Czy ktoś jeszcze obchodzi śmigus-dyngus?

Ewa Palińska
5 kwietnia 2026, godz. 12:00
Opinie (220)
Jeszcze dwie dekady temu nie było mowy o subtelnym polewaniu wodą! W ruch szły wiadra, a przechodnie mogli mieć pewność, że jeśli dopadnie ich taka ekipa, to wrócą do domu przemoczeni do suchej nitki. Na zdj. śmigus-dyngus w Gdańsku, 1 kwietnia 2002 r.

Czy śmigus-dyngus to już tylko wspomnienie starszych pokoleń? Jeszcze kilkadziesiąt lat temu ulice w Poniedziałek Wielkanocny zamieniały się w arenę wodnych bitew, a przed oblewaniem nie było gdzie uciec. Dziś coraz trudniej natknąć się na takie sceny - zamiast wiader i pościgów mamy symboliczne psiknięcia wodą w gronie najbliższych. Co się zmieniło i dlaczego tradycja, która kiedyś łączyła całe społeczności, niemal zniknęła z przestrzeni publicznej?




Od wspólnej zabawy do symbolicznego gestu



Jak dziś obchodzisz śmigus-dyngus?

Korzenie śmigusa-dyngusa sięgają dawnych obrzędów związanych z nadejściem wiosny i symbolicznym oczyszczeniem wodą. Z czasem zwyczaj ten stał się nieodłącznym elementem Wielkanocy. Jego forma przez lata bardzo się jednak zmieniła.

Jeszcze w latach 80. i 90. ulice miast i wsi wypełniały się młodzieżą uzbrojoną w wiadra i butelki. Oblewanie wodą było powszechne, spontaniczne i często obejmowało nie tylko znajomych, ale i przypadkowych przechodniów. Dziś trudno znaleźć miejsca, gdzie tradycja ta funkcjonuje na taką skalę.

- To był dzień, na który się czekało - wspomina Marek, który dorastał w latach 80. - Wszyscy wychodzili z domów, nikt nie przejmował się mokrym ubraniem. Teraz jest cisza, jakby ta tradycja po prostu zniknęła.

Materiał archiwalny z 2015

  • Lubię to Lubię to
  • Super Super 7
  • Trzymaj się Trzymaj się 3
  • Ha ha Ha ha 4
  • Wow Wow
  • Przykro mi Przykro mi 7
  • Wrr Wrr 42
  • Wszystkie 63

Zobacz, co na temat śmigusa-dyngusa w 2015 r. mieli do powiedzenia mieszkańcy Trójmiasta.

Pokolenie, które w śmigusie-dyngusie nie widzi sensu



Zmiana jest szczególnie widoczna wśród najmłodszych pokoleń. Dla wielu dzieci i nastolatków śmigus-dyngus nie ma już żadnego znaczenia.

- Nigdy nie biegałem z wodą i szczerze mówiąc nie czuję, żeby coś mnie do tego ciągnęło - opowiada 12-letni Kacper. - Śmigus-dyngus znam właściwie tylko z opowieści rodziców i dziadków, którzy wspominają to jako coś zupełnie normalnego. Dla mnie to jednak trochę abstrakcyjne. Nie bardzo rozumiem, co może być fajnego w bieganiu po ulicy i oblewaniu przypadkowych ludzi, którzy często wcale nie mają na to ochoty. Wydaje mi się, że dziś większość osób wolałaby spędzić ten dzień spokojniej, a nie martwić się, czy za rogiem ktoś nie wyleje na nich wiadra wody.
Niektórzy dorośli komentują tę zmianę z przymrużeniem oka, ale też szczyptą złośliwości.

- Dziś dzieci są chyba zbyt leniwe na takie zabawy. A może po prostu nie robią tego dlatego, że nie ma do tego żadnej aplikacji w telefonie? - komentował w ubiegłym roku jeden z czytelników w Raporcie z Trójmiasta. - Bez ekranu i powiadomień taka rozrywka wydaje się dla nich kompletnie nieatrakcyjna. Czekam, aż ktoś wymyśli wirtualne polewanie się wodą. Myślę, że taka zabawa ma zdecydowanie większe szanse zainteresować dzisiejszą młodzież.


Wybór cmentarza na miejsce zabawy był nieprzypadkowy - podczas śmigusa-dyngusa niezwykle istotny był stały dostęp do wody, która tego dnia - dosłownie - lała się wiadrami. 1 kwietnia 2002 r.

Tradycja, za którą nie wszyscy tęsknią



Choć dla części osób śmigus-dyngus był symbolem beztroski, inni wspominają go zupełnie inaczej.

- W moim sąsiedztwie kobiety, niezależnie od wieku, nie miały odwagi wyjść tego dnia z domu dalej, niż do kościoła - komentuje Marlena z Oruni, której wiek nastoletni przypadł na drugą połowę lat 70. ubiegłego wieku. - Nie tylko chłopcy, ale też dorośli mężczyźni potrafili wylewać na przypadkowe kobiety całe wiadra wody, często brudnej, nabieranej z kanału Raduni. Ubrania po takim "żarcie" nadawały się do wyrzucenia. I nie zawsze była to późna, ciepła i słoneczna wiosna. Kiedy Wielkanoc przypadała wcześnie, temperatury były bliskie zera. To nie była zabawa, tylko zwyczajna przemoc.
Takie doświadczenia sprawiają, że ocena tej tradycji jest dziś znacznie bardziej złożona niż kiedyś.

- Dziś na takie zachowania zwyczajnie nie można by sobie pozwolić, bo nasza tolerancja na przemoc jest na szczęście zerowa. A to nie było nic innego, jak naruszenie nietykalności - dodaje Marlena. - Kilka lat temu byłam świadkiem, jak kilkoro chłopców oblało wodą, raczej symbolicznie, młode kobiety spacerujące Długim Targiem. Te natychmiast postraszyły młodzież policją. Ktoś to nagrał i groził wrzuceniem do internetu. Zero tolerancji dla tej naszej "pięknej" tradycji.
Dzieci przy pompie na rogu skweru Kościuszki i ul. Świętojańskiej napełniają wodą butelki na śmigus-dyngus. 1959 rok.

Śmigus-dyngus tak, ale w nowej, spokojniejszej formie



Śmigus-dyngus nie zniknął całkowicie, ale zmienił się nie do poznania. Z głośnego, masowego zwyczaju stał się cichą, domową tradycją - i wszystko wskazuje na to, że właśnie w takiej formie pozostanie.

Dzieci bawią się wodą w ogrodach, używają plastikowych pistoletów, a całe wydarzenie ma raczej symboliczny wymiar. Zniknęły masowe uliczne "polowania", a wraz z nimi - zarówno intensywna zabawa, jak i jej bardziej kontrowersyjne oblicze.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (220)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane