Fakty i opinie

stat

Modele broni pancernej Karola


Niemiecki niszczyciel czołgów pokryty jest śniegiem, a włoski pojazd pancerny stoi w błocie. Dla Karola Cieślarczyka z Gdyni samo sklejanie modeli pojazdów to bowiem za mało. Dlatego lubi poszaleć z malowaniem swoich modeli, a do tego tworzyć dla nich makiety.



Masz czas na hobby?

tak, mam tyle, ile potrzebuję 20%
tak, choć nie za wiele 45%
nie, ale chciał(a)bym mieć 23%
nie mam 12%
zakończona Łącznie głosów: 265
W naturze śnieg to po prostu kryształki lodu, a w modelarstwie to podobno rzecz bardziej skomplikowana. Bo realistycznie wyglądająca pokrywa śnieżna wymaga niemało materiałów i sporo pracy.

- Jest tu klasyczna biała farba, pasty strukturalne i posypka do świątecznych bombek - wylicza Karol Cieślarczyk.
Pasjonat użył wymienionych materiałów do pokrycia śniegiem niemieckiego niszczyciela czołgów StuG IIIF i dioramy, na której stoi pojazd. Jak tłumaczy modelarz, malowanie nie jest przypadkowe. Wykonując model spoglądał bowiem na zdjęcia z książki "StuG w akcji".

- To konkretny StuG z zimy 1942 r. Dowodził nim Johann Kochanowski - opowiada pasjonat i wyjaśnia: Wprawdzie nazwisko dowódcy jest polsko brzmiące, jednak był on Niemcem.
Ze StuGa w zimowej scenerii Karol jest zadowolony. Poza śniegiem jego oczy cieszy też rdza na prawym przednim kole zębatym. Zresztą modelarska kariera pasjonata zatoczyła niejako koło: pierwszym modelem, jaki miał w swoim pokoju jako chłopiec, był również niszczyciel czołgów, tyle że Jagdpanzer IV.

Nie tylko w domu, ale i w klubie



- Kiedy miałem siedem lat poszedłem do kolegi i zobaczyłem model amerykańskiego czołgu M3 z czasów II wojny światowej. Spodobał mi się, przede wszystkim dlatego, że można było się nim fantastycznie bawić. Namawiałem moją mamę, po czym któregoś dnia przyniosła mi i złożyła model Jagdpanzer IV. Jestem jej bardzo wdzięczny za to, bo nie miała doświadczenia w modelarstwie - opowiada pasjonat.
Odtąd Karol zaczął już sam sklejać modele. Po czym na studiach pasja poszła w odstawkę. Do hobby powrócił jednak, kiedy przeprowadził się z Poznania do Gdyni. Pewnego dnia po prostu wszedł do sklepu i kupił model czołgu Panzerkampfwagen V Panther w wersji A.

- Sklejanie go sprawiło mi wiele frajdy i poczułem chęć, aby robić to dalej. Później na Facebooku poznałem modelarza Piotra Drozdowskiego. Od niego dowiedziałem się, że w Gdyni działa Klub Modelarski Kompas. Poszedłem, poznałem załogę i moje modelarstwo sporo się zmieniło. To już nie tylko tworzenie modeli w domowym zaciszu, ale też dzielenie pasji z innymi, dobre towarzystwo i niezła rozrywka.
Członkowie klubu pomagają sobie: dzielą się wiedzą, doświadczeniami i  wymieniają książkami. W tym ostatnim poza specjalistycznymi informacjami są również nieocenione w pracy modelarzy zdjęcia pojazdów. To między innymi dzięki starym fotografiom możliwe jest odtwarzanie najmniejszych detali.

Pantera z zimmeritem i Autoblinda w błocie



Model niemieckiego czołgu Panzerkampfwagen V Panther ma on chropowaty kadłub. To szczegół, który Karol postanowił odtworzyć, bo jego pantera jest z 1944 r., a w tym czasie były one zabezpieczone chropowatą warstwą zimmeritu.

- Na niektóre typy pojazdów Niemcy w czasie II wojny światowej nakładali zimmerit. Była to specjalna masa antymagnetyczna, która miała chronić wozy przed przyczepianiem do ich pancerzy min magnetycznych. Tyle że jedynym krajem, który stosował tego typu miny była III Rzesza, więc Niemcy przesadzili ze swoją perfekcją.
Karol chciał być jednak dokładny, więc za pomocą nożyków i pasty strukturalnej stworzył imitację ochronnej warstwy. Zresztą lubi pracować z różnymi materiałami. I tak na przykład model włoskiego pojazdu pancernego Autblinda umieścił w błocie.

- Jest tu ziemia doniczkowa przesiana przez sitko i sypana warstwami, które łączone są emalią. Dodałem też chemię przeznaczoną do robienia błota - wylicza modelarz, który swoje prace prezentuje m.in. na facebookowym profilu.
Swoją wiedzę o technikach modelarskich Karol poszerza dzięki książkom, branżowym czasopismom, rozmowom z innymi modelarzami, a także informacjom z Internetu. Jedną ze znaczących zmian w jego warsztacie było wyciskanie olejnych farb nie na kartkę, czy plastikową podkładkę, ale na karton.

- Wiem o tym dzięki Michaelowi Rinaldiemu, słynnemu modelarzowi, którego mocną stroną jest używanie farb olejnych. Umieszczając na kartonie farbę pozbywamy się oleju, który jest jej spoiwem. Mamy praktycznie sam pigment, który schnie o wiele szybciej. Praca z samymi pigmentami to czysta przyjemność - ocenia modelarz z Gdyni.
Jak przekonuje pasjonat, pigmenty pozwalają bowiem idealnie odzwierciedlić drobiny kurzu, brudu czy piasku.

Rosomak na pustyni i M48 Patton



Jednym z ostatnich modeli, które wyszły spod rąk Karola jest polski kołowy transporter opancerzony Rosomak. Jak przyznaje mieszkaniec Gdyni, wyzwaniem było dla niego wykonanie jednolitego kamuflażu. W tym wypadku przystosowanego do działań na terenach pustynnych. Natomiast obecnie pracuje nad wyposażeniem amerykańskiego czołgu M48 Patton.

- Malowanie skrzynek amunicyjnych, radiostacji czy pojemników na olej wymaga sporo pracy, więc jeszcze zajmie mi to trochę czasu - przyznaje.
Poza tym Karol ma też swoje modelarskie marzenia. Jak zdradza, najważniejsze z nich to tworzyć jak najlepsze prace. Aby każdy model sprawiał, że oglądający będą się przy nim na długo zatrzymywać.

Zobacz też modele czołgów Rafała i poznaj początki broni pancernej

Opinie (31) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.