Fakty i opinie

Nie jesteśmy zamkniętą twierdzą - wiceprezydent Piotr Grzelak o sporach z aktywistami

Dlaczego dochodzi do tarć między władzami miasta z radnymi dzielnic i miejskimi aktywistami? Czy nie można było ich uniknąć? Jak zapobiegać im w przyszłości - m.in. o tym rozmawialiśmy z Piotrem Grzelakiem, wiceprezydentem Gdańska i pierwszym zastępcą Aleksandry Dulkiewicz.



O rozmowę poprosiliśmy ze względu na kilka wydarzeń, które w ostatnich tygodniach pokazały, że współpraca na linii miasto-mieszkańcy szwankuje. Wśród nich były m.in.:

Apel Rady Dzielnicy Oliwa o respektowanie jej głosu

,

Spór miasta z aktywistami Zielonej Fali o konsultacje społeczne ws. pasa nadmorskiego w Brzeźnie


Liczne ostatnio wycinki drzew i protesty przeciwko nim



Rozmowę przeprowadziliśmy w środę, 5 maja. Byliśmy na nią umówieni z tygodniowym wyprzedzeniem.

Jak oceniasz współpracę na linii władze Gdańska - mieszkańcy/społecznicy?

bardzo dobrze 4%
raczej dobrze 7%
różnie, zależy od konkretnego tematu 14%
raczej źle 17%
bardzo źle 58%
zakończona Łącznie głosów: 1547
Czy Gdańsk, często podkreślający swoje przywiązanie do solidarności, wolności i demokracji, nie ma ostatnio problemu z realizacją tych wartości na swoim podwórku? Takie głosy płyną np. z gdańskich rad dzielnic.

Piotr Grzelak: Tylko na ostatniej sesji podjęliśmy dwie uchwały na wniosek mieszkańców i rad dzielnic. Jedną o przystąpieniu do sporządzenia planu zagospodarowania na Oruni Górnej, umożliwiającego lokalizację zielonego skweru. Drugą o sporządzeniu planu dla pl. Inwalidów Wojennych w Oliwie, który zgodnie z wolą mieszkańców ma stać się miejskim placem publicznym. W tym roku na wniosek Rady Dzielnicy Wrzeszcz Górny, w związku z wnioskiem jednego z inwestorów o warunki zabudowy i po to, aby chronić dotychczasowy charakter zabudowy, przystąpiliśmy do planu w rejonie ul. Jarowej.

Wcześniej przystąpiliśmy do uchwały chroniącej tkankę zabytkową na Przymorzu Małym, gdzie Rada Dzielnicy mówiła o tym, że warto zachować zabudowę z pierwszej połowy XX w. To tylko kilka przykładów spośród kilkudziesięciu uwzględnionych od początku kadencji w obszarze samego planowania przestrzennego.

Czy kojarzy pani redaktor jakąś ustawę przyjętą na poziomie krajowym na wniosek mieszkańców w ostatniej kadencji?

Nie kojarzę takich.

Ja również nie kojarzę. Wsłuchujemy się w głosy zarówno mieszkańców, jak i dzielnicowych radnych. Co nie znaczy, że nie powinniśmy robić więcej, żeby tę demokrację lokalną wzmacniać. Zgadzam się, że cały czas powinniśmy nad tym pracować.

Pytam o to, bo ostatnio takie zarzuty pojawiły się ze strony Rady Dzielnicy Oliwa. Powstał nawet oficjalny apel, w którym radni zwracają wam uwagę, że czują się lekceważeni i pomijani przy decydowaniu o losach swojej dzielnicy, podając przy tym kilka konkretnych przykładów. Jak to więc jest z tymi radami? Ich głos się dla was liczy w dyskusji publicznej?

We wspomnianym apelu pojawia się kwestia planu dla okolic Alchemii, którą warto przytoczyć jako przykład ważenia różnych perspektyw patrzenia na miasto. I dobrze, że obydwie te perspektywy pojawiają się w publicznej debacie, bo tylko w ten sposób możemy starać się te perspektywy równoważyć.

Z jednej strony mamy perspektywę lokalną, która w tym wypadku wyraża się sprzeciwem wobec powstania w Oliwie kolejnych przestrzeni biurowych. W innym wypadku, w innej dzielnicy może wyrażać się sprzeciwem wobec terenów przemysłowych. Rozmawiałem na ten temat z przewodniczącym zarządu Dzielnicy Oliwa Tomaszem Strugiem i, jako mieszkaniec Wrzeszcza, czyli również tzw. centralnego pasma usługowego, rozumiem tę lokalną perspektywę.

Jest jednak jeszcze druga perspektywa, ogólnomiejska. Wyciągając wnioski z obecnego kryzysu pandemicznego, którego również skutkiem jest kryzys gospodarczy, obiektywnie należy stwierdzić, że mimo ciosu, głównie w turystykę, Gdańsk przechodzi go stosunkowo "suchą stopą". Jest to wynik procesu systematycznego budowania wielu filarów naszej gospodarki. Wiem, tego typu decyzje, jak w przypadku okolic Alchemii, mogą być trudne, bo nie zawsze stoją w zgodzie z perspektywą lokalną, ale u ich podstaw stoi wspólne dobro w kontekście całego miasta.

"Obsługa rad dzielnic szwankuje. Poprawimy to"



Przykład planu dla okolic Alchemii to jedno. Ale w tym apelu było też kilka mniejszych spraw, przy których radni dzielnicy poczuli się pominięci przez miasto. Np. stan palmy w parku Oliwskim, konkurs na pomnik Ireny Jarockiej, czy skwer Bezruczki. Czy w związku z tym nie macie poczucia, że nawet przy takich przyziemnych sprawach ten głos rad dzielnic jest ignorowany?

Nie ignorujemy głosu rad dzielnic. To nie znaczy, że w tym apelu nie widzimy, choćby w części, ważnego głosu, nad którym powinniśmy się pochylić i zastanowić, jak te relacje udoskonalić.

Z jednej strony współpraca na tej linii odbywa się w trybie ciągłym. W każdym miesiącu odbywają się spotkania przewodniczących rad dzielnic z prezydent lub zastępcą. Co kilka tygodni w kolejnych dzielnicach są spacery, w trakcie których omawiane są najważniejsze tematy dla dzielnicy, a Referat Partycypacji Społecznej i Rad Dzielnic na bieżąco współpracuje z radnymi dzielnicowymi.

Z drugiej strony, to, co się często pojawia w tych krytycznych głosach, to brak "jednego okienka" w mieście, dotyczącego obsługi rad dzielnic. Radni dzielnicowi, którzy są aktywistami lokalnymi, mają potencjał obywatelski i oddają swój wolny czas, mogą nie mieć w pełni komfortowej obsługi urzędowej. I to musimy udoskonalić.

Sporo uwag do współpracy z władzami Gdańska mają np. dzielnicowi radni z Oliwy. Ostatnio wypunktowali listę spraw, które ich poróżniły.
Sporo uwag do współpracy z władzami Gdańska mają np. dzielnicowi radni z Oliwy. Ostatnio wypunktowali listę spraw, które ich poróżniły. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl
Czy to się więc zmieni w najbliższym czasie?

Uważam, że najwyższy czas, żebyśmy ten temat przyspieszyli, bo prace nad nim trwają. Powstaje Centrum Obywatelskie Dolna Brama, gdzie miałoby funkcjonować biuro dedykowane również radom dzielnic.

Zgadzam się, że może to już za długo trwa, ale wydaje mi się, że jest to realna szansa na zmianę relacji między miastem a dzielnicami. Radni dzielnicowi z całym swoim potencjałem będą się tam czuli "zaopiekowani" i to podstawowa rzecz, która powinna się w najbliższym czasie zmienić. W budynku trwają jeszcze prace adaptacyjne, mam nadzieję, że do przyszłego roku sam obiekt zostanie uruchomiony oraz powstanie miejsce profesjonalnej obsługi rad dzielnic.

"Głosu aktywistów ws. Brzeźna słuchamy, ale..."



Ostatnio głośno było o sporze z aktywistami Zielonej Fali Trójmiasto, którzy sprzeciwiali się nowemu planowi zagospodarowania dla Brzeźna. Aktywiści poczynili wysiłek, zebrali ponad 7 tys. podpisów mieszkańców pod wnioskiem o konsultacje społeczne. Miasto odrzuciło ten wniosek. Czy to znaczy, że ten głos i wysiłek nie ma dla miasta znaczenia?

Przypomnijmy, że podpisy były zbierane w kontekście prac nad planem zagospodarowania, a po jego uchwaleniu liderzy protestu zwrócili się o przeprowadzenie konsultacji dotyczących działki miejskiej. I właśnie to zaproponowaliśmy.

W odpowiedzi na wniosek wskazaliśmy na możliwość przeprowadzenia panelu obywatelskiego bądź warsztatów przestrzennych obejmujących tereny miejskie, wskazując jedynie, że ze względów prawnych nie mogą one się odbyć w oparciu o złożoną petycję, a w oparciu o deklarację miasta.

W kontekście pytania o zamiłowanie Gdańska do wolności i demokracji i rzekomych problemów z realizacją tych wartości na swoim podwórku, warto tę sytuację przyrównać do sytuacji krajowej. Czy pani redaktor kojarzy, żeby Stanisław Piotrowicz dopychając kolanem ustawy podporządkowujące Trybunał Konstytucyjny rządzącym, zawołał: "przeprowadźmy najpierw panel obywatelski"? Albo, żeby szef Orlenu Daniel Obajtek przejmując Polskapress powiedział: "a może zapytajmy opinię publiczną i zróbmy konsultacje"?

Czy ta propozycja panelu obywatelskiego ws. Brzeźna jest aktualna? Czy może skoro plan zagospodarowania, za sprawą wojewody, na podstawie zgłoszenia aktywistów, trafił do sądu, to z aktywistami idziecie teraz na wojnę?

Nasza deklaracja pozostaje aktualna. W momencie kiedy będziemy znali ostatecznie kształt planu zagospodarowania przestrzennego, chcemy to przedyskutować w formule, która wydaje się absolutnie reprezentatywna, czyli właśnie np. panelu obywatelskiego. Szanujemy zaangażowanie wszystkich osób, które podpisały się pod wnioskiem Zielonej Fali i ten głos jest bardzo ważny, dlatego do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd i przeprowadzenia konsultacji na terenie miasta nie będziemy prowadzić żadnych prac.

Natomiast mam duże wątpliwości co do intencji liderów protestów. Przypomnę, że te same osoby, ręka w rękę z osobami związanymi z dzisiaj rządzącym układem w Polsce, w sposób istotny utrudniały przeprowadzenie ważnej, także ekologicznie, inwestycji związanej z tramwajem Gdańsk Południe-Wrzeszcz. Nie widziałem żadnej reakcji tych aktywistów w związku z tym, że setki drzew zostały wycięte na Westerplatte. Trudno też dostrzec jakiś silny protest w momencie, gdy prowadzone są wycinki setek, a prawdopodobnie i tysięcy drzew w zielonych płucach Gdańska, czyli Trójmiejskim Parku Krajobrazowym gospodarowanym przez Lasy Państwowe Bartłomieja Obajtka [dyrektor regionalnej Dyrekcji Lasów Państowowych w Gdańsku - dop. red.]. Przypadek? Nie sądzę.

Pan teraz sugeruje, że aktywiści na władze miasta uwzięli się, a nie widzą błędów środowiska związanego z partią rządzącą?

Jeszcze raz podkreślę: głos mieszkańców, którzy podpisali się pod wnioskiem Zielonej Fali, jest głosem bardzo ważnym w tej debacie i bierzemy go pod uwagę. W kontekście działań liderów protestu widoczny gołym okiem jest natomiast sojusz z rządzącymi i asymetria działań. To nie buduje ich wiarygodności.

O wnioskach z prac komitetu ds. wycinek będą informować



Skoro już była mowa o wycinkach - po wycince drzew w parku Steffensa miasto powołało komitet wykonawczy ds. wycinek. I tu pojawia się zarzut o brak transparentności działań, bo komitet działa, ale w tajemnicy. Nie wiadomo kto w nim zasiada i jak przebiegają prace. Dlaczego?

Dajmy szansę tej komisji wypracować reguły działania wobec zieleni w mieście. Żądanie dziś szczegółów jej funkcjonowania, niecały miesiąc po tym, jak rozpoczęła pracę, jest mocno przedwczesne. Prezydent Piotr Borawski przygotowuje wnioski i konkluzje, o których będziemy informować i na pewno będzie to przedstawione w sposób transparentny.

- Wsłuchujemy się w głosy zarówno mieszkańców, jak i dzielnicowych radnych. Co nie znaczy, że nie powinniśmy robić więcej, żeby tę demokrację lokalną wzmacniać - mówi Piotr Grzelak.
- Wsłuchujemy się w głosy zarówno mieszkańców, jak i dzielnicowych radnych. Co nie znaczy, że nie powinniśmy robić więcej, żeby tę demokrację lokalną wzmacniać - mówi Piotr Grzelak. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl
To jeszcze sprawa z ostatnich dni. Czy naprawdę potrzeba było interwencji mediów, żeby postawić trzy śmietniki w parku we Wrzeszczu? Nawiązuję do już słynnego pisma Gdańskich Nieruchomości, że śmietników nie będzie, bo wymagałoby to "dodatkowego zasobu ludzkiego".

Oczywiście za każdą tego typu sytuację odpowiadają osoby kierujące miastem i też biorę za to odpowiedzialność. Ale pan dyrektor Gdańskich Nieruchomości sam ten temat wyłapał, skontaktował się z wnioskodawczynią i przeprosił. W organizacji zatrudniającej kilka tysięcy osób, zawsze może pojawić się tego typu "kwiatek". Pozostaje mi przyłączyć się do przeprosin dyrektora.

Planują wrócić do spotkań z mieszkańcami, "jak pandemia zelżeje"



Podsumowując wszystkie ostatnie krytyczne głosy aktywistów, społeczników, dzielnicowych radnych, można odnieść wrażenie, że Gdańsk zyskał wizerunek zamkniętej dla mieszkańców twierdzy. Jest jakiś pomysł, by ten wizerunek zmienić?

Wystarczy przeanalizować choćby wyżej wymienione przykłady, żeby stwierdzić, że tego typu teza jest absolutnie nieuprawniona. W każdym tygodniu prowadzimy wraz z panią prezydent i jej zastępcami setki spotkań i konsultacji. W czasie pandemicznym niestety zmieniły one formę na spotkania on-line bądź w ograniczonym reżimie sanitarnym.

Przed pandemią organizowaliśmy choćby okrągłe stoły w dzielnicach, które spotkały się z życzliwym przyjęciem, bo udawało się przy nich rozwiązać indywidualne problemy mieszkańców. Sól pracy samorządowca to spotkania z mieszkańcami i każdy z nas cierpi z tego powodu, że pandemia przynosi tego typu ograniczenia. Gdyby miała trwać kolejne lata, mocno bym rozważał rezygnację z dotychczasowej drogi zawodowej. Tak, jak każdy samorządowiec, tak prezydent Dulkiewicz czy my, jej zastępcy, pracujemy z ludźmi. Zarówno u niej, jak i u siebie obserwuję frustrację z tego powodu, że nie możemy, w takim zakresie jak dotychczas, prowadzić bezpośrednich spotkań z mieszkańcami, organizacjami pozarządowymi i lokalnymi środowiskami. Jak tylko pandemia zelżeje wrócimy ze zdwojoną mocą do regularnych spotkań.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (550)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »