Fakty i opinie

stat

Gdańska uczelnia szkoli chińskich mistrzów sportu

Zawodnicy z Chin regularnie rozgrywają mecze z drużynami z Trójmiasta, a teraz wybierają się do Warszawy.
Zawodnicy z Chin regularnie rozgrywają mecze z drużynami z Trójmiasta, a teraz wybierają się do Warszawy. fot. Facebook

Trenerzy z gdańskiej AWFiS szkolą nastoletnich piłkarzy i siatkarzy z Chin. Niebawem przylecą też kajakarze. - Siatkarze są najdłużej i już widać, że wielu z nich będzie zawodnikami klasy mistrzowskiej. I my w tym pomożemy - mówi rektor uczelni, prof. Waldemar Moska.



Jak oceniasz pomysł szkolenia Chińczyków w Gdańsku?

świetny pomysł, zyskają na tym wszyscy 62%
mam mieszane uczucia, uczelnia powinna skupić się na kształceniu 21%
źle, to nikomu nie pomoże 17%
zakończona Łącznie głosów: 578
Współpraca to efekt wyjazdów pracowników i władz uczelni na międzynarodowe konferencje. To właśnie podczas jednej z nich udało się podpisać umowę z Pekińskim Uniwersytetem Sportowym - największą uczelnią sportową w Państwie Środka. Trafiają tam utalentowani sportowcy, wyselekcjonowani spośród chętnych z całego kraju. Naukę zaczynają znacznie wcześniej niż w Polsce. Większość z nich to osoby w wieku 14-16 lat. I właśnie zespoły w tym wieku przyleciały do Gdańska. Piłkarzy jest 24, a siatkarzy 15. Pierwsza była grupa siatkarzy.

AWFiS chce zdobyć markę szlifierni diamentów



- Mogliśmy więc wykonać im już wszystkie badania. To między innymi pomiary z podziałem na procentowy udział tkanki mięśniowej w każdej partii ciała, badania wydolnościowe czy fizykochemiczne. Wynika z nich, że zdecydowana większość z tych młodych zawodników ma predyspozycje do tego, by zostać sportowcem klasy mistrzowskiej. Nie jest to jeszcze może poziom Trefla Sopot, ale wszystko jest możliwe - mówi prof. Waldemar Moska, rektor Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku.
Sprowadzenie grup obcokrajowców ma też jeszcze bardziej otworzyć uczelnię na studentów z zagranicy, których i tak jest już w Gdańsku sporo. Są osoby z Azji, Europy, Afryki i Ameryki Południowej. Uczelnia chce bowiem nadal prowadzić wykłady w języku angielskim, co czyni od kilku lat.

Bariera językowa. Chińsko-chińska



Także chińscy sportowcy porozumiewają się tym językiem i to nawet... między sobą. Język mandaryński ma tyle dialektów, że ich liczby nie są pewni nawet sami Chińczycy. Specjaliści dzielą dialekty na grupę północną i południową. Języki z grupy północnej mają 3-4 tony, natomiast grupy południowej 7-8 tonów. Są one tak różne, że mieszkańcy tego samego kraju, reprezentujący inny region, często po porostu się nie rozumieją.

- Mimo tych różnic jakoś się dogadują. Trochę po angielsku, trochę po swojemu, a trochę w języku międzynarodowym - używając rąk - uśmiecha się jeden z pracowników uczelni.
Podczas treningów nie ma jednak z nimi najmniejszych problemów. Są zorientowani na sukces i pracują tak ciężko, jak się da. Czas mają wypełniony praktycznie od pobudki do wieczora. Uczestniczą też bowiem w nauce języka angielskiego, polskiego, historii i innych przedmiotów. Ponadto uczelnia organizuje im wycieczki do muzeów i miejsc rekreacji. Na co dzień każdego zespołu pilnuje po dwóch opiekunów z Chin.

Są różne fetysze, może nimi być też... białko



Nie oznacza to jednak, że z młodymi Chińczykami nie ma kłopotów. To 14-16-letni młodzieńcy, a niektórzy z nich mierzą niemal po 2 metry. Mają więc swoje zdanie i nie wahają się polemizować z trenerami.

- Największy kłopot mieliśmy z przekonaniem ich do diety ułożonej przez naszych doświadczonych dietetyków. My wiemy, że musi być ona zbilansowana. Musi też być w niej dużo łatwo przyswajalnego białka, które jest ważne dla sportowców. Ale przesada nigdy nie jest dobra, a nasi goście wręcz fetyszyzują białko i przesadzają z jego przyjmowaniem. Musieliśmy poświęcić dużo prelekcji i wykładów, by przekonać ich, że to nie jest dobra droga - mówi prof. Waldemar Moska.

Predyspozycje to początek drogi



Pracownicy uczelni podkreślają, że we współczesnym sporcie kluczowe są trzy rzeczy. Pierwsza to wspomniane już predyspozycje, głównie genetyczne. Bez nich nie da się dziś osiągnąć wielkich sukcesów w zawodowym sporcie. Sama praca, nawet najcięższa, nic nie da. Druga rzecz to właśnie wysiłek, który trzeba włożyć w trening, a trzeci to szczęście, które może pomóc, ale też zaprzepaścić nawet najlepiej zapowiadającą się karierę np. poprzez kontuzję.

Na razie z pobytu w Polsce młodzi Azjaci są zadowoleni. Siatkarze grali już z Treflem, a piłkarze w ostatni weekend zagrali z rówieśnikami z Gedanii. Gdańska drużyna wygrała 2:1, ale młodzi Chińczycy zebrali świetne recenzje.

- Wyróżniali się wyszkoleniem technicznym. 4-5 chłopaków z tego zespołu ma szansę na zrobienie dużych karier. Oczywiście pod warunkiem dobrego prowadzenia - podkreśla dr Bartosz Dolański, dyrektor sportowy Gedanii, a wcześniej zajmujący się młodymi piłkarzami trener koordynator w Pomorskim Związku Piłki Nożnej.
Umowa z chińską uczelnią zakłada początkowo kilkumiesięczny pobyt sportowców w Gdańsku. W tym czasie uczą się i trenują, wykorzystując bazę oraz laboratoria AWFiS. Mają regularne badania, a ich postępy analizują naukowcy oraz trenerzy. Latem, po powrocie do Chin, przyjrzą się im ich opiekunowie i zdecydują, czy kontynuować współpracę. W założeniu może ona potrwać nawet kilka lat.

Opinie (114) ponad 20 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.