Fakty i opinie

stat

Historia "indiańskiej wioski" we Wrzeszczu

artykuł historyczny

Zobacz, jak wygląda wiejska enklawa na terenie Dolnego Wrzeszcza.


Powstały dla pilotów myśliwców, później podobno mieszkali w nich "czerwoni", a po II wojnie światowej rodziny z Wilna. Parterowe budynki "indiańskiej wioski" zobacz na mapie Gdańska przez kolejne dziesięciolecia były zapomnianą wiejską enklawą na terenie Dolnego Wrzeszcza. Niedługo na ich miejscu powstanie nowy układ drogowy.



Aleksandra i Władysław Rybiccy przyjechali do Gdańska z Wilna.
Aleksandra i Władysław Rybiccy przyjechali do Gdańska z Wilna. repr. zdj. ze zbiorów prywatnych
Zabrali ze sobą między innymi żywność, rower i narzędzia ślusarskie.
Zabrali ze sobą między innymi żywność, rower i narzędzia ślusarskie. repr. zdj. ze zbiorów prywatnych
Władysław Rybicki przywiózł również referencje z okresu pracy w Wilnie. Polecany był jako ślusarz-mechanik. Po przyjeździe do Gdańska został zatrudniony we wrzeszczańskim browarze.
Władysław Rybicki przywiózł również referencje z okresu pracy w Wilnie. Polecany był jako ślusarz-mechanik. Po przyjeździe do Gdańska został zatrudniony we wrzeszczańskim browarze. repr. zdj. ze zbiorów prywatnych
- Jaka indiańska wioska?! Grassowi chyba odbiło! - oburza się nie na żarty pan Edward. Wprawdzie stary mieszkaniec, jak sam przyznaje, przez rozedmę płuc znów chyba pójdzie do szpitala, ale kiedy ktokolwiek pyta o indiańską wioskę, wstępują w niego nowe siły. Nie odpuści. Bez ogródek powie, co myśli o autorze tych słów:

- Indiańską Wioską nazywali wszyscy ogródkowe osiedle, które ciągnęło się od stawu aż po lotnisko. W osiedlu mieszkali robotnicy portowi z kupą dzieci, samotne babcie i spensjonowani podmajstrowie murarscy. Byłbym skłonny przypisać tej nazwie podtekst polityczny: ponieważ dawniej, na długo przed wojną, mieszkało tam dużo socjałów i komunistów, zapewne "Czerwona Wioska" przepoczwarzyła się w "Indiańską wioskę" - pisał Günter GrassPsich latach.

Dla powojennych mieszkańców parterowych budynków przy ul. Nad Stawem w Dolnym Wrzeszczu zobacz na mapie Gdańska, osiedle to nie indiańska wioska. Jeśli już to wileńska. Rodzinne miasto opuścili w 1945 roku. Załadowali do wagonów żywność, część dobytku i po wyczerpującej podróży dojechali do Gdańska.

- Dach był w rozsypce, bo w pobliżu musiała walnąć jakaś bomba. W środku leżały jeszcze ciała Niemców. Ciemne mundury, chyba mieli coś wspólnego z koleją - składa w całość fragmenty wspomnień Tadeusz Rybicki.

Siwowłosy lokator pamięta, jak dach parterowego domu naprawiał jego ojciec Władysław. W Wilnie pracował jako ślusarz-mechanik, we Wrzeszczu dostał pracę w pobliskim browarze. Zatrudnienie znaleźli tu również inni mieszkańcy osiedla. Wilniuki i nieliczni mieszkańcy przedwojennego Gdańska tworzyli razem niewielką, ale dobrze zorganizowaną społeczność. W przydomowych ogródkach uprawiali warzywa, latem korzystali z drzew owocowych i robili weki.

- Hodowaliśmy kury, świniaki na mięso, norki do rozrodu, a na osiedlu były też rodziny, które wypasały krowy - wspomina pani Krystyna, która mieszkała tu do lat 60. ubiegłego wieku.

