Wychodzą na jaw kolejne szczegóły dotyczące 54-letniego mieszkańca Gdańska, który kradł zwłoki m.in. z trójmiejskich cmentarzy. Okazuje się, że Dariusz R. to były milicjant, który - by uniknąć schwytania - posługiwał się noktowizorem. Swoje działania związane z bezczeszczeniem zwłok zapisał na stronach setek zeszytów.
Niespełna dwa tygodnie temu
pisaliśmy o ujęciu na gorącym uczynku złodzieja zwłok, który działał na terenie województwa pomorskiego, w tym także Trójmiasta. Mieszkaniec Gdańska miał dokonać co najmniej 10 kradzieży na cmentarzach w Gdańsku, Gdyni, Wejherowie i Lęborku.
Policji udało się odnaleźć dziewięć worków zawierających m.in. ludzkie szczątki w lesie niedaleko przystanku PKM Brętowo.
Dziennikarze programu TVN Uwaga ustalili, że
Dariusz R. to
były milicjant drogówki, który jeszcze w latach 80. został wyrzucony za pijaństwo. Potem się zmienił, zaczął biegać i ćwiczyć, był wysportowany.
W mieszkaniu jego ojca, w jednym z pokoi, funkcjonariusze znaleźli setki zeszytów, w których mężczyzna ze szczegółami opisywał swoje działania używając specyficznych określeń.
Cmentarz zapisywany był jako "burdel", grób jako "melina", a kradzież nazywał "polowaniem". Rysował także mapy miejsc, gdzie zakopywał zwłoki.
Podczas nocnych kradzieży 54-latek miał korzystać z noktowizora, dzięki czemu udawało mu się uniknąć policyjnych patroli.
Obecnie Dariusz R. przebywa w areszcie. Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Wiele wskazuje na to, że ma zaburzenia psychiczne i wkrótce trafi pod obserwację biegłych psychiatrów.