Fakty i opinie

Przedwojenni kierowcy na gdyńskich drogach

artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

98 lat temu zaczął powstawać port w Gdyni

Samochody i rowery na ulicy Świętojańskiej. Widoczny budynek Komunalnej Kasy Oszczędności i kawiarni Bons Amis.
Samochody i rowery na ulicy Świętojańskiej. Widoczny budynek Komunalnej Kasy Oszczędności i kawiarni Bons Amis. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Raport drogowy w Trojmiasto.pl codziennie dostarcza informacji o typowych bądź nietypowych zdarzeniach na drogach. Mogłoby się wydawać, że przyczyną licznych kolizji i innych drogowych zdarzeń jest ogromna liczba pojazdów i pieszych. Okazuje się jednak, że nawet gdy aut było wielokrotnie mniej, ich kierowcy byli zagrożeniem dla innych i samych siebie.



Gdyńska prasa z czasów międzywojennych obfituje w opisy wypadków drogowych.

Kierowcy, - czy też, jak ich nazywano wówczas, "szoferzy" - nie byli wcale rozważniejsi niż dzisiaj. "Dziennik Gdyński" pisał o ukaraniu mandatami za zbyt szybką jazdę czterech z nich, komentując: "Smutne to, że wobec tylu nieszczęść, jakie się wydarzyły (...) trzeba jeszcze wciąż zapisywać naszych pp. Szoferów do kary za zbyt szybką jazdę".

Istotnie, drogi gdyńskie obfitowały w wypadki komunikacyjne, a za przykład może posłużyć niewielka próba z tegoż "Dziennika Gdyńskiego" przełomu października i listopada 1931 r.

Lata 30. w Gdyni. Samochody mijające się na ul. Świętojańskiej.
Lata 30. w Gdyni. Samochody mijające się na ul. Świętojańskiej. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Najczęstsze wypadki miały miejsce z udziałem pieszych. Oto 21 listopada kierowca "autodorożki" (taksówki) Stanisław Maturski "jadąc nadmierną szybkością przy zbiegu ulicy Świętojańskiej i 10 Lutego najechał na przechodzącego kupca Długolewskiego Antoniego". Ofiara wypadku "ze złamaną prawą nogą powyżej kostki i ogólnym potłuczeniem ciała i głowy w stanie nieprzytomnym" została przewieziona do Szpitala Sióstr Miłosierdzia, sprawca zaś "został przytrzymany i przekazany zostanie do dyspozycji władz sądowych".

Zobacz także: Gdynia - przedwojenna motoryzacyjna stolica Polski

Pieszy mógł ucierpieć także od konsekwencji wypadków, w których w ogóle nie zetknął się z samochodem sprawcy. 3 listopada późnym wieczorem samochód firmy Singer z Gdyni "za szpitalem dla zakaźnych [przy Szosie Gdańskiej - J.Sz.]" uderzył w słup energetyczny, łamiąc go. "Przechodzący tędy niejaki Jan Wyszyński został ciężko pokaleczony - Pogotowie Ratunkowe odwiozło go do Lecznicy Nadmorskiej".

Nie oznacza to, że kierowcy byli z definicji sprawcami wypadków. 17 października ośmioletnia Halina Lachoń wyskoczyła przed samochód prowadzony przez Zygmunta Jarmackiego. Dzięki "nadzwyczajnej przytomności umysłu szofera, który natychmiast samochód zahamował, dziecko odniosło tylko lekkie obrażenia" i już wieczorem, po opatrzeniu, znalazło się w domu. Sakramentalnego pytania "gdzie byli rodzice?" autor artykułu nie zadał, żadnych pouczeń w tej kwestii nie dodał, a jeśli ktoś pragnął skomentować artykuł, musiał potrudzić się z napisaniem komentarza i przesłania go redakcji, która niekoniecznie musiała go opublikować.