Wiedzieli jak przetrwać w PRL-u. Ktoś pędził bimber, ktoś miał walutę, a do tego uważali na milicjantów, którzy stawali pod oknami i nasłuchiwali, czy któryś z mieszkańców nie słucha Radia Wolna Europa. Zdecydowanie większym problemem od wysłanników ówczesnej władzy, była plaga szczurów w pierwszych latach po wojnie. Wraz z gryzoniami pojawiły się wszy. Przynajmniej jedna osoba zmagała się z tyfusem. Skutecznie.

Mieszkańcy zainwestowali więc w koty. Dobry szczurzy morderca był nie lada powodem do dumy. Poza pracą, hodowlą zwierząt i roślin, mieszkańcy osiedla spędzali też czas nad pobliskim stawem zobacz na mapie Gdańska. - Brały liny, płocie, karasie, szczupaki - to w stawie. A w rzeczce gołymi rękami łapało się pstrągi - opowiada z zachwytem pan Edward, po czym dodaje: - W stawie niedaleko wierzb leżały też miny przeciwczołgowe, ale ludzie i tak się kąpali. A z pistoletów, co były na dnie, po doprowadzeniu do porządku, strzelało się dla wprawy. Tylko w takich miejscach, co by milicjanci nie ganiali.

Mimo że znajdowali się w mieście, żyli w małej, wiejskiej enklawie. Wiedzieli, że mieszkają w budynkach "po Niemcach". Nie wiedzieli, w jak starych. Jeszcze do niedawna czas i okoliczności powstania tak zwanej indiańskiej wioski były sporą niewiadomą.

Książę-lotnik i piloci z Pucka

Współczesny widok na tzw. indiańską wioskę.
Współczesny widok na tzw. indiańską wioskę. fot. trojmiasto.tv
Fragment Wielkiego Placu Ćwiczeń we Wrzeszczu.
Fragment Wielkiego Placu Ćwiczeń we Wrzeszczu. repr. ze zbiorów Krzysztofa Gryndera
Huzarzy, samolot, a w tle fragment stacji lotniczej im. księcia Friedricha Sigismunda Hohenzollerna.
Huzarzy, samolot, a w tle fragment stacji lotniczej im. księcia Friedricha Sigismunda Hohenzollerna. repr. z „Danziger Hauskalender” 1979
Zagadka nie dawała spokoju także Janowi Danilukowi. W końcu historyk, który bada między innymi dzieje Wrzeszcza, dotarł do kluczowych informacji.

- W istocie są to niedoszłe koszary lotników pruskich. Cały kompleks zbudowany został najprawdopodobniej w latach 1918-19 na potrzeby szkoły pilotów myśliwców typu Fokker, która w roku 1917 przeniesiona została do Wrzeszcza z Pucka - wyjaśnia Jan Daniluk.

Parterowe budynki wzniesiono na Wielkim Placu Ćwiczeń, który rozciągał się na terenach Dolnego Wrzeszcza i Zaspy. Nie były to jednak pierwsze zabudowania związane z gdańskim lotnictwem.

- W 1913 roku, w południowej części Placu, czyli w rejonie obecnej ulicy Kilińskiego otwarto pierwszą stację lotniczą w Gdańsku. Nosiła imię księcia Friedricha Sigismunda Hohenzollerna, który poza dowodzeniem jednym z dwóch Przybocznych Pułków Huzarów, był także pilotem. Swoją lotniczą pasję realizował właśnie w Gdańsku, gdzie 1 marca 1913 roku swoją działalność zainaugurowała szkoła pilotażu wojskowego. Prawdopodobnie kształcili się w niej piloci-zwiadowcy dla jednostek kawaleryjskich - opowiada historyk.

Jak dodaje Jan Daniluk, wśród adeptów byli między innymi Horst MerzArthur Greiser. Pierwszy był później pilotem Dorniera Do X - największego samolotu pasażerskiego międzywojennej Europy. Drugi prezydentem Senatu Wolnego Miasta Gdańska i namiestnikiem Kraju Warty.

Następnie w 1917 r. przeniesiono szkołę pilotów z Pucka, a w kolejnym roku powstawać zaczęła indiańska wioska. Wkrótce jednak wojna skończyła się, a powołane do życia Wolne Miasto Gdańsk stało się obszarem zdemilitaryzowanym. W budynkach zamieszkali cywile. Osiedle nie było jeszcze wtedy zapomnianą, wiejską enklawą.

- Dzisiejszych mieszkańców Wrzeszcza może zaskoczyć fakt, że to właśnie przez indiańską wioskę do końca lat dwudziestych biegła jedna z głównych dróg łącząca dzisiejszy Górny i Dolny Wrzeszcz. Dopiero kiedy wytyczono nowy układ dzisiejszej ulicy Kościuszki, teren ten stracił na znaczeniu, co pozwoliło zachować jego wiejski charakter - tłumaczy historyk.

Wprawdzie osiedle przetrwało wojnę, ale w czasach PRL-u jego mieszkańcy żyli niejako na walizkach. Przez dziesięciolecia wisiała nad tym terenem groźba budowy Drogi Czerwonej, czyli trasy Gdańsk-Gdynia. Z tego powodu dokonywano przeważnie niewielkich remontów. W niektórych budynkach przeciekały dachy, pojawił się grzyb i zapach stęchlizny. Z czasem ich stan pogarszał się.

Przeprowadzka mieszkańców i nowy układ drogowy

W ramach nowego układu drogowego przebudowana zostanie ul. Nad Stawem, a ponadto powstanie połączenie ul. Hynka z tą ulicą.
W ramach nowego układu drogowego przebudowana zostanie ul. Nad Stawem, a ponadto powstanie połączenie ul. Hynka z tą ulicą. mat. inwestora
Zobacz plac budowy Galerii Metropolia z perspektywy żurawia wieżowego. Ujęcia wykonano w sierpniu 2013 roku.

Zobacz plac budowy Galerii Metropolia z perspektywy żurawia wieżowego. Ujęcia wykonano w sierpniu 2013 roku.

Obecnie budynki przygotowywane są do rozbiórki. Na terenie osiedla powstanie nowy układ drogowy, który ma ułatwić dojazd do budowanej Galerii Metropolia zobacz na mapie Gdańska. Część mieszkańców przekwaterowano więc do lokali na Zakoniczynie - to efekt umowy pomiędzy Gdańskiem a Przedsiębiorstwem Budowlanym Górski, o której pisaliśmy w artykule Mieszkania za grunty w Gdańsku. Firma przygotowała 58 mieszkań, do których przeniesiono między innymi część rodzin z budynków przy ul. Nad Stawem. W zamian miasto przekazało grunty przy ulicach Dullina i Porębskiego zobacz na mapie Gdańska.

- Część mieszkańców sygnalizowała wysokie koszty utrzymania, zły stan techniczny lokali oraz uciążliwy hałas ze strony ul. Kościuszki i torów kolejowych. To między innymi dla nich deweloper zobowiązał się wybudować nowe mieszkania w zamian za lokale, które znajdują się przy budowanej Galerii Metropolia we Wrzeszczu - komentował w maju Jan Szczygielski, pełnomocnik Centrum Hevelius.

Obecnie do przeprowadzki szykują się ostatni mieszkańcy tzw. indiańskiej wioski. To grupa osób bez tytułów prawnych do lokali. O jej losach mówiła w maju portalowi Barbara Majewska, zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej w gdańskim magistracie: - Dla bezumownych użytkowników lokali sukcesywnie przygotowywane są oferty najmu lokali socjalnych lub pomieszczeń tymczasowych, zgodnie z orzeczonymi wyrokami sądu.

Na terenie osiedla rozpoczęto już prace porządkowe. W niedalekiej przyszłości przebudowana zostania stara ul. Nad Stawem, a ponadto powstanie nowe połączenie pomiędzy ul. Nad Stawem a ul. Hynka.

- Przebudowa układu drogowego finansowana będzie przez Centrum Hevelius oraz Przedsiębiorstwo Budowlane Górski. Realizowana będzie zaś przez miasto, w imieniu którego działać będzie Zarząd Dróg i Zieleni w Gdańsku - informuje Michał Piotrowski z biura prasowego gdańskiego magistratu.

Budowa nowego układu drogowego zakończyć ma się w III kwartale 2015 r. Jak dodaje Piotrowski, poza tym "na dzień dzisiejszy miasto nie planuje żadnych inwestycji na tym terenie".

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (81)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.