• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Gdańsk 1945 oczami syna przedwojennego krawca

Kiedy sowieci zajęli dom Lisinskich, rodzina zamieszkała w opuszczonym budynku po lewej stronie młyna, czyli w  Güntershof .
Kiedy sowieci zajęli dom Lisinskich, rodzina zamieszkała w opuszczonym budynku po lewej stronie młyna, czyli w Güntershof.

- Do piwnicy, gdzie się schroniliśmy, wszedł sowiecki czołgista i przyznał: mogliśmy strzelać z tanku, ale podejrzewaliśmy, że są tu ludzie, więc zrezygnowaliśmy. Po czym rozejrzał się i zobaczył dziewczyny: One mają być chore. Sowieci boją się tyfusu - wspomina Benon Lisiński, przedwojenny mieszkaniec Oliwy.



Spaliśmy na gołej posadzce w Güntershof obok młyna zobacz na mapie Gdańska, bo nasz dom po drugiej stronie stawu zobacz na mapie Gdańska zajęło sowieckie wojsko. Pewnej nocy ktoś zapukał do drzwi dworku i usłyszeliśmy: Otworitie! Jeden miał pepeszę, a drugi bardzo długi karabin.

- Ty, stary! Myśmy słyszeli, że gnębiłeś ludzi - zakomunikował i zaczął wymyślać różne zarzuty wobec naszego ojca. - Nie ma co, kara musi cię dosięgnąć. Przyjdziemy kolejnej nocy i zostaniesz rozstrzelany.

Ten z pepeszą otworzył bęben i zaczął liczyć naboje. - Na wszelki wypadek na każdego są dwa patrony.

Myśmy już wiedzieli, że sowieci nie żartują. Trzeba było coś zrobić. Tadeusz, mój przyszły szwagier, który znał rosyjski, poszedł więc do naszego domu. Był tam major z żołnierzami od łączności. Postawny i uprzejmy człowiek.

Kiedy kilka dni wcześniej zobaczyliśmy go po raz pierwszy, zapytał, czy ktoś mówi po francusku. Niestety, nikt z nas nie posługiwał się tym językiem. Na szczęście Tadek znał rosyjski i umiał też grać na akordeonie. Zdarzyła się taka noc, że wojskowi urządzili sobie potańcówkę na piętrze i szwagier całą noc im przygrywał. Były tam kobiety, ale tylko żołnierki. Jedna z nich założyła do tańca koszulę nocną na mundur. A my w tym czasie siedzieliśmy w ogrodowym schronie.

Nie minęło kilka dni, a usłyszeliśmy, że cywile nie mogą przebywać w tym samym miejscu z wojskiem. Major skierował nas do opuszczonego dworku i zaproponował, abyśmy cenniejsze rzeczy przenieśli do jednego z pokoi i zabili wejście deskami.

- Tam nikt nie wejdzie. Ile razy będziecie potrzebować czegoś z pokoju, to przyjdźcie i weźcie - oznajmił i tak rzeczywiście było.

A teraz Tadeusz opowiadał majorowi o nocnej wizycie w dworku.

- Ty się nie bój. Przyślę dwóch żołnierzy i zostaną u was na noc.

Schowali się za białym kaflowym piecem. Spali w kucki, a między nogami mieli pepesze. W nocy znów usłyszeliśmy: Otworitie!

- Stary, przyszliśmy po ciebie. Wychodzisz z nami.

Z bronią gotową do strzału żołnierze majora wyłonili się zza pieca. Rozbroili tych dwóch, co przyszli ojca rozstrzelać.

Za dnia Tadeusz usłyszał od majora: - Oni już nikomu nie będą zagrażać.

Kilka dni później majora i jego żołnierzy nie było już w naszym domu. Wróciliśmy.

***


Nieistniejący modehaus Stefana Lisinskiego przy  Pfefferstadt  (dzisiejsza ul. Korzenna)
Nieistniejący modehaus Stefana Lisinskiego przy Pfefferstadt (dzisiejsza ul. Korzenna)
Dom jest z cegły i stoi w okolicy stawu, przy którym działał młyn. Wokół ciągnęły się pola, a najbliższą ulicą była Blücherstraße, czyli dzisiejsza Beniowskiego. Ojciec wybudował go w drugiej połowie lat dwudziestych. W 1926 roku otrzymał pożyczkę od Wolnego Miasta Gdańska. Pokrywała 70 proc. kosztów budowy, resztę musiał wyłożyć sam. Zarabiał jako krawiec.

Fachu uczył się w Berlinie, do którego mój dziadek wysłał go na kilkuletnie nauki w 1906 r. Wprawdzie podczas I wojny światowej powołany został jako kanonier, ale szybko został kompanijnym krawcem. To była fisza... A po wojnie razem z bratem, który też pobierał nauki w Berlinie, założyli warsztat krawiecki przy Kastanienweg 5a, czyli przy dzisiejszej ul. Lendziona. Następnie w 1922 roku ojciec przeniósł się na Pfefferstadt zobacz na mapie Gdańska, czyli Korzenną.

Po sporym remoncie otworzył St. Lisinski Modehaus. Zajmował się krawiectwem ciężkim. Zarówno męskim, jak i damskim. Garnitury, płaszcze, kostiumy. Na przymiarki przychodzili Niemcy, Żydzi, Polacy, Kaszubi, Francuzi. Ojciec był towarzyski i odpowiedzialny. Zgodnie z zasadą, że nie można wrzucać wszystkich jaj do jednego kosza, pieniądze trzymał nie w jednym, ale w trzech bankach. Do tego wysyłał mamę, aby zamieniała je na złoto, co przydało się w czasach wielkiego kryzysu.

Nie zapisał się też do żadnej organizacji, jak jego bracia, którzy aktywnie działali wśród gdańskiej Polonii. Na pierwszym miejscu stawiał rodzinę i fach. Dlatego w 1939 roku nie zostaliśmy aresztowani. Hitlerowcy zabezpieczyli jednak nasz dom i modehaus. Nie można było ich sprzedać, wynająć, po prostu nic prawnie zrobić. Gestapo wpadło na rewizję. Szukali polskich flag i broni. Nic nie znaleźli, choć w domu schowany był rewolwer na wypadek włamań i kradzieży, które się zdarzały. W tym ciężkim czasie pomoc przyszła z nieoczekiwanej strony. We wrześniu na przymiarkę przyszedł kolejny klient. Nazywaliśmy go "R". Nie wiedzieliśmy, kim był i co robił.

- Wie pan, nie wiadomo, czy będzie następna przymiarka - uprzedził go ojciec.

- Dlaczego?

- Bo dom i modehaus zabezpieczone...

- A to dlaczego?

- Bo wszystkim Polakom...

- To niemożliwe. Proszę dalej pracować. Ja to załatwię.

Później dowiedzieliśmy się, że tym wpływowym człowiekiem był Antoni Reiwer, między innymi asystent kryminalny i tłumacz. Modehaus działał do końca wojny.


***


- Co Ty tak smarujesz te kolano? - zapytał go w końcu przełożony.

- A, bo nie mogę już wytrzymać.

- A skąd masz spirytus?

W czasie wojny było zaś tak, że jak się miało jakiś towar, a ojciec był krawcem, to się wymieniało. Tym sposobem miał kilka butelek.

Ojciec dostał wtedy powołanie do służby pomocniczej. Chodzili nocami po mieście i sprawdzali, czy coś się nie dzieje. A że dla ojca najważniejsze były w życiu rodzina i fach, kombinował, jak tu się zadekować. I jakoś tak się złożyło, że rozchorował się na kolano. Wiecznie je smarował spirytusem i bandażował.

- Nie mógłbyś postarać się o trochę spirytusu dla mnie?- zapytał przełożony.

- Dużo nie mogę, bo do kolana potrzebuję, ale trochę mógłbym ci przynieść.

A kiedy ojciec był już bardzo "chory", usłyszał: Idź Ty już do domu. Przyjechał więc do Oliwy i powiedział nam, że nie wraca do Gdańska. Ojciec był w domu. To było ważne.

Wcześniej zdążył wywieźć wyposażenie warsztatu: maszyny do szycia i materiały. Był zapobiegliwy. Jeszcze w 1944 przygotował zapasy. Pamiętam, jak pewnego razu przyszedł mężczyzna, kozy zostały zabite i razem z ojcem robili kiełbasy. Przez te kilka miesięcy tak się wysuszyły, że gryźć się ich nie dało. Najpierw trzeba je było gotować. Do tego była zupa buraczana, ziemniaki i woda do picia z beczki.

Schron mieliśmy w piwnicy, a drugi w ogrodzie. Siedzieliśmy w tym pierwszym. Rodzice, siostry Helena i Zofia, ja, Tadeusz oraz kuzynka Lena, która za zgodą mojego ojca przyprowadziła znajomą rodzinę. Byli to państwo Eichmannowie z dwoma synami i małym oseskiem.

Przed domem był rów, a pod bzem gniazdo z karabinem maszynowym. Nad lasem latały "bąki". Takie grubasy. Mówiło się, że są tak wolne, że mogą kręcić się wokół własnego skrzydła. Co jakiś czas nurkowały i dawaj strzelać z broni pokładowej do tych, co byli w lesie.

***


Rodzina Lisińskich w 1930 roku. Wkrótce na świat miało przyjść kolejne dziecko Stefana i Klary - syn Benon.
Rodzina Lisińskich w 1930 roku. Wkrótce na świat miało przyjść kolejne dziecko Stefana i Klary - syn Benon.
Kiedy sowieci podeszli od strony stawu, zaczął się na potęgę terkot niemieckiego karabinu. Zaraz też była odpowiedź. Pod bzem zrobiło się cicho dopiero po tym, jak samolot zanurkował i zaczął strzelać. Ale kiedy tylko odleciał, znowu zaczęła się wymiana ognia. Dom był dziurawy jak sito. W pewnym momencie do piwnicy wszedł młody niemiecki żołnierz. Próbowałem rozpoznać, co to za mundur, ale bez powodzenia. Zapytał, czy może chwilę tu posiedzieć. Po czym zwrócił się do ojca z pytaniem: - Jak mogę uciec z tego domu?

Ojciec doradził mu, aby wejść na piętro i skoczyć przez okno do ogrodu. Powiedział, że jak tylko wejdzie, to snajper go załatwi. Po czym zwrócił się do naszej matki:

- Nie mam już ochoty żyć. Kilka dni temu dostałem pocztę polową. Żona i dziecko zginęły w czasie bombardowania Hamburga. Mówił, że jest sam i że nie ma ochoty żyć.

Kiedy strzelanina trwała dalej, znów nadleciał samolot. Tym razem łupnął bombą. Ale dachu poszło... Hałas taki, że myśmy się już pożegnali. A tu nagle nastał spokój. Nikt już nie strzelał. I w pewnym momencie ktoś puka do drzwi piwnicy: Otworitie!

Ojciec zwrócił się do Tadka: - Znasz rosyjski, to idź i otwórz. Tadek znał zresztą także polski i ukraiński, a i z Żydami potrafił się porozumieć. Pochodził z Drohobycza. W 1939 został zmobilizowany do polskiego wojska, ale szybko dostał się do niewoli. Przez pewien czas należał do obsady oflagu, a kiedy Niemcom zaczęło brakować rąk do pracy, zwolnili go i tak trafił do Gdańska, gdzie pracował w piekarni. Kiedyś zauważył go brat Stefan, jak kręcił się przed sklepem ojca. Okazało się, że potrzebował spodni. A w 1944 roku to już mieszkał u nas. Bardzo się spodobał mojej siostrze Helenie. Po wojnie się pobrali.

Ale wcześniej otworzył drzwi piwnicy i zszedł na dół razem z tym, co pukał. Żołnierz był cały w skórze i hełm też miał taki skórzany. Czołgista. Ojciec wyciągnął butelkę alkoholu i kieliszki na nóżkach, jak do likieru. Wypili na przywitanie i za pośrednictwem Tadka zaczęli rozmawiać.

- Mogliśmy strzelać z tanku, ale podejrzewaliśmy, że tu są ludzie, dlatego zrezygnowaliśmy - tłumaczył, po czym zobaczył dziewczyny.

- One mają być chore. Sowieci boją się tyfusu - doradził ojcu i zebrał się w kierunku wyjścia. Chwilę później zawrócił.

- Czy mogę wziąć butelkę, bo zostało jeszcze?

- Pewnie, weź ze sobą.

- Słuchaj, żadnemu żołnierzowi nie proponuj alkoholu, bo ci co przyjdą po mnie nie dadzą ci spokoju. Będą myśleli, że ty zawsze coś masz albo będziesz musiał się postarać. Nigdy nie wolno ci dawać tak jak mi - rzucił jeszcze do ojca i wyszedł.

***


Szkic domu Lisinskich z 1927 roku.
Szkic domu Lisinskich z 1927 roku.
W piwnicy nieopodal wejścia leżał niemiecki żołnierz. Ten, co mówił, że nie chce już żyć. Nie wiadomo, czy zginął, czy popełnił samobójstwo. Został pochowany. Później z książki dowiedziałem się, że prawdopodobnie był z jednostki grenadierów.

Tymczasem w naszym domu ulokowało się wojsko. Żołnierze od łączności. Przenieśliśmy się więc do schronu w ogrodzie. Jedliśmy zupę buraczaną, kiełbasę i ziemniaki. A sowieci pichcili w piwnicy. Ustawili cegły i gotowali kaszę. Każdy miał swoją miskę, ale łyżek już nie. Jedli trzema palcami.

Dwa czy trzy dni później usłyszeliśmy, że cywile nie mogą mieszkać z wojskowymi. Przenieśliśmy się więc do opuszczonego dworu. Tam przeczekaliśmy ileś dni, a kiedy sowieci opuścili nasz dom, wróciliśmy.

W pierwszej kolejności dach trzeba było naprawić. Nowe belki, nowe dachówki. Pracowali przy tym dwaj robotnicy. Pomagał im też niemiecki chłopak Heini Zick, który mieszkał z matką w domu przy Güntershof. Nie znałem go, ale był w moim wieku. Zaprzyjaźniliśmy się.

Pewnego dnia wpadł na pomysł, aby zaopatrzyć się w ryby ze stawu. Był tam taki drewniany spust i Heini rzucił granat. Jak to poszło, to pan sobie nie wyobraża. Woda spłynęła, zostały ryby, ale droga do nich wiodła przez bardzo grząskie błoto. Heini znalazł jednak rakiety, w których niemieccy żołnierze chodzili po śniegu. I chodziliśmy w nich, jak daleko się dało.

Każdy miał worek, grabie i piasek lub popiół. Bo węgorze są zwinne i śliskie, więc nie jest tak łatwo je złapać. Kiedy wyposażyliśmy się w wielkie widelce z kuchni polowej, szło sprawniej. I jedliśmy węgorze smażone, gotowane, wędzone. Były jeszcze ziemniaki, ale buraki już się skończyły.

Heini usłyszał, że ktoś był w Nowym Porcie po cukier. Wzięliśmy więc tornister i wybraliśmy się w drogę. Na miejscu ogromny magazyn i wielu ludzi. Trzeba było kopać. Jeśli miało się szczęście, to trafiało się na dużą bryłę spalonego cukru. To był skarb.

Najgorsza była jednak droga powrotna. W okolicy lotniska we Wrzeszczu stali ludzie. Karabiny, biało-czerwone opaski. Po prostu łobuzy, złodzieje. Szabrowników to już wtedy było wielu. I usłyszeliśmy: No, połowę musisz zostawić. Co było robić? Zostawiało się, a z resztą szło się do domu. Tam oczyszczało się i słodziło.

W Nowym Porcie byliśmy też po olej. Nabieraliśmy go z kałuż łyżkami i wlewaliśmy do kanek. A u Oetkera w Oliwie znaleźliśmy dwa kartony cukru waniliowego w torebkach po 10 gramów. Takie przyszły czasy. Pamiętam, że ojciec za wszycie lampasów awansowanemu dopiero co Rosjaninowi, dostał chleb. Kostkę ciemnego, razowego chleba.

Wkrótce rozeszła się wieść, że jest krawiec z maszyną i nićmi. Klienci przynosili materiały, trzeba więc było robić. Ja zaś musiałem zapisać się do polskiej szkoły. Nie znałem dobrze języka, więc trafiłem klasę niżej, niż wskazywałby na to mój wiek. Zapytano także o moje imię, a następnie o drugie. Od tego czasu zaczęto zwracać się do mnie Marian.

Trójmiejskie opowieści to cykl, w którym mieszkańcy prezentują stare fotografie z terenu Gdańska, Gdyni i Sopotu oraz wspominają związane ze zdjęciami historie. Jeśli chciał(a)byś podzielić się swoimi opowieściami i fotografiami, napisz na adres j.gilewicz@trojmiasto.pl

Opinie (79) 5 zablokowanych

  • (8)

    Jak widać modelki równie "krągłe", jak te które obecnie chadzają po wybiegach we Francji.

    • 30 4

    • jaki dobry ruski czolgista (4)

      Znalazl dziewczyny nie zgwalcil I nie strzelil z czolgu, przeciez to bzdura.

      • 11 15

      • Dlaczego? (2)

        Przyzwoici ludzie trafiają się wszędzie. Pewnie są w mniejszości, ale jednak.

        • 37 1

        • nie ruska dzicz (1)

          • 8 15

          • Ruskie to wsza lonowa na mapie świata

            Zawsze byli i będą nieobliczalni z chorymi ambicjami i wiarą w wodza. Oni nie umieją żyć w wolnym świecie. Zawsze muszą mieć pręgierz nad sobą. ZSRR pieprzony... kiedyś i dziś taki sam...

            • 9 5

      • Czołgiści trzymali pewien poziom, podobnie jak lotnicy, marynarze i w części kadra oficerska.

        Piechota natomiast to było dzikie bydło, w dużej części azjatyckie.

        • 23 2

    • Kłamliwe teksty: Polacy, Kaszubi, Niemcy, Żydzi, Francuzi.... (2)

      Kaszubi to Polacy - katolicy. Reszta to byli Niemcy-protestanci. Pewnie Angela zapłaciła autorom tej opowieści.

      • 10 18

      • imaginuj sobie (1)

        Że mój dziadek był Polakiem - grekokatolikiem. Jak i cała rodzina. Nie mieszaj narodowości i wiary. Kaazubi z Kluk byli protestantami.

        • 4 2

        • Gdzie przed wojną była świątynia grekokatolicka na Kaszubach?

          Wyjątek potwierdza regułę....Kaszubi byli katolikami a Niemcy protestantami.

          • 2 1

  • Super (1)

    Fajny artykuł :)

    • 144 6

    • Samo życie normalnych ludzi ,przykładowo "W pierwszej kolejności dach trzeba było naprawić. Nowe belki, nowe dachówki. Pracowali przy tym dwaj robotnicy. Pomagał im też niemiecki chłopak Heini Zick, który mieszkał z matką w domu przy Güntershof. Nie znałem go, ale był w moim wieku. Zaprzyjaźniliśmy się."

      • 20 4

  • Polacy, którzy dobrze z Niemcami przeżyli całą okupację w Gdańsku. (18)

    A potem nie mieli powodu, aby również skarżyć się na "wyzwolicieli" i ich "wyskoki".
    Bardzo dziwna sprawa.

    • 30 61

    • (12)

      masz słuszne podejrzenia, przecież wszyscy Niemcy byli czołgistami wehrmahtu, rosjanie nkwdzistami, Polacy szmalownikami, kolaborantami, palącymi żydów w piecach, a żydzi się sami palili i zamykali w obozach. Ja myślę, że to byli agenci gestapo, pod przykrywką normalnych relacji ludzkich jak sąsiad z sąsiadem - dobra przykrywka

      • 51 5

      • Artikuł mający na celu ocjeplić obraz jedynych slusznych wyzwolicjeli (1)

        Tylko kto tu agient

        • 14 23

        • Nie zauważyłam, by artykuł wybielał sowieckich gwałcicieli, sowieckich morderców. Przykładowo:
          "rozejrzał się i zobaczył dziewczyny: One mają być chore. Sowieci boją się tyfusu", albo:
          "...Przyjdziemy kolejnej nocy i zostaniesz rozstrzelany."

          • 13 4

      • szmalcownikami, szmalcownikami. A konfitura pokroju Kalksteinów vel Kaczyńskich była wszędzie (7)

        to i stąd potem "odzysk" dworków, fabryczek, willi...

        • 11 11

        • (6)

          Nie rozumiem dlaczego powtarzasz nieprawde(tak jak sb ub i inne tego typu sluzby), rodzicami Jaroslawa i Lecha byli:
          Jadwiga Kaczyńska pochodziła z rodu Jasiewiczów herbu Rawicz
          Rajmund Kaczyński ps. Irka z rodziny szlacheckiej herbu Pomian, wywodzącej się z Kaczyna Starego i Kaczyna-Herbasów na Podlasiu

          Polecam za to ksiazke: "Niebiezpieczne zwiazki Bronislawa K." skoro zaczynamy kampanie wyborcza na forum.

          • 20 6

          • Wszyscy Polacy powinni znać życiorysy wszystkich polityków zajmujących najwyższe stanowiska w naszym państwie (5)

            Kampania wyborcza - "Dobrze ułożony piesek" wodzem? Z bardzo wielu powodów Duda się na prezydenta nie nadaje. Trudno go nawet nazwać "mężczyzną prawdziwym", wyraźnie jest zniewieściały, na pasku "niewieściej poprawności". Ktoś, kto jest podporządkowany kobietom i jest bałwochwalczą ideologią kultu kobiet zniewolony, nie może rządzić Polską bo nie rozumie istoty godności i wolności (swojej płci, naszej Ojczyzny itd). Szkoda.

            Cudowne przypadki z życia Kaczyńskich 1) Pierwszy cudowny przypadek w życiu Jarosława to zawrotna kariera jego ojca Rajmunda. Tuż po wojnie żołnierzy AK, rozstrzeliwano, osadzano w więzieniach, sadzano na nogach od stołka, torturowano, w najlepszym razie wykluczano z życia społecznego. Tymczasem Rajmund Kaczyński, żołnierz AK, tuż po wojnie, dostaje od stalinowskiej władzy wypasiony apartament na Żoliborzu, jak na tamte czasy rzecz poza zasięgiem zwykłego obywatela, nawet szarego członka PZPR. 2) Cud drugi, żołnierz AK, mąż sanitariuszki AK, dostaje posadę wykładowcy na Politechnice Warszawskiej i oboje żyją sobie z jednej pensji jak pączki w maśle. W tym czasie gdy w Polsce rządzi Bierut, a właściwie Stalin rządzi Bierutem, posada dla Akowca na uczelni brzmi jak ponury żart, jednak rzecz miała miejsce. 3) Cud trzeci, rodzą się bliźniaki i jako dzieci akowskiego małżeństwa, na początku lat 60, kiedy większość dzieci akowców opłakuje swoich rodziców, albo czeka na ich powrót z więzienia, nasze orły zabawiają się w reżimowej TV. 4) Cud czwarty. Jarosław Kaczyński jako jedyny działacz opozycji kręgu doradców Lecha Wałęsy, nie zostaje internowany. 5) Cud piąty, Jarosław Kaczyński odmawia (tak twierdzi) podpisania lojalki i jako jedyny opozycjonista odmawiający władzy PRL zostaje zwolniony do domu, co więcej nikt go nie nęka, w okresie 1982-1989. 6) Cud szósty, Jarosław Kaczyński jako jedyny opozycjonista ma sfałszowaną teczkę i jako jedyny opozycjonista domagający się powszechnej lustracji, ujawnia swoja teczkę dopiero po naciskach prasy. 7) Cud siódmy to cud zagadka. Jaki jest związek między ofiarowanym Rajmundowi Kaczyńskiemu przez PRL apartamentem na Żoliborzu, pracą w czasach stalinowskich na Politechnice Warszawskiej, karierą filmową bliźniaków i brakiem internowania Jarosława Kaczyńskiego w stanie wojennym? Kto wie? Czym aż tak bardzo mógł zaimponować władzy ludowej żołnierz AK Rajmund Kaczyński, że władza otoczyła jego samego, jego żonę z AK i dzieci szczególna troską. Opowieściami o wykańczaniu bolszewików? Kto wie, czym mógł zaimponować oficerowi SB Jarosław Kaczyński, że ten po odmowie podpisania lojalki wypuścił go wolno i nigdy już nie nękał? polecam wszystkim całość ciekawego tekstu na stronie:
            marucha.wordpress.com/2010/07/01/kim-sa-kaczynscy/

            • 17 2

            • Propaganda sb (4)

              Znowu powtarzasz propagande sb ktorej pelno na necie i to z czasow prezydentury Lecha K.. Wysil sie i przestan robic "kopiuj/wklej".

              • 2 2

              • Dlaczego Lech Kaczyński zalegalizował w Polsce B'nai B'rith? (1)

                Lech Kaczyński, przypomnijmy sobie jego decyzje z przeszłości. Faktem jest, że z jego polecenia wstrzymano ekskomuniki w Jedwabnem w chwili, kiedy historycy odkrywali fakty historyczne świadczące o fałszach polakożercy Grossa. Faktem jest, że wspierał i z naszego budżetu finansował budowę Muzeum Żydów w Warszawie, a jednocześnie nie zrobił nic, by upamiętnić holocaust Warszawiaków zamordowanych w niemieckim obozie koncentracyjnym. Pojechał na Ukrainę świętować ich Wielki Głód, a jednocześnie zlekceważył ludobójstwo na Polakach na Wołyniu dokonane przez nacjonalistów ukraińskich UPA. Podpisał traktat lizboński nie zgadzając się na referendum pomimo, że w kampanii wyborczej deklarował, że Konstytucji Europejskiej nie poprze. A wiemy, że oba zapisy różnią się detalami, istota została zachowana. Wiemy, że w referendach niektóre państwa KE odrzuciły. Wygląda to tak, że Polsce on służył o tyle, o ile zezwalali jacyś inni, że bardziej służył jakimś obcym. Komu?

                PS. Piszesz: 'Wysil sie i przestan robic "kopiuj/wklej".' To tak, jak GW która wmawia swoim wyznawcom, że nie ma prawdy i każdy może mieć "swoje zdanie", bo np. "ja uważam, że Jaruzelski nie był agentem Moskwy "Wolski", a Katyń to sprawka Niemców". A Ty jak coś piszesz to wszystko i zawsze tak od siebie?

                • 7 2

              • Do Twoich cudow dodalbym ten ze smolenska z 10 kwietnia. Nie rob kopiuj/wklej tylko weryfikuj swoje informacje w kilku zrodel.

                • 0 0

              • W roku 1938 prezydent Ignacy Mościcki wydał dekret zakazujący działalność masonerii na terenie Polski

                Dziś podobny zakaz należałoby wprowadzić do Konstytucji R.P.
                Czyli ponad 70 lat temu dekret prezydenta II Rzeczpospolitej zakazał działalności lóż masońskich w Polsce. Zgoda prezydenta III Rzeczpospolitej Lecha Kaczyńskiego na otwarcie loży B`nai B`rith w naszym kraju po wielu latach nieobecności jest szczególnie ważna w wielu aspektach. A warto podkreślić, że były prezydent deklarował się jako katolik, że po tym fakcie masoneria coraz bardziej otwarcie dziś mówi o swoim istnieniu, coraz jawniej zwalcza Kościół katolicki i w Polsce... że masoneria była wielokrotnie piętnowana przez papieży.

                • 7 1

              • wszystko co wam nie pasuje lub się nie podoba to propaganda sb, której zresztą nie ma od trzydziestu lat...

                • 0 0

      • Nie ironizuj. (1)

        Bez podpisania volkslisty raczej nie prowadziło się w Danzig lukratywnych interesików przez całą wojnę, a jeśli ktoś to robił to niech napisze jakim cudem.

        • 9 1

        • W tej opowieści zabrakło informacji,

          że krawiec Lisinski i jego rodzina w czasie wojny zmienili nazwisko na Lister...

          • 9 0

    • Wszyscy ludzie są braćmi, jedynie zbrodnicze ideologie chcąc dzielić ludzi bredzą o różnych cywilizacjach. (4)

      Ostatnio zbrodnicze brednie niejakiego Huntingktona, działającego na korzyść koncernów zbrojeniowych i farmaceutycznych powodują że scyzoryk sam mi się w kieszeni otwiera. Nie wspomnę o udziale w tym procederze jedynie słusznej religii bo to oczywistość.

      • 10 1

      • (3)

        Huntington, opisując geopolitykę po zakończeniu zimnej wojny stwierdził, że politykę zdominują w przyszłości starcia między cywilizacjami. Przyszłe konflikty zbrojne będą się toczyć nie między państwami, ale między cywilizacjami.

        • 4 0

        • I to właśnie jest zbrodniczy bełkot mający uzasadnić wojny i konflikty (2)

          Prawda jest taka że dobrobyt zachodu to fikcja oparta na bełkocie że inni są biedni bo należa do inej w domyśle gorszej cywilizacji. To gangsterski i bandycki sposób myśleniazwłaszcza że zachód aktywnie sabotuje gdzie może rozwój biedniejszych panstw. Ostatnio przegrywa na całej lini i jego polityka sprawdza się jedynie w upadłej afryce.

          • 5 0

          • Feliks Koneczny: "O ład w historii" (1)

            MIESZANKI CYWILIZACJI
            Każda cywilizacja póki jest żywotną, dąży do ekspansji, toteż gdziekolwiek zetkną się z sobą dwie cywilizacje żywotne, walczyć z sobą muszą. Wszelka cywilizacja żywotna, nie obumierająca, jest zaczepna. Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona. Jeżeli cywilizacje mieszczą się obok siebie w obojętnym spokoju, widocznie obie pozbawione są sił żywotnych. Wypadek taki kończy się często kompromisem w jakiejś mieszance mechanicznej, w której nastaje obopólna stagnacja, a z niej wytworzy się z czasem istne bagnisko cywilizacyjności. Z reguły walka cywilizacji trwa długo. Sąsiadujące cywilizacje zachodzą jedna na drugą i pierwiastki tej mogą przechodzić w tamtą, wytwarzając mieszankę cywilizacyjną w stopniu mniejszym lub większym. Cywilizacja słabnąca przyjmuje coraz więcej składników cywilizacji o mocniejszym naporze. Jest to wprowadzenie ciała obcego we własny organizm, z czego muszą nastąpić schorzenia. Ani społeczeństwo nie może być urządzane równocześnie według rozmaitych struktur społecznych, ani państwo zaprowadzić u siebie rozmaitych państwowości. Gdy zabraknie współmiemości, upaść musi wszelkie zrzeszenie, od najdrobniejszych do największych, od rodziny aż do cywilizacji. Musi zachodzić jednolitość metody zrzeszenia; mieszanka psuje strukturę. Świadczy o tym cała historia powszechna.

            Przeczytałem nieżyjącego już Feliksa Konecznego (znanego na świecie, znacznie mniej w Polsce polskiego profesora, filozofa, historyka, patrioty... antykomunisty) niektóre książki, a w nich stwierdzenie np "cywilizacje żywotne walczyć z sobą muszą". Czy w tym stwierdzeniu jest cokolwiek , co by pasowało do tego Twojego zarzutu: "jest zbrodniczy bełkot mający uzasadnić wojny i konflikty"?

            • 4 0

            • Ktytyka multi kulti jest zbrodnią. Masowe zbrodnie przeciw ludzkości ostatnich lat korzystały z twoich argumentów gratuluję

              Prostą prawdę o nieuczciwym podziale dóbr można maskować bełkotem o gorszych cywilizacjach. Dobra rada następnym razem napisz to po łacinie wtedy będzie to jeszcze "szlachetniejsze". Multikulti i wielość religi poglądół , prawdziwa demokracja sprawiają że ludzie są świadomi swoich praw i dochodzi do nich że podział 90 procent dóbr dla 10 procent populacja to zbrodnia i tego boją się konserwatyści którzy promują brednie o wojnie cywilizacji.

              • 1 2

  • Ciekawe jak teraz będzie... (7)

    Jak ruscy wejdą...

    • 35 48

    • (2)

      Skoro planują zająć bogate Niemcy, to po drodze znowu najpierw Polska.

      • 13 3

      • Państwa skandynawskie

        "Ambasador Rosji w Danii Michaił Wanin napisał w tekście opublikowanym przez dziennik "Jyllands-Posten", że jeśli duńska marynarka będzie uczestniczyć w systemie tarczy antyrakietowej NATO, to stanie się ona celem rosyjskich rakiet."

        "AFP przypomina, że relacje między Rosją a krajami skandynawskimi są już od dłuższego czasu bardzo napięte, ponieważ rosyjskie samoloty wojskowe zapuszczają się w ostatnich latach nad wody terytorialne tych państw na Bałtyku."

        Tymczasem G-Wniana nadal sowiecką nowomowę o rusofobii....

        • 16 5

      • Polskę ominą bo już w niej wszystko rozkradzione.....

        • 0 0

    • Tak samo jek teraz. Bida z nędzą.

      • 6 1

    • Bez większych zmian. Nawyki żywieniowe jedynie się zmienią na wschodnie... czyli kartoszki z ukropem zagryzane chlebem, dużo majonezu, słonina, wkusny samogon.

      • 8 1

    • ruski to moze wejsc (1)

      Ale Tobie w du..e

      • 6 7

      • zmień tabletki

        pora.

        • 2 3

  • Ciekawa historia...

    To bardzo ciekawe opowiadania. Aż wierzyć się nie chce, że Ruski mógł zabić, a nie zabił... Od wieków bimber to ich główne zainteresowanie. A dla krawca i jego rodziny duży szacunek.

    • 93 8

  • Przerąbane to były czasy.

    • 77 4

  • Ciekawe, setki razy przechodziłem obok tego domu i nie miałem pojęcia jaka historia kryję się za tym miejscem. Jakieś parę miesięcy temu przy okolicach niedalekiej śluzy wyłowiono przypadkowo zauważony (przez okolicznych pijaczków) dobrze zachowany panzerfaust. Może ma on coś wspólnego z tymi wydarzeniami?

    • 52 1

  • (2)

    Tak tak, teraz widzicie czym była czerwona dzicz! Nie to co Wybitni Niemieccy żołnierze.

    • 16 26

    • Ludobójcy niemieccy i sowieccy, a wśród nich nieliczni bohaterowie niemieccy, rosyjscy, ukraińscy...

      • 9 3

    • ale artykuł nie o tym, pisz merytorycznie, albo siedz cicho

      lub też idź siać gdzie indziej ferment, bo jak co do czego przychodzi to krzykacze pierwsi znikają

      • 0 0

  • Refleksja (7)

    A nasi dowódcy marynarki kończyli PRLowską WSMW...
    Taka prawda.

    • 10 20

    • refleksja - młotku parowy (6)

      to każdy, który kończył uczelnię w PRl_u to zły, do piachu?
      a ty co ukończyłeś - gimnazjum dla otępiałych?...

      • 20 4

      • Pułkownik Ryszard Kukliński - mały człowiek, wielkie dzieło (5)

        W wojsku "ludowym" bywali i wybitni oficerowie. Symbolem jest Ryszard Kukliński, który doświadczył w swoim życiu tego, co wielu podobnych jemu Polaków w XIX i XX wieku. Powszechnie znane są przypadki, gdy to zwykli ludzie przyodziewali się w szaty zaborców, zmuszając się do współpracy z nimi. Podobnie jak pułkownik Kukliński poświęcili oni- coś więcej niż tylko ludzkie życie- honor, wpisując ludzką pogardę w pozostałe dni swojej egzystencji. Niewielu z nich jeszcze żyje, gdyż większość z nich zmarła z wyczerpania w różnych więzieniach.

        • 16 9

        • (2)

          No a wielcy Komandorowie II RP byli absolwentami wojskowych akademii carskiej Rosji!
          a czy to coś zmienia?

          • 17 0

          • Nie tylko carskiej Rosji, ale też pozostałych zaborców

            • 12 0

          • a gdzie mieli konczyc

            Jak byly zabory? I Polska nie istniala.

            • 15 0

        • (1)

          Kukliński to szeregowy.

          • 2 4

          • Szeregowy dolot

            • 0 1

  • Dobry tekst!

    • 39 6

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.