Fakty i opinie

stat

Kupcy na placu

artykuł historyczny
Gdańskie media długo kibicowały spółce Kupcy Dominikańscy, która porwała się na odbudowę Hali Targowej. Dziś, po odnowieniu, hala znów służy gdańszczanom. Odzyskała dawny blask, a przy okazji wygospodarowano dodatkowe pomieszczenia. Kiedy najważniejsza inwestycja się zakończyła, spółka postanowiła zmodernizować znajdujące się między halą a kościołem św. Mikołaja targowisko, gdzie miały powstać 72 stragany. Dziś kupcy żałują tego pomysłu.

Na Starym Mieście ludzie mieszkają od ponad tysiąca lat. Zostały po nich liczne ślady w ziemi. Dlatego każda inwestycja powinna być poprzedzona badaniami archeologicznymi. Na razie plac przekopano do głębokości 90 cm.

I wystarczy

- To ma być plac targowy. Mają tu stać lekkie kramy. Najgłębsze wykopy - na poprowadzenie niezbędnych instalacji - nie przekroczą metra - mówi Irena Mikołajczyk, członek zarządu spółki. - Dlatego nie widzę sensu kopania głębiej. Być może rzeczywiście znajdują tu się jakieś skarby kultury. Jeśli jednak przetrwały w ziemi kilkaset lat, przetrwają jeszcze kilkadziesiąt, do czasu, kiedy będą pieniądze na badania.

Stanowisko kupców podzielił pomorski wojewódzki konserwator zabytków, który po przebadaniu wierzchniej warstwy placu zgodził się na rozpoczęcie budowy.

Kłopotliwe sąsiedztwo

Decyzję konserwatora oprotestowali dominikanie. Merytorycznie nie wnieśli do niej poważniejszych zarzutów, ubodło ich jednak, że jako najbliżsi sąsiedzi nie zostali dopuszczeni do postępowania. Choć formalnie właścicielami placu są kupcy, dominikanie czują się jego spadkobiercami. Pod placem odkryto bowiem pozostałości po krużganku klasztoru dominikańskiego. Domagali się więc dokładniejszego przebadania terenu.

Zażalenie ojców wpłynęło do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ministerstwo wznowiło postępowanie, a sprawę przekazało do ponownego rozpatrzenia wielkopolskiemu konserwatorowi zabytków. Ten uchylił decyzję swego pomorskiego kolegi i uznał, że trzeba kopać głębiej. Cały plac miał zostać przebadany do głębokości 1,2 m, a w dwóch miejscach - do 4 m.

Koszty spółki

Mimo że to nie Kupcy Dominikańscy są właścicielami znajdujących się w ziemi zabytków, oni muszą zapłacić za ich wykopanie i konserwację. - Nie mówię o stratach, jakie wywołuje opóźnianie rozpoczęcia prac, a w konsekwencji i handlu w tym miejscu - skarży się prezes spółki Jan Sokołowski - ale przekopanie placu przez archeologów to wydatek rzędu 200 tys. zł. Do tego jeszcze dojdą koszty konserwacji i daj Boże, by się to wszystko zmieściło w połowie miliona.

Choć nikt tego nie powiedział wprost, kupcy podejrzewają, że władzom chodzi o zmianę przeznaczenia placu z handlowego na... sakralny. - Na piśmie nic nie mamy, ale ustnie wielkopolski konserwator zabytków zaproponował nam, byśmy... dobudowali nowe skrzydło klasztoru. Wtedy będzie mniej kłopotów z przebadaniem terenu, a na inwestycję dostaniemy dopłaty unijne - mówi prezes.

Zabytki

Na razie odkopano dwa zabytki - średniowieczną studnię i niewielką piwniczkę. Piwnica o powierzchni mniej więcej 4 mkw. jest zbyt mała, by myśleć o jakimś jej wykorzystaniu. Stała się jednak przedmiotem sporu. Według gdańskich archeologów, którzy ją odkopali, pochodzi z XIII wieku. Konserwator wielkopolski uważa, że jest znacznie starsza i datuje ją na XI-XII wiek. Znaleziono też relikty rozmaitych - przeważnie późniejszych - murów, w tym także domniemane fragmenty nieistniejącego od dwóch wieków klasztornego krużganka. Poznańskiemu konserwatorowi Aleksandrowi Starzyńskiemu to jednak nie wystarcza. - Chodzi nie tyle o romańskie podziemia klasztoru, lecz o zbadanie najstarszych reliktów Gdańska wczesnośredniowiecznego, które znajdują się głębiej - powiedział dziennikarzom "Gazety Wyborczej". Ale głębiej znajdują się nie tylko zabytki.

Koszty społeczne

Strony sporu są jasno określone. Kupcy chcieliby jak najszybciej zacząć handlować na swoim placu, konserwator zaś - żeby, zanim rozpoczną realizację inwestycji, sfinansowali jak najwięcej badań. Nikt jednak nie myśli o kosztach przedłużającego się stanu niepewności. Na Głównym Mieście właśnie przerwano rozpoczęte prace archeologiczne przy Ławach Mięsnych. Przyczyna - upalne lato. Kiedy archeolodzy zbliżają się do poziomu wód gruntowych, zaczynają one gwałtownie parować i ich poziom się obniża. Budynki zaczynają osiadać, ich ściany pękają... Dlatego zasypano zbyt długo odkryty wykop przy Ławach Mięsnych. Tymczasem na zapleczu placu, na ulicy Lawendowej, już przechylają się domy, a na ścianach pojawiają się pęknięcia. Zauważono też pęknięcia kolumn w kościele św. Jana.

Może już niedługo dylemat "kopać, czy nie kopać?" rozwiąże się sam, a wykopane przez archeologów dziury zapełnią solidarnie gruzy siedzib uczestników sporu - kościoła św. Mikołaja i Hali Targowej.

Opinie (20) 5 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.