Fakty i opinie

stat

Jeleń upolowany w ogrodzie Błędnik

artykuł historyczny
Widok na Stare Miasto i Bramę św. Jakuba, którą po wyjściu z gospody mijali Schönhoff i Kreuzer. Rycina Mateusza Deischa z 1765 r.
Widok na Stare Miasto i Bramę św. Jakuba, którą po wyjściu z gospody mijali Schönhoff i Kreuzer. Rycina Mateusza Deischa z 1765 r.

Stara prawda, że przepijanie wypłaty w gospodzie ze świeżo poznanymi kompanami nie jest mądrym pomysłem, była znana XIX-wiecznym mieszkańcom Gdańska. Problem w tym, że po kilku piwach ta mądrość, podobnie jak większość innych, zwykle wyparowuje z głowy.



Do połowy XIX w. w miejscu dzisiejszego wiaduktu Błędnik znajdował się ogród-labirynt, od którego zresztą pochodzi nazwa tego miejsca. Później w Gdańsku istniał tzw. Mały Błędnik (niem. Kleine Irrgarten) (na zdjęciu), który przeobraził się w park na Targu Rakowym.
Do połowy XIX w. w miejscu dzisiejszego wiaduktu Błędnik znajdował się ogród-labirynt, od którego zresztą pochodzi nazwa tego miejsca. Później w Gdańsku istniał tzw. Mały Błędnik (niem. Kleine Irrgarten) (na zdjęciu), który przeobraził się w park na Targu Rakowym. fot. za Forum Dawny Gdańsk
Ogród Błędnik.
Ogród Błędnik. fot. za Forum Dawny Gdańsk
Kreuzer przyjechał do Gdańska za pracą. Był ślusarzem i udało mu się dostać pracę w warsztatach artyleryjskich przy Weidengasse (ul. Łąkowa zobacz na mapie Gdańska) na Dolnym Mieście.

W ciepły piątkowy wieczór, w lipcu 1872 r., otrzymał wypłatę. Zarobił całkiem nieźle, pomyślał więc, że należy mu się coś od życia. Poszedł do gospody Hegena na ulicy Schüsseldamm (dzisiejsze Łagiewniki zobacz na mapie Gdańska) i zamówił piwo oraz galart wieprzowy. Zabierał się właśnie do jedzenia, gdy przysiadł się do niego czeladnik rzeźnicki Schönhoff, który w warsztatach artyleryjskich pracował jako pisarz. Zamówił dwie wódki, później dwie następne i właśnie pili bruderszafta, gdy w gospodzie pojawili się trzej znajomi Schönhoffa - czeladnicy piekarscy ThielEichel oraz rzeźnik Bartsch. Przysiedli się, zaczęli rozmawiać i wtedy Schönhoff, niby od niechcenia, wspomniał o pełnym trzosie Kreuzera.

- Załóżmy się więc - rzekł Bartsch do Kreuzera - Kto przegra postawi antał piwa...
- O co mamy się zakładać? - zapytał Kreuzer
- Założę się, że mam więcej pieniędzy od ciebie - Bartsch jedną ręką złapał prawą dłoń Kreuzera i zanim ten zdążył zaprotestować, przybił drugą.

Wszyscy przy stole orzekli, że zakład jest ważny, więc Kreuzer pokazał wszystko, co miał przy sobie. Całe 17 talarów. Bartsch uśmiechnął się z lekceważeniem. Wyjął z kieszeni zmięty papier, który jako żywo przypominał banknot 100 markowy, ale Kreuzer nawet nie zdążył spojrzeć, czy jest prawdziwy. Bartsch schował go zaraz do kieszeni.

- Przegrałeś zakład - roześmiał się i wszyscy obecni orzekli, że Kreuzer winny jest piwo.

Przywołali kelnera i gdy ten zrealizował zamówienie, Kreuzerowi pozostało z wypłaty jakieś 13 talarów. Całą tę sumę włożył do portfela, portfel do prawej kieszeni spodni i usiadł na krześle z kwaśną miną. Wtedy od stołu wstał Schönhoff.

- Zostawmy tych baranów - szepnął mu do ucha - Pokażę ci miasto, a później pójdziemy na tanze do Siedlec.
- To daleko? Zmęczony jestem - odrzekł Kreuzer z lekka ziewając.
- Nie będziemy szli. Pojedziemy sobie...
Jeśli tak, to zgoda. - wstał od stołu.

Kiedy wychodzili z gospody, ci trzej, którzy się przysiedli, rozmawiali o jakichś kokotach ze Srebrzyska. Nawet na nich nie spojrzeli, tak byli zajęci rozmową i piwem. Było po jedenastej.

* * *

Blask latarni rozświetlał nieco ciemności ulicy, ale Gdańsk i tak wyglądał zupełnie inaczej niż za dnia. Z jednej strony tajemniczo, z drugiej ponuro.

- Wiesz co? - powiedział Schönhoff, gdy przechodzili obok Bramy Jakuba zobacz na mapie Gdańska (budynek dziś już nie istnieje) - teraz się przejdziemy. Pojedziemy, kiedy będziemy wracać...
- Daleko do tych Siedlec?
- Nie tak daleko. Sam zobaczysz.

Rozmawiając doszli do Irrgarten. Dziś stoi tu wiadukt Błędnik zobacz na mapie Gdańska, jednak w XIX w. znajdował się tu ogród urządzony tak, że posadzone tu drzewa i krzewy tworzyły labirynt.

