Fakty i opinie

stat

Na sporze między politykami mogą wygrać sopocianie

felieton w trojmiasto.pl

Kto wygra sopockie starcie na konsultacje społeczne? Karnowski? Fułek? A może mieszkańcy miasta?
Kto wygra sopockie starcie na konsultacje społeczne? Karnowski? Fułek? A może mieszkańcy miasta? fot. Krzysztof Mystkowski/KFP

Wojna na gesty, wojna na słowa, to każdy z Sopotu na wyrywki zna - parafrazując słowa piosenki z legendarnego już polskiego serialu, można trafnie opisać to, co dzieje się w Sopocie od ostatnich wyborów. Dziwna to jednak wojna, w której zwykli cywile, zamiast stać się jej ofiarami, mogą wiele zyskać.



Czy sytuacja, w której prezydent i rada reprezentują odmienne opcje polityczne jest dobra dla miasta?

tak, bo obie opcje się nawzajem kontrolują, a i więcej uwagi przywiązują do głosu mieszkańców

37%

taka sytuacja ma swoje dobre i złe strony

25%

nie, bo zamiast zająć się rządzeniem politycy prowadzą cały czas niekończącą się kampanię wyborczą

38%
Jacek Karnowski zajął prezydencki fotel rzutem na taśmę. Wojciech Fułek przegrał o włos, ale zajął fotel przewodniczącego Rady Miasta, a także pozbawił swojego oponenta niemal bezkrytycznego poparcia radnych poprzednich kadencji. Doszło więc do sytuacji od dawna w Trójmieście niespotykanej, gdy władza w mieście nie jest skupiona w rękach jednej politycznej opcji.

Panowie szybko okopali się na pozycjach i walczą. Karnowski od lat pokazuje, że jest typowym "zwierzęciem politycznym". Fułek z kolei bardzo szybko udowodnił, że przyszywana mu przez oponentów łatka "poety, nie polityka" daleka jest od prawdy. Zebrał wokół siebie nie tylko przedstawicieli ruchu Kocham Sopot, ale też przyciągnął do siebie innych niezadowolonych z rządów Karnowskiego i PO, chociażby tworząc w radzie nieformalną koalicję z PiS.

Na skutki takiego stanu rzeczy nie trzeba było długo czekać. Spokojne i kameralne posiedzenia komisji sopockiej Rady Miasta zamieniły się w oblegane przez mieszkańców (ale i różnej maści sopockich "aktywistów") wielogodzinne dyskusje, na które trudno nawet wejść, nie mówiąc już o znalezieniu wolnego krzesła.

Zmiany widać także podczas samych sesji rady, gdy tematy, które wcześniej "załatwiano" kilkoma wypowiedziami i tradycyjną krótką polemiką z opozycją, zabierają dziś radnym nawet po kilka godzin. Idealnie obrazuje to uchwała podjęta na ostatniej sesji i dotycząca konsultacji społecznych.

Teoretycznie konsultować się z mieszkańcami chcą wszyscy, więc można było się spodziewać, że projekt zgłoszony przez Marcina Skwierawskiego, asystenta Karnowskiego, przejdzie przez komisje jak burza i zostanie z miejsca jednogłośnie przyjęty przez radę. Było jednak zupełnie inaczej.

Najpierw, już na poziomie komisji, pojawiły się zastrzeżenia, bo... projekt nie był zgodny z dopiero przygotowywanym nowym regulaminem konsultacji społecznych, przygotowywanym teoretycznie przez mieszkańców, jednak pod "patronatem" Fułka.

Zwolennicy prezydenta grzmieli, że to próba likwidowania dobrych pomysłów w imię rzucania Karnowskiemu i PO kłód pod nogi. Sugerowali też, że Kocham Sopot i PiS chcą projekt "odstrzelić" tylko po to, aby na jego miejsce wstawić podobny, ale swój. Ci z kolei tłumaczyli, że konsultacje przeprowadzić można lepiej i zarzucali Karnowskiemu, że swój projekt forsuje z takim zapałem tylko po to, aby uprzedzić konkurentów i spić "konsultacyjną śmietankę".

Ostatecznie projekt przeszedł, chociaż radni PiS i Kocham Sopot zapierali się rękoma i nogami, aby do tego nie dopuścić. Najpierw próbowali zdjąć go w ogóle z porządku obrad, a później odrzucić. Zwolennicy Karnowskiego wygrali, bo zastosowali prosty fortel: udało im się doprowadzić do imiennego głosowania. Który radny chciałby, aby przylgnęła do niego łatka tego, który nie pochwala przeprowadzania konsultacji społecznych?

- Głosowanie pokazało, że radni są rozsądni. Duża część z nich nie głosuje zgodnie z jakąś dyscypliną partyjną, za to zgodnie z własnymi poglądami - tłumaczy dyplomatycznie Karnowski. Dodaje, że "od zawsze starał się być jak Franciszka Cegielska, na pierwszej linii frontu" i spotykać się z mieszkańcami.

Jego "zwycięstwo" jest jednak nieco pyrrusowe, bo na pierwsze spotkanie konsultacyjne przyszło jedynie kilkadziesiąt osób, z czego sporą część stanowili urzędnicy i radni.

Triumfują więc jego oponenci. - Od początku chcieliśmy, aby takie konsultacje odbywały się w innej formule, choćby w formie festynu, z którą dotrzeć można do znacznie większej liczby osób - zapewnia Piotr Meler z PiS.

Fułka na konsultacjach nie było, bo miał dyżur w biurze rady i... spotykał się z mieszkańcami. Niemniej jednak on również do sprawy podchodzi bardzo dyplomatycznie.

- Ja się bardzo cieszę, że pan prezydent organizuje spotkania z mieszkańcami. Myślę, że to wpływ Rady Miasta. Ja się z nim ścigać nie zamierzam, nie uważam też, że taka liczba spotkań i konsultacji to wynik jakiejś polaryzacji władzy. Po prostu nasze społeczeństwo staje się coraz bardziej aktywne, co widać nie tylko w Sopocie - mówi.

Konsultacyjna karuzela toczyć będzie się jednak dalej. W ostatnich tygodniach doszło już do spotkań z mieszkańcami w sprawie budżetu, dworca (dwóch), parku przy ul. Polnej, na otwartych komisjach rady dyskutowano także kilkukrotnie sprawę remontu Placu Przyjaciół Sopotu. W najbliższym czasie Karnowski zapowiada pięć kolejnych spotkań z mieszkańcami w sprawie przyszłych miejskich inwestycji, Fułek zaś spotkanie dotyczące nowych kompetencji Rady Miasta i pomysłów na zaktywizowanie mieszkańców. Walka trwać będzie więc dalej w najlepsze.

Stara prawda mówi jednak, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. W wypadku Sopotu nic nie stoi na przeszkodzie, aby w rolę trzeciego wpisali się mieszkańcy miasta. Skoro stali się języczkiem uwagi, powinni to wykorzystać. Skoro ktoś pyta ich o zdanie, i to nie tylko w przedwyborczej gorączce, to grzechem byłoby nie skorzystać.

Niezależnie od tego, kto konsultacje rozpisuje, swój głos oddać w nich warto. Ani Karnowski, ani Fułek politycznymi samobójcami nie są, w takich okolicznościach głosu mieszkańców z pewnością nie zignorują.