Fakty i opinie

stat

Człowiek, który unowocześnił gdański port

artykuł historyczny
Wyposażenie nabrzeża węglowego należało do najnowocześniejszych w świecie i pozwalało na załadunek przeciętnego statku o nośności 3 tys. ton w ciągu jednego dnia. Wcześniej trwało to 2-3 razy dłużej. Fotografia powstała ok. 1930 r.
Wyposażenie nabrzeża węglowego należało do najnowocześniejszych w świecie i pozwalało na załadunek przeciętnego statku o nośności 3 tys. ton w ciągu jednego dnia. Wcześniej trwało to 2-3 razy dłużej. Fotografia powstała ok. 1930 r. fot. Bracia Altman/archiwum autora

W środę 25 września 1940 r. załoga "łodzi latającej" Sunderland, pełniącej służbę patrolową na północnym Atlantyku, dostrzegła dryfującą szalupę, wypełnioną pasażerami. Byli to rozbitkowie z transportowca "City of Benares", zatopionego przez niemieckiego ubota U-48. Szalup było więcej, ale w czasie akcji przeoczono jedną z nich. Rozbitkowie nie stracili nadziei i przetrwali ośmiodniowe wyczekiwanie na ratunek. Szczególna zasługa w podtrzymaniu na duchu ocalonych przypadła m.in. 50-letniemu dżentelmenowi z Polski.



Na pierwszym planie basen portowy, wybudowany dzięki Bohdanowi Nagórskiemu. W głębi widoczny Zakręt Pięciu Gwizdków. Fotografia wykonana ok. 1930 r.
Na pierwszym planie basen portowy, wybudowany dzięki Bohdanowi Nagórskiemu. W głębi widoczny Zakręt Pięciu Gwizdków. Fotografia wykonana ok. 1930 r. fot. Photo-Plat/archiwum autora
Załadowany węglem statek odbija od nabrzeża. Fotografia wykonana w 1948 r.
Załadowany węglem statek odbija od nabrzeża. Fotografia wykonana w 1948 r. fot. E. Falkowski/archiwum autora
Polakiem tym był inżynier Bohdan Nagórski, człowiek, o którym dziś mało kto pamięta, ale którego zasługi dla portu gdańskiego są trudne do przecenienia.

Na początku XX wieku port gdański nie był nowoczesny. Na fotografiach z tego okresu dominują drewniane tratwy, ponieważ jednym z ważniejszych ładunków, eksportowanych przez Gdańsk, było drzewo, spławiane z dorzecza Wisły. W porcie panował niewielki ruch, mało było nabrzeży, do których mogłyby cumować duże statki, i urządzeń do przeładunku towarów masowych. Pewna ilość nowocześniejszego wyposażenia znajdowała się tylko w strefie wolnocłowej (dzisiejszy Wolny Obszar Celny).

Po powrocie do Polski, w 1922 r. powierzono Nagórskiemu zadanie reprezentowania polskich interesów gospodarczych w Gdańsku, który kilkanaście miesięcy wcześniej stał się Wolnym Miastem. Traktat wersalski przyznał Polsce prawo używania gdańskiego portu, a w umowie polsko-gdańskiej przyjęto zasadę podziału stanowisk kierowniczych w administracji portowej na równych zasadach: dyrektorem technicznym był obywatel Wolnego Miasta, a zatem równorzędne stanowisko dyrektora handlowego portu przypadło Polakowi. Został nim właśnie inżynier Nagórski.

Po przyłączeniu do Polski Śląska z jego kopalniami węgla pojawił się pomysł na eksport tego surowca na zachód, m. in. do Wielkiej Brytanii. Najkrótsza droga, prowadząca Odrą do Szczecina, była przecięta granicą polsko-niemiecką. Zdecydowano się więc na wywożenie węgla przez porty w Gdańsku i Gdyni.

