Fakty i opinie

stat

Amber Gold: sędzia odczytuje wyrok. Wciąż pozostało 25 tomów


25 z 60 tomów, w których zawarta jest pełna treść wyroku wciąż ma do odczytania gdański sąd w sprawie afery Amber Gold. Oznacza to, że nadal tygodnie, o ile nie miesiące dzielą nas od poznania rozstrzygnięcia w tej sprawie. Prokurator domaga się 25 lat dla Marcina i Katarzyny P., a obrońcy chcą ich uniewinnienia.



Jakiego wyroku się spodziewasz?

uniewinnienia 11%
maksymalnej przewidzianej kary 25 lat 35%
czegoś pomiędzy tymi wyrokami 54%
zakończona Łącznie głosów: 1458
Nawet cztery razy w tygodniu sędzia Lidia Jedynak stawia się w przeważnie pustej sądowej sali, aby przez kilka godzin odczytywać treść kolejnych tomów wyroku w sprawie Amber Gold.

Strony - a więc przedstawiciele prokuratury oraz oskarżeni i ich obrońcy - nie muszą być obecne przy odczytywaniu wyroku. Akurat w dniach, kiedy my pojawialiśmy się w sądzie, nie było ich. Trafiały się jedynie pojedyncze osoby w charakterze publiczności.

Sam fakt, że sędzia - mając już gotową sentencję wyroku - musi przez kilkanaście tygodni odczytywać pełną treść poszczególnych tomów, może budzić zdziwienie. Warto jednak pamiętać, że to nie jest kwestia wyboru, a zgodności z prawem.

- Informacje przekazywane na ten temat są czasami nieprecyzyjne. Nie chodzi tutaj o samo odczytywanie nazwisk pokrzywdzonych. Sędzia odczytuje wyrok. Zgodnie z wymogiem art. 418 par. 1 k.p.k., po podpisaniu wyroku przewodniczący składu ogłasza go publicznie. Zatem sędzia musi odczytać cały wyrok, w tym czyny przypisane oskarżonemu. A także kwalifikację tych czynów, a następnie podstawę i wymiar kary oraz inne rozstrzygnięcia - wyjaśnia sędzia Tomasz Adamski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Amber Gold - wszystko o aferze


Prawo przewiduje jedyne odstępstwo od tej normy w przypadku, gdy sąd przytoczyć miałby treść zarzutów z aktu oskarżenia. W sprawie Amber Gold to jednak niemożliwe, bo gdy sąd zmienił opis czynu (a tak było w przypadku tej właśnie sprawy) i na nowo opisał czyny przypisane wyrokiem, to odczytuje w całości swoje ustalenia.

- W tym wypadku nie chodzi zatem o samo odczytywanie nazwisk, ale odczytanie na nowo opisanego przestępstwa - precyzuje Adamski.
Sędzia Jedynak musi więc wyrok odczytywać w całości, nie bacząc na pustą salę i brak stron. Nie może nawet zmieniać kolejności odczytywanych części orzeczenia.

- Można zatem powiedzieć, że obecnie kodeks nie przewiduje uproszczeń, nawet w tak olbrzymiej sprawie - dodaje Adamski.
Aktualnie - po 18 terminach, na których odczytywany był już wyrok - sędzia Jedynak wciąż ma przed sobą 25 z 60 tomów, które musi w całości przeczytać.

O co byli oskarżeni twórcy Amber Gold?



Wiadomo, że sąd uznał twórców Amber Gold za winnych przynajmniej części zarzutów. Jakich konkretnie i jaką wymierzy im karę, tego dowiemy się, gdy poznamy pełną treść sentencji wyroku. Póki co, wiadomo jedynie, o co byli oni oskarżeni.

Pprokurator domaga się 25 lat więzienia dla Marcina P.Katarzyny P., a obrońcy chcą ich uniewinnienia.

Przypomnijmy, śledztwo w sprawie Amber Gold zakończyło się w czerwcu 2015 roku. Marcina P., szefa spółki, oskarżono o cztery przestępstwa, a jego żonę - Katarzynę P. - o dziesięć przestępstw. Pierwotnie zarzutów było więcej, ale prowadzący śledztwo uznali jednak, że część z nich zawiera się w głównych zarzutach dotyczących oszustwa i prowadzenia działalności parabankowej.

Marcin i Katarzyna P. zostali też oskarżeni m.in. o pranie brudnych pieniędzy, fałszowanie dokumentów i poświadczenie nieprawdy. Prokuratura uznała, że szefowie Amber Gold ze swojej przestępczej działalności uczynili stałe źródło dochodu.

Podczas śledztwa przesłuchano około 20 tys. osób i sporządzono blisko 3 mln stron akt sprawy. Ostatecznie prokuratura uznała, że spółka Amber Gold oszukała ponad 18 tys. osób na łączną kwotę 851 mln zł.

Amber Gold było firmą prowadzoną przez Marcina P. oraz jego żonę Katarzynę. Spółka miała inwestować powierzone jej pieniądze w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 do 2012 roku. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji - przekraczającym nawet 10 proc. w skali roku, które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych.

W 2010 roku działalnością firmy zainteresowała się Komisja Nadzoru Finansowego, która stwierdziła, że spółka prowadzi działalność bankową bez stosownych zezwoleń. Skończyło się zawiadomieniem złożonym do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz. Gdańscy prokuratorzy odmówili jednak wszczęcia śledztwa.

KNF odwołała się od tej decyzji, a sąd nakazał prokuraturze ponowne przyjrzenie się sprawie. Tak też się stało, jednak i tym razem bez większych efektów, gdyż śledztwo umorzono. Od tej decyzji KNF również się odwołała, a sąd znowu przyznał jej rację.

Ostatecznie śledztwo trafiło najpierw do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, która zdecydowała się postawić zarzuty Marcinowi P., a później, decyzją Prokuratora Generalnego, do prokuratury z Łodzi, która to ostatecznie skierowała w tej sprawie do sądu akt oskarżenia.

Proces w sprawie Amber Gold prowadzono od marca 2016 roku. Na samym początku sąd zadecydował, że media nie będą mogły publikować informacji z toczącego się postępowania - chodziło o to, aby świadkowie nie sugerowali się w żaden sposób relacjami z sali sądowej.