Fakty i opinie

stat

Egzotyczne zwierzęta na ulicach. Atrakcja czy znęcanie się?

Wiele osób zbiera pieniądze na ulicach Trójmiasta z wykorzystaniem zwierząt. Od dawna wiadomo, że zbieranie ze zwierzętami wpływa na szczodrość darczyńców.

Papużki wyciągające losy, wąż, z którym można sobie zrobić zdjęcie, pocieszne małpki czy rozgadane ary stanowią niewątpliwą atrakcję i zapewniają rozrywkę spacerowiczom. Czy jednak taka forma zarabiania pieniędzy (bo to jest główny cel ulicznych pokazów) nie jest zwyczajnym znęcaniem się nad zwierzętami?



Czy robiłe(a)ś sobie kiedyś zdjęcie z egzotycznym zwierzęciem za pieniądze?

tak, niejednokrotnie - uważam, że to wspaniała atrakcja 5%
tylko raz, ale nie wykluczam, że to powtórzę 5%
tylko raz, ale więcej nie zamierzam, ponieważ to dręczenie zwierząt 5%
nie, ale chętnie spróbuję 4%
nie i nie zamierzam 81%
zakończona Łącznie głosów: 1108
Egzotyczne, wytresowane i oswojone zwierzęta to nie lada gratka dla spacerowiczów, dlatego w sezonie letnim pokazy z ich udziałem odbywają się na niemal każdym z trójmiejskich deptaków. Jeśli dopisze nam szczęście, to nie tylko będziemy mogli wykonać pamiątkową fotografię czy nagrać krótki filmik, ale i dotknąć, pogłaskać, a nawet wziąć zwierzę na ręce.

- To z pewnością większa atrakcja niż oglądanie zwierząt w zoo, bo tam pozostaje nam tylko podziwianie z daleka, a tu mamy z nimi bezpośredni kontakt - zachwyca się pani Halina, która na Długim Targu zobacz na mapie Gdańska w Gdańsku, wraz z wnukami, postanowiła zrobić sobie zdjęcie z wężem.
Chcesz zdjęcie? Zapłać!

Uliczne pokazy z udziałem zwierząt, z uwagi na duże zainteresowanie gapiów, to biznes gwarantujący niemałe dochody - za możliwość zrobienia zdjęcia czy potrzymania zwierzaka należy zapłacić co najmniej kilka złotych. Właściciele zwierząt, oprócz szansy na zarobek, swoje zajęcie traktują często jako misję. Takie spotkania stanowią dla nich okazję, aby zorganizować akcję edukacyjną i opowiedzieć przechodniom o swoim pupilu coś więcej, niż mogą wyczytać w książkach czy nauczyć się na lekcji przyrody.

Właściciele gadów zapewniają, że kontakt z nimi jest bezpieczny i pozbawiony ryzyka. Innego zdania jest Michał Targowski, dyrektor Gdańskiego Ogrodu Zoologicznego, który zaleca ostrożność przestrzegając zarazem, że węże potrafią nie tylko podduszać ale i ugryźć.


- Edukuję ludzi i pokazuję im, że naprawdę nie ma się czego obawiać. Pokazuję również, że węże ani nie są obślizgłe, ani nie gryzą i mogą być zwierzętami domowymi. Węże nie mają słuchu, więc nie można ich zdenerwować np. krzykiem. Do tego bardzo słabo widzą i mają słabo rozwinięty układ nerwowy, więc dotyk im w ogóle nie przeszkadza. Mój boa jest ze mną od urodzenia i bardzo lubi kontakt z człowiekiem. Nawet jeśli go położę w domu na podłodze, to i tak będzie próbował na mnie wpełznąć - tłumaczył nam przed rokiem Adam z Łodzi, właściciel 8-kilogramowego węża boa, który zarabiał na życie oferując zdjęcia ze swoim gadem.
Za możliwość zrobienia sobie zdjęcia z egzotycznym zwierzęciem, ptakiem czy gadem na trójmiejskich deptakach należy zapłacić co najmniej kilka złotych.
Za możliwość zrobienia sobie zdjęcia z egzotycznym zwierzęciem, ptakiem czy gadem na trójmiejskich deptakach należy zapłacić co najmniej kilka złotych. fot. czytelnik Trójmiasto.pl
Osoby zainteresowane bliskim kontaktem z egzotycznymi stworzeniami, a jest ich niemało, w tego rodzaju działalności nie widzą nic zdrożnego. Mają również świadomość, że cel pokazów jest zarobkowy, dlatego nie wykręcają się od wnoszenia opłaty.

- Zdajemy sobie sprawę z tego, że utrzymanie zwierząt kosztuje i ich właściciele w ten sposób starają sie zapewnić im byt, dlatego nawet nie próbujemy wykręcić się od płacenia. Nie sądzę również, żeby zwierzętom działa się krzywda, bo przecież przez cały czas czuwa nad nimi troskliwy opiekun - mówiła mama siedmioletniej Tosi, robiącej sobie zdjęcie z arą na ramieniu.
Rozrywka czy znęcanie się nad zwierzętami?

Nie wszyscy podchodzą do sprawy tak entuzjastycznie. Są również osoby, które tego rodzaju działalność uważają za przejaw okrucieństwa wobec zwierząt.

- Moja córka bardzo chciała zrobić sobie zdjęcie z wężem. Zapytałam ją wówczas, jak by się czuła, gdyby nagle zaczęło jej dotykać mnóstwo obcych osób. To porównanie chyba poskutkowało, ponieważ już nigdy więcej o nic podobnego mnie nie poprosiła - wyznaje Małgorzata, mama 6-letniej Ani.
- To najzwyklejsze znęcanie się nad zwierzętami - ostro komentuje Alicja. - Kiedy widzę te wszystkie pieski, które towarzyszą żebraczkom z akordeonami, wystraszone małpki czy papużki, to mam łzy w oczach. Jak można pozwalać na takie okrucieństwo?
Jeśli zapłacimy 2 zł, kolorowe papużki wyciągną nam los z wróżbą.
Jeśli zapłacimy 2 zł, kolorowe papużki wyciągną nam los z wróżbą. fot. Łukasz Unterschuetz/Trójmiasto.pl
Co na to prawo?

Jednoznaczne opowiedzenie się po którejkolwiek ze stron nie jest zadaniem prostym, ponieważ brakuje uregulowań prawnych, które gwarantowałyby klarowność procederu i zapewniały bezpieczeństwo zarówno ludziom, jak i zwierzętom.

- Wszystko, co obserwuję dookoła, wynika z bardzo słabych uregulowań prawnych w Polsce. Zgodnie z ustawą, nie wolno zwierząt wykorzystywać do celów rozrywkowych. Prywatni hodowcy mają jednak najczęściej dokumenty świadczące o legalnym pochodzeniu zwierzęcia, a do tego stosują różnorakie zabiegi taktyczne, aby trudno im było udowodnić, że zarabiają na takim procederze - opiekun może np. powiedzieć, że wyszedł ze zwierzęciem na spacer. Straż miejska nie ma zatem narzędzi prawnych, żeby interweniować - mówi Michał Targowski, dyrektor Gdańskiego Ogrodu Zoologicznego.
Trudno również jednoznacznie ocenić, czy i jak bardzo zwierzęta cierpią. Zawsze jednak, podczas kontaktu z nimi, warto kierować się rozsądkiem, ponieważ bywają nieobliczalne.

- Widziałem kiedyś, jak stały sobie papużki, grała muzyczka, więc pozornie nic im się złego nie działo. Jeśli jednak chodzi o węża, to istne kuriozum. Opiekunowie informują, że to dusiciele, a więc nie węże jadowite, ale sam byłem świadkiem, kiedy boa dusiciel czy pyton królewski, teoretycznie wąż niegroźny, w trakcie takiej zabawy ugryzł dziecko w policzek. Rany goiły się dość trudno, bo dostały się do nich beztlenowce. Trudno było wówczas znaleźć winnego, aby obarczyć go odpowiedzialnością, ponieważ prawo jest niejednoznaczne. Jedyne zatem, co możemy zrobić, to uświadamiać i nie narażać dzieci. Ja nie wyobrażam sobie, żeby czteroletnie dziecko sobie na szyję takiego węża założyło, bo nigdy nie ma gwarancji, że nic złego się nie wydarzy. Poza tym taki wąż, jeśli dawno nie był karmiony, może się owinąć wokół rączki czy szyi i ścisnąć, przez co dziecko wpadnie w popłoch - mówi Targowski.
Dyrektor gdańskiego zoo podkreśla, że choć sam proceder budzi zastrzeżenia, brakuje skutecznych narzędzi prawnych, żeby z nim walczyć.

- Ja takiego zjawiska nie popieram. Uważam, że jest to sprzeczne z zasadami prawa, ale niestety - co jeszcze raz powtórzę - w obliczu polskiego prawa, które jest niedoskonałe, często pozostajemy bezsilni.
Związane ręce ma również straż miejska, którą osoby przejęte losem zwierząt niejednokrotnie proszą o interwencję.

- Tego typu działalności nie obejmuje żaden z artykułów Kodeksu wykroczeń, do stosowania których uprawniona jest straż miejska. Nie jest to bowiem ani żebractwo, ani handel, ani publiczna zbiórka pieniędzy. Nie mamy więc podstaw prawnych do podejmowania czynności w sprawie - informuje Wojciech Siółkowski, rzecznik Straży Miejskiej w Gdańsku.

Opinie (118) 7 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.