Fakty i opinie

Ludzie Elfy o magicznych uszach

Zdzisława Małolepszy, a za jej plecami wnuk Oskar i mąż Jan.
Zdzisława Małolepszy, a za jej plecami wnuk Oskar i mąż Jan. fot. Piotr Połoczański / trojmiasto.pl

Od urodzenia zastępuje swojemu wnuczkowi mamę. Założyła pierwsze w Polsce Stowarzyszenie Pomocy Osobom z Zespołem Williamsa, dzięki któremu ludzie dowiedzieli się co to za schorzenie. Teraz Zdzisława Małolepszy szuka nauczyciela śpiewu, który by pomógł jej wnuczkowi Oskarowi rozwijać talent muzyczny.



Komputer to Oskara okno na świat. Dzięki nim koresponduje z przyjaciółmi z całej Europy.
Komputer to Oskara okno na świat. Dzięki nim koresponduje z przyjaciółmi z całej Europy. fot. Piotr Połoczański / trojmiasto.pl
Oskar i jego dziadek Jan, który zaraził Oskara pasją do volkswagenów.
Oskar i jego dziadek Jan, który zaraził Oskara pasją do volkswagenów. fot. Piotr Połoczański / trojmiasto.pl
Volkswagen - największa pasja Oskara.
Volkswagen - największa pasja Oskara. fot. Piotr Połoczański / trojmiasto.pl

Pomagam potrzebującym:

wpłacając 1% podatku na wybrany cel 58%
pracując jako wolontariusz 7%
pracując zawodowo 8%
nie pomagam, bo muszę się zająć sobą 27%
zakończona Łącznie głosów: 387
Lekarze twierdzili, że to porażenie mózgowe. Gdy skończył rok, jeszcze nie potrafił siadać. Zaczął chodzić dopiero jak miał trzy lata. Miał porażone mięśnie brzucha. Przez zrośnięte kości przedramienia do dziś nie potrafi przekręcić dłoni spodem do góry. Ale za to na swoje pierwsze urodziny już mówił pełnymi zdaniami.

Chodzili od lekarza do lekarza, robili mnóstwo badań. Ale nic się nie zgadzało. Pomniejszona tarczyca, cztery nerki, o co w tym wszystkim chodzi?

- Na korytarzu w poczekalni podeszła do nas jakaś obca kobieta i powiedziała: "Mój ty kochany Williamsie!" - opowiada Zdzisława Małolepszy. - Zrobiliśmy wielkie oczy. Na to Oskar wstał i odpowiedział: "Przepraszam panią, ja jestem Oskar Małolepszy, a nie żaden Williams".

Tą kobietą była dr Jolanta Wierzba, genetyk. Z gronem studentów przeprowadziła badania i po dwóch tygodniach mieli już pewność. Zespół Williamsa. Czwarty przypadek w Polsce. Oskar miał wtedy dziesięć lat.

- Poczułam ulgę - wzdycha wzruszona babcia. - Po tylu latach, wreszcie wiedziałam, na czym stoję.

To schorzenie genetyczne, podobnie jak zespół Downa. Na świecie mówi się na nich: Ludzie Elfy, przez charakterystyczny kształt twarzy. Wszyscy są do siebie bardzo podobni, jakby byli rodziną. Williamsowcy cierpią m.in. na niepełnosprawność intelektualną, wady serca, tarczycy oraz problemy z kośćmi. Są za to bardzo pogodni i ufni.

- Dostałam stertę materiałów i zaczęło się życie na nowo - śmieje się pani Zdzisława. - Musiałam osobiście edukować lekarzy i nauczycieli. Nie wszyscy byli szczęśliwi, że jakaś babcia ich poucza. Ale szybko zwyciężała ciekawość. Długo się nie boczyli i chętnie sięgali po materiały naukowe. Chcieli obserwować nowy, nieznany przypadek.

Nauczyciele musieli zweryfikować swoje przekonania. Na przykład, że Oskar nigdy nie nauczy się pisać ani czytać.

- Oskar to ścichapęk i potrafi nieźle zaskoczyć - uśmiecha się babcia. - Kiedyś czytałam mu coś z gazety, a on na to: "co ty za bzdety mi tu czytasz?". Okazało się, że on już to wcześniej przeczytał! To był początek drugiej klasy podstawówki. Od tej pory coraz częściej mnie "oczy bolały", a Oskar musiał czytać sam.

