Fakty i opinie

stat

Miłośnik straży zbiera miniatury strażackich wozów


Stare sikawki parowe, nowoczesne wozy lotniskowe i samochód o dwóch kabinach do akcji w górskich tunelach. W kolejnym odcinku cyklu Pasjonaci prezentujemy kolekcję Grzegorza Pladzyka z Gdańska, który zbiera miniatury strażackich wozów.



Czy przechowujesz do dziś zabawki z dzieciństwa?

tak, i to wiele 31%
tak, co najmniej jedną 28%
nie, choć trochę tego żałuję 20%
nie, bez sentymentu się ich pozbyłe(am) 11%
nie, z innego powodu 10%
zakończona Łącznie głosów: 218
- Klucz jest jeden: jeśli nie mam jakiegoś wozu, to muszę go zdobyć - stwierdza krótko pasjonat.
W jego gabinecie stoi około 160 miniatur pojazdów. Gabinet mieści się w budynku Oddziału Wojewódzkiego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP. Pladzyk jest tu dyrektorem zarządu wykonawczego. Miejsca dla pojazdów więc nie brakuje, stoją równo zaparkowane.

Swoją półkę mają tu stare sikawki ciągnięte przez konie, a także te samojezdne. Osobną półkę zajmują też potężne wozy lotniskowe, a wyżej stoją miniatury wykonane jeszcze w czasach PRL-u. Wśród nich poczciwy star z drabiną.

- Wystarczy pokręcić korbką i drabina podnosi się. Można też rozwinąć wąż gaśniczy. Takie wozy były kiedyś na wyposażeniu zawodowych straży pożarnych w Polsce, a ich miniatury można było nabyć w kioskach Ruchu - wspomina Pladzyk, który ze strażą pożarną związany jest od prawie 40 lat.
- O, ten jest nietypowy. Nikt mi nie chce uwierzyć, że takie wozy istnieją naprawdę - pasjonat zdejmuje z półki kolejny pojazd.
Samochód ma strażackie barwy i... dwie kabiny. Jedną z przodu, a drugą z tyłu.

- Widziałem taki samochód na targach w Hanowerze. Wykorzystywany jest do działań ratowniczo-gaśniczych w tunelach pod Alpami, ponieważ samochód mający jedną kabinę mógłby mieć w pewnych okolicznościach problemy z wyjazdem z tunelu - tłumaczy.
Część miniaturowych wozów Pladzyk przywiózł z zagranicy, cześć zdobył w kraju. Pierwszy pojazd do swojej kolekcji kupił mając 29 lat. Z jednej strony pasjonat nie miał pretekstu - bo jak sam przyznaje - w domu trzy córki, więc nie było jak kupować takich zabawek.

- Praca w straży mnie jednak jakoś usprawiedliwiała.
I tak przez lata gromadził kolejne pojazdy. A że kolekcja rosła w oczach, musiał przenieść ją z domu do miejsca pracy.

- Teraz chyba trochę przystopuję - przyznaje.
W końcu zbliża się czas przejścia na emeryturę, a pasjonat nie jest pewien, jak zareaguje żona, kiedy trzeba będzie zabrać kolekcję do domu. Bo poza samochodami są też strażackie hełmy. 40 sztuk wisi na kolejnej ścianie gabinetu. Najstarszy jest z 1933 roku. Metalowy, polskiej produkcji. Są też eksponaty z PRL-u i jeden ze Stanów Zjednoczonych.

Pasjonat coraz więcej uwagi poświęca jednak znaczkom i kartkom pocztowym związanym ze strażą pożarną. Powód jest prozaiczny: zajmują mniej miejsca.

- Są z Dalekiego Wschodu, Ameryki Łacińskiej, Afryki. Najpiękniejsze znaczki pochodzą z najbiedniejszych krajów. A to dlatego, że to pewna reklama takiego państwa, a poza tym jest cała armia filatelistów, którzy takie znaczki chcą kupić - ocenia Pladzyk.
Pasjonat z Gdańska chciałby w 2017 roku zorganizować wystawę filatelistyczną, która poświęcona byłaby straży pożarnej. W dalszej przyszłości zamierza zająć się opracowywaniem historii ochotniczych straży pożarnych w woj. pomorskim.

- Zaplanowałem sobie sporo zajęć na czas emerytury - przyznaje.
A że nie samymi strażackimi sprawami żyje pasjonat, czas wolny zamierza również spędzać w nowo wybudowanej szklarni.

Zobacz też ciernistą kolekcję Tomasza z Gdańska

Opinie (51) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.