Fakty i opinie

stat

Jemy na mieście: nowe smaki w Bagażowni

Restauracja Bagażownia mieści się w dawnym budynku dworcowej bagażowni.
Restauracja Bagażownia mieści się w dawnym budynku dworcowej bagażowni. fot. Agnieszka Haponiuk/Trojmiasto.pl

Jemy na mieście to cykl artykułów, w których opisujemy trójmiejskie restauracje. Testowane dania zamawiamy na własny koszt i nie zapowiadamy wizyty. Piszemy szczerze, lekko i unikając nadmiernej pretensjonalności. Dziś recenzujemy sopocką restaurację Bagażownia. Poprzednio byliśmy w Punkt Gdynia, a za dwa tygodnie opiszemy oliwskie Tu Można Marzyć, gdzie wróciliśmy po zmianie menu.



W zabytkowym budynku po dawnej bagażowni na dworcu w Sopocie zobacz na mapie Sopotu (a dokładniej kompleksu dworcowego Sopot Centrum) mieści się restauracja, która serwuje dawną kuchnię Żydów polskich.

W niewielkim, ale za to bardzo wysokim wnętrzu znajduje się raptem kilka stolików. Białe, szydełkowe obrusy na każdym ze stołów, krzesła z okrągłymi siedziskami wyściełanymi czarnym aksamitem z białymi lamówkami zakończonymi pomponikami przywodzą nieco klimat przedwojennych restauracyjek. W wystroju wnętrza nie brakuje elementów nawiązujących do podróży (stare walizki) czy historii Żydów - wiszący chałat, menory czy obrazy. Z głośników sączą się piosenki śpiewane między innymi w jidysz.

Menu lokalu opiera się na kulinarnych tradycjach polskich Żydów, jednak nie jest to restauracja z potrawami koszernymi. Dominują potrawy ze śledzia, wołowiny, cielęciny czy gęsiny. Karta jest stosunkowo krótka, a z uwagi na niedużą kuchnię niektóre dania, takie jak: czulent, gefilte fish czy szpik kostny należy zamawiać minimum trzy dni wcześniej. Niestety tej informacji nie znalazłam w menu zamieszczonym w internecie, czego bardzo żałuję, bo czulent jagnięcy czy gefilte fish, to jedne z moim ulubionych potraw kuchni żydowskiej.

Zanim przejdziemy do dań, których spróbowałam w Bagażowni, warto napisać kilka zdań o popularnych daniach kuchni żydowskiej, niegdyś w Polsce bardzo powszechnej. Zacznijmy od gefilte fish - to kulki z siekanej ryby (karpia albo innej słodkowodnej) z przyprawami i macą. Przyrządzane jest zarówno na słodko z rodzynkami i migdałami, jak i w wersji pikantnej.

Kuchni żydowskiej nie ma bez czulentu jadanego w szabat. To danie jednogarnkowe, które najczęściej zawierało jagnięcinę lub mięso wołowe, fasolę, ziemniaki, cebulę, korzenne przyprawy. W szabat nie wolno gotować ani rozpalać ognia, więc garnek z czulentem zanoszono do pobliskiego piekarza, który wstawiał go na noc do pieca.


Latkes to nic innego jak placki ziemniaczane. Jedna z teorii głosi, że do kuchni polskiej weszły właśnie dzięki kuchni żydowskiej. Cymes z kolei jest nazwą słodkich potraw, zarówno mięsnych, jak i deserów. Potoczne to coś pysznego, rarytas. Kugel to rodzaj zapiekanki ziemniaczanej z jajkami i cebulą, ewentualnie z dodatkiem kaszy, ryżu, kapusty, wypiekanej w piecu. W wersji deserowej dochodził makaron i owoce.

W Bagażowni na początek zamawiamy dwie przystawki:
- gęsi pipek (24 zł);
- wątróbka gęsia w malinach (28 zł).

Z zup oczywiście wybór padł na:
- rosół po żydowsku (18 zł).

Jako danie główne wybraliśmy klasyk:
- ozory wołowe w sosie chrzanowym.

A na deser:
- sernik paschalny (21 zł);
- lody chałwowe z musem malinowym (20 zł).

Wyborny gęsi pipek.
Wyborny gęsi pipek. fot. Agnieszka Haponiuk/Trojmiasto.pl
Gęsi pipek to potrawa z faszerowanej i pieczonej skórki z gęsiej szyi. Najczęściej szyję nadziewano farszem z ziemniaków z cebulą, czasami także mięsem. Nasz gęsi pipek był nadziany cielęciną i wątróbka gęsią i podany został w towarzystwie chrzanu i kiszonych ogórków. Był wyborny. Z wierzchu lekko chrupiąca skórka, a w środku bardzo delikatny mięsny farsz, którego smak podbijał chrzan i kiszone ogórki. To prawdziwy rarytas.

Gęsia wątróbka z malinami.
Gęsia wątróbka z malinami. fot. Agnieszka Haponiuk/Trojmiasto.pl
Wątróbka gęsia w malinach sprawiła, że rozpłynęliśmy się w zachwytach. Po pierwsze była pierwszorzędnie przyrządzona, miękka w środku, a z zewnątrz leciutko zrumieniona. Wyrazista i przyjemna w smaku, ale bez tego cierpkiego posmaku krwi, który jest charakterystyczny dla wątróbki kurzej. Delikatna słodycz malin równoważyła mocny smak wątróbki, a czosnek z kolei łagodził słodycz malin. Naprawdę przepyszna gęsia wątróbka.

Rosół po żydowsku.
Rosół po żydowsku. fot. Agnieszka Haponiuk/Trojmiasto.pl
Rosół po żydowsku również był przepyszny. Bardzo aromatyczny, mocno doprawiony świeżo zmielonym pieprzem, rozgrzewający i bogaty w smaku. A że rosół gotowany był na piwie, pojawiła się w nim także lekka nuta goryczki. Zamiast makaronu podano roztrzepane jajo oraz niemałą ilość miękkich pasków kurczaka (dokładnie piersi kurczaka), a do tego pokrojoną w cienkie słupki włoszczyznę. Bardzo pożywny rosół i zupełnie inny od wszystkich znanych mi rosołów. Jedyną jego wadą było to, że nie był gotowany na kurze.

1 miejsce
w rankingu Restauracje
Grząska 1, Gdańsk

Ozory w sosie chrzanowym, czyli świetnie przyrządzona klasyka.
Ozory w sosie chrzanowym, czyli świetnie przyrządzona klasyka. fot. Agnieszka Haponiuk/Trojmiasto.pl
Ozory w sosie chrzanowym w towarzystwie pieczonych ziemniaków i buraczków na ciepło to dość solidna porcja. Danie może i nie wygląda apetycznie, ale smakuje bardzo dobrze. Skupię się przede wszystkim na ozorach, bo zarówno ziemniaki jak i buraczki na ciepło były poprawne, ale niczym szczególnym się nie wyróżniały. Mięso było za to pierwszorzędnie przyrządzone, delikatne, mięciutkie, lekko słodkawe i doskonale współgrało z bardzo ostrym sosem chrzanowym.

Sernik paschalny.
Sernik paschalny. fot. Agnieszka Haponiuk/Trojmiasto.pl
Sernik paschalny okazał się być lekko kakaowym, bardzo słodkim sernikiem i jak dla mnie ze zbyt małą ilością bakalii, ale mimo to całkiem przyjemny w smaku i świetnie komponował się z mocną czarną kawą.

Lody chałwowe.
Lody chałwowe. fot. Agnieszka Haponiuk/Trojmiasto.pl
Robione na miejscu lody chałwowe były gęste, maślane z drobnymi kawałkami migdałów i z bardzo subtelnym posmakiem prażonego sezamu. Nie były zbyt słodkie, ale za to gęste i maślane, co powodowało, że po jednej gałce było się nasyconym.

Moje podsumowanie będzie krótkie. W sopockiej Bagażowni jest smacznie, jest przytulnie i ma się tam ochotę wrócić jak nie na rosół, to na pewno na genialną gęsią wątróbkę, która skradła moje kulinarne serce. Po prostu cymes. Z nieukrywaną przyjemnością wystawiam Bagażowni ocenę bardzo dobrą z minusem za paschę.

5.0 /6
Ocena autora
5.6 /6
6 ocen
Ocena czytelników

Opinie (72) ponad 20 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.