Fakty i opinie

stat

Burzliwy przebieg gdańskiej manifestacji przeciw imigrantom


Po zamachach terrorystycznych 13 listopada w Paryżu, w Trójmieście w niedzielę odbyły się dwie manifestacje. W Gdańsku przeciwko imigrantom, gdzie pseudokibice Lechii odłączyli się od zaplanowanego przemarszu i wszczęli rozróbę. W Gdyni odbył się natomiast spokojny marsz solidarności z ofiarami zamachów.



W Gdańsku w zeszłym tygodniu doszło do porozumienia w sprawie wspólnego marszu grup prawicowych. Manifestacja zorganizowana została przez Kongres Nowej Prawicy, Młodzież Wszechpolską, Obóz Narodowo-Radykalny, Stowarzyszenie Koliber, Republikanów, partię KORWiN, partię Kukiz'15, Ruch Narodowy, w niedzielę pojawiła się też spora grupa pseudokibiców Lechii.

Marsz pod hasłem "Nie! dla imigrantów" rozpoczął się przy pomniku Jana III Sobieskiego zobacz na mapie Gdańska i ulicami Starego Miasta miał przejść pod pomnik "Tym co za polskość Gdańska" na Podwalu Staromiejskim.

Organizatorzy jeszcze przed wyruszeniem marszu podkreślali, że pojęcie uchodźcy i imigranta jest wypaczone.

- Mówienie o tych, co dobiją łodziami do wrót Europy jest wypaczone. Mówimy "nie" dla nielegalnych migrantów w Polsce, nie dla narzucania Polsce kwot i liczby osób do przyjęcia i do przetrzymywania w naszym kraju - podkreślał Kamil Sobkiewicz, rzecznik partii KORWiN, główny organizator marszu.
Apelował także do uczestników marszu o przestrzeganie prawnie narzuconych zasad o zgromadzeniach publicznych, czyli o zakazie używania materiałów pirotechnicznych, zasłanianiu twarzy oraz aby nie używano obraźliwych i ksenofobicznych haseł.

Jednak jeszcze przed wyruszeniem marszu doszło do złamania tych zasad. Na czele stanęli pseudokibice z transparentami "Witajcie w piekle zabłąkane owieczki". Wykrzykiwano hasła "Nie dla imigrantów", "Gdańsk pier...li imigrantów" "Je...ć islam" czy "Płaczą Niemcy, płacze Francja, tak się kończy tolerancja". Jeszcze większą falę obraźliwych haseł wywołało pojawienie się oddziałów policji prewencyjnej.

W połowie marszu na ul. Rajskiej zostały odpalone pierwsze race i petardy hukowe. Gdy dotarł on pod pomnik "Tym co za polskość Gdańska", z tłumu liczącego około 2 tys. osób odłączyło się czoło kolumny, około 700 osób, i poszło dalej Długim Pobrzeżem w kierunku fontanny Neptuna na Długim Targu. Ich przemarszowi towarzyszyły coraz częściej opalane race, byli to głównie pseudokibice.

Przy Neptunie odśpiewano hymn państwowy, a policja zaczęła nawoływać do rozejścia się nielegalnego zgromadzenia. Gdy część osób ruszyła na kordon policji, ta użyła gazu i pałek. Po jakimś czasie tłum rozszedł się bocznymi ulicami wzdłuż ul. Długiej.



Czytaj też: Marsze solidarności z ofiarami terroryzmu oraz przeciw imigrantom

Dlaczego mimo złamania zakazów ustawy o prawie o zgromadzeniach nie doszło do przerwania marszu?

- Ta ustawa wyraźnie mówi, kto może to zgromadzenie rozwiązać, czyli przewodniczący zgromadzenia albo przedstawiciel organu gminy - wyjaśnia Lucyna Rekowska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. - Na chwilę obecną zatrzymane są trzy osoby, prowadzimy czynności z art. 256 i 257 kk, które mówią o nawoływaniu do nienawiści, a także o znieważeniu grupy ludności ze względu na jej wyznanie. Także prowadzimy czynności w związku ze zwołaniem nielegalnego zgromadzenia po odłączenia się części grupy. Pod pomnikiem Neptuna doszło do naruszenia prawa, mimo komunikatu o rozejściu się, część osób ruszyła na kordon policji i byliśmy zmuszeni do użycia gazu.
Zgromadzenie zabezpieczało w sumie 200 policjantów na całej trasie przemarszu. Obecnie zbierany jest materiał dowodowy i zabezpieczony do analizy monitoring.

W Gdyni spokojnie na marszu solidarności z ofiarami zamachów



W Gdyni z kolei odbył się marsz solidarności z ofiarami paryskich zamachów. Po mszy w Kościele Najświętszej Marii Panny kilkaset osób przeszło w ciszy ulicą Świętojańską, aż na Plac Wolnej Polski. Tam, pod pomnikiem Ofiar Grudnia 70, złożono kwiaty i zapalono znicze.

Cały przemarsz odbył się w ciszy i spokoju, nikt nie skandował żadnych haseł. Zresztą ludzie idący ul. Świętojańską zdecydowanie reprezentowali różne środowiska i poglądy. W skupieniu szli obok siebie młodsi i starsi, zakonnice i młodzi mężczyźni z dreadami. Pojawiły się też całe rodziny.

- Przyszedłem tu, żeby wyrazić solidarność z rodzinami tych, którzy zginęli w Paryżu. To tacy sami ludzie, jak my, zresztą nie jest powiedziane, że do takich zdarzeń nie dojdzie także w naszym kraju. Nie możemy o tym zapominać - stwierdził pan Michał, który na marsz przyszedł z 9-letnim synem - Jakubem.
Na marszu pojawili się także mieszkający w Polsce Francuzi. Część z nich szła z wszystkimi, część stanęła z boku i filmowała manifestację. Nie kryli oni zresztą wzruszenia.

- Moja ojczyzna otrzymała bardzo silny cios, upadła na kolana, ale wstanie z nich, już wstaje. Chciałbym bardzo podziękować tym, którzy przyszli tu pokazać swoją solidarność. A mimo pogody przyszło bardzo dużo ludzi. To dla mnie, jako dla Francuza, który mieszka w Polsce od ponad 20 lat, bardzo ważne - stwierdził Alan Mompert, jeden ze współorganizatorów marszu.

Opinie (990) ponad 50 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij