Fakty i opinie

stat

Porysunki Magdaleny Danaj: Lubię wchodzić w buty mężczyzn

Magdalena Danaj: Lubię mięso, dramaty, kłopoty, szczerość i otwartość. Mam szczęście, bo moi przyjaciele mi to wszystko regularnie dostarczają pod same drzwi.
Magdalena Danaj: Lubię mięso, dramaty, kłopoty, szczerość i otwartość. Mam szczęście, bo moi przyjaciele mi to wszystko regularnie dostarczają pod same drzwi. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

Złożoność kobiecej natury trójmiejska rysowniczka Magdalena Danaj zamyka w swoich Porysunkach, które podbiły serca tysięcy Polek. Czego im życzy z okazji Dnia Kobiet?



Marta Nicgorska: Atrybutem Magdy Danaj jest ołówek, a współczesnej kobiety?

Magdalena Danaj: Dla niektórych pewnie nadal szpilki i czerwona szminka, dla niektórych dzieci, świadome rodzicielstwo i spełnienie zawodowe, a są takie, które definiują swoje miejsce na świecie miejscem w hierarchii zawodowej lub pasją. Myślę, że współczesne kobiety mają dużo pasji w sobie. Tylko to trudno narysować.

Nosisz szpilki?

Jak ostatnio założyłam szpilki i w nich wywijałam dzikie tańce to pękła mi łękotka w kolanie, tak więc raczej rzadko. Wolę wygodę.

Ale szpile lubisz wbijać?

To nie jest moje ulubione zajęcie. Myślę, że kiedyś lubiłam bardzo, ale z wiekiem to przechodzi. Nie chce mi się nikogo pouczać, nikomu wytykać błędów, a nade wszystko nie chcę ludzi ranić. Jeśli wbijam komuś szpilę w życiu to zazwyczaj wtedy kiedy wiem, że sobie z nią poradzi, bo ma dystans do siebie. Tym, którzy go nie mają, nie ma sensu nic wbijać.

Bohaterami twoich rysunków są przede wszystkim kobiety. Interesują cię bardziej od mężczyzn?

Nie, po prostu jestem kobietą i to dla mnie naturalne. Jest dużo prac, w których można moje bohaterki zastąpić mężczyznami, a sens pozostałby taki sam. Ale jest też sporo takich, w których taka zamiana byłaby kuriozalna. Patrzę z perspektywy kobiety, cokolwiek to znaczy. Jest wielu mężczyzn rysowników, którym nikt im nie zarzuca, że skoro ich bohaterami są mężczyźni, to znaczy, że nie lubią kobiet. Poza tym stworzyłam we współpracy z moim przyjacielem anonimowy projekt z bohaterem męskim i sprawiało mi to ogromną frajdę. Lubię wchodzić w buty mężczyzny.

Twoje kobiety to skomplikowane istoty: z jednej strony wyemancypowane, świadome swojej kobiecości, kipiące seksapilem które są sobie żeglarzem, sterem, okrętem i śrubokrętem. Z drugiej sfochowane, zakompleksione grube baby, nieporadne życiowo księżniczki, które tęsknią za rycerzem na białym koniu. Ta twoja kobieta to taka chodząca schizofrenia.

To nie jest jedna kobieta. To my wszystkie, wy wszystkie. I zarazem żadna. Każda jest inna i każdy dzień jest inny. Dzisiaj możesz być Scarlett O'Harą, jutro Larą Croft. Nikt tego nie przewidzi. Poza tym nie oszukujmy się: my naprawdę dążymy często do sprzecznych celów. Chcemy po prostu mieć wszystko. I jesteśmy nieprzewidywalne.

Kobieta zmienna jest i kapryśna jak pogoda?

Często. Ale znam również takich mężczyzn.



Na twój fanpage Porysunki trafił kilka dni temu rysunek przedstawiający kobietę z szyderczym komentarzem. "Nie wiem kim jestem. Zobaczę w Google". Myślałaś o sobie?

Opisując ten rysunek użyłaś słowa "szyderczy". Czyli go zinterpretowałaś według tego, jak go widzisz. Dla mnie to cenna informacja, bo zawsze interesuje mnie jak ludzie widzą i czują to, co robię. Moje intencje powinny zostać schowane pod rysunkiem. To wy - odbiorcy, macie sobie z tego wziąć, co chcecie. I bierzecie tak różnorodne rzeczy, że czasami zdarza mi się wpatrywać w swój rysunek okraszony już komentarzami internatów i pytać: gdzie to jest? gdzie ja to napisałam? jak oni to zobaczyli? Dla mnie to niesamowite. Wyjeżdżałam ostatnio na wakacje i zostawiłam na Facebooku rysunek z dziewczyną z plecakiem i napisem: "Wrócę albo nie wrócę". Jak w teście Rorschacha ludzie potrafili znaleźć w tej pracy to, co chcieli a każdy coś innego: manifest feministyczny, manifest Polaka emigranta i jakie tam jeszcze chcieli dramatyczne historie. A ja tylko tak chciałam się pożegnać na chwilę. Żartobliwie.

Istotą twoich rysunków są komentarze - dowcipne, uszczypliwe, czasem złośliwe, ale zawsze w punkt. Skończyłaś polonistykę. Ten cięty język to umiejętność wyniesiona ze studiów?

Ciętego języka nie wynosi się ze szkoły, ale pewną umiejętność posługiwania się nim - na pewno. Chociaż gdy już decydujesz się na studia humanistyczne, raczej należysz do tych osób, którym przychodzi to łatwej. Polonistyka pomogła mi raczej w zdobyciu szerokiej wiedzy o kulturze. Podczas studiów zaczęłam rysować dużo w zeszytach na zajęciach z językoznawstwa. A że po studiach zupełnie nie wiedziałam, co robić z życiem, to zaczęłam rysować na serio.

Wyśmiewasz często to, czego się wstydzimy, z czym sobie nie radzimy, za czym tęsknimy. Ludzie chyba łapią twoją ironię, skoro profil na Facebooku polubiło 110 tys. osób. Myślisz, że odbiorcy tak chętnie komentują i udostępniają twoje grafiki, bo te porysunkowe myśli siedzą w ich głowach?

Myślę, że nie ma w nich nic wyjątkowego. Nie odkrywam Ameryki. Cenię sobie prostotę i niedomówienie, więc odbiorcy z pewnością nakładają sobie na moje prace własne doświadczenia. Patrzę, słucham, czytam, bawię się, pracuję, a robiąc to wszystko - obserwuję życie i ludzi. Jak każdy. Jedyną moją zasługą jest to, że potrafię to przenieść na taką formę, żeby się tym z ludźmi podzielić. I że udaje mi się dokonać tego, że poprzez prosty i bardzo ogólny przekaz mogą się identyfikować z moimi bohaterami.

Bawisz się w psychologa?

Och, uwielbiam rozmawiać z ludźmi o życiu. Tak do bólu. Nie potrafię pitu-pitu o niczym, nie bawi mnie to. Ja lubię mięso, dramaty, kłopoty, szczerość i otwartość. Mam szczęście, bo moi przyjaciele mi to wszystko regularnie dostarczają pod same drzwi. Czasem zdarza się, że piszą do mnie osoby, które twierdzą, że im pomagam. Wtedy robię, co mogę, żeby stanąć na wysokości zadania. Może się dziwią, bo mój obraz w rysunkach to kobieta wycofana i średnio radząca sobie z życiem. Wydaje mi się, że to raczej moja marginalna strona. Więc gdy pisze do mnie kobieta, która w moich rysunkach znalazła towarzyszkę swojego cierpienia, staram się jej powiedzieć, że nawet jeśli teraz jest tak źle, że chcesz sobie wyrwać serce i położyć na autostradzie, to jutro będzie inaczej. Bądźmy jednak szczerzy: nie jestem psychologiem i nie mam ambicji nikogo wyciągać z kłopotów. Od tego są prawdziwi terapeuci.

Wiele uwagi poświęcasz relacjom damsko-męskim. Twoje rysunki potwierdzają tezę, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. To też twój światopogląd?

Jesteśmy inni. Uważam, że pięknie się różnimy. Śmieszą mnie te nasze damsko-męskie utarczki o te same sprawy odkąd powstali ludzie. W kółko te same problemy i kłótnie. Komedie romantyczne opisujące te same problemy relacji damsko-męskich. To jest jak wpisany w nas kod. Dzień świstaka. Człowieczeństwo. Tak jesteśmy zaprojektowani. Też tak mam. Ale fajnie jest się z tej wojenki wyrwać, porzucić bagnet i po prostu iść razem na piwo, porzucić podchody i wszelkie gry. Traktuję mężczyzn poważnie. W moich rysunkach pojawiają się różnice w pojmowaniu rzeczywistości, bo są zabawne. A wiedzieć o nich i zdawać sobie z nich sprawę i mieć do nich dystans - to ważne.



Dlaczego Porysunki? Skąd nazwa?

Najpierw były "Porysunki czyli porachunki rysunkiem". Potem z podtytułu zrezygnowałam, bo nie lubię wojen.

Siadasz do pracy w określonych porach dnia lub nocy kiedy przemyślisz temat, czy tworzysz spontanicznie: na kolanie w tramwaju, na spacerze, na imprezie?

Siadam jak muszę, bo to moja praca i zlecenia czekają. Ale też siadam kiedy chcę, bo lubię i dużo rysuję tylko dla siebie. Na kolanie też.

Porysunki to pasja czy pomysł na biznes?

To cudowna pasja, która stała się pracą i w związku z tym biznesem. Wszystko naturalnie się potoczyło.

Jako jedyna kobieta znalazłaś się w gronie 11 rysowników, których do współpracy zaprosił Andrzej Pągowski. Twoje rysunki pojawiły się w jego kalendarzu obok prac Lutczyna, Sawki czy Mleczki. To spore wyróżnienie. Czujesz się satyrykiem z krwi i kości?

To bardzo trudne być stale zabawnym. Nie czuję się satyryczką, bo też nie uważam, żeby moje rysunki były śmieszne. Bywają, ale nie zawsze. Nie stawiam sobie zawsze za cel, aby ludzi rozśmieszyć. To dla mnie ważne, bo jeśli tego oczekują, to się rozczarują. Życie to nie tylko śmiechy-chichy.

Jesteś kobietą spełnioną?

Mam jeszcze wiele do zrobienia.

Dziś Dzień Kobiet. Wielu paniom 8 marca kojarzy się ze zdechłym goździkiem i kobietami na traktorach. Część bojkotuje, część celebruje. Ty świętujesz?

Zawsze udaję, że mnie to nie obchodzi i mam to w nosie, a potem czekam na tego kwiata...

Czego życzysz dzisiaj kobietom z okazji ich święta?

Pasji. I wiosny.

Opinie (127) ponad 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.