Fakty i opinie

stat

Nie rozpoczął się proces gangu, który porwał gdańskiego adwokata

Jakub K. podczas konsultacji ze swoimi obrońcami.
Jakub K. podczas konsultacji ze swoimi obrońcami. fot. trojmiasto.pl

W czwartek przed gdańskim sądem miał się rozpocząć proces groźnego gangu, którego członkowie mieli, według ustaleń prokuratury, porwać adwokata z Gdańska oraz m.in. usiłować dokonać zabójstwa dwóch policjantów. Nie rozpoczął się jednak, gdyż jeden z głównych oskarżonych w ostatniej chwili zrezygnował z adwokata i nie zdążył jeszcze wybrać nowego.



Kilkunastu uzbrojonych po zęby antyterrorystów na sali, drobiazgowe kontrole wchodzących na rozprawę trwające przez blisko godzinę - w takich okolicznościach miał się rozpocząć proces gangu Jakuba K. - skazywanego już przestępcy związanego z tzw. Pruszkowem. Na ławie oskarżonych zasiadło łącznie 14 osób, a wśród zarzutów, które usłyszeli podczas trwającego przez cztery lata śledztwa, były m.in. rozboje, porwania i próby zabójstw.

Do odczytania aktu oskarżenia jednak nie doszło, bo jeden z głównych oskarżonych - Maciej B. - w środę wieczorem zrezygnował z dalszej współpracy ze swoim adwokatem, motywując to "konfliktem interesów". W związku z wagą ciążących na nim zarzutów zgodnie z prawem nie mógł on przystąpić do procesu bez adwokata.

Sąd co prawda zadecydował o przyznaniu mu w tej sytuacji obrońcy z urzędu, jednak zmuszony był odroczyć do 28 listopada odczytanie aktu oskarżenia i formalne rozpoczęcie procesu.

W czwartek udało się tylko odebrać od oskarżonych dane osobowe, a zebrani na sali dowiedzieli się m.in., że 43-letni Jakub K., domniemany szef gangu, przed pojmaniem przez policję nigdzie nie pracował, żył z oszczędności, mieszkał z matką i choć był już skazywany, to nie pamięta za co i ile lat odsiadki mu jeszcze pozostało.

Jego adwokaci - bo w przeciwieństwie do Macieja B. ma ich aż dwóch - złożyli wniosek do wyłączenia jego sprawy z procesu i przeniesienia jej do sądu w Warszawie. W stolicy Jakub K. postrzelił dwóch policjantów próbujących go ująć. Sam oskarżony najpierw nie chciał poprzeć tego wniosku, a później - po konsultacji z prawnikami - poparł go. Sąd jednak uznał, że powinien odpowiadać w Gdańsku za wszystkie zarzucane mu przestępstwa.

Porwanie gdańskiego adwokata



Gdański adwokat Krzysztof K. został uprowadzony 29 czerwca 2015 roku. To właśnie wtedy rozpoczęło się śledztwo, które doprowadziło do postawienia przed sądem członków gangu.

Jak ustaliła prokuratura, oskarżeni poruszali się samochodem marki Skoda Superb, ze światłami błyskowymi typowymi dla pojazdu uprzywilejowanego oraz z zamontowanym na tylnej szybie wyświetlaczem sygnalizacyjnym z napisem "policja". Podawali się za funkcjonariuszy CBŚP, używali policyjnego umundurowania oraz kamizelek taktycznych, a także posiadali broń palną.

Pod pozorem kontroli drogowej zatrzymali samochód kierowany przez adwokata, po czym, używając młota z długą rękojeścią, wybili szybę w drzwiach kierowcy. Następnie wyciągnęli Krzysztofa K. z pojazdu, wykręcili mu ręce, założyli na nie kajdanki i wepchnęli go do swojego samochodu.

Bandyci zabrali adwokatowi gotówkę i przedmioty o łącznej wartości 10 tys. zł, grozili mu także obcięciem palca u ręki, a nawet śmiercią, domagając się od niego "załatwienia okupu" w wysokości 1 mln zł.

Instalowali nadajniki GPS w samochodach ofiar



Podczas śledztwa szybko okazało się, że policjanci mają do czynienia z gangiem działającym na terenie całego kraju i mającym na koncie wiele różnych przestępstw.

Odkryto, że członkowie grupy, przygotowując się do przestępstw, prowadzili bardzo skrupulatne rozpoznanie dotyczące pokrzywdzonych. Zbierali informacje nie tylko o tym, kto i kiedy będzie przewoził większe kwoty pieniędzy, lecz również w samochodach wytypowanych osób instalowali urządzenia GPS, aby kontrolować ich aktualne położenie i móc dokonać rozboju w najbardziej dogodnym miejscu.

Niemal zawsze atakowali przebrani za policjantów



O jakie przestępstwa prokuratura oskarża członków gangu? W lipcu 2015 roku gangsterzy mieli zatrzymać na trasie S7 auto, którym jechały trzy upatrzone wcześniej ofiary. Podając się za funkcjonariuszy CBŚP, uprowadzili je i grożąc bronią, zmusili do oddania ponad 700 tys. zł.

W podobny sposób zmusili też w maju 2015 roku przedstawiciela jednej z warszawskich spółek do oddania 530 tys. zł. Tym razem ofiarę zaatakowali, gdy wyszła z banku. Również udawali przy tym funkcjonariuszy CBŚP.

Taki sam schemat miał napad, którego dokonali w lipcu 2014 roku w Wolsztynie, kiedy to swojej ofierze zabrali ok. 300 tys. zł, a poszkodowanego mężczyznę wywieźli do lasu i pozostawili na pastwę losu przykutego kajdankami do drzewa.

Jako fałszywi policjanci zatrzymali też w grudniu 2014 roku w powiecie oleckim ciężarówkę, po czym ukradli jadącym nią przedstawicielom dwóch spółek 210 tys. zł. Tym razem ofiary zamknęli w jednej ze skrzyń ładunkowych znajdujących się w zaparkowanym na poboczu pojeździe.

W nieco inny sposób - bo podając się nie za policjantów, a za przedstawicieli straży granicznej - napadli również w lutym 2015 roku na mężczyznę przewożącego papiery wartościowe (warte ok 36 tys. zł).

W czasie przeszukania miejsca zamieszkania jednego z oskarżonych prawdziwi funkcjonariusze gdańskiego oddziału CBŚP odnaleźli część nielegalnie używanych do napadów akcesoriów (m.in. podrobione odznaki policyjne), udało się także odnaleźć auto stylizowane na policyjny radiowóz.

Dodatkowo policjanci zabezpieczyli przy zatrzymanych członkach grupy sześć sztuk nielegalnej broni palnej, w tym też broń maszynową.

Trzy usiłowania zabójstwa



Jakub K. odpowiada też za trzy usiłowania zabójstw. W sierpniu 2015 roku razem z Maciejem B. miał kilkukrotnie postrzelić z broni palnej Andrzeja B., byłego reprezentanta Polski w zapasach, a zarazem również posiadacza opasłej policyjnej kartoteki.

"Kuba" - bo pod takim pseudonimem występuje pochodzący z Pruszkowa Jakub K. - dodatkowo odpowie za próbę zabójstwa dwóch policjantów. Podczas dwóch prób jego zatrzymania otwierał bowiem ogień do policji, za każdym razem raniąc poważnie jednego z funkcjonariuszy.

Gdy ostatecznie udało się go zatrzymać, znaleziono przy nim podrobione dokumenty - każdy miał jego zdjęcie, ale zawierał zupełnie inne dane osobowe. Były wśród nich dokumenty zagraniczne - bułgarskie i litewskie.

Opinie (116) ponad 20 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.