• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Dopisek do historii Władysława Wagnera

Michał Lipka
17 sierpnia 2015 (artykuł sprzed 7 lat) 
Najnowszy artykuł na ten temat Jaki plan dla Marynarki Wojennej? Nie ma żadnego
Dave Walsh, Władysław Wagner i Bernard Plowright na jachcie Zjawa III.
Dave Walsh, Władysław Wagner i Bernard Plowright na jachcie Zjawa III.

Na stronach portalu Trojmiasto.pl opisywaliśmy historię Władysława Wagnera, który jako pierwszy Polak opłynął jachtem świat dookoła. Po publikacji artykułu od rodziny żeglarza otrzymaliśmy jednak dodatkowe materiały, które rzucają nowe światło na tę niezwykłą podróż.



Na początku przypomnijmy kilka faktów. Władysław Wagner urodził się w Krzyżowej Woli 17 września 1912 roku. Po 15 latach jego rodzice podjęli decyzję o przeprowadzce do Gdyni, gdzie młody Władysław po raz pierwszy zobaczył morze i od tej chwili już wiedział, co chce robić w przyszłości - żeglować. Wraz ze swym bratem, Janem, zaczął rozwijać swą nową pasję m. in. poprzez zapisanie się do morskiej drużyny harcerskiej, której już w 1931 roku zaczął przewodzić.

Ten rok był szczególny dla Wagnera, gdyż to właśnie wtedy, podczas jednego z nadmorskich spacerów przypadkiem odkrył zagrzebany i porzucony wrak łodzi ratowniczej pozostawionej tam - jak się potem okazało - przez duńską firmę zajmującą się pogłębianiem dna morskiego.

Spontanicznie podjęta decyzja o jej remoncie od razu została wcielona w czyn. I tak też ostatecznie po niezbędnych pracach na wodę spłynął niewielki jacht, któremu młodzi żeglarze nadali nazwę "Zjawa". W tym czasie w głowie Wagnera zrodził się niezwykły plan rejsu dookoła świata. Kolega, z którym Wagner planował odbyć tę niezwykłą podróż, w ostatniej chwili zrezygnował (powód: nie udało mu się zaliczyć szkolnego semestru) przez co ostatecznie towarzyszem wyprawy został Rudolf Korniowski. Odremontowana jednostka wykazała się dobrą dzielnością morską, co potwierdziły rejsy po Zatoce Puckiej.

I tu dochodzimy do jednego z większych przekłamań dotyczących rejsu Władysława Wagnera. W wielu opracowaniach i książkach znanych autorów (jak na przykład Jerzy Miciński czy Włodzimierz Głowacki) możemy natrafić na informację, że Wagner wraz z Korniowskim uprowadzili, bez wiedzy i zgody właścicieli, harcerski jacht "Zorza", by to właśnie na jego pokładzie dalej odbyć swą okołoziemską podróż.

Jak było naprawdę?

Po latach jednoznacznie wypowiedział się w tej kwestii Polski Związek Żeglarski, a dokładniej jego Komisja Historii Żeglarstwa w swoim sprawozdaniu z 20 stycznia 1988 roku. Na wniosek kapitana żeglugi wielkiej jachtowej Zdzisława Pieńkawy przeanalizowała ona dokładnie wszelkie dostępne dokumenty oraz przeprowadziła rozmowy ze świadkami tamtych wydarzeń.

W ich efekcie uznano, że informacje, jakimi dysponował Jerzy Miciński, pochodziły z "drugiej ręki" i to właśnie na ich podstawie Wagner został niesłusznie pomówiony o kradzież harcerskiego jachtu.

Dokument Władysława Wagnera wydany mu w Londynie.
Dokument Władysława Wagnera wydany mu w Londynie.
Komisja w swym raporcie końcowym zaznacza, iż jest mało prawdopodobne by "Wagner na "Zjawie" mógł w sposób skryty wrócić do portu w Gdyni, uprowadzić jacht, dokonać przeładunku wyposażenia, żywności i wody pod osłoną ciemności w czasie 4-5 godzin nocy lipcowej, a następnie minąć Hel, gdzie rzekomo obserwator z latarni widział dwa jachty".

Co więcej, wersja o podmianie jachtów również poddana jest w wątpliwość, gdyż Komisja postanowiła "dać pełną wiarę Władysławowi Wagnerowi, że wypłynął na jachcie "Zjawa", przerobionym własnoręcznie z łodzi ratunkowej i dopłynął na nim do portu Colon w strefie Kanału Panamskiego".

Władysław Wagner do całej sprawy odniósł się jednoznacznie, określając ją jako działanie propagandowe, mające na celu umniejszenie znaczenia jego rejsu.

Skąd zatem w ogóle pojawiły się takie informacje? Miciński opierał się na relacji jednej osoby - Bogdana Kołodzieja, który przed wojną był opiekunem jachtu "Zorza". Jak się okazało, jednostka ta zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, więc samemu Kołodziejowi bardzo na rękę było oskarżenie Wagnera o jej uprowadzenie.

Dodatkowo rewelacje te Miciński usłyszał w roku 1961, więc przeszło 30 lat po wydarzeniach, a wtedy często i pamięć zawodzi, i chęć wybielenia własnej osoby nadal jest żywa. Niemniej jednak najważniejsze jest to, że dziś dzięki ustaleniom Komisji (która dodatkowo postulowała o oznaczenie Wagnera oraz o jak najszersze rozkolportowanie prawdziwej wersji wydarzeń), możemy poznać prawdę...

W naszym poprzednim materiale opisywaliśmy pełen przeciwności rejs Wagnera, który zakończył w brytyjskim porcie wybuch wojny. Przyjrzyjmy się dziś nieco bardziej poczynaniom polskiego żeglarza podczas i po zakończeniu wojny.

Po spotkaniu ze swoim znajomym, Wagner zamustrował jako marynarz na statek s/s "Zbaraż". Historię tej jednostki opisywaliśmy już w naszym portalu, dlatego też wiemy, że 15 lipca 1940 roku statek został zatopiony po ataku nieprzyjacielskich samolotów, ale szczęśliwie z załogi nikt nie zginął.

Kolejne lata to dla Wagnera służba na s/s "Zagłoba" (zdążył zejść z pokładu przed ostatnim rejsem, podczas którego statek wraz z całą załogą zatopiony został przez niemiecki okręt podwodny) i s/s "Narocz". Ważnym etapem w życiu Wagnera był rok 1944, kiedy to rozpoczął szkolenia osób chcących zostać rybakami.

Wraz z zakończeniem wojny pojawiło się pytanie "wracać czy nie wracać". Po rozmowie z przedstawicielem władzy ludowej Władysław Wagner doszedł do wniosku, że w ówczesnej Polsce nie ma czego szukać.

Wraz z poznaną wcześniej Brytyjką - Mabel Olpin - postanowił udać się do Australii. Droga mogła być tylko jedna - morzem. Kupił zatem prawie 24-metrowy jacht "Rubicon" i po remoncie oraz niezbędnym wyposażeniu wraz z zebraną załogą (w której znajdował się również najmłodszy brat Władysława - Marian) 22 listopada 1948 roku wyruszył w kolejny, daleki rejs.

Podczas postoju na jednej z karaibskich wysp musieli zmienić plany, gdyż okazało się, że Mabel jest w ciąży i lekarz zalecił jej nieco spokojniejszy tryb życia. W zasadzie tam też mogłaby zakończyć się wyprawa, gdyby nie restrykcyjne prawo wizowe Stanów Zjednoczonych. Wagner, jak to miał w zwyczaju, nie poddał się, lecz zaczął szukać wyjścia z tej sytuacji, zarabiając jednocześnie na rodzinę rejsami wycieczkowymi. Podczas jednego z nich wpłynął do zatoki Trellis Bay, znajdującej się przy wyspie Beef Island. Nagle odkrył, że to jest właśnie TO miejsce, w którym chce osiąść na stałe.

Plany ziściły się 9 grudnia 1949 roku, kiedy to udało mu się nabyć na wyspie ziemię.

Myliłby się jednak ten, kto by stwierdził, że teraz w życiu Wagnera nastąpi odpoczynek. Żeglarz musiał już teraz dbać nie tylko o swą żonę, ale też o nowo narodzoną córkę, Suzannę. Dlatego też jego plany były niezwykle ambitne. Rozpoczął budowę stoczni, a z czasem również i budynku, w którym miały mieścić się pokoje dla gości wraz z restauracją. Kolejnym jego planem było wybudowanie na wyspie lotniska, choć ta inwestycja nie obyła się już bez pewnych zgrzytów, gdyż niektórym działalność polskiego żeglarza przestała się podobać. Pojawiły się donosy no i ludzka zawiść.

Do tego doszły nieporozumienia z Mabel, która pod nieobecności męża (a były one nader częste) musiała opiekować się dziećmi (w tym czasie przyszedł bowiem na świat syn Michael).

Małżonkowie postanowili sprzedać stocznię i w 1958 roku opuścili Trellis Bay, udając się do Puerto Rico. Tam historia się powtórzyła - znów była dobrze prosperująca stocznia, z czasem pojawiły się coraz liczniejsze przypadki zawiści oraz donosy, w efekcie których stocznia upadła.

I tym razem znów była przeprowadzka, tym razem jednak ostatnia - na Florydę, gdzie po prawie 10 latach, na skutek wylewu, Władysław Wagner zmarł 15 września 1992 roku.

Jak widać, historia tego niezwykłego, wytrwale dążącego do wyznaczonego celu polskiego żeglarza śmiało mogłaby posłużyć za scenariusz do filmu. Kto wie, może w przyszłości taki powstanie...

Za pomoc przy opracowaniu artykułu dziękuję pani Olimpii Dębskiej, stryjecznej wnuczce Władysława Wagnera.

Opinie (15) 4 zablokowane

  • (3)

    Wagner? czy to jest polskie nazwisko?

    • 5 28

    • ha ha ha, pseudopat-ryj-oci, pruskiego orła minusują, a pruskie nazwiska - proszę, jak hołubią! zgraja hipokrytów.

      • 1 7

    • I znowu jakiś kibolsko-narodowo-patriotyczny troll - skąd sie takie biorą? chyba od Rydzyka... (1)

      • 4 1

      • M

        Zapewniam ,że u Rydzyka są inteligentniejsze mohery !

        • 4 0

  • bardzo ciekawy artykuł

    super.

    • 15 1

  • Piękna sprawa. (1)

    Ludzie, którzy mają wiarę albo silne marzenia, tym żyje się lepiej, życie bez celu nie jest udane.

    • 10 2

    • nie będziesz mi mówić jak żyć!

      • 0 11

  • Brat Wagnera Jan Wagner takze zeglarz

    Mieszkal do konca zycia w Gdansku i zeglowal na drewnianym falszkilowym slupie o nazwie Rubikon... Jacht cumowal pare lat w przystani gdanskiego AWF na Gorkach Zachodnich. Pan Jan w podeszlym wieku zeglowal czesto samotnie po Zatoce Gdanskiej...

    To byl zeglarz starej daty...;)

    Dzisiaj takich prawie nie ma...

    • 9 0

  • T (3)

    "kapitana żeglugi wielkiej jachtowej"- nie ma takiego stopnia w żeglarstwie. Jest "kapitan jachtowy" a stopień "kpt ŻW" - w marynarce handlowej.

    • 3 3

    • owszem, teraz nie ma, ale w czasacgh Wagnera był

      zachęcam do lektury: pl.wikipedia.org/wiki/Dawne_polskie_patenty_%C5%BCeglarskie

      Sugeruję się zapoznać z tematem, przed wypowiadaniem się

      • 3 0

    • BTW

      w 2012 otrzymał stopień Kapitana Żeglugi Wielkiej przyznany przez Stowarzyszenie Kapitanów Żeglugi Wielkiej

      • 2 0

    • istniał stopień jachtowego kapitana żeglugi wielkiej

      • 0 0

  • dopisek do historii Władysław Wagner

    Panie redaktorze, bardzo dziękuję, że bezstronnie i dość wnikliwie pochylił się Pan nad historią. Jest już światełko w tunelu, szkoda tylko, że tak późno i Kapitan tego nie doczekał.
    Barbara

    • 3 1

  • ZORZA

    Kolego, to jednak Jerzy Miciński miał rację - Wagner pierwszy etap zrobił na harcerskiej "Zorzy" !

    • 0 1

  • Wyrok Sądu

    Pominął Pan fakt przegranej przez Wagnera sprawy sądowej, z własnym załogantem którego tak negatywnie opisywał, która może rzucić światło na charakter i postępowanie Wagnera a tym samym prawdę o początku jego żeglugi z Kraju.

    Sędzia w uzasadnieniu wyroku napisał m.in. że jeszcze nie wiedział tak złego potraktowania załoganta przez własnego kapitana.

    • 0 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane