Fakty i opinie

stat

Nowy konserwator zabytków: Nie dam się przyspawać do biurka

artykuł historyczny
Dariusz Chmielewski, nowy pomorski konserwator zabytków, obejmie swój urząd 2 listopada.
Dariusz Chmielewski, nowy pomorski konserwator zabytków, obejmie swój urząd 2 listopada. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Na początku listopada Dariusz Chmielewski obejmie stanowisko pomorskiego konserwatora zabytków. Zapytaliśmy go o jego plany i pomysły na ochronę zabytków.



Katarzyna Moritz: Gdy cokolwiek piszemy o konserwatorze czy zabytkach, nasi czytelnicy upominają się o takie obiekty, jak zrujnowane zakłady mięsne czy zajezdnię tramwajową w Oliwie. Jaką ma pan koncepcję na ochronę choćby tych obiektów?

Dariusz Chmielewski, nowo mianowany Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków: Są to sprawy, które już długo się ciągną, są postępowania sądowe, prokuratorskie, odwołania do NSA. Muszę się z tym zapoznać, przejrzeć wszystkie tomy akt, będzie to możliwe, gdy fizycznie od listopada obejmę urząd. Jednak pierwsze z moich pytań będą o rzeczy zaognione od lat, czyli też Wyspę Spichrzów. Mam nadzieję, że znajdę na nie pomysł, zajmę się tym intensywnie i nie zakładam, żebym mógł polec.

Jednak nie chciałbym się skupiać wyłącznie na Gdańsku, choć jest on miastem newralgicznym, prącym do inwestycji, do rozbudowy do wnętrza tych przestrzeni nieodbudowanych po wojnie. Trzeba będzie bardzo umiejętnie pogodzić starą strukturę z tym, co się chce nowego wybudować. Jeżeli plan zagospodarowania nie uszczegóławia pewnych rzeczy, to trzeba to zrobić tak, by Gdańsk był klimatyczny.
Jednak pierwsze z moich pytań, będą o rzeczy zaognione od lat, czyli też Wyspę Spichrzów. Mam nadzieję, że znajdę na nie pomysł, zajmę się tym intensywnie i nie zakładam, żebym mógł polec.


Wkrótce pana klientem będzie nowy właściciel budynku LOT-u. Co by pan tam widział: coś stricte nowoczesnego czy bardziej nawiązującego do historycznej zabudowy?

Nie byłem przekonany do obiektu, który wygrał konkurs parę lat temu, czyli z wielką lustrzaną elewacją, w której miały się odbijać okoliczne zabytki. To są tanie chwyty lat 80. Na Zachodzie tego się już nie robi. Uwielbiam podróże, szczególnie po Polsce, i wystarczy wybrać się choćby do Wrocławia, by zobaczyć, co nowego i atrakcyjnego jest we współczesnej architekturze i to wcale nie musi być stal i szkło. Można czymś nowym przyciągnąć do starego.

A podobały się panu koncepcje na zagospodarowywanie Wyspy Spichrzów?

Choć śledziłem konkurs, to przyznam, że zwycięski projekt, przepraszam, że tak mówię, nie utkwił mi w pamięci. Pamiętam, że jedno z wyróżnień bardziej przypadło mi do gustu.

Właśnie kończy pan działalność w swojej prywatnej firmie konserwatorskiej, by od listopada objąć stanowisko pomorskiego konserwatora. Przy jakim obiekcie wykonuje pan swoje ostatnie prace?

Prowadzę nadzór nad górną częścią wieży w kościele w św. Wojciechu. Pojawił się tam problem, bo z powodu bardzo złego stanu wieży remontowany właśnie hełm i latarnia nie mają dokąd wrócić. Wieżę trzeba częściowo rozebrać i na nowo odbudować. Bardzo trudno będzie zdążyć z pełnym zakresem prac, przekażę go innej osobie.
Mam nadzieję, że nie dam się przyspawać do biurka i uda mi się nadal uczestniczyć w pracy na obiektach, bo to, co w zabytkach najfajniejsze, to mieć z nimi kontakt.


Nie będzie pan żałował bezpośredniego kontaktu z ratowaniem zabytków?

Mam nadzieję, że nie dam się przyspawać do biurka i uda mi się nadal uczestniczyć w pracy z obiektami, bo to, co w zabytkach najfajniejsze, to mieć z nimi kontakt. A jest co robić, bo ponad 30 proc. obiektów, które mamy w wojewódzkiej ewidencji zabytków, jest w stanie złym albo bardzo złym.

Nie boi się pan ograniczeń wynikających z przepisów o ochronie zabytków? Mówił pan wcześniej, że jednym z pana pierwszych działań będzie walka z biurokracją.

Ustawa o ochronie zabytków bardzo precyzyjnie wylicza dane, które muszą być zawarte we wniosku, czy to na badania archeologiczne, badania konserwatorskie i co wniosek musi zawierać. I wprost czytając te przepisy, stworzono osobne formularze na każdą ze spraw osobno. Do tego dochodzi jeszcze spora ilość załączników. Zrobiło się to strasznie nieczytelne. A można to uprościć. Jak? Wystarczy rozdzielić branżowo zabytki nieruchome, ruchome i archeologię, to pozwoli ograniczyć ilość formularzy. Chciałbym, żeby urzędnik był przygotowany do tego i sam zakwalifikował dany wniosek.
Trzeba fizycznie cały rejestr zabytków zweryfikować, także pod kątem tego, czy część zabytków powinno być w rejestrze. Nie można chronić wszystkiego, trzeba się skupić na ochronie tych najbardziej wartościowych, a także na wspomaganiu tej ochrony.


Jak praktycznie planuje pan zająć się ochroną zabytków?

Mamy bardzo duży ruch inwestycyjny, a przy tym trzeba przyznać, że ilość samowoli jest olbrzymia. Z roku na rok te obiekty znikają, są w katastrofalnym stanie. Dlatego trzeba fizycznie cały rejestr zabytków zweryfikować, także pod kątem, czy część zabytków powinno być w rejestrze. Nie można chronić wszystkiego, trzeba się skupić na ochronie tych najbardziej wartościowych, a także na wspomaganiu tej ochrony. Obecnie można pozyskać dotację od gminy, powiatu, od marszałka, ministra. Trzeba właścicieli ukierunkować też pod tym kątem, że mają szanse pozyskiwać te fundusze i to jest też jeden z moich koników.

Czyli będzie się pan też skupiał na edukacji?

Dokładnie, chciałbym edukować właścicieli, administratorów, a nawet urzędników poszczególnych gmin, żeby w budżetach znalazły się nie tylko symboliczne sumy na ochronę zabytków. Także, by właściciele zdali sobie sprawę, że mieszkają w obiektach chronionych. Chcę zrobić instrukcję obsługi obiektu, czyli jeżeli chcesz robić remont, musisz złożyć taki, a nie inny formularz i otrzymasz w ciągu 14 dni na to przepustkę.

Chciałbym też zespolić działania w ochronie zabytków z działaniami różnorodnych stowarzyszeń, miłośników Gdańska. Warto by też pokazać archiwalia, które są niedostępne, a takimi materiałami można by zachwycić nie tylko oczy, ale dać szansę szerszego poznania naszych zabytków.
Musimy wymyślić sposób, by klient, przychodząc do urzędu, wiedział, co musi złożyć, oraz żeby to nie on musiał identyfikować swój problem, bo od tego jest urzędnik. My jesteśmy usługodawcą, opłacanym z podatków.


A jak wielu będzie pan miał inspektorów, by to wszystko ogarnąć?

Ogółem będę miał 42 pracowników, z czego osiem osób w delegaturze w Słupsku. Przyznam, że byłem tą ilością zaskoczony, okazało się, że jest to duża firma. Nie wyobrażam sobie, żeby nie zreorganizować pracy inspektorów. Głównie musimy wymyślić sposób, by klient, przychodząc do urzędu, wiedział, co musi złożyć, oraz żeby to nie on musiał identyfikować swój problem, bo od tego jest urzędnik.

Sprawy wizerunkowe urzędu i branży konserwatorskiej są tu też istotne. Konserwator od ładnych paru lat pojawia się w mediach głównie w przypadku afer czy zagrożenia zabytku. Dlatego chcę też informować o rzeczach pozytywnych lub nagradzać ludzi, którzy coś fajnie zrobili.

Kiedy dokładnie pojawi się pan w urzędzie? 2 listopada.

Dariusz Chmielewski ma 40 lat. Od 2007 roku prowadził firmę świadczącą usługi ochrony zabytków. Jest absolwentem Wydziału Sztuk Pięknych o kierunku ochrona dóbr kultury w zakresie konserwatorstwa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W przeszłości zatrudniony był na stanowisku Inspektora Wojewódzkiego w Państwowej Służbie Ochrony Zabytków w Toruniu. Pracował również w biurze Miejskiego Konserwatora Zabytków w Urzędzie Miejskim w Gdańsku. Był również pełnomocnikiem Prezydenta Miasta Gdańska ds. odbudowy kościoła Św. Katarzyny po pamiętnym pożarze.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (61)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.