Fakty i opinie

stat

Kartonowe modele pana Wiesława


Okręt podwodny ORP "Dzik" i monitor rzeczny ORP "Kraków" to tylko niektóre modele polskich okrętów, jakie wyszły spod rąk Wiesława Kochanka. Bo mieszkaniec Gdyni tworzy z kartonu przede wszystkim jednostki z polską banderą. Czasami jednak robi wyjątki - tak powstał japoński okręt z żywymi torpedami i amerykański bombowiec B-17.



Czy musiałe(a)ś kiedykolwiek zrobić sobie przerwę w hobby?

tak, zrezygnowałem(a)m z hobby na długie lata 48%
tak, ale nie trwało to aż tak długo 23%
nie, i mam nadzieję, że nie będę musiał(a) 11%
nie mam hobby 18%
zakończona Łącznie głosów: 222
- Karton traktuję jak wyzwanie. To tworzenie z płaskiej kartki nietypowych brył. Cięcie i kształtowanie w taki sposób, aby uzyskać kształt na przykład kadłuba. Takiego, jaki był w rzeczywistości - opowiada o swojej pasji Wiesław Kochanek, modelarz z Gdyni.

Uzbrojony w skalpel, pęsetę i wiele innych narzędzi, wolny czas spędza w pokoju przy biurku. Tworzy na nim przede wszystkim okręty. Najlepiej polskie lub takie, na których służyli rodacy.

- Do polskich jednostek mam szczególny sentyment - wyznaje pasjonat.
Sam zresztą w 1980 r. ukończył Wyższą Szkołę Marynarki Wojennej. Ale choć z wykształcenia jest mechanikiem okrętowym, przez lata służył jako nurek. Obecnie jest na emeryturze, a siedem lat temu powrócił do sklejania, które zawiesił po maturze. Jednym z pierwszych modeli, po powrocie do pasji, był okręt podwodny ORP "Dzik" - jednostka znana z działań na Morzu Śródziemnym podczas II wojny światowej.

- "Dzika" chciałem skleić już jako dziecko, ale nie był ani opracowany, ani wydany. Dopiero około sześciu lat temu skleiłem ten model. W malowaniu z Morza Śródziemnego, bo kiedy został przeniesiony do Wielkiej Brytanii, zmieniono je na wizualnie mniej atrakcyjne.
Przed okrętem podwodnym był jeszcze mało znany polski ścigacz artyleryjski "Wilczur". To niewielka jednostka, na której polską banderę podniesiono w 1940 r. Uzbrojony w 20-milimetrowe działko i karabiny maszynowe ścigacz mógł rozpędzić się do prędkości 40 węzłów, czyli ponad 74 km/godz.

Japoński okręt podwodny kontra amerykański krążownik

- Był jednym z polskich ścigaczy, które w czasie II wojny światowej brały udział w patrolowaniu wód przybrzeżnych Wielkiej Brytanii, a także uczestniczyły w akcjach bojowych na kanale La Manche - wyjaśnia pasjonat.
Po kilkudziesięciu latach przerwy od modelarstwa był to dla Wiesława trudny model. Dziś, kiedy pasjonat odzyskał formę i zdobył nowe umiejętności, wie, że mógłby skleić go jeszcze lepiej. Za to w pełni zadowolony jest z polskiego monitora rzecznego ORP "Kraków". To jednostka artyleryjska, która pływała po polskich wodach śródlądowych w dwudziestoleciu międzywojennym i w kampanii wrześniowej.

- Włożyłem w niego sporo serca i pracy. Dokonałem na przykład trasowania blach poszycia na kadłubie i na pokładzie, tak więc widać cięcia blach, wszystkie połączenia - tłumaczy pasjonat, trzymając w rękach model.
Poza tym Wiesław lubi ORP "Kraków" z jeszcze jednego powodu: nazwa okrętu kojarzy mu się z miastem, w którym się urodził. Ze stolicy Małopolski przeniósł się do Gdyni po maturze. Bo morze i polskie okręty ma podobno we krwi. Choć bywa, że zrobi wyjątek i sklei model zagranicznej jednostki.

- To japoński okręt podwodny I-58. Nie jest tak popularny jak pancernik Yamato, czy japońskie lotniskowce, jest to rzadko spotykany model. Wybrałem go z uwagi na to, że chcę stworzyć pracę złożoną z dwóch okrętów: japońskiego I-58 oraz amerykańskiego ciężkiego krążownika USS Indianapolis - opowiada modelarz.
Żywe torpedy, polski myśliwiec i Latająca Forteca

Zwodowany w 1943 r. japoński okręt podwodny I-58 miał 108 metrów długości i - poza torpedami konwencjonalnymi - miał na wyposażeniu "żywe torpedy".

- Są to widoczne na pokładzie kaiteny przeznaczone dla morskich kamikadze - wyjaśnia Wiesław.
Największy sukces I-58 odniósł jednak za pomocą torped konwencjonalnych. W czerwcu 1945 r. zatopił USS Indianapolis. Amerykański ciężki krążownik wracał akurat z Leyte na Filipinach, dokąd dostarczył elementy bomby atomowej. Japońskie torpedy posłały go na dno.

Prawdopodobnie za kilka miesięcy pasjonat skończy sklejać model krążownika i zaprezentuje na konkursach już obie jednostki. Zresztą konkursy to dla niego pewna nowość. W pierwszym wziął udział dopiero trzy lata temu.

- Nie spodziewałem się, że moje modelarstwo wzbudzi czyjekolwiek zainteresowanie. Jednak około trzech lat temu, za namową żony, zarejestrowałem się na forum modelarskim i poznałem nowych kolegów. Namówili mnie na spotkania, wyjazdy, udział w różnego rodzaju konkursach. Zaczęły pojawiać się medale i dyplomy.
Wśród nagrodzonych modeli Wiesława są jednak i... samoloty. Bo choć jest zadeklarowanym modelarzem okrętowym, to od czasu do czasu spod jego rąk wyjdzie też samolot. Na przykład polski myśliwiec PZL P.11 z okresu dwudziestolecia międzywojennego czy o wiele większy amerykański bombowiec B-17 Latająca Forteca.

Natomiast w planach ma wykonanie z kartonu polskiego żaglowca "Pogoria", brytyjskiego krążownika liniowego HMS "Hood" i niemieckiego pancernika "Scharnhorst".

- Cierpliwości myślę, że mam sporo. Oby tylko ręce były sprawne, a oczy jak najdłużej widziały.

Zobacz też modele broni pancernej z II wojny światowej

Opinie (38) 9 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.