Głównym motorem jego rozwoju jest niezwykła pasja (nomen omen) motoryzacyjna. Oskar wie wszystko o volkswagenach. Kiedy wsiada do samochodu tej marki sprawdza dokładnie model i recytuje z pamięci rodzaj silnika, liczbę koni mechanicznych itp. Koniecznie chciał się dowiedzieć jak najwięcej o ulubionych autach, więc... nauczył się czytać. Sam. W piątej klasie startował w szkolnym konkursie na czytanie ze zrozumieniem. Zajął drugie miejsce, konkurując z pełnosprawnymi dziećmi.

Traf chciał, że przy ul. Jagiellońskiej, tuż koło podstawówki, do której uczęszczał, był salon Groblewskiego, w którym sprzedawano volkswageny. Oskar chodził tam codziennie. Zaskarbił sobie przyjaźń wszystkich pracowników.

- On już tak ma - rozkłada ręce pani Zdzisława. - Gdziekolwiek się pojawi, tam wzbudza sympatię. Nikt nie potrafi mu odmówić. Utrzymuje ze wszystkimi kontakty, a potem załatwia zniżki na naprawy. Pewnego dnia jeden z pracowników salonu, pan Maciej Rokicki, zapytał Oskara, jakie jest jego marzenie.

- Ja opowiem! - wyrywa się Oskar. - Odpowiedziałem mu: panie Maćku, moim marzeniem jest pojechać do Wolfsburga do Niemiec. Do fabryki Volkswagena.

Salon Groblewskiego postanowił spełnić marzenie piętnastoletniego wówczas chłopca.

- Dostałem służbowego passata oraz dwóch tłumaczy i pojechaliśmy na kilka dni do Niemiec - mówi Oskar, który starannie konstruuje i wypowiada z przejęciem każde zdanie. - Pan Maciek Rokicki, do którego mam wielki szacunek i zaufanie, do tej pory doradza mi i pomaga.

Zarząd Volkswagena z dyrektorem naczelnym na czele powitał ich w Wolfsburgu jak gości honorowych. Na miejscu był tłum dziennikarzy zainteresowanych nietypowym miłośnikiem niemieckiej firmy. Oskar oszalał. Zobaczył cały proces produkcyjny i mógł wsiadać do wszystkich nowych samochodów. Opłacało się, bo Oskar wszystkich w rodzinie namawia, żeby kupowali samochody z Wolfsburga. Ale tylko diesle.

- Dlaczego? Bo diesla tankujesz i jedziesz - uśmiecha się tajemniczo Oskar.

- Poza tym on uwielbia głos klekoczącego silnika - śmieje się pani Zdzisława. - Jak sąsiad na ulicy odpala diesla, Oskar otwiera okno, żeby posłuchać. Już w podstawówce na słuch diagnozował usterki samochodowe. Nauczycielki korzystały z jego usług: a to problem z rozrusznikiem, to z pompą paliw.

Nieprzypadkowo. Williamsowcy mają niezwykle czuły słuch, jak nietoperze. Pasjonują się muzyką, często mają słuch absolutny.

- Czasami Oskar zatykał uszy. Pytałam, czy coś go boli? Nie - mówi babcia. - On słyszał coś, czego myśmy nie słyszeli. Bywało tak, że rozmawialiśmy z mężem w kuchni, a on siedział w swoim pokoju i słuchał muzyki. Dzieliły nas dwie pary drzwi, a on wszystko słyszał. Przychodził do kuchni i komentował nasze rozmowy.

W gimnazjum trafili na Mariana Walentynowicza, nauczyciela muzyki, który sprawił, że Oskar zaczął śpiewać. Okazało się, że ma niezwykle mocny głos. Zaczął obskakiwać wszystkie trójmiejskie gale i uroczystości. Niestety teraz pan Walentynowicz pracuje w Gdyni. Oskar szuka więc nauczyciela śpiewu w okolicy Nowego Portu, gdzie mieszka.

***

Chcesz pomóc Oskarowi lub innym potrzebującym? Zajrzyj na serwis Pomagamy, w którym możesz też dodać swoje ogłoszenie.

