• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

O marinie, która minie, choć nie zginie

Zygmunt Zmuda Trzebiatowski
24 października 2022, godz. 07:00 
Dzisiejsza marina żeglarska w Gdyni ma wiele obliczy: zarówno atrakcyjne, jak i wstydliwe. Na wszystko to patrzy Mariusz Zaruski, twórca polskiego żeglarstwa i prekursor żeglarskiego kształcenia młodzieży. Dzisiejsza marina żeglarska w Gdyni ma wiele obliczy: zarówno atrakcyjne, jak i wstydliwe. Na wszystko to patrzy Mariusz Zaruski, twórca polskiego żeglarstwa i prekursor żeglarskiego kształcenia młodzieży.

Są opowieści, w których nie ma czarnego charakteru, wszyscy chcą dobrze, ale okazuje się, że końcowy wynik wcale nie cieszy. Niebawem na naszych oczach rozegra się coś, na co patrzymy bez dużych emocji, nie widząc, jak wiele wątków i interesów jest na kolizyjnym kursie. Czym się skończy? - Nie wiem.



Zapowiadane zmiany na terenie mariny jachtowej w Gdyni:

Zacznijmy od krótkiego spaceru po miejsca, które wszyscy znamy. To teren basenu jachtowego im. Mariusza Zaruskiego i gdyńskiej marinyMapka, znajdujących się między Aleją Topolową i aleją Jana Pawła II.

Trzy oblicza dzisiejszej mariny



Co widzimy? Jeśli spacer odbywa się w sobotni poranek, zaskoczy nas spory ruch. Kolejne grupy dzieciaczków i młodzieży ruszają nad wodę, ciągnąc różnej wielkości łódki. Rozczulający widok maluszków, którym rodzice zapinają kapoki, a one - chwilę później, wskakując do łódek wielkości balii, dzielnie płyną przez fale.

Są i ci starsi, pozornie od niechcenia wykonujący kolejne fazy przygotowań, choć widać w tym dużą dozę przyjemności. Nieliczni jeszcze spacerowicze przyglądają się z uśmiechem, robią zdjęcia, komentują... Fajne to, poruszające. Żyjemy wszak w żeglarskim mieście. To sedno.

  • Nawet jesienią marina żeglarska w Gdyni tętni życiem. Jednym z najbardziej budujących jest widok młodych ludzi, nawet dzieci, które dopiero dopiero zaczynają przygodę z żeglarstwem.
  • Nawet jesienią marina żeglarska w Gdyni tętni życiem. Jednym z najbardziej budujących jest widok młodych ludzi, nawet dzieci, które dopiero dopiero zaczynają przygodę z żeglarstwem.
  • Nawet jesienią marina żeglarska w Gdyni tętni życiem. Jednym z najbardziej budujących jest widok młodych ludzi, nawet dzieci, które dopiero dopiero zaczynają przygodę z żeglarstwem.
  • Nawet jesienią marina żeglarska w Gdyni tętni życiem. Jednym z najbardziej budujących jest widok młodych ludzi, nawet dzieci, które dopiero dopiero zaczynają przygodę z żeglarstwem.
  • Nawet jesienią marina żeglarska w Gdyni tętni życiem. Jednym z najbardziej budujących jest widok młodych ludzi, nawet dzieci, które dopiero dopiero zaczynają przygodę z żeglarstwem.
  • Nawet jesienią marina żeglarska w Gdyni tętni życiem. Jednym z najbardziej budujących jest widok młodych ludzi, nawet dzieci, które dopiero dopiero zaczynają przygodę z żeglarstwem.
Ale spacer może być inny. Wtedy zauważymy co innego: zapuszczony budynek Centrum Wychowania Morskiego ZHP, pozostałe budynki tęsknie wyglądające remontu, tu i ówdzie porzucone fragmenty żelastwa, resztki banerów, plansz z napisem "gofry", łańcuch broniący wejścia, zamurowane drzwi.

Z poczuciem niesmaku miniemy jarmarczne budy z pamiątkami, lodami czy automatami do gier, czując, że to wszystko jakieś brzydkie, tymczasowe, zatrzymane w czasie.

  • Druga twarz żeglarskich terenów wokół mariny: opuszczone i zaniedbane, aż się proszą o zmianę.
  • Druga twarz żeglarskich terenów wokół mariny: opuszczone i zaniedbane, aż się proszą o zmianę.
  • Druga twarz żeglarskich terenów wokół mariny: opuszczone i zaniedbane, aż się proszą o zmianę.
  • Druga twarz żeglarskich terenów wokół mariny: opuszczone i zaniedbane, aż się proszą o zmianę.
  • Druga twarz żeglarskich terenów wokół mariny: opuszczone i zaniedbane, aż się proszą o zmianę.
  • Druga twarz żeglarskich terenów wokół mariny: opuszczone i zaniedbane, aż się proszą o zmianę.
  • Druga twarz żeglarskich terenów wokół mariny: opuszczone i zaniedbane, aż się proszą o zmianę.
Wreszcie - jest i inne spojrzenie, gdy wędruje się wzdłuż basenu jachtowego, patrząc na to, co go okala: eleganckie, oszklone pawilony oferujące czarter lub sprzedaż drogich jachtów. Tuż obok katamarany do wynajęcia, obok elegancka knajpka z tarasem, reklama lokalnego dewelopera.

  • Trzecia twarz mariny: nowoczesne jachty, usługi dla żeglarzy  i gastronomiczne.
  • Trzecia twarz mariny: nowoczesne jachty, usługi dla żeglarzy  i gastronomiczne.
  • Trzecia twarz mariny: nowoczesne jachty, usługi dla żeglarzy  i gastronomiczne.
  • Trzecia twarz mariny: nowoczesne jachty, usługi dla żeglarzy  i gastronomiczne.
  • Trzecia twarz mariny: nowoczesne jachty, usługi dla żeglarzy  i gastronomiczne.
  • Trzecia twarz mariny: nowoczesne jachty, usługi dla żeglarzy  i gastronomiczne.
Która perspektywa jest prawdziwa? Wszystkie. Jedne rozczulają, inne złoszczą, jeszcze inne robią wrażenie, zachwycają, ale i niepokoją.

Warto pochodzić po tych miejscach, zajrzeć w różne kąty, wciągnąć mocno powietrze. Warto popatrzeć, bo to świat, który za chwile fundamentalnie się zmieni.

Nowe życie mariny w Gdyni



Pisał o tym portal Trojmiasto.pl, a w największym skrócie można ująć to tak:

Na terenie, gdzie obecnie znajdują się siedziby jachtklubów Gryf, Stal oraz Yacht Klubu Polski ma powstać zupełnie nowa kubatura, łącząca w sobie funkcje komercyjne i miejsce dla jachtklubów. W miejsce zaniedbanej zabudowy powstanie coś nowego, schludnego, nowoczesnego, z nowym inwestorem. Udziałowcem większościowym (inwestorem) jest belgijskie Ghelamco, a mniejszościowym przede wszystkim PZŻ (po to sprzedawał działkę, na której niebawem zacznie się budowa hotelu), deweloper, i ewentualnie jachtkluby, o ile oczywiście będzie je stać na aport finansowy.

Nowa marina w Gdyni. Jest inwestor dla hotelu Nowa marina w Gdyni. Jest inwestor dla hotelu

W zasadzie brzmi jak bajka. Zamiast substandardu będzie nowa jakość. Mocny inwestor, który rozrusza część biznesową, a dzięki temu będzie miejsce dla żeglarstwa i żeglarzy. No i skończy się ten syf, paździerz i rdza. Zniknie zawstydzająca bylejakość, a żeglarstwo - rozkwitnie.

Brzmi jak plan bez słabych punktów. Te, niestety jednak, są.

Po pierwsze: od sprzedaży działki minęło sporo czasu i spora część pieniędzy została wydana nie na tę inwestycję, ale na funkcjonowanie nowej spółki.

Po drugie: nie ma jasności, czy aktualna koncepcja nie różni się od pierwotnie zaprezentowanej. Wtedy uchwała sejmiku PZŻ mówiła jasno: "Sejmik podkreśla, że wdrażana koncepcja powinna zapewnić warunki do prowadzenia działalności statutowej klubów żeglarskich: Jacht Klub "Stal" Gdynia, Yacht Klub Polski Gdynia, Jacht Klub Morski "Gryf" Gdynia, Centrum Wychowania Morskiego ZHP Gdynia, na poziomie nie gorszym niż dotychczasowe warunki ich działalności."

To brzmiało dobrze. Zawarto nawet stosowne porozumienie, tyle że, jak słyszałem, ono już wygasło. Dziś jest bardziej na zasadzie "będzie pan zadowolony". Słychać, że w budynkach będzie kilkukrotnie mniej przestrzeni dla klubów niż wcześniej, a na placu - nawet i dziesięciokrotnie mniej.

Po trzecie: gdy ktoś w takim układzie robi się silny, ktoś inny robi się słabszy. Rośnie bardzo silny partner żeglarski - utworzono spółkę Nowa Marina Gdynia - z dużymi możliwościami, wsparciem miasta, kontaktami w świecie żeglarskim.

Po drugiej stronie będą dużo słabsze niż dziś jachtkluby. Słabsze, czyli najmujące pomieszczenia i zależne. Jest wiele niepewności, jak ten model będzie wyglądać, gdy zasady gry narzuci silniejszy.

Trochę już wiadomo. Na przykład to, że powierzchnia dla jachtklubów będzie dużo mniejsza niż do tej pory. To kłopot? Oznacza to ograniczenie powszechności i dostępności zajęć. Mniej miejsca na sprzęt, a zatem mniej opcji dla dzieciaków. Mniej miejsca na dodatkową działalność, na której jacht kluby zarabiają dziś, by na innej nie musiały. Teraz będą musiały partycypować w sporo wyższym czynszu i na niego zarobić.

To, co dziś dla nas najbardziej malownicze, jest przy okazji najmniej dochodowe, więc pewnie poważnie ucierpi. Może tak być, że dzieciaczki pojadą do Rewy, Górek czy Cedrów, a w Gdyni będzie drożej, więc młodych żeglarzy mniej.

Turysta zrobi ładniejsze foty na Insta, gdynianie bez wstydu pokażą teren gościom, tylko on będzie już inny. Bardziej z żurnala, mniej z życia. Prosto z eleganckiego hotelu, który powstanie w miejscu dzisiejszego Pokładu, goście będą widzieć pięciokondygnacyjny długi gmach, w którym żeglarze będą regionalnym dodatkiem.

Kolejny hotel przy skwerze Kościuszki Kolejny hotel przy skwerze Kościuszki

Gdy pasja mierzy się z biznesową rzeczywistością



Żeglarze to ludzie z pasją, z oczami pełnymi marzeń i głowami pełnymi opowieści. Chcą więcej, chcą dalej, nie godzą się na bylejakość przeżyć, szukają szczerych zachwytów i prawdziwych ucisków na serduchu. Dlatego obstawiam, że osoby nadające ton nowej narracji, takie jak Tomasz Chamera, prezes Polskiego Związku Żeglarskiego (PZŻ) i wiceprezydent World Sailing czy Bogusław Witkowski, wiceprezes PZŻ i Prezes Pomorskiego Związku Żeglarskiego, chcą dobrze. Chcą profesjonalizmu, nowej jakości, chcą, by miasto było dumne z tego, jak wygląda jego reprezentacyjna część.

Oni dobrze pamiętają, że przedwojenni twórcy Gdyni tuż obok tego miejsca planowali dzielnice reprezentacyjną. Chcą mieć tu porządek, bezpieczeństwo finansowe, duże dochody dla związku żeglarskiego i dla spółki, prestiżowe regaty. Już dziś Tomasz Chamera organizując Gdynia Saling Days zaprasza do ich sponsorowania Ghelamco - czyniąc przyszłego inwestora swoim partnerem biznesowym. Bogusław Witkowski to w Gdyni człowiek-instytucja.

A jednak pojawiają się obawy, że zaraz rządzić będą chłodne kalkulacje biznesowe. Może nie być już miejsca dla tych, którzy chcą szlifować łódki, dla niedrogiej knajpki, nie wiadomo, czy stary sklep żeglarski się zmieści, czy ustąpi miejsca bardziej pasującej wizerunkowo, drogiej marce? Harcerzy z CWM, zdaje się, ograno sprawnie i bez sentymentów. Wszystko jest więc możliwe.

Tak, wiem, świat musi się zmieniać. To jasne, tylko warto pilnować, by przy tej zmianie coś nie wymknęło spod kontroli.

Jeden z najstarszych w Polsce, Yacht Klub Polski, w 2024 roku będzie obchodzić swoje stulecie, ma gigantyczny dorobek, historie i sukcesy. Co ciekawe, był jednym ze współzałożycieli Polskiego Związku Żeglarskiego (pierwszym komandorem był gen. Mariusz Zaruski, twórca modelu szkolenia żeglarskiego młodzieży). Po zmianach będzie tu bardziej petentem i drobnym elemencikiem.

Co stanie się z jachtklubem Arka, który mieści się na miejskim terenie, też nie bardzo wiadomo.

Wreszcie - pozostaje ostatni element tej układanki. Kotwica - jacht klub współdzielący z Ośrodkiem Szkolenia Żeglarskiego Marynarki Wojennej teren między Aleją Topolową, placem zabaw przy plaży i samym basenem jachtowym. Teren ogrodzony, zamknięty, zadbany, oznaczony jako wojskowy - zupełnie cichy, sterylny i jakby martwy.

  • Wojskowy teren tuż przy cywilnej marinie żeglarskiej w Gdyni.
  • Wojskowy teren tuż przy cywilnej marinie żeglarskiej w Gdyni.
  • Wojskowy teren tuż przy cywilnej marinie żeglarskiej w Gdyni.
  • Wojskowy teren tuż przy cywilnej marinie żeglarskiej w Gdyni.
Może tak być, że po jednej stronie powstanie monumentalna inwestycja, w której karty rozdawać będzie belgijski inwestor i PZŻ, a jachtkluby będą musiały się sprofesjonalizować, dopasować i ograniczyć. Po drugiej - zostanie niewielki miejski pasek z nieznanym pomysłem i odgrodzony teren wojskowy. Tu komercja - tam wojskowa cisza.

Robi się nieswojo. W miejscu, które było w jakiś sposób wspólne, zdefiniowanym jako służące żeglarzom i harcerzom, które tworzono z myślą o Polsce morskiej i egalitaryzmie żeglarstwa, sprawy mogą pójść w nieco innym kierunku. Kluczowy fragment Gdyni stanie się dużo mniej wspólny (właściwie prywatny) - ktoś będzie robił pieniądze, a ktoś będzie sublokatorem.

Czytając historię tego terenu i jachtklubów, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czegoś po komunie dobrze nie załatwiono. Kluby najpierw oddano pod opiekę przedsiębiorstwom państwowym, Gryf - Lidze Obrony Kraju, YKP - Polskim Liniom Oceanicznym, a Stal - Stoczni. Potem wrzucono je z powrotem na teren mariny, ale niczego nie gwarantując i teraz muszą sobie jakoś poradzić, być miłe i chodzić po prośbie.

Jest jeszcze czas na refleksję



Co można zrobić? Z powodu spowolnienia gospodarczego i wojny jest jeszcze czas, by zasiąść do stołu i jeszcze raz przegadać, jak jest i jak będzie. Nadal jest czas i - moim zdaniem - obowiązek, by opowiedzieć gdynianom, na co mogą liczyć, jeśli chodzi o system masowego szkolenia żeglarskiego, pokazać papiery i zasady na najbliższe lata.

Nadal można rozmawiać o tym, czy projekt budynku sprzed 10 lat, aby się nie zestarzał - czy naprawdę nowa kubatura musi odcinać spacerujących aleją JP II od perspektywy mariny? Czy trzeba tam aż pięciu kondygnacji i bardzo drogiego (w budowie i użytkowaniu) parkingu podziemnego? Wreszcie - czy do tej układanki miasto i wojsko mogą wnieść coś istotnego i wprowadzającego życie?

Moim zdaniem - tak, ale nie felieton jest miejscem na te wywody.

Opinie wyrażone w felietonie są osobistymi poglądami autora.

O autorze

autor

Zygmunt Zmuda Trzebiatowski

- W poprzednim życiu przez pięć kadencji radny miasta Gdyni, obecnie na odwyku samorządowym. Prawnik, felietonista, mikroprzedsiębiorca, mieszkaniec Chyloni. Kocha Gdynię, ale nie bezkrytycznie. Nieutrudzony w próbach podejmowania dialogu, niezależnie od przeszkód. Felietony Zygmunta Zmudy Trzebiatowskiego w Trojmiasto.pl

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (165)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane