Fakty i opinie

stat

Odpalali fajerwerki z łodzi ratunkowej WOPR

Eksplozja materiałów pirotechnicznych i pożar na łodzi WOPR

Podczas weekendowych pokazów lotniczych nad Gdynią część fajerwerków była odpalana z łodzi ratunkowej gdyńskiego WOPR, co doprowadziło do niewielkiego pożaru. Ratownicy przyznają, że motorówkę wynajęli organizatorom komercyjnie, bo muszą finansować bieżącą działalność, a środki skończyły się już w czerwcu.



Co sądzisz o takim wykorzystaniu łodzi WOPR?

skandal, dobrze, że nikomu nic się nie stało 20%
rozumiem ratowników, ale wolał(a)bym, żeby służyła przede wszystkim ratowaniu ludzi 44%
nie mam nic przeciwko, trzeba przecież jakoś finansować działalność 36%
zakończona Łącznie głosów: 2198
Elementem kończącym weekendowe pokazy lotnicze nad plażą i bulwarem w Gdyni był pokaz pirotechniczny. Najbardziej widowiskowo prezentował się na ciemnym niebie, pośród latających samolotów, ale część fajerwerków była odpalana także z poziomu wody.

Pirotechnika na łodzi, żeby podreperować budżet



Jedna z platform z pirotechniką była zamontowana na łodzi ratunkowej "Bumer" - jednostce będącej od 2016 roku na wyposażeniu gdyńskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Kosztująca ok. 500 tys. zł łódź w założeniu jest przeznaczona do ratownictwa morskiego oraz do wykrywania skażeń środowiska.

Okazało się, że motorówka o długości 10,5 metra może także służyć do odpalania fajerwerków. Została w tym celu komercyjnie wynajęta organizatorom weekendowych pokazów.

- Otrzymaliśmy zapytanie na temat wynajęcia łodzi. Odpowiedzieliśmy pozytywnie, bo nasze możliwości finansowe są ograniczone i taka okazja była dla nas szansą na podreperowanie budżetu. Już w czerwcu wyczerpaliśmy środki na działalność - przyznaje Andrzej Bełżyński, prezes zarządu WOPR. - Nigdy wcześniej na pokaz pirotechniczny jednostki nie udostępnialiśmy.
Na krążącym w internecie filmie autora 24plreporter widać, że udostępnienie motorówki mogło skończyć się jej zniszczeniem. W pewnym momencie na jednostce nastąpiła eksplozja i wybuchł pożar. Został na szczęście szybko ugaszony przez ratownika - sternika obecnego wraz z ekipą pirotechników na pokładzie.

Transport martwych fok, ciągnięcie banana



Prezes WOPR relacjonuje, że wróciła w nienaruszonym stanie, ale co by się stało, gdyby łódź została zatopiona? Odpowiada, że straty pokryłoby ubezpieczenie jednostki, które opiewa na milion złotych.

- Nie podoba nam się to, że musimy finansować naszą działalność w taki sposób. Podobnie było, gdy transportowaliśmy martwe foki, po czym trzeba było dezynfekować jednostkę. Kiedyś została wykorzystana nawet do ciągnięcia tzw. banana na wodzie. Utrzymujemy się głównie ze składek, szkoleń i użyczania łodzi w różnych nieratunkowych sytuacjach jak ta, czy inne, jak np. zabezpieczanie regat. Taka jest rzeczywistość - opowiada.
Zapewnia, że bezpieczeństwo na akwenie było zapewnione przez inne jednostki: dwie w gdyńskiej marinie i jedną w porcie w Helu.

Relacja z nocnych pokazów lotniczych

Opinie (90) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.