Fakty i opinie

stat

Mechaniczny młyn pana Wojciecha


Na dole pracuje maszyna parowa, a na piętrach urządzenia do mielenia ziarna i przesiewania mąki. Model młyna, który wyszedł spod rąk Wojciecha Kuciela, posiada kilkadziesiąt ruchomych elementów. 87-letni pasjonat mechaniki z Gdańska nie poprzestaje jednak na tworzeniu miniatur młynów. Obecnie przymierza się do zbudowania teleskopu astronomicznego.



Czy byłe(a)ś kiedykolwiek w młynie?

tak, w zabytkowym, który już nie działa 45%
tak, w nadal działającym 33%
nie, byłe(a)m 22%
zakończona Łącznie głosów: 301
- Zagonili mnie do jego budowy - żartuje senior na myśl o wizycie w Gdańskim Archipelagu Kultury na Oruni, gdzie wspomniał o teleskopie.
Bo oprócz mechaniki Wojciecha Kuciela interesowała - i to bardzo - astronomia. Dlatego jeszcze podczas studiów na Politechnice Gdańskiej zapisał się na specjalistyczny kurs.

- Był to kurs szlifowania zwierciadeł astronomicznych. Wykonanie jednego trwało sto godzin.
I jedno już ma. Poza tym w pokoju stoi wysoki tubus. A pasjonat wylicza, jakie zaplanował wymiary:

- Średnica zwierciadła 15 centymetrów, ogniskowa 1635 milimetrów. Mam nadzieję, że uda mi się taki teleskop zbudować, ale to jest przyszłość.
Bo przeszłość z kolei, a dokładnie ta związana z hobby, to młyny.

Pasy, pytel i trzy modele

- W czasie okupacji ojciec kolegi miał w Łomży młyn napędzany silnikiem spalinowym. Chodziłem tam często i obserwowałem, jak młyn pracuje. I tak postanowiłem, że zrobię model.
Pierwszy powstał po wojnie. Miał koła z tektury, pasy transmisyjne z papieru, a napędzany był mechanizmem zegara. Potem rodzina przeniosła się do Kwidzyna - i tu Wojciech zbudował kolejny młyn. Tym razem z elektrycznym silnikiem. Po czym w 1965 r. Wojciech przyjechał do Gdańska. W mieście nad Motławą stworzył trzeci i zarazem ostatni.

Z zewnątrz wygląda niepozornie, bo ściany ma z szarej tektury. Jednak po ich wyjęciu oczom ukazują się dziesiątki elementów, które można wprawić w ruch. Są tu choćby urządzenia do oczyszczania i mielenia ziarna, a także do transportu mąki.

I tak na najwyższym, drugim piętrze znajduje się między innymi pytel. Służy do przesiewania mąki i sprawia, że staje się ona delikatna.

- Są też trzy elewatory: jeden do podnoszenia zboża i dwa do podnoszenia mąki. Są to paski, na których znajdują się małe wiaderka - tłumaczy pasjonat.
Z uwagi na skalę modelu senior zamiast zboża stosuje piasek. Większość urządzeń, które pracują w młynie, mają bowiem po kilka centymetrów wysokości i szerokości. I tak na pierwszym piętrze zamontowany jest między innymi kamień do mielenia zboża. A na wszystkich kondygnacjach widać dziesiątki pasów transmisyjnych. Sercem młyna jest natomiast model maszyny parowej. Rzecz, która sprawia, że Wojciechowi wracają wspomnienia.

Ostatnia kartka dowódcy 3. Dywizjonu Żandarmerii

Ppłk Stanisław Kuciel, dowódca 3. Dywizjonu Żandarmerii w Grodnie.
Ppłk Stanisław Kuciel, dowódca 3. Dywizjonu Żandarmerii w Grodnie.
- Jeszcze przed wojną rodzice kupili nam maszynę parową z prawdziwego zdarzenia. Bawiliśmy się nią i bardzo mi się to podobało - opowiada pasjonat.
Rodzina mieszkała wtedy w Grodnie. Ojciec Stanisław, matka Zofia i troje dzieci. Wojciech był najmłodszym z trójki braci. Urodził się w kwietniu 1929 r.

- Matka była nauczycielką, ale krótko, bo wyszła za mąż. Ojciec jeszcze w czasie I wojny światowej wstąpił do Legionów i całe swe życie spędził w wojsku. Był podpułkownikiem, dowódcą 3. Dywizjonu Żandarmerii w Grodnie.
W czasie wojny dostał się do sowieckiej niewoli. Trafił, jak wielu polskich oficerów, do obozu w Starobielsku. Wojciech pamięta, że ojciec pisywał stamtąd listy.

- Ostatnia karta przyszła na moje urodziny. To był 1940 rok. Składał mi życzenia. Napisał "A prezencik dam, jak powrócę".
Kiedy korespondencja urwała się, matka Wojciecha postanowiła zapytać o to rosyjskiego oficera, który mieszkał u sąsiadów.

- Mojej znajomej mąż jest u was w obozie i przestał pisać. Dlaczego on nie pisze?

- Pani Zofio, ja pani powiem, ale niech pani tego nikomu nie mówi, nawet mojej żonie. Większość z nich jest już rozstrzelana.

Stanisław Kuciel został zamordowany przez NKWDCharkowie wiosną 1940 r.

Do wybuchu wojny między III Rzeszą a ZSRR rodzina mieszkała w Grodnie. Później - jak wspomina Wojciech - był załadowany Polakami pociąg na Syberię. Nie dojechał jednak na miejsce.

- Nadleciały niemieckie samoloty i zbombardowały go. Zatrzymał się kilkadziesiąt kilometrów od dawnej granicy polsko-rosyjskiej. Pół pociągu spłonęło.
Wojciech spędził okupację w Łomży. A po wojnie był Kwidzyn i Gdańsk. W tym ostatnim próbował dostać się na studia. Tyle że był synem przedwojennego polskiego oficera.

Do kopalni zamiast na studia

Matka Zofia i trzech synów. Wojciech był najmłodszy z rodzeństwa.
Matka Zofia i trzech synów. Wojciech był najmłodszy z rodzeństwa.
- Złożyłem papiery na Politechnikę Gdańską, ale to był taki okres, że nie wszystkich przyjmowano na studia. Ojciec był oficerem Wojska Polskiego, więc nie dopuścili mnie do egzaminu wstępnego. Dwa razy składałem i nic. Później zostałem wzięty do wojska i trafiłem na dwa lata do kopalni węgla. Dopiero stamtąd udało mi się dostać na Wydział Mechaniczny - wspomina po latach.
Studia ukończył, a później pracował w zawodzie. Najpierw, jak wylicza, był Instytut Maszyn Przepływowych Polskiej Akademii Nauk, a później zakład pracy.

- Energopomiar, który miał swój oddział w Gdańsku. Jeździłem po całej Polsce, po wszystkich elektrowniach wodnych. Zajmowałem się przede wszystkim regulatorami turbin wodnych.
A po godzinach budował kolejne elementy modelu młyna. Wiele czasu poświęcił zwłaszcza na wykonanie modelu maszyny parowej. Jak wyjaśnia, jej głównym elementem jest cylinder, który stworzył z anteny samochodowej.

- Cylinder ma wewnętrzną średnicę 10 milimetrów i znajduje się w nim tłok. Przy pomocy korbowodu napędza wał korbowy, na którym osadzone jest koło zamachowe - pasjonat opowiada o kolejnych elementach i wskazuje je palcem.
Prezentuje też, jak zmienia prędkość obrotową i jak można zatrzymać pracę młyna, nie zatrzymując maszyny parowej. Napędzana jest ona jednak nie parą, a sprężonym powietrzem. Tak zaprojektował to kiedyś Wojciech, i tak też ostatecznie zostało, kiedy w poprzedniej dekadzie zakończył pracę nad młynem. Nad blatem wisi więc manometr, a na podłodze leżą sprężarka domowej roboty i zbiornik na powietrze, skąd przez rurkę trafia ono do maszyny parowej.

Wprawdzie Wojciech zastanawiał się jeszcze, czy czegoś by jeszcze przy młynie nie zrobić, ale ostatecznie uznał, że wystarczy. W końcu ma nowe wyzwanie: teleskop astronomiczny.

Zobacz też okręty i samoloty Wiesława z Gdyni

Opinie (50) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.