Fakty i opinie

Nieznane zdjęcia "indiańskiej wioski"

artykuł historyczny


W artykule Historia "indiańskiej wioski" we Wrzeszczu z czerwca br. opisywaliśmy dzieje budynków przy ul. Nad Stawem zobacz na mapie Gdańska, które wkrótce mają zostać wyburzone. Niecałe trzy miesiące później jedna z byłych mieszkanek osiedla postanowiła zaprezentować stare fotografie z życia wiejskiej enklawy, która przez ponad 90 lat funkcjonowała na terenie miasta.



Ilu gości bawiło się na twoim weselu?

ponad 200 3%
więcej niż 100 10%
ponad 50 27%
więcej niż 20 17%
kilkunastu 4%
kilku 3%
nie organizowała(e)m wesela 8%
nie miała(e)m jeszcze własnego wesela 26%
nie pamiętam 2%
zakończona Łącznie głosów: 887
Miała długie blond włosy, białą spódniczkę, a na nogach czerwone szpilki. Na "Śledzika" do lokalu w Dolnym Wrzeszczu poszła z siostrą i szwagrem. O jedenastej wszedł wysoki mężczyzna. W głowie już trochę szumiało, w rękach trzymał róże. Podszedł do siedemnastoletniej dziewczyny i wypalił: To dla pani blondynki. Zatańczyli. Po czym pobiegł na ostatni pociąg do Gdyni.

- Tydzień później zobaczyliśmy się ponownie. Pogonił innych adoratorów i został moim mężem - wspomina młodzieńcze czasy Krystyna Gurin z domu Rybicka.

Ślub mieli w kościele Najświętszego Serca Jezusowego, wesele w domu rodziny panny młodej przy ul. Nad Stawem. Podobnie jak większość powojennych mieszkańców osiedla zwanego "indiańską wioską" Rybiccy byli Wilniukami.

- Po przyjeździe do Gdańska najpierw mieszaliśmy w Nowym Porcie, później w Górnym Wrzeszczu, po czym w 1947 przenieśliśmy się do domu przy ul. Nad Stawem. Mieszkanie było wolne, bo... kuchnia nie miała dachu, a w pokoju była dziura po bombie. Tata z moją starszą siostrą Ireną, która miała wtedy jedenaście lat, chodził więc po blachy na pobliskie lotnisko, żeby było z czego dach zrobić - opowiada Krystyna.

Wilniuki z "indiańskiej wioski" w trudnych powojennych czasach radzili sobie jak mogli. Hodowali króliki, kury i norki, a nawet wypasali krowy. Mieli też przydomowe ogródki, a w nich drzewa owocowe i grządki. Wielu mieszkańców tej wiejskiej enklawy na terenie miasta pracowało w pobliskim browarze. Do świąt i rodzinnych imprez byli dobrze przygotowani. Miesiąc przed ślubem Krystyny i Eugeniusza do Rybickich przyszedł rzeźnik. Ubił świniaka z przydomowej hodowli, po czym razem z głową rodziny zabrali się za przyrządzanie mięsiwa.

- Robili kiszki, salcesony, szynki gotowane, a udźce wędzili. Pamiętam jak w spiżarni wisiały - wspomina ówczesna panna młoda, która też pomagała w przygotowaniach do ślubu. Wykorzystała swoje krawieckie zdolności i uszyła przyszłemu mężowi garnitur. Suknię dla siebie wypożyczyła.

I tak ubrani państwo młodzi uwiecznieni zostali na fotografiach. Na jednej całują się przy płocie, na kolejnej stoją z weselnikami przed domem z cegły i drewna. To jeden z kilku budynków osiedla. - W istocie są to niedoszłe koszary lotników pruskich. Cały kompleks zbudowany został najprawdopodobniej w latach 1918-19 na potrzeby szkoły pilotów myśliwców typu Fokker, która w roku 1917 przeniesiona została do Wrzeszcza z Pucka - tłumaczył niegdyś na stronach portalu historyk Jan Daniluk.

Günter GrassPsich latach wyjaśniał z kolei, kto mieszkał w budynkach w dwudziestoleciu międzywojennym i skąd wzięła się nazwa osiedla: Indiańską Wioską nazywali wszyscy ogródkowe osiedle, które ciągnęło się od stawu aż po lotnisko. W osiedlu mieszkali robotnicy portowi z kupą dzieci, samotne babcie i spensjonowani podmajstrowie murarscy. Byłbym skłonny przypisać tej nazwie podtekst polityczny: ponieważ dawniej, na długo przed wojną, mieszkało tam dużo socjałów i komunistów, zapewne "Czerwona Wioska" przepoczwarzyła się w "Indiańską wioskę".

Budynki "po Niemcach" pojawiają się na zdjęciach Krystyny i Eugeniusza także po ślubie w 1960 roku. Przyjeżdżali bowiem odwiedzić rodzinę ze swoimi dziećmi. I tak mała Bogusia, z pomocą mamy, kroczy po brukowanej drodze, a na kolejnej fotografii pozuje siedząc na motocyklu. Mały Krzysztof leży zaś w wózku. - Większość fotografii wykonał mąż. Kilka, z czasów kiedy jeszcze byłam dziewczynką, pożyczyła mi z kolei starsza siostra Irena - opowiada Krystyna, która "indiańską wioskę" opuściła po ślubie.

Dziś mieszka na drugim krańcu miasta. Co jakiś pojawia się jednak w Dolnym Wrzeszczu i obserwuje, jak budynki, z których wykwaterowano już większość mieszkańców, przygotowywane są do rozbiórki. Na terenie osiedla powstanie bowiem nowy układ drogowy, który ma ułatwić dojazd do budowanej Galerii Metropolia zobacz na mapie Gdańska.


Materiał archiwalny

Zobacz, jak wygląda wiejska enklawa na terenie Wrzeszcza. Materiał z czerwca br.

Opinie (78) 2 zablokowane

  • a teraz będzie tam super miejska przestrzeń wyłącznie dla samochodów (pewnie nawet chodnika zabraknie), która i tak się zakorkuje. A można było budynki wyremontować i zrobić w nich sklepy oraz kawiarnie, a zaniedbany plac apelacyjny przerobic na mały plac-rynek z fontanną.

    • 153 14

  • a dziś zamiast ślubu który niesie za sobą zobowiązania życie na kocią łapę jako "chłopak i dziewczyna" dopóki się nie znudzi...

    • 62 20

  • a moze by tak sprzedac grunt za 1 pln, by ktos pozniej mogl zbudowac tam 'apartamenty' z salonokuchnia i sypialnia, ktore mozna pozniej opychac z zyskiem 1000000% na metrze?

    • 28 9

  • Jeszcze trochę i nie będzie czym oddychać w miastach.

    Zalejcie wszystko wszędzie betonem.Im więcej tych zas*anych galerii,tym bardziej normalni ludzie je bojkotują.Ucieszą się za to dzieci lansu,internetu i wszelkiej maści lemingi z wypranymi łbami przez pęd za kasą.

    • 97 9

  • Dziękujemy

    To ważne - zachować historię. To smutne, że w wyniku błędu miejskich planistów osiedle musi być zniszczone. Dziękujemy redakcji trojmiasto.pl za ten artykuł!

    • 105 12

  • podziekuj adamowiczowi

    on to zatwierdzil wraz z szefostwem wydzialu skarbu ktore na to sie zgodzilo -p plonka i p lechowiczem - i nitk poza nimi nie jest winni - planisci robia NA ZLECENIE!

    • 14 6

  • Można było

    Ale wiceprezydent miasta powiedział: albo wyburzenia, albo przerobimy to na slums. A radni uchwalili jak prezydent kazał.

    • 27 7

  • Słusznie

    Fakt, planiści robią na zlecenie. Ale wykonując to zlecenie prezydenta mogli postarać się lepiej. Radni miejscy mogli zgłosić lub uwzględnić uwagi. Wszystkie uwagi do planu zostały odrzucone, i te mieszkańców okolicy, i te zgłoszone przez radę dzielnicy.

    • 22 7

  • Panie Budyń i Bielawski

    Przypomnijmy wszystkim tym mieszkańców, którym zawsze wytykacie, że nie czytają planów:

    - przez lata w planach był na miejscu galerii handlowej teren rekreacyjny
    - potem został zamieniony na zbiornik retencyjny
    - forma zieleni jest nawet w studium
    - Górski planuje najpierw zrobienie zbiornika wewnątrz galerii
    - składa wniosek o zmianę planu
    - Budyń z Bielawskim odrzucają wszystkie uwagi mieszkańców
    - Budyń z Bielawskim nie zastanawiają się, jak oczyścić zbiornik podziemny i ile będzie to kosztowało co roku miasto, ale się na niego zgadzają
    - Górski rozpoczyna budowę galerii, dostaję zgodę na wywalenie wioski indiańskiej oraz poszerzenie Kilińskiego, dla której plan zagospodarowania nie przewidział więcej pasów, ale idą na rękę Górskiemu i wdrażają poszerzenie specustawą.

    • 131 10

  • Czy Gorski to ten sam gosc co budwal ten drogi budynek dla prokuratury?

    No bo jeśli ten to facet to może sobie wyburzać co mu się podoba.A zielone tereny?To tylko na mapce..plany zmieni zawsze zaprzyjaźniony urzędnik ....Nie po to pan Gorski budowal taki piękny budynek dla prokuratury aby teraz się ktoś do niego czepial.....Kto smaruje i się podlizuje-ten jedzie.

    • 28 3

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.