Fakty i opinie

stat

Osiem spółek, trzy Trefle i... dwa Gryfy

- Nie myślimy o giełdzie, o sprzedaży udziałów inwestorowi zagranicznemu . Będzie to polska firma i mam nadzieję rodzinna - twierdzi Kazimierz Wierzbicki, prezes Trefl SA.
- Nie myślimy o giełdzie, o sprzedaży udziałów inwestorowi zagranicznemu . Będzie to polska firma i mam nadzieję rodzinna - twierdzi Kazimierz Wierzbicki, prezes Trefl SA. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Sopocka firma Trefl została podwójnym laureatem w tegorocznej edycji Pomorskiej Nagrody "Gryfa Gospodarczego". Otrzymała statuetkę od jury w kategorii duża firma i statuetkę od czytelników, radiosłuchaczy i telewidzów TVP Gdańsk, Radia Gdańsk, Dziennika Bałtyckiego i Portalu Trojmiasto.pl.



O tym jak z puzzli ułożyć swoją przyszłości, czyli jak buduje się firmę sprzedającą swoje produkty w 50 krajach rozmawiamy z Kazimierzem Wierzbickim, prezesem Trefla.

Firma Trefl to dziś kilka spółek. Jak buduje się tak dużą firmę?

Kazimierz Wierzbicki: - To długi i złożony proces. Na początku w Treflu pracowało kilka osób na 30 metrach kwadratowych. Dziś Grupa Trefl to osiem spółek. A jak się buduje? Potrzeba uważnego patrzenia i chęci zdobywania umiejętności oraz wiedzy. Trzeba myśleć i patrzeć szerzej. Trzeba twórczo podejść do przestrzeni, jaka jest do zagospodarowania dla firmy. Przede wszystkim trzeba się kształcić, i nie mówię tu koniecznie o uczelni. Wiedzę ekonomiczną, w szerokim zakresie trzeba zdobywać cały czas. Wtedy dostrzega się szanse i nową przestrzeń dla firmy. Dlatego dzisiaj Trefl eksportuje do 50 krajów i ma spółki w kilku krajach.

To nie koniec ekspansji?
To jest dopiero początek.

A coś z najbliższych planów?
- Bardzo mocno chcemy zaistnieć na rynku rosyjskim i na Ukrainie. Na Ukrainie mamy już firmę, ale dziś zajmuje się ona tylko handlem naszymi produktami. Jednak ze względu na bardzo niestabilne warunki celne na tamtym rynku postanowiliśmy obejść ten problem i uruchomić tam produkcję puzzli i gier.

A Białoruś brał Pan pod uwagę?
- Nie. Chyba dzisiaj jeszcze nie. Sprzedajemy na tym rynku. Jesteśmy tam, ale kwestia otwarcia firmy nie wchodzi w rachubę. Po pierwsze dlatego, że to jest jednak bardzo mały rynek, a po drugie nie rozważamy tego ze względów politycznych.

Trefl produkuje w Polsce. Dlaczego nie na Dalekim Wschodzie? Ze względów kosztowych robi tak bardzo wiele firm.

- Jeżeli chodzi o produkty powstające dzięki automatyzacji to faktycznie ma to sens i się opłaca. Jest to tylko kwestia przestawienia maszyny. Natomiast wszystkich produktów, takich jak puzzle, które wymagają precyzji, ciągłego nadzoru i wysokiej klasy specjalistów, jednocześnie dbając o wysoką jakość, nie da się zrobić na Dalekim Wschodzie. Poza tym duży wpływ mają koszty transportu. Puzzle i gry opłaca się produkować w regionach, gdzie jest zapotrzebowanie, gdzie się je sprzedaje. My głównie sprzedajemy w Europie. Oczywiście, eksportujemy i do Stanów Zjednoczonych, i do krajów Afryki, a także do Azji. Głównie jest to jednak Europa.

Czy nie macie problemu z... delikatnie rzecz nazywając "nieuczciwą" konkurencją z Chin? To coraz częściej dotyka także pomorskich firm.

- Taki problem istnieje i jest bardzo poważny. Ale jak już powiedziałem, nasze produkty - zwłaszcza puzzle - potrzebują bardzo nowoczesnych maszyn i świetnych fachowców. Nie łatwo to podrobić.

Czy jednak tradycyjne puzzle i gry planszowe nie przegrywają konkurencji z komputerem?

- Produkcja puzzli jest stabilna w Europie od 50 lat. Minimalnie się zwiększa, ale nigdy się nie zmniejszyła. Z kolei gry planszowe - z tektury i plastiku - w tym roku robią duży skok. Ten rynek rozwija się i sprzedaż się zwiększa. Wszystko dlatego, że podnosi się poziom życia i ludzie mają więcej czasu. Jest miejsce na to i na to.

Kto opracowuje puzzle i co decyduje o tym, co staje się ich tematem?

- Proces produkcji puzzli jest bardzo ciekawy. Tworzenie samych wykrojników jest bardzo skomplikowane. Puzzle wycinają specjalne maszyny o dużym nacisku. Muszę się pochwalić, że mamy jedną z najlepiej wyposażonych pracowni wykrojników w kraju. To jest produkt wymagający wysokiej klasy specjalistów. Tacy u nas pracują. Projektujemy sami, ale podstawą są licencje. Prawie wszystkie najważniejsze posiadamy - od Disneya, przez Warner Bros, po Cartoon Network, łącznie z Euro 2012. Drugi element to agencje, które sprzedają ciekawe zdjęcia. Mamy też własny dział projektowy, zatrudniający plastyków. A to czym się kierujemy, wybierając temat? Odpowiedź dają nam statystyki sprzedaży. Na bieżąco śledzimy, ile jakiego wzoru się sprzedaje. Możemy wówczas w przybliżony sposób określić nawet tendencje i przewidzieć trendy. Jednak nasza firma to nie tylko puzzle. Mamy dział rozwoju produktów, który wymyśla gry. Mamy ich już bardzo wiele. Jesteśmy też wyłącznym dystrybutorem na Polskę dwóch firm - VTech, światowego lidera na rynku zabawek elektronicznych i Siku, producenta mikromodeli samochodów. Sprzedaż tych zabawek znacząco rośnie.

Firma zajmuje się więc spełnianiem marzeń dzieci - tych małych i tych... całkiem dorosłych

- Tak można to określić. Mamy nadzieję, że puzzle, gry i zabawki ze znakiem Trefla pomagają spełniać marzenia.

Firma Trefl jest firmą rodzinną.

- Tak, i szczycimy się tym. Nie myślimy o giełdzie, o sprzedaży udziałów inwestorowi zagranicznemu . Będzie to polska firma i mam nadzieję rodzinna. To jest duża sztuka tworzyć taką firmę. Kwestia własności to jedna sprawa, najważniejsze jest jednak zarządzanie. Trzeba mieć ku temu predyspozycje i pewne cechy charakteru. Mam nadzieję, że moje dzieci i wnuki odnajdą w sobie i chęci, i umiejętności. Jeżeli nie, to lepiej wynająć fachowców.

Grupa Trefl to jednak nie tylko puzzle i gry. W świadomości społecznej to przede wszystkim trzy świetne drużyny, czyli koszykówka i siatkówka. Czy to było spełnienie Pana marzeń?

- To historia dość prozaiczna. Kiedyś przestałem zajmować się sportem na skutek jednego wydarzenia, które było dla mnie bardzo przykre. Nie chciałem pracować w branży, gdzie nie zachowuje się zasad etycznych. Pewnego dnia zerwałem z tym i musiałem coś robić. Założyłem firmę, ona zaczęła się rozwijać, kupiłem więc zakład w Sopocie. Ówcześni prezydenci Sopotu stwierdzili, że powinienem coś zrobić dla miasta. Stwierdzili, że skoro jestem zawodowym trenerem, to mam założyć drużynę koszykówki. I tak się zaczęło. Wróciłem w pewnym momencie do tego, co lubiłem, co robiłem wcześniej. Od dziecka pasjonowałem się sportem. Wówczas władze województwa, i władze Sopotu sprzyjały sportowi. Dzięki temu powstały tu trzy liczące się drużyny, najsilniejsza grupa w sportach halowych, czyli trzy Trefle.

Czy wśród licznych pucharów sportowych Gryf, a właściwie dwa Gryfy - gospodarczy i medialny cieszą?

- Oczywiście. Sama idea jest bardzo pozytywna, ona bardzo mobilizuje. Firmy nagrodzone czują się docenione. To ma bardzo duże znaczenie. Gryfy trafiają do dobrych firm, które wpływają na rozwój regionu. Zrobimy wszystko, aby nie zawieść tych, dzięki którym otrzymaliśmy takie wyróżnienie.

Opinie (23)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.