- Usiądźmy na jednej z tych ławek - zaproponował w pewnym momencie Schönhoff. - Zmęczony jestem - przetarł czoło.

Usiedli na ławce i siedzieli tak kilkanaście minut, gdy nagle Kreuzer usłyszał czyjeś kroki. Z ciemności wyłonili się trzej rośli mężczyźni. Nie wyglądali bynajmniej na przyjaciół.

- Te, Franz, oni coś chcą od nas - powiedział Kreuzer, ale Schönhoff nawet się nie ruszył.

Po chwili ci trzej byli już bardzo blisko. Kreuzer rozpoznał jednego. Był to Thiel.

- Masz nasze pieniądze - odezwał się jeden z tych, których nie rozpoznał. Podszedł do niego, wraz z kolegą złapał go pod boki i podniósł do góry tak, że Kreuzer zawisł w powietrzu.

Poczuł, jak Thiel wyjął mu z kieszeni portfel z pieniędzmi. - Psie! - wycedził tamten przez zęby. - Jeśli piśniesz komu słówko, zakłuję cię na śmierć.

Kreuzer poczuł na piersi chłód jakiegoś metalowego przedmiotu. Dwaj nieznajomi na powrót posadzili go na ławce i wtedy spojrzał na Schönhoffa.

- Nic ci nie zrobią - rzekł tamten spokojnie. Nadal nawet się nie poruszył - To tylko żart... - dodał, ale Kreuzerowi do śmiechu nie było.

Thiel splunął pod nogi, schował zabrany portfel do kieszeni i z dwoma nieznajomymi odszedł bez słowa. Skierowali się w stronę Bramy Oliwskiej.

* * *

Przez jakiś czas Schönhoff i Kreuzer siedzieli na ławce i prawie nie rozmawiali. W końcu Kreuzer wstał.

- Nie wiem, jak ty, ale ja idę do domu... - oznajmił ze złością.
Odwrócił się na pięcie i już chciał odejść, ale Schönhoff go zatrzymał.
- Odprowadzę cię - powiedział i ruszyli w stronę Śródmieścia.
- Nie powiesz mi, że to był żart - rzekł Kreuzer z pretensją w głosie.
- To był żart - odrzekł Schönhoff.
Czas jakiś szli niewiele mówiąc, gdy nagle Kreuzer usłyszał jakieś nawoływania.
- No, Franz, tera już chodź... - zdołał dosłyszeć i kilkanaście kroków dalej Schönhoff oznajmił, że musi wracać do siebie.
- Teraz akurat? - zapytał Kreuzer.
- Ano tera. Jutro do roboty trza iść - odrzekł tamten i po chwili już go nie było.

Kreuzer został sam na pustej ulicy. Teraz Gdańsk wydawał mu się jeszcze bardziej obcy i jeszcze bardziej ponury, niż chwilę wcześniej. Wrócił do domu...

* * *

Już następnego dnia odszukał Schönhoffa w pracy.
- To naprawdę był żart? - zapytał.
- Co takiego? - tamten zdawał się być zdziwiony.
- No to wczorajsze zdarzenie...
- Później ci powiem - odparł na odczepnego i odszedł czym prędzej, ale Kreuzer nie dał za wygraną.

O to, co zaszło w Irrgarten zapytał już nazajutrz i pytał przez kilka dni z rzędu, ale Schönhoff zawsze go zbywał. Najpierw mówił, że zajmie się sprawą portfela, później jednak oświadczył, że nie zna tych, którzy go napadli. W końcu Kreuzer nie wytrzymał. Złożył w sądzie zawiadomienie i pod koniec października 1872 r. Thiel, Bartsch, Eichel i Schönhoff wylądowali w areszcie pod zarzutem rabunku na drodze publicznej.

Rozprawa przed sądem przysięgłych odbyła się 23 kwietnia 1873 r. Thiel przyznał się do udziału w napadzie już podczas śledztwa wstępnego, zaprzeczał jednak, by to on był inicjatorem rabunku. Twierdził, że pomysł obrobienia Kreuzera zrodził się w głowach Bartscha i Schönhoffa. To oni namówili go do napadu, zaprzeczał jednak, by względem ofiary użył przemocy. Według niego, gdy Eichel i Bartsch podnieśli Kreuzera z ławki, wtedy temu ostatniemu wypadł z kieszeni portfel. Thiel podniósł go z ziemi i uciekł czym prędzej.

Do udziału w napadzie nie przyznawał się natomiast Schönhoff i Eichel. Pierwszy twierdził, że owszem, był wraz z Kreuzerem w Irrgarten, ale nic nie wiedział o planach dokonania na nim rabunku. Jedyną jego winą było to, że przyjął później od sprawców napadu jednego talara, choć wiedział, że pieniądze pochodzą z przestępstwa.

Przysięgli nie uwierzyli w to, co zeznał. Wraz z Thielem i Bartschem dostał 15 miesięcy więzienia z zaliczeniem 6 miesięcy aresztu śledczego. Spośród oskarżonych kary uniknął jedynie Eichel, który konsekwentnie zaprzeczał, by 19 lipca 1872 r. był w gospodzie Hegena. Twierdził, że znajdował się wówczas w sporej odległości od tego miejsca i w napadzie nie mógł brać udziału. To prawda, że prokuratorowi udało się podważyć jego alibi, ale sąd uznał, że oskarżenie dysponuje zbyt szczupłymi dowodami, by dowieść mu winę.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (28)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.