Czarnoskóry Niemiec, który nazistom stał ością w gardle

Marcin Dobrzyński
11 kwietnia 2026, godz. 09:00
Opinie (134)
Rodzina Diek w gdańskim mieszkaniu.

Poznajcie historię Kameruńczyka, który stał się pierwszym czarnoskórym obywatelem Cesarstwa Niemieckiego, a następnie Wolnego Miasta Gdańska. W czasach okupacji miasta przez III Rzeszę bardzo kłopotliwym obywatelem.




Książę z Afryki przed wojną mieszkał w Gdańsku



Mandenga Diek, obywatel Wolnego Miasta Gdańska.
Ze zdjęcia spogląda mężczyzna w średnim wieku, o sympatycznym spojrzeniu. Był znaną w przedwojennym Gdańsku osobistością. Tytułowano go "Swój Afrykanin".

Niemcy przed I wojną światową posiadali liczne kolonie w Afryce i Azji. Jedną z nich był Kamerun. Tamże w 1871 r. urodził się bohater niniejszej opowieści. Pochodził z rodziny książęcej.

Chciał być lekarzem, ale mdlał na lekcjach anatomii



Młody Mandenga Diek wraz z bratem i kolegą wyjechał za pracą do Niemiec w wieku 20 lat. Osiadł w Hamburgu, nauczył się języka. Próbował studiować medycynę, jednak według wspomnień rodziny "mdlał podczas lekcji anatomii, a w konsekwencji został wyrzucony z zajęć".


Szewc jako żywa reklama



Aby się utrzymać, wyuczył się zawodu szewca. Zdał egzamin czeladniczy.

Niemiecki pracodawca traktował go jako żywą reklamę swojego zakładu szewskiego, celowo umieszczając stanowisko pracy Dieka przy samej witrynie sklepu. Dzięki temu zyskiwał nowych klientów, ciekawych pracownika, który płynnie mówi po niemiecku oraz barwnie opowiada o kraju, skąd pochodzi.

W tzw. międzyczasie ze związku z córką lokalnego policjanta urodziła mu się córka, Erika. Uzyskał obywatelstwo państwa-miasta Hamburga, co w tamtych czasach automatycznie nadawało także obywatelstwo Cesarstwa. Procedury ułatwiło bycie członkiem kościoła luterańskiego oraz bardzo dobra opinia w lokalnym środowisku. Następnie poślubił matkę swojego dziecka.

Mezalians w Kamerunie? Nie wpuszczano



Zamierzał powrócić do Kamerunu z nową rodziną, jednak jego wniosek dwa razy został odrzucony. Być może z powodu obaw, iż mieszana kameruńsko-niemiecka rodzina w kraju urodzenia mężczyzny będzie przykładem, który z czasem stworzy precedens dla innych, a to może zdestabilizować sytuację w kolonii.

Warto nadmienić, iż Cesarstwo Niemieckie (nie tylko ono) dość krwawo tłumiło wszelkie przejawy buntów w swoich posiadłościach zamorskich. Już przed I wojną światową było oskarżane m.in. o ludobójstwo ludu Herero z innej niemieckiej kolonii - Niemieckiej Afryki Zachodniej (obecnie Namibia). Lokalną ludność wykorzystywano w służbie wojskowej jako tzw. askarysów, czyli jednostki pomocnicze.

Czarnoskóry żołnierz niemieckich wojsk kolonialnych.

Przyjazd do Gdańska i własny sklep kolonialny



Mandenga zmienił profesję i został kupcem. Na tym etapie jego życiorys jest niejasny. Rozstał się z pierwszą żoną (rozwód uzyskał dopiero w 1917 r.) i wyjechał daleko na wschód Cesarstwa.

Około 1913 r. przeniósł się do wilhelmińskiego Gdańska. Miasto dawało dużo możliwości rozwoju dla handlowca, a on miał w kieszeni referencje oraz kapitał. Założył więc hurtownię towarów kolonialnych (tytoniu, odzieży i przypraw).


Po zakończeniu I wojny światowej, Kamerun stał się kolonią francuską. Diek próbował tym razem rozwinąć swój biznes, tworząc filię w kraju swojego urodzenia, jednak bezskutecznie. Próbował także wspierać innych czarnoskórych obywateli Cesarstwa Niemieckiego w ich dążeniach do uzyskania obywatelstwa i pełni praw. Podpisał nawet wraz z innymi zainteresowanymi stosowną petycję do najwyższych władz. Okazała się bezskuteczna.

W 1919 r. ponownie się ożenił. Wybranką została Niemka z Prus Wschodnich - Emilia, z domu Wiedelinski. Urodziły się im dwie córki - Erika i Doris.

Handlowiec prowadził interesy także w Polsce. Wizyta w Ostrowie Wielkopolskim.
Interesy szły całkiem dobrze. Mieszkali w sporym, pięciopokojowym gdańskim mieszkaniu. Mieściło się w nieistniejącej już kamienicy, obecnie to rejon ul. Kamienna Grobla 7Mapka.

W tym czasie Gdańsk stał się wolnym miastem, nie będącym już częścią Niemiec. Członkowie rodziny stali się tym samym obywatelami Wolnego Miasta Gdańska.

Nadeszły brunatne czasy, z "czarnym" nikt nie rozmawiał



Z chwilą dojścia do władzy niemieckich nazistów w Wolnym Mieście Gdańsku, dla rodziny zaczęły się trudne czasy. Hurtownia Dieka zaczęła być bojkotowana przez ludność, zachęcaną do tego przez nazistów. Czarnoskóry Gdańszczanin nie pasował bowiem do "nowych czasów". Biznes przestał być więc opłacalny. Diek zamknął interes, sprzedał także okazałe mieszkanie. Rodzina zamieszkała w o wiele mniejszym, wynajmowanym lokum. Wybrała je jego żona, bo z nim jako "czarnym" żaden właściciel nie chciał rozmawiać.

Musiał także zrezygnować z prywatnej szkoły dla córek. Co ciekawe, jego młodsza córka Doris następnie przez jakiś czas uczęszczała w Gdańsku do polskiej szkoły, prowadzonej w ramach Macierzy Szkolnej.

Kamerun ponownie odmawia, żona ma zawał



Mandenga w 1938 r. złożył wniosek do władz francuskich w celu umożliwienia emigracji do Kamerunu wraz z rodziną. Wniosek odrzucono. Żona Emilia, jako rodowita Niemka, była regularnie wzywana do porzucenia męża. Nie poddała się presji. Upór przypłaciła zdrowiem, w 1939 r. miała zawał serca, na szczęście została uratowana.

Doris wraz ze swoim koleżankami. Gdańsk, około 1935 r.
Z chwilą aneksji Wolnego Miasta Gdańska do III Rzeszy we wrześniu 1939 r. rodzina stała się "bezpaństwowcami". Jedynie pani Emilii przysługiwały kartki żywnościowe, przez co rodzina głodowała. Część sąsiadów ich szykanowała, a część po kryjomu pozostawiała jedzenie pod drzwiami.

Chcesz studiować medycynę? Przecież mąż dziki z buszu



Jego pierwsza córka z drugiego małżeństwa - Erika - chciała w tym czasie zostać lekarzem. W warunkach III Rzeszy było to absolutnie niemożliwe - z powodu koloru jej skóry. Jeszcze w 1938 r. wyjechała więc do Berlina, gdzie pracowała w księgowości. Poślubiła tam innego Kameruńczyka, który był aktorem w wytwórni nazistowskiej UFA. Oczywiście grał w filmach propagandowych, szczególnie w rolach, zazwyczaj "dzikich mężczyzn z buszu". Jednak dzięki temu przeżyli wojnę, mimo pozbawienia praw obywatelskich. Erika zmarła w 1999 r.


Słynne "kostki" w niemieckich miastach, dla upamiętnienia dotkniętych nazistowskim terrorem. Tu dla Eriki i jej męża. Wykluczeni ze społeczeństwa, ale przeżyli.
Ostatecznie rodzina otrzymała w 1943 r. zgodę na wyjazd do Kamerunu, jednak pod zasadniczym warunkiem. Miałaby prowadzić działalność propagandową i wywiadowczą na rzecz III Rzeszy. Oczywiście bohater tego artykułu odmówił. Nie dość tego, w emocjach miał powiedzieć do urzędnika coś w rodzaju: "Oszalałeś? Mamy reklamować kraj, gdzie kolor mojej i córek skóry jest niepożądany?"

W czerwcu tego samego roku Mandenga umarł na zawał. Młodsza córka Doris pracowała dorywczo na terenie wojennego Gdańska, w tym w stoczniowych dokach. Pewnego dnia wzięła nawet udział w niemieckim pochodzie. Została z niego jednak wyrzucona.

- Uznano, że nie mam prawa, jako czarna, iść za niemiecką flagą - wspominała.
Próbowano też ją wysterylizować, w oparciu o nazistowskie przepisy "o ochronie rasy". Jednak udało się jej uciec ze szpitala, bo - jak twierdziła - pilnujący jej policjant znał ojca i pozwolił jej się oddalić.

W tym czasie nie posiadała niemieckich dokumentów, traktowano ją więc jako "cudzoziemkę". Pod sam koniec 1944 r. została zatrzymana przez policję i skierowana do obozu pracy, z którego uciekła.

Komuniści nie wierzyli



Wraz z matką opuściły Gdańsk i udały się do Bydgoszczy. Tam doczekały się wyzwolenia. Nowe polskie władze nie wierzyły matce, iż nie jest Niemką. Nie miała dokumentów i mówiła jedynie po niemiecku. Jednak towarzysząca jej córka z powodu uczęszczania do polskiej szkoły w Gdańsku umiała mówić po polsku. Przekonała komunistów, że ta kobieta jest jej matką. Według przekazu rodzinnego, pokazując uparcie m.in. rodzinne zdjęcie w domu (powyżej). Otrzymały niezbędne dokumenty i wyjechały do Republiki Federalnej Niemiec. Mama zmarła w 1960 r., nie odzyskując niemieckiego obywatelstwa. Córkom udało się to dopiero po jej śmierci.

Po wojnie. Od lewej: seniorka rodu, dwie córki oraz pozostali członkowie rodziny.
Niemiecki kolonializm był przez długie lata tematem tabu. Brak było rozliczeń i uznania historii wielu afro-niemieckich rodzin, a także zbrodni i wyzysku tubylców w koloniach, takich jak Diek. Dopiero w ostatnich latach ten temat jest podnoszony w debacie publicznej. Potomkowie Mandenga żyją nadal i nieraz opowiadali historię rodziny, która także wiąże się z Gdańskiem.

O autorze

autor

Marcin Dobrzyński

pasjonat historii, eksplorator, były żołnierz, licencjonowany przewodnik miejski

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (134)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane