw. Przy szpitalnym łóżku Prezydenta Gdańska stanął Anioł Śmierci. Otworzył przed nim bramy wieczności. Przeprowadził na drugą stronę życia. Ku Chrystusowi, którego Paweł Adamowicz stanowił - tak jak każdy chrześcijanin - własność. W liturgii dzisiejszego dnia mówi nam o tym św. Paweł Apostoł: "Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie; jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana". I w życiu i w śmierci należymy do Pana.

Swoista statua wolności



W kaplicy ostrobramskiej Matki Miłosierdzia, na pomniku upamiętniającym ofiary tragedii smoleńskiej, widnieją słowa: Media vita in morte sumus - W pośrodku życia w śmierci jesteśmy. Zaczerpnięte z Mszału Rzymskiego. Wielu z tych, którzy tamtego dnia lecieli do Katynia, aby na grobach zamordowanych polskich oficerów złożyć wieniec pamięci Ojczyzny było ludźmi, do których nagła śmierć przyszła in media vita - w połowie życia.

Przyszła w połowie życia także do śp. Pawła Adamowicza. Ofiary zbrodniczego, okrutnego, niepojętego w swej scenerii zamachu. "Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem, Gdańsk chce być miastem solidarności!". Tak mówił Prezydent chwilę przed tragicznym zamachem podczas końcowego finału dorocznej kwesty Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Odczytujemy te słowa jako swoisty testament. Wyznanie i deklarację miłości, uznania, szacunku, zachwytu dla Gdańska. Był jego prezydentem 20 lat.

Powraca telewizyjny obraz Prezydenta Pawła z wzniesioną ku górze ręką. "To jest swoista statua wolności dla Gdańska, ale nie tylko". Takie słowa wpisałem w Księdze Kondolencyjnej. W ręce trzymał światełko skierowane ku niebu. Ku światłości wiekuistej, gdzie mieszka Bóg "bogaty w miłosierdzie" (Ef 2,4). Jakby sygnał, jakby oznajmienie - nieuświadomione wtedy - że niebawem i on będzie zmierzał ku Temu, który "zna wszystko" (1 J, 20).

Należał do pokolenia, które na drodze swych młodzieńczych lat odczuło tchnienie wichru Solidarności. Weszło w jego nurt - wtedy prześladowanej, zepchniętej do podziemia - kiedy nastał czas uniwersyteckich studiów. Pokolenie ogarnięte pragnieniem wolności i w służbie wolności. Student Paweł Adamowicz. Wydawca i drukarz podziemnego studenckiego pisma. Jeden z tysięcy tych, którzy pamiętnego 12 czerwca 1987 roku, na gdańskiej Zaspie słuchali słów św. Jana Pawła, który mówił wtedy, za tych, którzy wtedy mówić nie mogli - za ludzi "Solidarności". Witał Ojciec święty Gdańsk: "Miasto ludzi morza, miasto ludzi pracy, wielkiej pracy (...) miasto i środowisko, w którym zrodziła się na nowo potrzeba odnowy człowieka przez pracę. Wyzwolenie człowieka przez pracę".

Po 1989 roku włączył się w życie społeczne, polityczne, a przede wszystkim samorządowe. Takim go znaliście od lat i takim ja go znalem od 2008 roku. Lider gdańskich samorządowców. Od 1998 roku prezydent Gdańska. Zwycięzca podczas kolejnych wyborów. Ofiarował tej służbie rodzinnemu miastu swoje serce, zapał, kompetencje, wrażliwość, inteligencję, także twórczą wyobraźnię. Patriota Gdańska. Jakże wiele zrobił, aby nasze miasto wyrastało nad poziomy. Piękniało. Nasycało się rozmaitymi inwestycjami w służbie gdańskiej pamięci, edukacji, artyzmu, zdrowia, życia społecznego, użyteczności publicznej. Aby promieniowało przedsięwzięciami artystycznymi, kulturalnymi. Przyciągało ku sobie, szczególnie latem, innych. Było gościnne, atrakcyjne. Wielkie i dumne. Świadome swej ważnej roli w historii współczesności ojczyzny i chrześcijańskiej Europy.

Był człowiekiem wiary



Kościół katolicki w Gdańsku doznał od niego wiele pomocy. Wspomagał remonty historycznych zabytkowych gdańskich świątyń. Konserwację licznych zabytków sztuki sakralnej. Wiele działań Kościoła, szczególnie tych o wymiarze społecznym, mogło liczyć na wsparcie ze strony Prezydenta Gdańska.

Dziękuję za nie w godzinie pożegnania, Panie Prezydencie. Dziękuję za Pana obecność na wielu kościelnych uroczystościach, zawsze z łańcuchem prezydenckim na piersiach. Dziękuję za świadectwo wspólnoty włodarza miasta z Kościołem katolickim, który towarzyszy gdańskiej wspólnocie od godzin jego początku. Od misji św. Wojciecha, który u schyłku X wieku do słowiańskiego Gdańska przyniósł światło Ewangelii i sakrament chrztu, który wiązał drogę gdańskich pokoleń z Chrystusem.

Śp. Prezydent był człowiekiem wiary, praktykującym katolikiem. Nie wstydził się swojej wiary. Często żartobliwie podkreślał, że gdy jest w Brukseli i siada z posłami to rozpoczyna posiłek od znaku krzyża. Był związany mocnymi więzami przyjaźni z mym poprzednikiem, śp. arcybiskupem Tadeuszem Gocłowskim. Uważał go za swego duchowego ojca, korzystał wiele z jego doświadczenia i rozeznania zagadnień społecznych i politycznych.

Niebawem minie jedenaście lat od naszego poznania w dniu mego ingresu do archikatedry w Gdańsku - Oliwie. Jakże wiele przez te lata było naszych spotkań, rozmów. Także znaków pamięci i szacunku. Wspomnę jeden. Odwiedził mnie w warszawskim szpitalu w czasie mej ciężkiej choroby.

Śp. Pan Prezydent Paweł Adamowicz stanął już w prawdzie swego tragicznie przerwanego życia przed Bożym Majestatem. Przed Bogiem żywych i umarłych. Sprawiedliwym, wiernym i miłosiernym. Zda mu sprawę z włodarstwa swego. Zaniesie naręcze swoich dobrych czynów w służbie rodziny, bliźnich, wspólnoty Gdańska, której tyle lat przewodził. Otrzyma za nie wieczną zapłatę stosownie do swych czynów i wiary. W jego ostatniej drodze niechaj towarzyszy Panu Prezydentowi nasza modlitwa kierowana ku Matce Miłosierdzia. Rozdawczyni łask. Przewodniczce na drogach wieczności. Tak wiele było modlitwy w ostatnich dniach. Niech dalej trwają i nie ustają. Niech będą świadectwem naszych serc pozostających w harmonii z Bożym miłosierdziem. To miłość do Matki Miłosierdzia, tej z Ostrej Bramy, posiadł od swoich Rodziców przybyłych do Gdańska z ziemi wileńskiej.

Bogaty plon życia naszego brata Pawła - ludzką miarą oceniany - i jego oddana służba gdańskiej wspólnocie na stanowisku jej Prezydenta, stały u źródeł mej decyzji o złożeniu jego prochów w tej szacownej świątyni, nazywanej Koroną Miasta Gdańska.

Przez wieki składano w niej na wieczne odpocznienie zasłużonych gdańszczan, patrycjuszy, burmistrzów. Pierwsi z nich, Konrad Leczkow i Albert Hecht, zostali w jej murach pochowani w XIV wieku. Przed niespełna dziesięciu laty w kaplicy Matki Bożej Miłosierdzia, złożyliśmy podniesione ze smoleńskiego pobojowiska doczesne szczątki Macieja Płażyńskiego, marszałka Sejmu, współtwórcę polskiej i gdańskiej wolności, ofiarę tragedii smoleńskiej. To był pierwszy powrót do dawnej tradycji. Do zainicjowania panteonu osób, które dobrze zasłużyły się Gdańskowi i Ojczyźnie. Prezydent Adamowicz będzie drugim, którego prochy w tych dostojnych murach oczekiwać będą na dzień chwały w którym "Bóg nasz przybędzie" (Ps 50, 3), Chrystus "przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z nim" (Mt 25, 31 - 32).

Potrzeba nam "budowniczych pokoju" i braterstwa



Śmierć brata naszego Pawła, którego dziś chrześcijańskim pogrzebem żegnamy, wstrząsnęła wspólnotą naszego narodu. Zda się ku naszemu miastu, ku ojczyźnie, nadbiegło dramatyczne pytanie Boga z Księgi Rodzaju, skierowane ku Kainowi, zabójcy brata swego, Abla: Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośna woła ku Mnie z ziemi.

Dla wielu to, co się wydarzyło w niedzielny wieczór na Węglowym Targu, zostało odebrane jako potężny, gwałtowny, niemilknący dzwon na trwogę. Wezwanie do rachunku sumienia. Do koniecznej przemiany stylu naszego życia politycznego, wspólnotowego, społecznego, medialnego. Do definitywnego wyrugowania z polskiej polityki, więcej, z przestrzeni życia społecznego języka pogardy, poniżania, deprecjonowania, obdzierania ze czci i godności naszych braci, bliskich, czasem niedawnych przyjaciół. Wypływa ten język z serc, w których wygasł płomień miłości do ojczyzny, do polskiej wspólnoty. Wyrasta z niekontrolowanej miarą sumienia pychy, która jest nieodrodnym dzieckiem pogardy. Tak być nie może! Dosyć! Basta! Stop!

To pycha buduje mury osobności. Wzywa do ich obrony. Niezdolna do autorefleksji, do dostrzeżenia w swych sercach braku miłości, imperatywu pokoju, szacunku dla racji i poglądów innych, podważania tego, co jest rezultatem demokratycznych zasad. Trzeba nam braterstwa serc, dłoni otwartych, a nie zaciśniętych pięści.

Dźwięk tego dzwonu wzywa nas do odbudowy polskiej wspólnoty wedle miary miłości, zaufania, szacunku. Do definitywnego zakończenia recydywy swoistej walki klas. W nowym przebraniu i propagandowym instrumentarium. Pamiętanej dobrze przez starsze pokolenie. Przynosiła opłakane owoce społecznych krzywd, konfliktów, destabilizację polskiej wspólnoty. To dotyczy także wypłukiwania z przestrzeni publicznej roli Kościoła, jego zadań i posłannictwa.

Tak, drodzy bracia i siostry, trzeba nam powrotu do hierarchii trwałych, sprawdzonych wartości, budowanych na fundamencie Rodziny, szkoły, kościoła. Powrotu niezbędnego, koniecznego niczym koło ratunkowe wrzucone na wzburzoną głębinę polskiej wspólnoty. Tych wartości dzięki którym Polska trwa. Z których wyrosła przed stu laty jej utracona niepodległość. Odebrana przez sąsiadów w sytuacji wewnętrznej słabości i głębokich podziałów. Powrotu wartości, które w polskie pokiereszowane opresją komunistycznej ideologii życie, wniosła Solidarność. A "Solidarność - to znaczy jeden i drugi (...) A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni - przeciw drugim". Tak mówił, tu, w Gdańsku, na Zaspie, św. Jan Paweł II. Wielu zapomniało o tym doszczętnie. A to zadanie niespełnione, jesteśmy za to odpowiedzialni. Trzeba je podjąć.

Ojciec Święty Franciszek w tegorocznym Orędziu na Światowy Dzień Pokoju, przypomina, że "przekazanie pokoju znajduje się w centrum misji uczniów Chrystusa", a "polityka jeśli jest realizowana z podstawowym poszanowaniem dla życia, wolności i godności ludzi, może naprawdę stać się wzniosłą formą miłości". Tej formy miłości potrzebuje Polska - jak "łania pragnie wody ze strumieni".

Nasza ojczyzna potrzebuje takiego kształtu polityki polskiej. Takiego - motywowanego miłością, szacunkiem - kształtu polskiej wspólnoty narodowej. Mówię o tym, wobec was, bracia i siostry, którzy jesteście dziećmi Narodu i Kościoła. Wobec nas wszystkich, którzy mamy obowiązek współtworzyć Polskę zgodną, sprawiedliwą, miłującą, solidarną.

Dzisiaj - odwołuję się jeszcze raz do słów Ojca Świętego Franciszka - bardziej niż kiedykolwiek, nasze społeczeństwa - pośród nich i nasze, polskie - potrzebują "budowniczych pokoju", którzy mogliby być autentycznymi posłańcami i świadkami Boga Ojca, który chce dobra i szczęścia rodziny ludzkiej". Dziś winniśmy wrócić to słów ważnych: proszę, dziękuję, przepraszam. Słów, o których mówił Ojciec Święty.

Umiłowani!

Pora już kończyć. Zbliża się czas, kiedy pośród nas w sakramencie ołtarza stanie Chrystus. Poprzez chrzest święty włączył się w Jego śmierć i Jego zmartwychwstanie ten, którego dziś odprowadzamy na drogę wieczności, śp. Paweł Adamowicz.

Zbliża a się także czas wzajemnego przekazania sobie znaku pokoju. Przekażmy go w duchowy sposób, bo nie wszyscy będą w stanie to uczynić bezpośrednio, najbliższej rodzinie śp. Pawła Adamowicza: Małżonce, Córkom, Rodzicom, Bratu. Niech odczują naszą bliskość, empatię, wspólnotę, braterstwo naszych serc. Przekażmy także znak pokoju lekarzom. Zrobili co mogli. Walczyli wiele godzin o życie śp. Pawła. Bóg rozrządził inaczej. Należy im się wielkie uznanie. Wdzięczność i podziw, także za zachętę do modlitwy. A była to 2.30 w poniedziałek nad ranem.

"Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł" - w Ewangelii dzisiejszego dnia rozległ się pełen bólu i zawodu głos Marty, siostry Łazarza. Panie, gdybyś tu był...

A przecież jest coś większego niż śmierć, niż nagłe rozstanie media vita - w pośrodku życia. Odpowiedziała Mu: "Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat". Wiara ewangelicznej Marty jest wiarą milionów chrześcijan, Polaków. Trzeba z nią iść w życie i z niej czerpać. Ta wiara była także wiarą śp. Pawła Adamowicza, prezydenta Miasta Gdańska, którego dziś żegnamy naszą ufną modlitwą. Niech go ogarnie światłość Bożej miłości. Światłość nieba i niech w niej trwa.

Dziś moją duszę w ręce Twe powierzam.

Mój Stworzycielu i Najlepszy Ojcze.

Do domu wracam jak strudzony Pielgrzym

A Ty z miłością przyjmij mnie z powrotem.

Tułaczka moja już dobiegła kresu,

dla moich oczu słońce ziemi zgasło.

W Tobie, mój Panie, znajdę pokój wieczny,

Ty będziesz dla mnie niegasnącym światłem.

Amen!

Opinie (170) ponad 50 zablokowanych

  • Aferujcie się bardziej politycy (6)

    Hipokryzja was zjada a płacą zwykli ludzie.

    • 153 4

    • dopiero po tragicznej śmierci na chwilę jest spokój. (5)

      • 30 3

      • Masz rację (4)

        W poniedziałek cały ten syf wróci.

        • 35 3

        • bolek nawet dziś nie potrafił się zachować. (3)

          • 19 18

          • Przeciez ty nawet nie jestes gdanszczaninien wiec nie wypisuj tu!

            • 3 6

          • daruj sobie te wypowiedzi i zamilcz

            • 6 3

          • Kartofla z Nowogrodzkiej nie było a biskup `flaszka` chyba znowu był pod procentami - księży jak kierowców trzeba badać

            alkomatem przed kazaniem.

            • 3 0

  • "Trzeba nam braterstwa serc, a nie zaciśniętych pięści" (3)

    Piękne słowa. Szkoda, że piękne tylko dzisiaj.

    • 154 9

    • Gdybym był Glinskim, Duda czy Morawiecki (2)

      • 2 0

      • To bym się spalił ze wstydu w kosciele (1)

        • 9 3

        • Duda chyba trochę się palił, zważywszy jego minę w czasie “znaku pokoju”... wyrażała jakby dyskomfort...

          • 6 0

  • XXX (4)

    Piękne pożegnanie .

    • 78 19

    • gdzie była kremacja? (2)

      • 1 10

      • (1)

        W 3miescie jest tylko kedno miejsce.

        • 4 0

        • Sa dwa

          Prywatne i publiczne

          • 1 0

    • Johannes, tutaj Polska,Gdańsk.

      • 2 1

  • Jestem zażenowana (13)

    słowa Głodzia to kolejna próba ugrania czegoś dla siebie na tej tragedii. jak można było powiedzieć, że to wszystko dlatego, bo kościoła jest za mało w przestrzeni publicznej? bezczelny, mały człowiek

    • 229 140

    • (3)

      Co za ironia co? Paweł Adamowicz był z wyznania katolikiem i mieć pretensje, że katolicki ksiądz, na katolickim pogrzebie głosi naukę katolików, no co za bezczelność!!

      • 72 40

      • to jeszcze sprawdź, jak bardzo "lubił" się z Głodziem

        • 36 13

      • (1)

        Z Głodzia chrześcijanin jak ze mnie baletnica!

        • 15 1

        • W sedno!

          Hodowca danieli sie odezwał... Jak to jest, że ludzie go jeszcze słuchają...?

          • 3 0

    • jesteś trollem z PO? (1)

      • 22 29

      • Trole są w bajkach

        • 3 3

    • Ja

      Jestem tego samego zdania. Żenujące.

      • 23 13

    • Głodź takie rzeczy niech pierniczy pisowskim politykom a nie na pogrzebie zamordowanego Prezydenta Miasta (1)

      • 26 18

      • Juz smarujecie, śmiać mi się chce z waszej obłudy.

        • 14 13

    • dokładnie tak

      W pełni się zgadzam, byłam zażenowana jego wypowiedzią. Zapomniał o czym miał mówić - to było pożegnanie Pana Pawła Adamowicza, a nie jego polityczny wyrzut i próba zrobienia z kościoła ofiary nr 1

      • 29 10

    • jak będzie jeszcze więcej kościoła w przestrzeni publicznej, to możemy od razu zamykać państwo...

      • 18 13

    • dddd

      nie jesteś zażenowana, tylko ograniczona

      • 10 14

    • jesli jestes zazenowana to trudno

      Nie musisz ogladac i sluchac. Siedz dalej w Domu i narzekaj. A co ty zrobilas z pedofila w kosciele? Tez milczalas. Wiec tez ponosisz wine za to,

      • 1 6

  • Ok. Pamietajcie wszyscy o tym pojednaniu nie tylko dzis i jutro...

    • 66 5

  • (8)

    Abp Leszek Sławoj Głódź wzywa do cyt: "Do koniecznej przemiany stylu naszego życia"?! Ooo księże arcybiskupie i co zacznie ksiądz od siebie? Dajmy na to w Pana rezydencji urządzimy dom dziecka, a ksiądz pójdzie na mniejsze? Dajmy na to 200m2?

    • 237 42

    • (2)

      Tu chodziło o przemianę duchową, nie materialną...

      • 15 25

      • prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne

        niż bogacz dostąpi królestwa bożego

        • 45 1

      • jakie to wygodne...

        • 14 0

    • (1)

      Nie uzywaj mowy nienawisci przeciwko kosciolowi hipokryto.

      • 8 23

      • ale w drugą stronę mają pozwolenie

        • 8 1

    • Kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie. (1)

      Czarni lubią wygodnie żyć.

      • 13 2

      • Zawsze !!!

        • 5 0

    • Sługa Boży

      Slusznie

      • 0 0

  • '(...) To pycha buduje mury osobności. Wzywa do ich obrony (...)'

    Niewątpliwie, proszę pana, niewątpliwie...

    • 104 18

  • dzwon którego nikt nie słyszy... (1)

    • 39 4

    • ten dzwon już ochrypł od dzwonienia

      ileż można? 20 lat? 30? 50?

      • 10 1

  • Leszek Sławoj Głódź - zacznij od siebie....!

    • 172 34

  • stek jakiś frazesów typowy dla tego cynicznego biskupa (9)

    Nawet w takich tragicznych okolicznościach nie może się powstrzymać od jakis ideologicznych bredni. Zero refleksji na tym co najważniejsze - ze Pan prezydent stawał w obronie każdego człowieka, a szczególności grup pogardzanych przez tżw. 'Prawych katolikow'. Tak Panie glodz kinder, kursche,kische. I miliony na posiadłości z danielami. I actimelek o poranku - do byłby dla niego idealny świat. właśnie ostatnie 30 lat upłynęło pod znakiem prymitywnej kościelnej indoktrynacji, połączonej z obecna nagonka i nienawiścią do uchodźców, innych religii, absurdalnym stosunkiem do kobiet, mniejszości seksualnych i inne pseudonaukowe bzdury połączone ze szczuciem z wielu ambon. Przymykanie oka na pedofilie. I do czego to doprowadziło?. A będzie coraz gorzej. Chyba ze w końcu weźmiemy się za edukacje obywatelska, albo putinowska Rosja będzie coraz bliżej. I znowu ktoś zabije innego wspaniałego człowieka.

    • 138 76

    • nie hejtuj człwieku, ksiądz też ma prawo do poglądów , każdy ma prawo mieć swoje zdanie (1)

      to co dla ciebie jest absurdem dla kogoś może być wartością

      • 26 28

      • Problem w tym, że p. Głódź wygłosił te swoje poglądy publicznie na pogrzebie katolika,

        który - mimo całej swjej wiary, a może właśnie ze względu na nią - niekoniecznie podpisałby się pod całością poglądów autora.

        • 36 10

    • (1)

      George Orwell – Rok 1984

      Cele poszczególnych warstw są absolutnie nie do pogodzenia. Celem górnej jest utrzymanie swojej pozycji. Celem średniej jest zamiana miejsc z górną. Celem dolnej, jeśli akurat go ma - gdyż na ogół jej przedstawiciele są zbyt ogłupieni ciężką pracą fizyczną, aby myśleć o czymkolwiek poza żmudną codziennością - jest znieść przywileje i stworzyć społeczeństwo, w którym wszyscy będą sobie równi. Na przestrzeni dziejów wciąż toczą się boje, w ogólnych zarysach przebiegające identycznie. Przez długie okresy warstwa górna pewnie dzierży władzę, lecz prędzej czy później następuje moment, kiedy traci wiarę we własne siły, albo w swoje umiejętności sprawnego rządzeniu; czasami dzieje się to równocześnie. Wówczas obala ją warstwa średnia, która kaptuje do pomocy dolną, wmawiając jej, iż walczy o wolność i sprawiedliwość. Zaledwie osiąga cel, spycha warstwę dolną na jej dawną, podrzędną pozycję, a sama przeistacza się w górną. Po pewnym czasie z jednej lub obu tych warstw wykluwa się nowa grupa średnia i bój zaczyna się od początku. Z trzech warstw tylko dolnej nigdy nie udaje się choćby na krótko zrealizować upragnionych celów. Twierdzenie, iż w ciągu wieków nie dokonał się żaden postęp materialny, byłoby przesadą. Nawet w obecnych czasach, mimo panującego zacofania, warunki bytowe przeciętnego obywatela są lepsze niż przed kilkuset laty. Lecz ani dostatek, ani wzrost kultury obyczajów, ani reformy i rewolucje nie przybliżyły choćby o milimetr realizacji ideału powszechnej równości.

      • 30 0

      • w tym rzecz że nigdy nie było i nie będzie równości międzyludzkiej ale chodzi o coś innego - o szacunek do drugiego człowieka i ów szacunek pan prezydent posiadał do każdego Gdańszczanina nawet jeśli był przez nich nielubiany.

        • 5 4

    • Kinder Küchen Kirchen jak cos

      • 4 6

    • Nie słyszałem, żeby deweloperzy byli przez Kościół jakoś szczególnie uciskani.

      Podasz jakieś dane na ten temat?

      • 10 5

    • Nie obrazaj tylko zacznij od pracy nad soba (1)

      tak nisko upadles, pokazujesz wlasnie jak masz kompletny brak kultury i szacunku dla innych pogladow. Nikt Ci nie kaze byc katolikiem, jezeli sie z Kosciolem Katolickim nie zgadzasz to w porzadku, Twoja sprawa. Ale nie obrazaj ludzi kosciola Katolickiego i katolikow, opanuj sie czlowieku i swoje emocje, bo to co piszesz to jest wlasnie mowa nienawisci i braku tolerancji. Pan Prezydent Adamowicz nie bylby z Ciebie dumny, nie zapomnij, ze on byl Katolikiem!

      • 3 5

      • Nazwy wyznań od małej litery, trochę szacunku dla polszczyzny! Z kolei kościół w znaczeniu instytucji - od wielkiej.

        Co do meritum: katolikiem, chrześcijaninem jest o. Wiśniewski, powiedział prawdę, trafił mocno do serc, dlatego dostał oklaski podczas mszy. Głódź jest politykiem pisowsko-rydzykowym, wygłosił kazanie pełne frazesów i bezsensów, a my, katolicy, mamy prawo oceniać i je, i jego. Z Pawła Adamowicza był lepszy chrześcijanin niż z obecnego gdańskiego biskupa.

        • 1 0

    • I to jest sedno sprawy

      każdy powinien przemianę zacząć od siebie od spojrzenia w głąb własnego sumienia i przeprowadzenia rachunku nieprawości i krzywd wyrządzonych myślą ,mową , zaniedbaniem . Prawda nas wyzwoli !!

      • 3 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze