Czym różni się Gdańszczanin od hipopotama?

Jarosław Kus
6 lutego 2026, godz. 20:00
Opinie (41)

Czym żyło Trójmiasto 75 lat temu? Wichurą, sztormem, brakiem wystarczającej liczby sklepów i aptek, ale też - jak dziś - nieodśnieżonymi chodnikami. No i błotem na ulicach. Bo to w tym kontekście, w ówczesnej prasie, pojawiło się tytułowe pytanie o hipopotama oraz widoczna powyżej odpowiedź.



Jak wspominasz czasy PRL-u?

Styczeń roku 1951 nad morzem nie należy najspokojniejszych: na Wybrzeżu szaleje sztorm. a "siła wiatru dochodzi w porywach do 10 stopni według skali Beauforta". Ze względu na sztormową pogodę "w portach Gdańsk i Gdynia" zostaje wstrzymany "ruch statków i praca dźwigów", zaś "przychodzące statki zatrzymują się na redzie". A w nocy "nad trójmiastem przechodzi gwałtowna wichura, która szaleje przez kilka godzin, wyrządzając wiele szkód i zrywając dachy w niektórych domach". Gwałtowny wiatr powoduje "też pewne szkody w taborze tramwajowym oraz przerwy w ruchu".

Ale zima ma też swoje plusy, zwłaszcza gdy tak mocno nie wieje. Można wtedy pójść chociażby na łyżwy. Niestety, "na terenie miast Wybrzeża, a szczególnie w Gdyni, sport łyżwiarski jest prawie zapomniany" - "powodem tego niezdrowego objawu jest ogólny brak ślizgawek w trójmieście". Wszak "terenów dla przyszłych ślizgawek na pewno nie zabraknie" i "mali entuzjaści tego sportu nie będą narażeni na nieszczęśliwe wypadki w czasie ślizgania się na jezdniach i chodnikach miasta". Ma więc sport łyżwiarski "widoki szerokiego rozpowszechnienia wśród młodzieży robotniczej, jednak warunkiem jego rozwoju jest ślizgawka, która winna znaleźć się w każdej dzielnicy". A nie nieodśnieżony i oblodzony chodnik...



Są jednak i tacy, którzy zimą myślą już o lecie: "Żegluga Przybrzeżna w Gdańsku, która wykonała swój tegoroczny plan przewozów pasażerów i towarów z nadwyżką, przygotowuje się obecnie do sezonu letniego, który chce rozpocząć już w maju". Zapowiadane innowacje, oczywiście "jeżeli będą dobrze zrealizowane", niewątpliwie "przyczynią się do ożywienia wczasów i zwiększenia ruchu wycieczkowego w nadmorskich letniskach".



Na szczęście zimowa aura nie torpeduje trójmiejskich inwestycji, w tym tej najważniejszej, podążającej "śladami ludzi radzieckich", czyli "budowy wielkiej, nowoczesnej arterii komunikacyjnej Gdańsk - Gdynia", mającej przejąć "nie tylko cały ruch tranzytowy, międzyportowy i krajowy, lecz również ruch pojazdów mechanicznych i konnych, całą komunikację tramwajową, autobusową i trolleybusową" (może teraz podróż komunikacją miejską przestanie przypominać "wyścig z żółwiem?"). Tym bardziej że dzięki prowadzonej "rozbudowie zwiększy się znacznie przelotowość trasy, która w tej chwili jest minimalna i niejednakowa na poszczególnych odcinkach".

Optymizmem napawają też "nowe kamieniczki" w centrum Gdańska (na razie "zupełnie gotowych jest już pięć", a stoją "jedna obok drugiej", no i "każda z nich jest inna"), które lada dzień "zatętnią życiem" i nie będą "już długo świeciły pustkami", ponieważ już "za kilkanaście dni zapełnią się nowymi lokatorami - robotnikami gdańskimi".

