Fakty i opinie

stat

Autobus między rogatkami. "Zagrożenia nie było"

Autobus pomiędzy szlabanami, a po torach jedzie pociąg towarowy - brzmi dramatycznie. Do takiego zdarzenia doszło we wtorek w Gdyni. Okazuje się jednak, że w pojeździe nie było pasażerów, a kierowca był w kontakcie z dróżnikiem.



Czy kierowca autobusu powinien zostać ukarany?

tak, niepotrzebnie wjechał na tory 18%
jeśli ktoś powinien być ukarany, to raczej dróżnik 37%
nie, przecież nic się nie stało 45%
zakończona Łącznie głosów: 3052
Film z autobusem stojącym pomiędzy zamkniętymi rogatkami przejazdu kolejowego nadesłał jeden z naszych czytelników. Pojawił się on w Raporcie we wtorek popołudniu. Czytelnik napisał, że obsługa przejazdu nie zareagowała. Sprawdziliśmy więc, czy tak było w istocie oraz czym spowodowana była ta sytuacja.

Ustaliliśmy, że na przejeździe kolejowym przy ul. Chrzanowskiego znalazł się autobus linii nr 119, jadący z Dworca Morskiego. W tym miejscu wjazd na przejazd od strony ul. Polskiej odbywa się bezpośrednio z ronda Karlskrona. Przejazd nie jest wyposażony w ostrzegawczą sygnalizację świetlną, nie jest też sterowany automatycznie. Zamyka i otwiera go ręcznie dróżnik, który w ten sposób pozwala pociągom towarowym podjechać do placu manewrowego. Prędkość jeżdżących tamtędy pociągów zawsze jest minimalna.

Kierowca rozmawiał z dróżnikiem



- Jak wyjaśnił kierowca i co potwierdził zapis monitoringu, szlaban zaczął opuszczać się w momencie zjazdu autobusu z ronda. Kierowca stwierdził, że był już zbyt blisko szlabanu, aby zatrzymać pojazd przed szlabanem - pomimo bardzo niewielkiej prędkości (wyjazd z ronda). Nawet przy awaryjnym hamowaniu szlaban uderzyłby w dach autobusu, a wycofywanie na rondo nie byłoby bezpieczne - relacjonuje Marcin Gromadzki, rzecznik Zarządu Komunikacji Miejskiej w Gdyni.
Kierowca - pracownik Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Gdyni, w którym pracuje od roku - zaciągnął hamulec ręczny i podszedł do dróżnika z pytaniem, czy otworzy szlaban wyjazdowy. W tym czasie w pojeździe nie było pasażerów.

- Jak wynika z raportu kierowcy, dróżnik poinformował go, że "nie mógł podnieść szlabanu, aby wypuścić autobus" - informuje Marcin Gromadzki.

Trzy metry zapasu



Kierowca zdecydował się więc podjechać do szlabanu wyjazdowego. Warto dodać, że dzieli go od torów ponad 15 metrów, a długość autobusu wynosi 12 metrów. Miał więc jeszcze 3 metry zapasu i cały czas był w kontakcie z dróżnikiem oraz pracownikami zabezpieczającymi manewry pociągu. Wiele wskazuje na to, że kierowca nie poniesie surowych konsekwencji, bo - jak podkreślają przedstawiciele ZKM - zachował się racjonalnie. Na razie jednak odpocznie od pracy.

- Pracodawca wyjaśnia zdarzenie i do czasu jego wyjaśnienia - profilaktycznie - odsunął kierowcę od wykonywania przewozu pasażerów - kończy rzecznik ZKM.