Fakty i opinie

stat

Niepotrzebna panika

Z Lechem Walczakiem, prezesem zarządu Mostostalu Gdańsk SA, rozmawia Maciej Goniszewski

- W ciągu kilku dni pojawiło się kilka artykułów informujących o zadłużeniu firmy wobec podwykonawców. Czy sytuacja firmy jest faktycznie tak zła, jak można byłoby wywnioskować z prasy?

- Mamy tu do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym. Z jednej strony mamy pewne problemy. Z drugiej strony pojawiają się artykuły, które przedstawiają sytuację w przejaskrawiony sposób, a to pociąga za sobą kolejne problemy. Informacje te powodują nerwowość u klientów, w bankach i u wierzycieli. Generalnie problem wynika z zatorów płatniczych. Mostostal nie może ściągnąć swoich należności, co z kolei sprawia, że sami nie możemy się wywiązać ze swoich zobowiązań.

- Sygnałem, że firma ma kłopoty są nie tylko artykuły ale także kurs akcji, który spada od maja.

- Wpływ na to mają właśnie takie artykuły. Dzień po tym jak ukazały się one w prasie wartość jednej akcji Mostostalu spadła z 6 do 2,5 zł. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że nie ma żadnych problemów, ale szukanie sensacji przez dziennikarzy nie ułatwia nam pracy. To nie były artykuły, których autorzy wykazaliby się troską o losy przedsiębiorstwa, zatrudniającego 1600 osób na Wybrzeżu. Tylko były to artykuły, które poprzez swój sensacyjny styl starały się przyciągnąć czytelników.

- Reuters podał, że bilans należności i zobowiązań Mostostalu Gdańsk jest ujemny i wynosi 29 mln zł.

- Ta relacja nie jest aż taka zła. W normalnych warunkach różnicę między tym co jesteśmy winni, a tym co nam zalegają inne firmy można byłoby pokryć z kredytu bankowego. Niestety w sytuacji gdy nie ma możliwości pokrywania ich kredytem, pojawiają się problemy.

- Wśród przedsiębiorców coraz częściej pojawiają się opinie, że banki nie chcą kredytować ich działalności. Dlaczego banki nie chcą zarabiać na działalności takich firm jak Mostostal?

- Banki udzielają kredytów oceniając ryzyko. Jeżeli widzą, że ryzyko jest duże, to nie chcą udzielać kredytów. W obecnym stanie gospodarki polskiej, ryzyko każdej działalności jest duże. Ponieważ banki mamy międzynarodowe wybierają one takie kraje, w których ryzyko kredytowania działalności gospodarczej jest mniejsze niż u nas. W Polsce wolą kupować obligacje skarbowe, ponieważ z nimi nie wiąże się żadne ryzyko. Branżami, które muszą się liczyć z tym, że banki będą się starały jak najszybciej skracać im linie kredytowe jest budownictwo i przemysł okrętowy. To utrudnia jeżeli nie uniemożliwia prowadzenie działalności. Czy w stoczni, czy w budownictwie cykl produkcji jest taki, że najpierw trzeba kupić materiał, zapłacić za robociznę, sprzęt, a dopiero po kilkludziesięciu dniach można liczyć na wpływ należności. Bez kredytu nie jest to możliwe.

- Kto w takim razie powinien podjąć decyzje, które uratowałyby wymienione przez pana branże. Czy ratunkiem byłaby duża inwestycja - np. budowa autostrady, czy może jakieś inne decyzje rządu?

- Dopóki nie zwiększy się popyt na usługi budowlane nic się nie da zrobić. Popyt spada od kilku lat i nie widać szybkiej poprawy w tym zakresie. W tej chwili mamy za duży potencjał budowlany. Przedsiębiorstwa budowlane mając zbyt dużą konkurencję upadają masowo. W konfortowej sytuacji znalazły się przedsiębiorstwa przejęte przez zagranicznych inwestorów. Mają one możliwość przejściowego finansowania deficytu, który pojawia się w takiej sytuacji. Ujemna rentowność w branży wynika z tego, że przy małej liczbie zleceń, w przetargach startuje wiele firm, które obniżają ceny i decydują się realizować zlecenia poniżej kosztów. W ten sposób dłużej mogą funkcjonować te firmy, które są z zagranicy uzupełniane kapitałem, wnoszonym przez inwestorów branżowych. Jako przykład można podać grupę Exbudu wykupioną przez Skanską. Grupa ta w ostatnich 3 latach wykazała około 400 mln strat i funkcjonuje dzięki temu, że jest finansowana przez inwestora zagranicznego. To samo dotyczy np. Mostostalu Warszawa. Efekt tego będzie taki, że w momencie gdy pojawi się więcej zleceń po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, okaże się, że potencjał wykonawczy będzie wyłącznie zagraniczny. Będzie to dosyć typowe, ponieważ wcześniej mieliśmy podobną sytuację np. w sektorze bankowym czy handlu hurtowym.

- Ale to właśnie pod adresem Mostostalu Gdańsk padały oskarżenia, że wygrywa przetargi składając oferty skalkulowane poniżej kosztów. Czy tak naprawdę się działo?

- Wygrywamy i wygrywaliśmy przetargi dzięki czemu mamy duże obroty. Jesteśmy pod względem wysokości obrotów na około 10. miejscu w Polsce wśród firm budowlanych, a na północ od Warszawy jesteśmy największą firmą budowlaną. Nie mogę powiedzieć, żeby duże kontrakty które realizowaliśmy przyniosły straty, ponieważ były one zyskowne - można tu wymienić budowę Carrefour czy centrum hurtowego w Barniewicach.

- Przy okazji Carrefoura. Właściciel firmy Mega, która była podwykonawcą na tej budowie, zarzuca Mostostalowi, że nie wywiązał się on z płatności nie tylko za prace przy budowie centrum handlowego, ale nawet za prace na wcześniej realizowanej bazie paliw. Dlaczego tak się stało?

- Informacja, że jesteśmy cokolwiek dłużni firmie Mega jest nieprawdziwa. Prawda jest taka, że Mega spóźniła się na budowie Carrefoura z wykonaniem robót i naliczyliśmy jej karę. Ponieważ Mega uznała, że kara jest niesłusznie naliczona, złożyła pozew do sądu. Dopiero sąd rozstrzygnie, kto komu winien jest pieniądze. Sprawa bazy paliw i Carrefoura łączą się, ponieważ naliczając karę, mieliśmy zobowiązania wobec Megi, które zostały w ten sposób skompensowane. Mieliśmy zobowiązania i należności i zgodnie z umową mieliśmy prawo potrącić karę z naszych zobowiązań wobec Megi i tak zrobiliśmy. Nie jest też prawdą, to co powiedział właściel Megi, że zrezygnowali oni ze współpracy z nami bo ich to za dużo kosztowało. Prawda jest taka, że w związku z tym, że Mega spóźniła się z realizacją robót, to przez nas jest uznana za firmę niewiarygodną.

- W telewizyjnym wywiadzie powiedział pan, że podwykonawcy powinni zrozumieć ciężką sytuację Mostostalu. Jak długo mają oni czekać na należne im pieniądze?

- Staramy się z nimi utrzymywać bezpośredni kontakt. Zbywamy teraz część nieruchomości po to żeby mieć gotówkę na pokrywanie zobowiązań. Ograniczamy także koszty. Być może grupa kapitałowa zostanie ograniczona poprzez połączenie spółek, co także zredukuje koszty. Na pewno część pracowników administracji straci pracę. Druga sprawa to fakt, że wiele firm w ostatnich miesiącach jedyne zatrudnienie miało u nas. 80, 90 a nawet 100 proc. obrotów uzyskiwali dzięki Mostostalowi, ponieważ byliśmy jedyną firmą, która zlecała tu jakieś prace. W związku z tym, jeżeli my ponosimy ryzyko kontraktu, to nie ma fizycznej możliwości, żeby oni tego ryzyka częściowo nie ponosili. Podobne zjawisko występuje w stoczniach. Powszechnie wiadomo, że stocznie od pół roku nikomu za nic nie płacą, nie płacą podatków i częściowo wynagrodzeń. Jakoś wokół tej sprawy jest cicho i nikt na ten temat nic nie pisze. Także Mostostal jest wierzycielem stoczni i nie możemy uzyskać od nich pieniędzy.<...>

- Wobec Mostostalu Gdańsk swoje roszczenia zgłasza także białoruski fiskus. Za prace wykonane za naszą wschodnią granicą firma dostała już pieniądze, jednak inwestycja nie jest zakończona. Czy Mostostal może coś stracić na tym sporze prawnym?

- W tej sprawie wydaliśmy komunikat, który przekazuję panu. (poniżej). Na razie na tym kontrakcie mamy spory zysk, ale nie chcielibyśmy, żeby taka nie dokończona praca tam została.

- Pojawiły się oskarżenia, że cały kapitał spółki jest z niej zabierany, przez inne spółki grupy.

- To jest nieprawda. Majątek, który był w MG Probud pozostał tam. Z rzeczy, które pamiętam jest tam m.in. nieruchomość przy ul. Śląskiej, czyli budynek który spółka zajmuje. MG Probud jest także właścicielem akcji MG Żuraw. Umowa o ich przekazaniu do Mostostalu Gdańsk została anulowana. Naszym zdaniem wierzyciele bardziej by skorzystali gdyby te akcje zostały sprzedane. I tak jedynym podmiotem, który byłby skłonny zapłacić za te akcje godziwą cenę jesteśmy my. Ponieważ jednak chcemy uniknąć podobnych oskarżeń jak to powyższe, od dłuższego czasu nie wykonujemy żadnych operacji na tym majątku. Probud kupiliśmy od NFI i właściwie od samego początku dofinansowywaliśmy go poprzez podnoszenie kapitału, udzielanie poręczeń kredytowych, szukanie zleceń. Gdybyśmy jej nie kupili upadłaby już w 1997 roku, ponieważ w momencie gdy ją kupowaliśmy już miała długi. Gdyby rynek rozwijał się normalnie, to prawdopodobnie ta spółka istniałaby.

- Czy można mieć nadzieję, że obecne kłopoty Mostostalu są tylko przejściowe?

- Intensywnie, po kilkanaście godzin dziennie pracujemy nad tym. Włączyła się w to także rada nadzorcza i w miarę możliwości staramy się wyprowadzić firmę na spokojniejsze wody. Pozostaje nam prosić media, żeby patrzyły na naszą sytuację w szerszym kontekście, że to nie jest tylko i wyłącznie nasz interes. Szukanie sensacji nie ma sensu, bo to tylko ogranicza nasze możliwości działania, a w takiej sytuacji gospodarczej jaka jest, już i tak ciężko jest funkcjonować. Trzeba pamiętać o tym, że jesteśmy większym pracodawcą od Rafinerii Gdańskiej, płacimy do kasy regionu około 1 mln zł miesięcznie tylko z tytułu podatku PIT od zarobków pracowników. Jeżeli coś by się stało i trzeba byłoby tych ludzi zwolnić, to nie tylko, że zniknie ten przychód, to jeszcze będą oni musieli dostać zasiłki. Trzeba sobie zadać pytanie w oparciu o co Trójmiasto ma funkcjonować. Jeżeli padną stocznie, firmy budowlane to co nam zostanie?

- Czy Mostostal ma nowe kontrakty, które mogą poprawić sytuację finansową?

- O ile inwestycje w budownictwie ogólnym zatrzymały się, o tyle nasza główna branża, czyli budownictwo przemysłowe zaczyna wyglądać obiecująco. Rozpoczyna się duży program inwestycyjny w PKN Orlen, gdzie mamy pierwsze kontrakty, a suma planowanych inwestycji sięga ponad 3,5 mld USD. Wygląda też na to, że prywatyzacja Rafinerii Gdańskiej znajdzie swój szczęśliwy finał, a wiadomo, że duży pakiet inwestycyjny w tej prywatyzacji jest szykowany.

- Dziękuję za rozmowę.

Opinie (16)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.