Dobre wiadomości płyną także z Gdyni, gdzie "przeszło 60 nowocześnie, a nawet komfortowo urządzonych przedszkoli, rozmieszczonych w całym mieście, ze specjalnym uwzględnieniem dzielnic robotniczych i nowo wybudowanych osiedli" ma zapewnić "naszym najmłodszym należytą opiekę podczas pracy rodziców". Tej radości nie podzielają jednak mieszkańcy gdańskiej Olszynki, więc "robotnicza Olszynka [też] domaga się przedszkola".



Wielokrotnie pisano bowiem o Olszynce "jako dzielnicy zaniedbanej, w której nie naprawia się nawierzchni ulic, w której istnieją trudności komunikacyjne itp.". We wspomnianych opisach raczej "nie było przesady", bo zarówno zimą, jak i - "szczególnie wiosną i jesienią" - trudno się chodzi tutejszymi ulicami, by "nie ugrząść w błocie". Lecz - co dziwne - po macoszemu traktowane jest nawet centrum Gdańska. Gdy "poważna część naszego życia politycznego i gospodarczego" zaczęła przenosić się "stale i systematycznie do centrum Gdańska" ("szereg władz, urzędów i instytucji, które mieściły się przez dłuższy czas w Gdyni, Sopocie lub Wrzeszczu i Oliwie" przeniosło się "do Gdańska w pobliże dworca głównego"), przenosinom tym nie towarzyszył podobny jakikolwiek ruch ze strony gdańskiego handlu. Postawiło to w bardzo trudnej sytuacji "setki ludzi" dojeżdżających do pracy "z bliższych i dalszych okolic i wiele godzin będących poza domem". A że "w Gdańsku nie ma sklepów", wszyscy ci ludzie "codziennie martwią się o to, czy po wyjściu z pracy zdążą jeszcze poczynić przed powrotem do domu poważniejsze zakupy".



Problem można by rozwiązać "uruchomieniem kilku sklepów spożywczych, wędliniarni, sklepu z pieczywem, baru mlecznego, baru mięsnego": placówek takich nie brakuje nawet na Oruni! Brakuje również nowych aptek, co daje się zauważyć zwłaszcza w Sopocie. A przecież "Sopot na ponad 40 000 mieszkańców posiada tylko trzy apteki"! Skoro można otworzyć taką placówkę w Gdańsku, nie powinno być to również zbyt trudne do powtórzenia w Sopocie.



I chociaż na szkodliwą ze społecznego punktu widzenia amnezję cierpią nie tylko trójmiejscy włodarze, to właśnie ich przypadłość jest dla mieszkańców Trójmiasta najbardziej dotkliwa. Tym bardziej że "biurokracja to ma do siebie, że każdą sprawę musi zagmatwać, zakręcić, rozciągnąć w czasie i z rzeczy prostej zrobić zagadkę trudną do rozwiązania - przysłowiowy węzeł gordyjski", "żeby tylko dłużej, trudniej, nie dostępniej...".

I tak oto "niektóre ulice naszych miast i osiedli w dni deszczowe tonące w błocie i kałużach" stają się widocznym "obrazem niechlujstwa władz porządkowych i braku troski o drobne, ale nieraz bardzo istotne w życiu codziennym potrzeby mieszkańców". Bo przecież "trzeba [tylko] usunąć błoto...". "Jak robota - to robota". A odpowiedź na pytanie, "czym różni się gdańszczanin od hipopotama?" jest jak najbardziej oczywista: "hipopotam lubi się kąpać w błocie, a gdańszczanin musi".



Źródło: "Dziennik Bałtycki" nr 10 z 12 stycznia 1951 r., nr 12 z 14 stycznia 1951 r., nr 19 z 22/23 stycznia 1951 r., nr 20 z 24 stycznia 1951 r. i nr 21 z 25 stycznia 1951 r. oraz "Głos Wybrzeża" nr 19 z 20 stycznia 1951 r. Skany pochodzą z Bałtyckiej Biblioteki Cyfrowej oraz Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (41)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane