Fakty i opinie

stat

Ożywia miniaturowych bohaterów historii i fantasy

Zobacz miniaturowe modele wykonane przez urzędniczkę z Gdyni.


Raz doda zmarszczek rzymskiemu cesarzowi, a kiedy indziej stworzy groźnego gryfa i posadzi na nim polskiego husarza. W kolejnym odcinku cyklu Pasjonaci prezentujemy Katarzynę Manikowską z Gdyni, która po pracy, za pomocą farb, ożywia miniaturowe modele.



Jak ci szło malowanie farbami na lekcjach plastyki w szkole?

świetnie, miałe(a)m talent do tego 37%
chyba przeciętnie, tak jak wszystkim 27%
nie za dobrze, ale jakoś udawało mi się zdobyć co najmniej "tróję" 18%
słabo, bo nie miałe(a)m do tego predyspozycji 18%
zakończona Łącznie głosów: 114
Ledwie co wpadł do izby, już musiał uciekać. Na drodze stanęła... kobieta. Na głowie chusta, w dłoni potężna chochla, więc żołnierz z pośpiechem wymalowanym na twarzy ruszył w stronę wyjścia. Drzwi niewielkie, bo postacie mają po kilkanaście milimetrów, a pokój mierzony jest w centymetrach. W końcu to modelarska scenka - inspirowana życiem.

- Kiedy radzieccy żołnierze w 1945 roku pojawili się w Gdyni poczuli się jak zdobywcy. Moja 50-letnia prababcia wraz z 25-letnią córką, która z kolei miała pięcioletnią córeczkę były w domu na Oksywiu. Pewnego dnia wpadli do środka sołdaci. Jeden z nich krzyknął "Ja tu komandir". Na co prababcia, drobna osoba, która nie mówiła po rosyjsku, wypaliła odważnie "Ja ci dam! Ja tu komandir! Paszoł won! Po czym dowódca tylko zasalutował i tyle ich widziały. Tak przynajmniej głosi nasza rodzinna opowieść - opowiada Katarzyna Manikowska, modelarz z Gdyni.

W przeszklonej szafie diorama inspirowana rodzinną opowieścią zajmuje szczególne miejsce. Wokół niej stoją zaś dziesiątki miniaturowych postaci z najróżniejszych wojen. Bo Katarzyna - z wykształcenia prawnik, a zawodowo pracownik Urzędu Miasta Gdyni - interesuje się historią. Zmęczony polski ułan z czasów wojen napoleońskich jedzie więc niemrawo na koniu. Nieopodal ubrany w lśniącą zbroję stoi draconarius z czasów późnego Bizancjum i z dumą trzyma sztandar jednostki. Nieco dalej walczą średniowieczni rycerze, a załoga amerykańskiego śmigłowca wylądowała na wzgórzu. Akcja za akcją. Gdzie nie spojrzeć, coś się dzieje.

- Bo trzeba tak malować figurki, aby opowiadały jakąś historię. To jest najważniejsze. Uchwycić historię człowieka, zdarzenia, momentu - przekonuje pasjonatka.

Do "ożywiania" modeli służą jej farby. Maluje akrylowymi, bo jak tłumaczy, schną bardzo szybko, są nietoksyczne i nie mają zapachu. Przy swoim niewielkim biurku trzyma dziesiątki małych pojemników. Samych odcieni beżu jest tu czterdzieści. Do tego pędzle, kubeczek z wodą i tak zwana mokra paleta. - To bardzo profesjonalne narzędzie w postaci zwilżonej wodą chusteczki higienicznej, która jest rozłożona na płaskiej powierzchni - tłumaczy z przymrużeniem oka modelarz.

Nieocenione są też dobre oko i ręka, a także doświadczenie. Pasją do modelarstwa zaraził Katarzynę ojciec. Najpierw pięcioletnia córka przyglądała się, jak tata lepił jej figurki z plasteliny. Później przyszedł czas na sklejanie modeli. Samoloty, czołgi, wszystko, co wpadło w ręce. Z biegiem lat wyspecjalizowała się jednak w malowaniu.

- Można wykonać model okrętu na podstawce. Można też wykonać go i umieścić na płaskiej desce imitującej wodę. Ale to będzie po prostu model okrętu - zaczyna opowieść, po czym sięga po miniaturową jednostkę.

To japoński niszczyciel Sazanami. Mieści się w kobiecej dłoni, choć został sklejony z kilkuset części. Precyzyjnie wykonany okręt dla pasjonatki z Gdyni byłby jednak zwykłym modelem. Dlatego umieściła go na chropowatym kamieniu, który znalazła w górach. Po czym sięgnęła po farby. Teraz okręt walczy o przetrwanie pokonując kolejne wzburzone fale. - Chciałam, aby nie było to zabawka, ale prawdziwy okręt, który płynie w ciężkich warunkach atmosferycznych - przyznaje.

Jeszcze ważniejsze są dla niej emocje. Sięga po figurki, które mają ciekawe twarze. Często maluje popiersia. - Brutalnie: nie muszę malować nudnych sznurowadeł w butach, mogę się skupić na twarzy, która oddaje charakter postaci - mówi wprost.

Dlatego na twarzy Marka Aureliusza nie brakuje zmarszczek i zmęczenia. Jednemu z najwybitniejszych rzymskich cesarzy przyszło bowiem rządzić w niespokojnych czasach. Strudzony jest też amerykański pilot. Nieogolony, zmęczony, a przede wszystkich porządnie wkurzony, bo właśnie musiał zmienić plany. - Zamiast pójść na dziewczyny, na piwo, czy po prostu spać, musi wykonać kolejny lot. Nie wie, czy go nie zestrzelą, nie wie, czy wróci - opowiada Katarzyna Manikowska.

Ponadto pilot walczy daleko od domu. Jako ochotnik należy do amerykańskiej jednostki Flying Tigers, która w latach 40-tych ubiegłego wieku walczyła w Chinach z japońskim lotnictwem. - Ma on oczywiście mundurową koszulę, pilotkę, kaburę z pistoletem i skórzaną kurtkę. Ponadto na plecach jest kawałek płótna, które w razie zestrzelenia będzie dla miejscowej ludności dowodem, że pilot jest sojusznikiem Chin - pokazuje pasjonatka, która przed malowaniem zbiera bardzo szczegółowe informacje. Także kiedy dla odmiany "ożywia" figurki fantasy. Czy to postać historyczna, czy to gryf ze skrzydłami polskiej husarii lub krasnolud z tolkienowskiego Hobbita, dba o każdy detal. Jest perfekcjonistką. Mawia, że nie ma czegoś takiego jak zadowolenie z wykonanej pracy. Mimo to dalej skleja i maluje.

- Dla zabawy, dla radości, ale też używając dużych słów, jest to jakiś rodzaj talentu od Boga i próbuję po prostu jakoś go tam używać - puentuje.

Ma pięć pokładów, osiemnaście żagli i 104 działa, a jego budowa zajęła Przemysławowi Kołodziejskiemu dziewięć lat. Zobacz drewniany model okrętu żaglowego HMS Victory.

Ma pięć pokładów, osiemnaście żagli i 104 działa, a jego budowa zajęła Przemysławowi Kołodziejskiemu dziewięć lat. Zobacz drewniany model okrętu żaglowego HMS Victory.

Nawoływano na nich do walki ze stonką ziemniaczaną i prezentowano sukcesy Rewolucji Październikowej. Zobacz etykiety z pudełek po zapałkach należące do Wiktora Jesionka.

Nawoływano na nich do walki ze stonką ziemniaczaną i prezentowano sukcesy Rewolucji Październikowej. Zobacz etykiety z pudełek po zapałkach należące do Wiktora Jesionka.

Opinie (23) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.