• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Historia: UFO nad Gdynią? A może meteoryt lub amerykański satelita?

Piotr Weltrowski
22 maja 2022, godz. 09:00 
Opinie (172)
Historyczne zdjęcie Basenu nr IV - to tu miał spaść nieznany obiekt w 1959 r. Historyczne zdjęcie Basenu nr IV - to tu miał spaść nieznany obiekt w 1959 r.

Dziesiątki artykułów w polskiej i zagranicznej prasie, oficjalne śledztwo PRL-owskich służb, a po latach kawał historii powojennej Gdyni i inspiracja dla współczesnych literatów. Przypominamy historię nieznanego obiektu, który miał się rozbić w basenie gdyńskiego portu w 1959 r.



Sądzisz, że jesteśmy sami we Wszechświecie?

Kilka dni temu swoją premierę miała nowa książka jednego z bardziej poczytnych polskich pisarzy - Łukasza Orbitowskiego. Akcja "Chodź ze mną" rozgrywa się w latach 50. w Gdyni i nawiązuje do głośnej historii nieznanego obiektu, który w 1959 r. miał się rozbić w basenie portowym.

To dobra okazja, aby przypomnieć tę nietypową historię, która przez lata obrosła tysiącami mitów. Trudno też o lepszego przewodnika niż Michał Miegoń z Muzeum Miasta Gdyni, z którym autor książki konsultował całą faktografię.

Co prawda do dziś nie wiadomo, co tak naprawdę wydarzyło się w basenie portowym. Istnieje szereg teorii - mniej i bardziej sensacyjnych - mówiących o upadku meteorytu, amerykańskiego satelity czy faktycznym spotkaniu z obcymi.

Ta ostatnia wersja jest oczywiście najbardziej sensacyjna, warto jednak pamiętać, że dosłownie kilka dni temu przed Kongresem Stanów Zjednoczonych, jednego z najpotężniejszych światowych mocarstw, odbyły się oficjalne przesłuchania członków służb dotyczące właśnie obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających.

Zresztą niezależnie od tego, czy podejdziemy do tej historii sceptycznie, czy nie, to i tak będzie to po prostu ciekawa historia, na stałe związana już z powojennymi dziejami Trójmiasta.

Czerwony obiekt o kształcie cygara



21 stycznia 1959 r. ok. godz. 5 nad ranem na redzie gdyńskiego portu szalał silny wiatr, a temperatura powietrza sięgała grubo poniżej zera. Jednak mimo tak wczesnej pory i tak niekorzystnych warunków pogodowych nie brakowało świadków, którzy zobaczyli i opisali później dziwny obiekt, który spaść miał do gdyńskiego portu.

- Zauważono spory, płonący, czerwonej barwy obiekt lecący w kierunku Basenu nr IV przy Nabrzeżu Polskim w gdyńskim porcie. Po rozbiciu się z hukiem o taflę wody zauważalne były kłęby pary wodnej, świadczące o wyjątkowo wysokiej temperaturze, jaką podczas upadku ze sporej wysokości uzyskała powierzchnia tajemniczej konstrukcji - mówi Miegoń.
Według doniesień ówczesnej prasy to, co pozostało z obiektu, błyskawicznie przetransportowano do niedostępnych wojskowych obiektów... z których dziś już też niewiele pozostało. Według doniesień ówczesnej prasy to, co pozostało z obiektu, błyskawicznie przetransportowano do niedostępnych wojskowych obiektów... z których dziś już też niewiele pozostało.
Lecący w kierunku basenu portowego obiekt o kształcie cygara jako pierwsi zauważyli marynarze ze statku PLO "Jarosław Dąbrowski", który znajdował się akurat nieopodal portowej obrotnicy.

- Doker Jan Blok, świadek katastrofy, wspominał później, iż tylko dzięki szczęściu i trajektorii lotu obiektu uniknięto jego kolizji ze statkiem. Świadkowie byli też zgodni, że długość obiektu nie przekraczała 4 metrów, a średnica 1,5 metra. Świadkiem upadku był także inżynier Alojzy Data, który wspominał, iż upadkowi bolidu towarzyszył wysoki dźwięk przypominający zgrzytające o sobie fragmenty metalowych płyt - opowiada Miegoń.

Pierwsze publikacje prasowe



Katastrofę zauważyło też sporo osób mieszkających w pobliżu portu. Pierwsza wzmianka na jej temat pojawiła się jednak w prasie dopiero tydzień później. Opublikował ją "Wieczór Wybrzeża". Była to relacja oparta o wypowiedzi osób pracujących w dniu katastrofy w magazynie POSTI. Osoby te wspominały, że tajemniczy obiekt, zanim runął do basenu portowego, na kilkanaście sekund zawisł nad miastem w okolicy placu Kaszubskiego.

Na łamach lokalnej prasy ogłaszano nagrody za znalezienie fragmentu tajemniczego obiektu. Na łamach lokalnej prasy ogłaszano nagrody za znalezienie fragmentu tajemniczego obiektu.
Pierwsze publikacje prasowe uruchomiły prawdziwą lawinę spekulacji i teorii spiskowych dotyczących katastrofy nieznanego obiektu.

- Na milicję zaczęły się zgłaszać osoby, które zeznawały, iż widziały na plaży miejskiej, kilka dni po katastrofie, straszliwie poparzoną istotę, która czołgała się w stronę lasów Kępy Redłowskiej - mówi Miegoń.

PRL-owskie UFO w zachodniej prasie



Co ciekawe, sprawą zainteresowała się także prasa z zachodu Europy. To tam zaczęły się pojawiać doniesienia o... sekcji obcego przeprowadzonej rzekomo przez Polaków.

- Według rzekomej relacji świadków istota ta posiadała spiralny układ krwionośny, po sześć palców u stóp i dłoni oraz kombinezon z niezwykle trwałego, nieznanego na naszej planecie tworzywa. Gdy wraz z nim zdjęto z dłoni tej istoty tajemniczą bransoletę, nastąpił zgon - bądź hibernacja - relacjonuje te artykuły Miegoń.
Według zachodniej prasy - choć raczej takiej o charakterze mocno brukowym - zwłoki obcego miały zostać przetransportowane w samochodzie-chłodni do Moskwy.

Sprawa wróciła do nagłówków w latach 90. przy okazji... śledztwa japońskiej telewizji. Sprawa wróciła do nagłówków w latach 90. przy okazji... śledztwa japońskiej telewizji.
Już w czasach współczesnych tematem gdyńskiego incydentu z UFO zajęła się nawet telewizja z Japonii. Ekipa tamtejszego kanału NHK TCC Channel 8 przyjechała do Gdyni i próbowała uzyskać nowe informacje. Ostatecznie jednak dziennikarze do nowych informacji się nie dokopali, choć znaleziono poszlaki, że pasażerów rzekomego UFO mogło być dwóch.

Co faktycznie rozbiło się w gdyńskim porcie?



Zagadkowe jest do dziś zachowanie prasy po katastrofie. Po krótkotrwałym milczeniu przyszedł czas na serię artykułów, które wręcz podsycały obywateli Gdyni do spekulacji na temat portowego wypadku.

- Z powodu znacznej liczby świadków nie można było zatuszować sprawy, więc przeprowadzono pokazowe poszukiwania obiektu przez ekipę nurków. Wydobyto wówczas fragment metalu, który próbowano uwiarygodnić jako element tego, co wpadło do basenu portowego. PLO prosiło o kontakt wszystkich, którzy styczniowego ranka widzieli upadek bolidu do basenu, natomiast Polska Akademia Nauk wyznaczyła nagrodę w wysokości 1000 ówczesnych złotych dla tego, kto odnajdzie fragmenty niezidentyfikowanego obiektu - opowiada Miegoń.
W późniejszych miesiącach forsowano teorię o upadku meteorytu. Nasz rozmówca jednak taką możliwość odrzuca.

- Nie był to meteoryt. Gdyby był, to doszłoby do poważnych uszkodzeń w infrastrukturze portu. Istnieją za to przypuszczenia badaczy, iż rozbić się mógł "Score", czyli pierwszy amerykański sztuczny stożkowy satelita telekomunikacyjny, który w okolicy dnia katastrofy spadał z orbity ziemskiej. Niektórzy mówią wręcz o tym, iż ubrano w skafander i wypuszczono w okolicy plaży ogoloną małpę, aby zatuszować zdobycie przez polski i radziecki wywiad najnowocześniejszej kosmicznej technologii Amerykanów - mówi badacz historii Gdyni.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (172)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.