W 1926 r. Bohdan Nagórski wystąpił z projektem budowy nowego basenu portowego dla towarów masowych, nie tylko węgla i koksu, ale też m.in. rud żelaza. Wybrany przez Nagórskiego teren na prawym brzegu Martwej Wisły zobacz na mapie Gdańska, powyżej osady Wisłoujście, był także korzystny ze względu na łatwość doprowadzenia linii kolejowej od strony Przeróbki. Nowy basen portowy miał mieć 800 m długości, 150 m szerokości u wejścia i 100 m przy końcu, głębokość przy nabrzeżach 9 m. Nabrzeża zostały wytyczone pod takim kątem w stosunku do Martwej Wisły, by umożliwić swobodne wchodzenie dużych statków, a jednocześnie dobrą obsługę kolejową.

Pierwszy etap budowy, po uzyskaniu w amerykańskich bankach pożyczki w wysokości 4,5 mln dolarów (20 mln gdańskich guldenów), zrealizowano od 1927 do kwietnia 1929 r. Wykopano wówczas basen krótszy niż docelowo planowany, o długości 550 m. Południowo-zachodnie nabrzeże przeznaczono do wyładunku rudy żelaza: stanęły tu trzy charakterystyczne "mosty" przeładunkowe. Północno-wschodnią stronę basenu zajęło nabrzeże węglowe, wyposażone w trzy zestawy przeładunkowe, z których każdy posiadał dwie wywrotnice wagonowe, trzy transportery taśmowe i ruchomą wieżę przeładunkową. Wyposażenie to należało wówczas do najnowocześniejszych w świecie i pozwalało to na załadunek przeciętnego statku o nośności 3 tys. ton w ciągu jednego dnia, gdy wcześniej trwało to 2-3 razy dłużej.

Dzięki tym inwestycjom, znacząco wzrosła zdolność przeładunkowa portu w Gdańsku i poprawiły się jego obroty: pod koniec lat 20. przeładowywał on corocznie ponad 8 mln ton ładunku, co dawało mu pierwsze miejsce na Bałtyku (dla porównania: w 1913 r. obroty Gdańska wynosiły 2,112 mln ton, a Szczecina 6,244 mln ton).

Dokończenie budowy basenu odsuwano w czasie: prace ruszyły dopiero wiosną 1939 r. Były kontynuowane przez Niemców w okresie II wojny światowej i ukończone prawdopodobnie w 1944 r. Po wojennych zniszczeniach, basen węglowy dość prędko przywrócono do eksploatacji w 1945 r. W pierwszych latach powojennych dużą rolę odgrywała wymiana morska ze Szwecją, dokąd Polska eksportowała węgiel, a w zamian sprowadzała rudę żelaza (do obsługi tego handlu budowano "rudowęglowce", poczynając od słynnego S/S "Sołdek"). Jak wynika z archiwalnych zdjęć, przedwojenne wyposażenie nabrzeża węglowego zostało po wojnie zmienione, natomiast na nabrzeżu rudowym charakterystyczne "mosty" do wyładunku przetrwały wojnę i były eksploatowane prawdopodobnie do początku lat siedemdziesiątych, do czasu uruchomienia Portu Północnego.

Wróćmy do Bohdana Nagórskiego. W Gdańsku poznał Zofię Krzyżanowską, zatrudnioną w administracji portu jako sekretarka. Wkrótce wzięli ślub i zamieszkali w Sopocie, w położonej pod lasem willi przy dzisiejszej ul. Żeromskiego 28 zobacz na mapie Sopotu.

Po wojnie pozostał na emigracji, co pewnie przyczyniło się do przemilczania jego zasług w okresie PRL-u. Jego wiedzę i doświadczenie doceniły agendy Narodów Zjednoczonych, które od 1952 r. zatrudniały go jako doradcę do spraw portów i żeglugi w krajach rozwijających się, m. in. na Bliskim Wschodzie. Dożył 96 lat, zmarł w Nowym Jorku i został pochowany wśród innych zasłużonych Polaków na cmentarzu w Doylestown w Pensylwanii.

W Gdańsku pamięć o nim niemal zaginęła, a szkoda - nie będzie wielką przesadą stwierdzenie, że to on wyprowadził gdański port z dziewiętnastowiecznego marazmu na drogę rozwoju, dzięki której po półtorawiecznej przerwie stał się on ponownie jednym z czołowych portów na Bałtyku.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (49)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.