***

- Próbowaliśmy go zapisać do orkiestry Vita Activa, ale barierą okazała się nieznajomość nut - mówi babcia. - Pomógł nam Jarek Marciszewski, który zaprosił Oskara do zespołu Remont Pomp. On żyje muzyką. Śledzi występy Jarka, który gra także w zespole Popsysze. Uwielbia chodzić na koncerty. Mówi się, że polska młodzież jest zdeprawowana. A my ciągle trafiamy na cudowne osoby, takie jak Jarek Marciszewski i Tomek Antonowicz, którzy prowadzą Remont. Albo jak informatyk Przemek Wandzilak, dzięki któremu Oskar może gawędzić ze znajomymi przez skype'a.

Przemysław Wandzilak poznał Oskara dzięki programowi "Starszy Brat - Starsza Siostra" organizowanemu przez Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Gdańsku. Wolontariusze biorący w nim udział wcielają się w rolę rodzeństwa osób niepełnosprawnych i chodzą z nimi na spacery czy do kina. Pani Zdzisława Małolepszy zasiada zresztą w zarządzie tego stowarzyszenia, a Remont Pomp działa pod jego egidą.

Co Oskar śpiewa?

- Od urodzenia uwielbiał Krzysztofa Krawczyka. Jak puszcza Krawczyka to śpiewa Krawczyka. Ma swoje ulubione utwory. Lubi Budkę Suflera, Perfect... - wylicza babcia.

- I Popsysze! - podrywa się Oskar. - A propos! Zadzwonię do Jarka - biegnie do kuchni po telefon. - To on mnie wkręcił. Nagraliśmy z nim płytę z Mikołajem Trzaską i z Mike'm Majkowskim!

To była "Złota Platyna" Remontu Pomp, wydana w 2012 nakładem 1kg Records. Niestety, jeśli chodzi o kształcenie muzyczne, trudno liczyć na szkołę.

- System edukacyjny w Polsce jest do gruntownego remontu - mówi pani Zdzisława. - Zamiast wspierać i rozwijać talenty uczniów, nauczyciele uparcie próbują wtłoczyć wszystkim ten sam program. Dla Williamsowców matematyka to czarna magia. A w szkole Oskara próbują nauczyć cosinusów i logarytmów. Bo taki jest program.

Dla Oskara złotówka i tysiąc złotych to to samo. Ile jest dwa plus dwa? Marszczy brew. Odpowiada dopiero po dłuższej chwili. Cztery. Ale, jak już wiemy, potrafi zaskoczyć. Ile kół ma samochód? Pięć. Dwa z przodu, dwa z tyłu i jedno w bagażniku. Kiedyś na badaniach psychologicznych podczas testów matematycznych zapytał: "Nie ma pani ciekawszych pytań?".

- Nauczyciele powyżej pięćdziesiątki powinni iść na emeryturę - kiwa głową pani Zdzisława. - Nie są w stanie nadążyć za zmianami. Jeszcze nie tak dawno widziałam, jak jedna z nauczycielek przepisywała jakieś informacje przez papier kopiujący. Starsi nauczyciele pobierali edukację w czasach, gdy niepełnosprawnych intelektualnie nie kształcono, ale zamykano w komórkach. Oni nie powinni uczyć, zwłaszcza w szkole specjalnej.

Ale zdarzają się też pozytywne przykłady. Żeby Oskara zainteresować historią nauczycielka kazała mu opracować dzieje motoryzacji niemieckiej. Volkswagen był wszak dziełem Adolfa Hitlera. W ten sposób Oskar poznał dzieje II Wojny Światowej. Ma zresztą fantastyczną pamięć wzrokową i słuchową. Szybko uczy się języków obcych, nawet nie wiadomo kiedy. Nie z podręcznika, ale ze słuchu. Dzięki kontaktom z wolontariuszami z Europy złapał angielski. W zeszłym roku zakochał się na zabój w niepełnosprawnej Steffi z Frankfurtu. Na świadectwie najlepszą ocenę miał z... języka niemieckiego.

Mimo swej pasji Oskar nie może zostać mechanikiem. Zrośnięte kości przedramienia mocno ograniczają jego zdolności manualne. Obecnie uczy się w szkole hotelarskiej i praktykuje w gdańskim Novotelu.

***


- Jak Irena Kwiatkowska w "Czterdziestolatku", żadnej pracy się nie boję - mówi Zdzisława Małolepszy. - Wszystko robiłam. Byłam kadrowcem, statystykiem, w 1990 roku założyłam pierwszą polską prywatną przychodnię w Sopocie w Łazienkach Północnych. Na miesiąc przed urodzeniem Oskara dostałam udaru i musiałam zrezygnować z tej firmy. A jednak coś mi podpowiedziało, że będę Oskarowi potrzebna. Gdy Oskar się już urodził, ja byłam na pełnych obrotach.

Z różnych przyczyn wnukiem od urodzenia musieli zająć się dziadkowie.

- Czasami zastanawiam się: dlaczego my? - ścisza głos pani Zdzisława. - Ale Oskar nam bardzo pomógł. Czasem jesteśmy bardzo zmęczeni. Ja będę miała siedemdziesiąt lat za rok, mąż już jest po. Dzięki wnuczkowi ciągle jesteśmy aktywni. Bo musimy. Bo ciągle jesteśmy potrzebni.

Dzięki Dr Jolancie Wierzbie Zdzisława Małolepszy zaczęła skupiać wokół siebie rodziców Williamsowców z całej Polski. Zaczęła organizować kwartalne zloty. Później założyła pierwsze w Polsce Stowarzyszenie Pomocy Osobom z Zespołem Williamsa i przez wiele lat była jego dyrektorem.

- Na początku wszystko robiłam sama - mówi pani Zdzisława. - Papiery, dokumenty, rozliczenia. Księgową miałam w rodzinie. Pomagali nam studenci, drukarze, piekarze. Dzięki nam w Trójmieście Williamsowcy mają znacznie łatwiej niż w pozostałych rejonach Polski. Nie ma na przykład problemów z orzeczeniami o niepełnosprawności, bo lekarze i urzędnicy wiedzą, co to za choroba.

Oskar jest na rencie. Dostaje 620 zł. Babcia i dziadek oficjalnie dla Oskara są rodziną zastępczą. Niestety, według prawa kuratela rodziny zastępczej kończy się, gdy dziecko kończy osiemnaście lat. Prawo nie przewiduje takiego przypadku, że dziecko może być niepełnosprawne i że opieka będzie mu potrzebna także później.

- Oficjalnie nie mam żadnego prawa do Oskara - mówi pani Zdzisława. - Żeby tak się stało, musiałabym starać się o ubezwłasnowolnienie. Na Zachodzie jednak się odchodzi od tego. Nie wiem czy mu to przez przypadek nie zaszkodzi. Nas kiedyś przecież zabraknie.

Opinie (117) ponad 10 zablokowanych

  • a ja chętnie bym zobaczył kibiców z trójmiasta jak pomagają innym (19)

    a nie tylko slychac ze napadli na kogos lub robia burdy, ale pewnie nic nigdy nie zrobia i wizerunek beda miec ciagle slabiutki...

    • 81 45

    • (3)

      nie wiem jak jest w Arce ale w Lechi Lwy Północy robia sporo akcji dla roznych instytucji od domow dziecka w kraju po wspieranie kombatantow na ukrainie czy bialorusi wiec kiepska prowokacja,latwo to sprawdzic na stronach stowarzyszenia.

      • 34 4

      • (2)

        Może nie trzeba szukać aż na Ukrainie tylko trochę bliżej ????

        • 6 11

        • (1)

          przeczytaj raz jeszcze moj post i wtedy komentuj,wiez z kresami jest podtrzymywana chociazby z powodu Lechii Lwów.

          • 14 0

          • Lwy Północy

            czy Kociaki Budynia?

            • 4 9

    • kibicie? (8)

      ja to bym chciała zobaczyc jak nauczyciele, pedagodzy w końcu pracują z młodziezą a nie tylko odwalaja program. Bardzo dobry artykul, wielki szacunek dla Dziadków i pozdrowienia dla Oskara.
      CHCIEĆ TO MÓC :) nawet w tym chorym kraju

      • 33 4

      • Nauczyciele nie mogą pracować z młodzieżą (7)

        której brakuje podstaw wyniesionych z domu. Wychowanie w stopniu minimalnym chociażby jest po stronie rodziców, a jeżeli oni nie znajdują czasu - wtedy mamy co mamy. Jak rodzic nie znajduje czasu dla dziecka, to potem najczęściej pyszczy do nauczycieli.

        • 18 2

        • oczywiście, (6)

          masz rację. Podstawy wychowanie, odnoszenia sie i szacunku - z domu. ale ja zwróciłam uwagę raczej na pracę z młodzieżą zawartą w kompetencjach nauczyciela: przekazywanie wiedzy z uwzględnieniem predyspozycji i zainteresowan uczniów. pozdrawiam :)

          • 8 0

          • Jak w klasie masz prawie 30 osób to powodzenia (2)

            z wyłuskaniem każdego predyspozycji i zainteresowań. Taka pedagogika podążania za dzieckiem istnieje i nazywa się Montessori, tylko tam w klasach nie ma spędu.

            • 5 0

            • dziecko musi zyć w normalności, potem stres byłby nie do przejscia, dlatego nie ma co specjalnie zmieniać zycia klasy, nie jest realne oczywiscie, lekarze sie nie mogli poznać a nauczyciel ma nie wiem skąd wiedzieć, tym bardziej dopasować sie nie mając odpowiednich uprawnień które musza wyjsć odgórnie, popieram!

              • 0 0

            • jakos 20-30 lat temu nie było z tym problemów. Były róznorakie kółka zainteresowań, stowarzyszenia nauczyciele poświecali swój wolny czas a dzisiaj? Nie ma pieniedzy na to by włączyć światło w salach wieczorkami, kto posprzata slae gimnastyczną po dodatkowych zajeciach? Skad wziać srodki dla kólka fotograficznego czy modelarskiego....ba modelarstwo w Gdańsku został chyba jeden sklep w Jantarze. Dzisiaj liczy sie tylko kasa a nie to co dzieciak bedzie robic za pare lat

              • 3 0

          • jak masz 30 dzieciaków w klasie

            i powiedzmy uczysz 10 klas (przykładowo) w semestrze to daje 300 uczniów. Wiesz ile to jest ludzi? Ile indywidualnych przypadków. Każdy dzieciak jest inny. Jak chcesz żeby nauczyciele traktowali indywidualnie każdego dzieciaka? Pamiętaj że nauczyciel też ma życie, rodzinę, hobby, przyjaciół. Po za tym ma pierdyliard roboty papierkowej, którą często robi po nocach w domu bo w szkole albo nie ma czasu albo warunków. Po za tym kto mu zapłaci za dodatkową robotę? To rodzice powinni się interesować dzieckiem, poprzez wspólną zabawę, naukę i pracę powinni rozwijać jego pasje i umiejętności!! Nie zwalajmy wszystkiego na nauczycieli!

            • 8 4

          • (1)

            Proszę nie pisać o kompetencjach, bo akurat mam 3 osoby w klasie ze specjalnymi potrzebami. Jest dla nich ulożony oddzielny program na podstawie opinii z poradni. Gdyby przyszła do mnie babcia z papierami ze szpitala nie mogłabym nic zrobić. Miejcie Państwo odrobinę rozeznania. Z tego co zrozumiałam z artykułu w owym czasie lekarze mieli małą wiedzę na ten temat.

            • 1 0

            • Tylko nauczyciel muzyki był dobry? Wie Pani dlaczego ?- bo to była forma terapii. Dziś Oskar objęty byłby takimi działaniami, np. dogoterapią, która juz w kilku szkołach działa. Jak do jasnej ciasnej miał być dobry nauczyciel z przedmotów, z których Oskar powinien być zwolniony. Zdrowsze dzieci nie moga mieć dostosowania np. z matematyki, ponieważ te badania nie są albo wcale przeprowadzane, albo nie ma ich w opiniach, które są podstawą do wszelkich działań pedagogicznych.

              • 4 0

    • Kibice Arki pomagają oczywiście:

      trojmiasto.tv/Kibice-Arki-Gdynia-pomagaja-Mackowi-1226.html?s=kibice%20Arki%20pomagaj%B1

      • 11 0

    • Kibice Lechii

      robią bardzo dużo, ale nie trąbią o tym na prawo i lewo, bo nie działają dla poklasku. Polecam od czasu do czasu zajrzeć na stronę Stowarzyszenia.

