Piotr Grzelak: Zostaliśmy zmuszeni do tak drastycznych podwyżek

Wiceprezydent Grzelak: Metrażowa metoda liczenia opłat jest stosunkowo najtańszą dla kieszeni mieszkańców. Nie zamierzamy jej zmieniać.
Wiceprezydent Grzelak: Metrażowa metoda liczenia opłat jest stosunkowo najtańszą dla kieszeni mieszkańców. Nie zamierzamy jej zmieniać. fot.Mateusz Ochocki / KFP

Od lutego 2020 r. mieszkańcy Gdańska, którzy segregują śmieci, zapłacą za ich wywóz o 100 proc. więcej niż dotychczas. Miasto zmienia stawkę z dotychczasowych 0,44 zł / m kw. na 0,88 zł / m kw. i tłumaczy to nowelizacją Ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach. Mieszkańcy tak drastycznymi podwyżkami są zaskoczeni. Rozmawiamy na ten temat z Piotrem Grzelakiem, zastępcą prezydenta Gdańska ds. zrównoważonego rozwoju.



Jak powinna być naliczana opłata za wywóz śmieci?

Zobacz wyniki (2443)
Pod artykułem, w którym poinformowaliśmy o planowanych przez miasto podwyżkach opłat za śmieci, pojawiło się ponad tysiąc komentarzy. Wśród nich często pojawiało się pytanie: co się stało z nadwyżką finansową w wysokości 42 mln zł, którą miasto z tytułu opłaty śmieciowej miało w 2016 r.?

Piotr Grzelak: Tak jak wtedy zapowiadaliśmy na łamach Trojmiasto.pl, nadwyżka została przeznaczona na wdrożenie rozporządzenia ministra środowiska, czyli segregacji odpadów na pięć pojemników. Przypomnę, że tuż po wprowadzeniu reformy śmieciowej odpady w Gdańsku dzieliliśmy na suche i mokre. W 2016 r. dodatkowo wprowadziliśmy kosz na szkło, a od kwietnia 2018 r., gdy weszło w życie rozporządzenie, miasto było zobowiązane, żeby wdrożyć system pięciopojemnikowy.

O ile tamto rozporządzenie miało charakter proekologiczny, o tyle obecna nowelizacja ustawy przygotowana przez rząd nie tylko sięga do kieszeni mieszkańców, ale i działa na szkodę środowiska naturalnego.

Zgodnie z nowymi zapisami wyprowadza z systemu gminnego nieruchomości niezamieszkane, czyli np. biurowce, lokale usługowe, restauracje, galerie handlowe. Właściciele tych nieruchomości z momentem wejścia w życie ustawy będą mogli zawierać indywidualnie umowy z dowolnym podmiotem, który zadeklaruje od nich odbiór odpadów.

Skutkiem tego mogą być nadużycia w postaci wywozu odpadów na nielegalne wysypiska czy po prostu zostawianie ich w lesie. Nie możemy się na to zgodzić, dlatego zrobimy wszystko, by nieruchomości niezamieszkane pozostały w systemie gminnym.

Czy w tym i ubiegłym roku miasto też miało nadwyżkę finansową z opłaty śmieciowej?

Ostatnia nadwyżka wystąpiła w 2017 r. i wyniosła 1,5 mln zł. Od tamtego momentu zaczęliśmy "zjadać" na bieżąco tę nadwyżkę.

Czyli gdyby nie zmiany ustawowe, które wymuszają wprowadzenie podwyżek, Gdańsk i tak podniósłby opłatę za odbiór śmieci?

Istnieje prawdopodobieństwo, że w tym lub w przyszłym roku podwyższalibyśmy opłaty, ale na pewno nie tak drastycznie. To by była podwyżka z 44 gr za m kw. do 50 kilku gr. Negatywne zmiany ustawowe spowodowały, że zostaliśmy zmuszeni podnieść stawkę do 88 gr za m kw. i jest to absolutnie wina złej polityki ministerstwa.

Władze miasta cały czas podkreślają, że winą za podwyżki cen odbioru śmieci trzeba obarczyć ustawodawcę, czyli rząd. Ale czy to nie jest też trochę tak, że przy tej okazji miasto łata sobie dziurę w budżecie albo przerzuca na mieszkańców finansowanie budowy spalarni w Szadółkach?

W najbliższym czasie Komisja Europejska wyda ostateczną decyzję o dofinansowaniu budowy spalarni. Jest to inwestycja, która nie tylko nie zwiększy opłaty dla mieszkańców, ale ma na celu właśnie ustabilizować koszty związane z zagospodarowaniem frakcji energetycznej. Dziś na rynku jej utylizacja kosztuje 500 zł, ale znamy też przetargi, w których są kwoty tysiąc zł i więcej. Jeszcze raz podkreślę, że gdyby nie było tych zmian ustawowych, mówilibyśmy o podwyżce maksymalnie rzędu 15-20 proc., a nie 100 proc., tak jak obecnie.

Jaki jest koszt gdańskiego systemu śmieciowego?

Na 2020 r. szacowaliśmy, że może być to ok. 120 mln zł. Poprzez wprowadzone zmiany ustawowe ten koszt wzrasta do 160 mln zł, zaś szacunkowe przychody spadają do ok. 80 mln zł. Do tej pory przychody mieliśmy na poziomie ok. 108 mln zł. Jednym ruchem minister podwyższa nam koszty systemu i jednocześnie obniża przychody.

Miasto nie planuje zmieniać metody naliczania opłat



Przy okazji wprowadzania podwyżek wraca temat metody naliczania opłat za śmieci od metrażu mieszkania. Czy miasto rozważa jej zmianę, np. na metodę od zużycia wody albo od mieszkańca?

Wszystkie metody naliczania opłat za śmieci mają swoje wady, każda z nich jest niesprawiedliwa dla określonych grup. Jeśli mówimy o tej najczęściej wymienianej, czyli liczenia opłaty od ilości mieszkańców w lokalu, to jest ona najbardziej niesprawiedliwa dla tych, którzy uczciwie płacą.

Dziś wiele gmin, w tym np. Warszawa, odchodzi od sposobu rozliczania za głowę, bo nagle okazuje się, że jedna czwarta mieszkańców wyprowadziła się z miasta, oczywiście tylko na papierze, żeby płacić za śmieci mniej. W ramach tej metody pojawiają się też dodatkowe koszty związane z weryfikacją ilości mieszkańców zajmujących daną nieruchomość.

Podobnie powiązanie opłat ze zużyciem wody wiąże się ze zwiększeniem kosztów systemu. Z uwagi na różne sposoby rozliczenia za wodę konieczne byłoby zatrudnienie dziesiątek pracowników, którzy sprawdzaliby nieruchomość po nieruchomości. Koszty zatrudnienia byłyby wliczone w opłatę za śmieci, czyli cena znowu by wzrosła. Metoda od metra jest stosunkowo najtańszą dla kieszeni mieszkańców. Jest najmniejszym złem.

Mieszkam sama w mieszkaniu 52 m kw., dotychczas płaciłam za śmieci 23 zł. Teraz będę płacić 46 zł. Tyle samo, co - powiedzmy - czteroosobowa rodzina na tym samym metrażu. Nie widzę tutaj sprawiedliwości i wielu naszych czytelników podnosi podobne głosy, że przecież to nie metry produkują śmieci...

To prawda, nie metry, ale również niezużywana woda. Wszystkie metody mają swoje wady, a trzeba wybrać jedną z czterech. W 2013 r. przeprowadziliśmy analizy. Ich wyniki pokazały, że w żadnej z metod nie ma idealnego powiązania z realną produkcją odpadów.

W rozmowach z mieszkańcami coraz częściej słyszę: "przestanę segregować śmieci, skoro i tak dostaję za to karę w postaci dwukrotnie wyższej opłaty". Nie boicie się, że rzeczywiście większość mieszkańców przez podwyżki odpuści segregację i że dobre nawyki, które przez ostatnie lata udało się wypracować w tym temacie, teraz zostaną zaprzepaszczone?

Mam nadzieję, że takie zagrożenie się nie ziści, ale niestety nie mamy na to wpływu. Bardzo aktywnie uczestniczyliśmy w procesie legislacyjnym, aby zapobiec zmianom ustawy, które będą niekorzystne dla mieszkańców i dla środowiska. Zorganizowaliśmy dwa nadzwyczajne posiedzenie komisji odpadowej Unii Metropolii Polskich, podczas których protestowaliśmy przeciwko zmianom. Aktywnie uczestniczyliśmy w posiedzeniach komisji sejmowej i senackiej. Niestety, jak powiedział podczas jednej z nich minister Henryk Kowalczyk, na wniosek rzecznika małych i średnich przedsiębiorstw wprowadzono te szkodliwe dla środowiska i dla kieszeni rozwiązania ustawowe. Nie udało się ich zablokować. Jesteśmy dumni z tego, że wśród miast Unii Metropolii Polskich Gdańsk jest jednym z najwyższych poziomem odzysku odpadów, na poziomie 44 proc. Dążymy do 50 proc. i mamy nadzieję, że negatywne skutki ustawy w tym nie przeszkodzą.

Czy w innych dużych miastach ceny za śmieci też pójdą aż o 100 proc. w górę?

Na 12 miast Unii Metropolii Polskich 11 miast już podjęło lub podejmuje decyzje o podwyżkach. W Gdańsku robimy to pierwszy raz od sześciu lat. Z naszej analizy wynika, że Gdańsk nadal pozostanie jednym ze stosunkowo tańszych miast, jeśli chodzi o opłatę za gospodarowanie odpadami.

Sesja Rady Miasta, na której uchwała będzie głosowana, odbędzie się za tydzień. Bierzecie pod uwagę, że do tego czasu coś się jeszcze zmieni, jeśli chodzi o wysokość stawek?

Wobec pierwotnego projektu, o którym informowaliśmy w ubiegłym tygodniu, po dyskusji z radnymi zmieniamy stawkę za śmieci niesegregowane. Początkowo proponowaliśmy za nie potrójną stawkę, czyli 2,64 zł / m kw. Ostatecznie będzie to podwójna stawka, czyli 1,76 zł / m kw. - to stawka minimalna wynikająca z ustawy.

Opinie (736) ponad 100 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • Dziele te śmieci na 5 kublów

    I jeszcze mamy płacić o tyle więcej.
    przecież to jakaś kpina!

    • 665 7

  • W Szwecji ten kto segreguje śmieci ma wywóz za darmo.

    Oni zarabiają na surowcach. Tu masakra.

    • 596 10

  • Mieszkańcy zaskoczeni?

    Ja nie, spodziewałem się tego

    • 276 7

  • do smieci

    to powinna trafić sama ustawa smieciowa. Wcześniej było dobrze i komu to przeszkadzało? Unijne prawo na pewno nie kazało nam robić bałaganu.

    • 237 15

  • jeżeli prof Grzelak mowi że tak trzeba to ja mu wierzę

    Mamy najlepszą władzę w Polsce a południe Gdańska to najlepsze miejsce do życia.

    • 132 223

  • W Gdańsku też?

    Ja słyszałem że Gdańsk ma być zlikwidowany.

    • 101 36

  • Bo od metra pewnie więcej kasy jest.

    • 263 7

  • Z segregacją miało być taniej a jest drożej.

    Mam świetny pomysł. Podnieść jeszcze ceny ale mieszkańcy muszą segregować i sami wywozić śmieci na Szadółki. Spóźniającymi się autobusami i w korkach. Tak to widzę.

    • 416 2

  • Na te ilości śmieci co ludzie produkują, powinno być przynajmniej 4 razy więcej opłaty za wywóz śmieci.

    Ludzie kupują towary zapakowane w kilogramy plastiku, mając świadomość, że coś z tym będzie trzeba zrobić. To nie wyparuje! Egoiści sami. A dbanie o naszą planetę ? Ograniczyć produkcję śmieci, to i za wywóz będzie mniej! Tylko kasa i własna wygoda się liczy. Wstydźcie się narzekający !

    • 52 286

  • Tak,tak,prawda objawiona,ewangelia wg TVN i GW.

    • 54 8

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane