Fakty i opinie

stat

Prom z Wisłoujścia w stoczni złomowej

artykuł historyczny
Prom Wisłoujście skończył w stoczni złomowej.
Prom Wisłoujście skończył w stoczni złomowej. fot. Bartosz Gondek

Kiedy pod koniec maja żegnaliśmy prom Wisłoujście, każdy liczył na to, że zasłużona, ale ciągle pełnosprawna jednostka będzie nadal pełnić służbę w rękach nowego właściciela. Stało się inaczej. Prom trafił do stoczni złomowej. zobacz na mapie Gdańska



Płynąłeś kiedyś promem Wisłoujście?

tak, wielokrotnie

64%

tak, raz

14%

nie, kilka razy miałem zamiar, ale zawsze coś wypadało

8%

nie, bo nie było mi tam po drodze, a to żadna atrakcja, żeby specjalnie się tam wybrać

14%
Prom Wisłoujście przewoził dziennie, aż do otwarcia tunelu pod Martwą Wisłą, nawet dwa tysiące pasażerów, stanowiąc przez długie lata wystarczające i dogodne połączenie północnych dzielnic Gdańska z Wisłoujściem, Westerplatte, Portem Północnym oraz innymi zakładami.

Zbudowana symetrycznie jednostka wyposażona była w zdublowany układ sterowo-napędowy. Dzięki temu poruszała się równie sprawnie w obu kierunkach. Ważyła 290 ton i paliła 8 tys. litrów ropy na miesiąc. Roczne utrzymanie przeprawy kosztowało mieszkańców Gdańska ok. 1,5 mln zł. Po otwarciu tunelu pod Martwą Wisłą z przeprawy korzystali już jednak nieliczni. Kierowców i rowerzystów można było policzyć na palcach jednej ręki.

Historia Promu Wisłoujście

Kadłub Promu Wisłoujście powstał w stoczni na południu Polski, w Kędzierzynie Koźlu. Został przetransportowany Odrą do Szczecina, gdzie w Stoczni Rzecznej wyposażono go w niezbędny osprzęt. Po zakończeniu prac jednostka miała trafić na Wisłę i pracować przy przekopie, na szlaku Świbno - Mikoszewo. Ówczesne władze portu uznały jednak, że prom bardziej przyda się na Martwej Wiśle. Szybko więc wybudowano przyczółki po obu stronach rzeki - przy Twierdzy Wisłoujście i ul. Starowiślanej. Przeprawa została uruchomiona w 1975 r.

W okresie PRL prom był utrzymywany przez Żeglugę Gdańską, ale przeprawa była finansowana głównie przez Zarząd Portu Morskiego w Gdańsku. Pieniądze pochodziły także od firm, które korzystały z przeprawy. Po roku 1989, gdy ruszyła restrukturyzacja w porcie, Żegluga Gdańska zrezygnowała z utrzymywania promu.

W 1993 r. jednostka trafiła na przystań. Wciąż jednak trwały negocjacje Zarządu Portu z Żeglugą Gdańską. Zdaniem portu ta ostatnia chciała zbyt dużych pieniędzy za kursowanie po Martwej Wiśle. Wtedy na scenie pojawił się Andrzej Pieńkowski, który był właścicielem promu do jego ostatnich dni na wodzie.

Prom pływał regularnie aż do 2012 r., kiedy to z finansowania przeprawy wycofał się Zarząd Portu Morskiego. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się informacja o wstrzymaniu kursów. Dofinansowanie popłynęło jednak z budżetu miasta.

Ostatecznie jednostka zacumowała przy Martwej Wiśle. Dziś pozostał z niej już jedynie kadłub.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (139)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.