      • 11 2

    • Wystarczy byc przeczytał na stronie jak bardzo kibice Arki pomagają domom dziecka, osobom po wypadkach itd

      nawet na tym portalu było głośno o pomocy Arkowców dla 10 letniego Maćka ktory sam opiekuje się niepełnosprawnymi rodzicami

      To media kreują taki a nie inny wizerunek kibiców, szkoda bo i Arka i Lechia robią bardzo dużo dobrego!

      • 10 1

    • (1)

      Arkowcy regularnie zbierają fundusze na upominki mikołajowe dla dzieciaków z domu dziecka, udzielają się w szkołach, oddają krew, organizują wycieczki dla najuboższych na mecze swojej drużyny, finansują zwierzaki z Ciapkowa. Tyle w ciągu minuty. Jak poszukasz i poczytasz obiektywne artykuły a nie paszkwile w G. Wyborczej czy materiały z uwagi w TVN to dostrzesz że kibice to normalni ludzie z zasadami. Pewnie większymi od tych osłów z sejmu

      • 3 0

      • Te media o ktorych piszesz informują o takich inicjatywach, sam czytałem pare razy. Ale potem kibole odwalają jakiś numer typu Bydgoszcz gdzie kopią w plecy dziennikarkę i cały misterny plan wizerunkowy walimsie w gruzy. Tak to ju z kibolami jest.

        • 0 0

    • Drogi lemingu.

      Kibice praktycznie wszystkich klubów w Polsce pomagają.Np zbiórki na schroniska dla zwierząt,dla kombatantów,dzieci z domów dziecka itp.Tylko media o tym nie powiedzą.

      • 4 2

  • Każdy w swoim życiu niesie przysłowiowy krzyż (6)

    jestem bardzo ciekaw co tak naprawdę jest po śmierci..

    • 40 5

    • Moim skromnym zdaniem (1)

      po śmierci jest tylko czarna d*pa - znaczy nic nie ma

      • 24 10

      • I tu się mylisz

        Jest ciemno, pachnie drewnem z trumny, i generalnie byłoby nudno, gdyby nie to że się zwykle już nie żyje

        • 9 1

    • Gruby melanż (1)

      • 3 1

      • to chyba w valhalli

        • 6 1

    • Znacznie łatwiej żyć wierząc, że po śmierci będzie bajka. Nawet jak nic nie będzie, to w końcu i tak się już nie rozczarujemy.

      • 12 0

    • Respawn

      Respawn'ujesz się tam gdzie się urodził es. Traci sz przy tym nieco EXP...

      • 9 0

  • Nareszcie wartościowy, rzetelny i ciekawy tekst! (8)

    I nie tylko dlatego, że o chorobie.
    Tak trzymać!

    • 244 2

    • Ciekawe rozwiązanie (5)

      Kontakt pod włącznikiem światła. Nie popieściło nikogo? ;)

      • 4 12

      • tyle wyciągnąłeś/aś z lektury? (1)

        no to nieźle, naprawdę...

        • 9 5

        • W artykule nie ma o tym słowa, więc pudło. Trochę luzu, dziewczyno :)

          • 5 2

      • opieka społeczna teraz na nich siadzie

        • 2 1

      • (1)

        A co by miało popieścić
        w starym budownictwie to był standard

        • 1 1

        • Prąd od wsadzenia dwóch wilgotnych palców w kontakt, który jest zaraz pod włącznikiem światła. To by miało popieścić.

          • 0 1

    • Z jednym ale. Jak zwykle, nawet do tego świetnego tekstu, dodali idiotyczną ankietę. Po co? Żeby przypadkiem nie zapomnieć poczucia żenady?

      Bo jest na świecie tylko jeden powód, dla którego ludzie nie chcą albo nie mogą pomóc. Muszą zająć się sobą. Według geniusza od ankiet oczywiście.

      • 8 0

    • wartościowy, rzetelny i ciekawy tekst!

      zgadzam się z powyższą opinią! więcej tego typu artykułów poproszę!

      • 2 0

  • Ciekawy temat dzisiaj zagoscil.....trzymaj sie Oskar!

    • 108 2

  • Nawet optymistyczna opowieść....

    ..gdyby oczywiście na końcu nie wspomniano o barierach urzędniczych i prawnych w naszym chorym kraju.

    • 72 1

  • Chore państwo (1)

    Państwo woli sponsorować więźniów,wyposażać im siłownie,oddawać sale do spotkań małżeńskich żeby mogli sie w nich parzyc ile chcą a gdzieś ma takich biednych ludzi, którym rzeczywiście potrzebna jest pomoc.
    brawa i szacunek dla pani Zdzisławy i jej męża

    • 120 7

    • państwo to My

      ktoś to Państwo tworzy, pozwalamy na bawienie się w politykę takim a nie innym osobom. Tyle że my Polacy mamy to do siebie że uprawiamy "spychologię". Spychamy ważne rzeczy na innych, bo potem możemy zrzucić na nich odpowiedzialność za stan państwa, podatki, służbę zdrowia, emerytury itd. itd. itd. Potrafimy tylko narzekać i marudzić, ale żeby coś zrobić to już nieliczni. I dlatego do władz (na każdym szczeblu) dobierają się krętacze, złodzieje i inne męty. A najgorsze jest to że mają poczucie bezkarności bo reszta narodu składa się albo z takich samych krętaczy albo ludzi zbyt strachliwych żeby coś zrobić.

      • 13 0

  • święci ludzie

    powodzenia!

    • 76 1

  • Choroby

    Autyzm, choroba Aspergera,zespół Williamsa , itd. Rodzice dzielne walczą i pomagają swoim dzieciom. A państwo polskie, szkoda słów.

    • 114 0

  • Marian Walentynowicz (9)

    Kiedyś nauczyciel z podstawówki z Brzeźna ps.Puzon. Mimo wszystko koleś z pasją, tylko system go trochę podniszczył. Pozdrowienia :) Szacun dla Oskara. Trzymaj się chłopie :)))

    • 49 2

    • Kto chodził do 20-stki na pewno pamięta piosenkę (2)

      "Goł dałn Mołzes, łej dałn in edżipts lend, tel ol Faraoon, Lets maj pipol goł" :))))) Jaki czad. Puzon wymiatał :) Dobry herbatnik z niego był. Dowidzenia, do miłego zobaczenia :)

      • 7 1

      • (1)

        Jeeee, pamiętam :). Chyba wszystkie roczniki to śpiewały, a potem w SP 18 powtórka z rozrywki - Puzon przeszedł z dwudziestki do osiemnastki razem z nami ;)

        • 3 0

        • To był jeden z lepszych moich nauczycieli.

          A ja mam podwójne szczęście. Nie dość, że był moim nauczycielem to był jeszcze moim wychowawcą!!!!

          Panie Marianie, jeśli Pan to czyta to chętnie bym się z Panem umówił na kawe :) proszę się odezwać.

          Piotr D.
          email- facetnarozwidleniu@wp.pl

          • 2 0

    • e tam, Marian (1)

      Walentyna miał wszystkich gdzieś- i te chore dzieci i ich opiekunów- skrajny egoista i pozer!

      • 0 0

      • prawda

        niechlujny byl ,niedogolony, czasami mial dziury w koszulach, i zawsze buraka puszczal jak jakas nauczycielka wchodzila do klasy hehehehe. Beka byla zawsze :) bimba bimba bimba bimba ba :)

        • 1 0

    • Marian W.

      wybrał karierę kanara w stolycy- sprawdza bilety i odpoczywa od chorych dzieci, których tak naprawdę nie lubił.

      • 0 0

    • Ten pan od muzyki

      miał gdzieś dzieci, zwłaszcza chore. Ożywiał się tylko, gdy pojawiali się ich opiekunowie, bo grał dobrego wujka- wszystko na pokaz.

      • 1 0

    • A ja go uwielbiałam :)

      jak zarryczał to swoje do-re-mi-re-do to na parterze go było słychać :D

      • 1 0

    • które to były lata?

      • 0 0

  • Zgadzam się z przedmówcami...

    Nie słyszałam o tej chorobie i nie ukrywam, że artykuł bardzo mnie zainteresował. Ludzie niepełnosprawni są tacy pogodni i optymistyczni. Wszyscy powinni brać z nich przykład! :)

    • 64 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.