Dochodziło także do zdarzeń drogowych z udziałem rowerzystów. Oto ostatniego dnia października 1931 r. na Szosie Gdańskiej (obecnej Alei Zwycięstwa) samochód osobowy najechał na poruszającego się rowerem Bartłomieja Adamczyka z Gdyni; rowerzysta doznał potłuczeń, natomiast zniszczony został całkowicie rower o wartości 350 zł (godzinna stawka dla robotnika wynosiła między 80 groszy a 1 zł) Jak konkludują autorzy notatki, "wine w wypadku ponosi szofer samochodu, który poszkodowanemu nie udzielił pomocy, lecz natychmiast po wypadku odjechał dalej".

Parę dni później, przy tej samej Szosie Gdańskiej, "nieznany rowerzysta" wpadł na 77-letnią Mariannę Bronkową. W wyniku uderzenia rozpędzonego cyklisty starsza pani "odniosła szereg obrażeń cielesnych i odwieziona została do szpitala Sióstr Miłosierdzia" (obecny szpital miejski św. Wincentego a Paulo). Nie poruszyło to niestety sprawcy, który zbiegł z miejsca wypadku.

Mogłoby się wydawać, że bezpieczniejszym miejscem dla rowerzystów byłyby chodniki. Już wówczas jednakże było to zabronione; "Dziennik Gdyński" donosił w końcu października 1931 r. o mandacie wypisanym Juliuszowi Kankowskiemu z Gdyni "za prowadzenie roweru po chodniku", jako że "przez to tamowany bywa ruch pieszy".

Samochody przed gmachem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i kawiarnią Bałtyk.
Samochody przed gmachem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i kawiarnią Bałtyk. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Nie zawsze sprawcom wypadków udawało się uciec od odpowiedzialności. 23 października 1931 r. na Szosie Gdańskiej za restauracją "Pomorzanka" Józef Palicki, kierujący "autodorożką nr 46 P-M 13728" najechał na przechodzącego przez jezdnię robotnika Brunona Górskiego, "zadając mu ciężkie urazy cielesne głowy i prawej nogi". Ranny trafił do szpitala Sióstr Miłosierdzia, na szczęście jego stan "nie budził obaw". Kierowca "autodorożki" został jednakże aresztowany, gdyż, jak donosi gazeta na podstawie relacji świadków, "jechał nadmierną prędkością i nie stanął po spowodowaniu wypadku, lecz został zatrzymany przez wychodzącą z kościoła publiczność".

Następnego dnia doszło do kolejnego wypadku z udziałem taksówki. "Około godziny 17-tej autodorożka nr 4 P-M 12999, prowadzona przez szofera Jarmackiego Zygmunta, jadąc ul. Świętojańską w stronę Orłowa, tuż przy restauracji Cristal potrąciła Aleksandra Jurczyńskiego, właściciela pracowni obuwia". Pieszy został uderzony lewym błotnikiem i nieszczęśliwie dostał się pod koła samochodu; przybyły lekarz udzielił pierwszej pomocy, po czym ofiarę odwieziono w ciężkim stanie do szpitala Sióstr Miłosierdzia.

Choć winę za wypadek ponosił częściowo nieostrożny pieszy, stan techniczny "autodorożki" wzbudził podejrzenia służb. Zawezwany rzeczoznawca stwierdził: "hamulec nożny nie hamował dostatecznie", zaś "przecieracz automatyczny szyby przedniej nie działał, z tego też powodu przy dżdżystej pogodzie zmniejszona była obserwacja jezdni". Jak widzimy, kierowca taksówki jeździł sobie po mieście z niesprawnymi hamulcami, bez wycieraczek, w ponury, mroczny, deszczowy październikowy wieczór. Nie dziwi fakt, że został aresztowany, "samochód zaś do czasu uskutecznienia napraw unieruchomiono".

Widok wozu ciągniętego przez konia był czymś naturalnym na ulicach przedwojennej Gdyni.
Widok wozu ciągniętego przez konia był czymś naturalnym na ulicach przedwojennej Gdyni. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Rzadziej niż dzisiaj dochodziło do kolizji pomiędzy pojazdami, przy czym najczęściej były to zderzenia samochodów z wozami konnymi, najczęściej wówczas spotykanym rodzajem pojazdu. 5 listopada w południe wojskowa półciężarówka Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku uderzyła w wóz wiozący ziemniaki. Jak pisano, "Wskutek zderzenia woźnica Juljusz Krause z Białorzeki, pow. Morski, spadł z wozu tak nieszczęśliwie, że głowa jego dostawszy się pod koła samochodu została rozmiażdżona (...) Dochodzenie w celu ustalenia winy wypadku w toku".

Miały też miejsce wypadki bez udziału pieszych czy innych pojazdów. W początkach listopada 1931 r. koło Kolibek na szosie do Sopotu "66-letni ogrodnik Józef Hoga" jadący wozem drabiniastym "wskutek złamania oparcia drabiny (...) wypadł z wozu, uderzając głową o bruk i w dodatku tak nieszczęśliwie, że obsunął się pod tylne koła wozu, które przeszły przez niego, miażdżąc mu klatkę piersiową. Nieszczęśliwy po kilku minutach wyzionął ducha".

Szofer czy woźnica pozostawał zawodem niemal czysto męskim. Widać to w komentarzu do wypadku, o którym "Dziennik Gdyński" informował w październiku, choć tym razem odnoszono się do wydarzeń dość odległych geograficznie. Dnia 17 tegoż miesiąca na szosie z Grudziądza do Radzynia samochodem służbowym słynnej fabryki "Pe-Pe-Ge" jechał kierownik filii w Wąbrzeźnie Stanisław Blichacz w towarzystwie szofera firmy Jana Baranowskiego oraz dwóch panien - BronisławyWandy Obstównych. Samochód wpadł na drzewo i "uległ całkowitemu zniszczeniu". Ciężkie obrażenia odniósł Blichacz i Bronisława Obstówna, których stan uznano za beznadziejny.

Jednakże autor notatki znalazł też prawdopodobną w jego mniemaniu przyczynę wypadku; jak pisał, "w krytycznej chwili samochód miała prowadzić jedna z jadących pań". Panująca wówczas mizoginia kazała traktować kobiety jako mniej zdolne do obsługi maszyny tak skomplikowanej jak samochód osobowy.

Posmak siły tego antykobiecego sentymentu możemy zyskać, oglądając film "Irena do domu!" z 1955 r., z Lidią WysockąAdolfem Dymszą w rolach głównych, o perypetiach tytułowej Ireny podejmującej pracę kierowcy. A i w o trzydzieści lat późniejszych legendarnych "Zmiennikach" zatrudnienie kobiety do kierowania taksówką było trudne do przyjęcia... ale to już inna historia.

Opinie (82) ponad 10 zablokowanych

  • A legalizacja urządzenia pomiarowego (4)

    którym zmierzył pan prędkość mojej dorożki to jest?

    • 35 11

    • Legalizacja nie była potrzebna:

      Jeśli samochód robił: brum, brum, to jechał przepisowo, a jeśli bruuuuuuuuuuuum!, to za szybko.

      • 21 2

    • Wtedy by cię wygumowali za takie gadanie na miejscu:-)))

      • 13 1

    • Znowu te stare zdjecia z jakiegos

      Nie mieckiego klasera!
      Nie ma jak POnie miecka popaganda

      • 1 21

    • GKA?

      • 0 0

  • Czy byli już wtedy 'miszcze' kierownicy w czarnych BMkach lub Golfach I-kach? (5)

    • 35 10

    • Tak, tak trzeba czymś odwrócić uwagę od porażki arki (1)

      • 9 13

      • A kogo obchodzi wasza śmieszna piłka kopana

        • 3 0

    • Jo byli, byli (1)

      Ty kaszubie

      • 5 3

      • no i super

        poniemieckie bolkowo miasteczko wstydu nawet porównywać z Polską Gdynią nie można.bolkowo to dno.

        • 1 1

    • Jeszcze nie

      Niemcy uciekając z Gdańska zostawili te auta dla nowych obywateli z kresów

      • 0 2

  • Poprawność polityczna przybywa (3)

    Panująca wówczas mizoginia? Panie i panowie redaktorzy Trójmiasto.pl : Prosimy nie przenosić wojującej kultury poprawności politycznej z "progresywnej" Kalifornii do Polski.

    PS Kobiety to tacy sami kierowcy. Jak ktoś jest pierdołą za kółkiem, to płeć tu nie pomoże, ani nie utrudni prowadzenia.

    • 36 30

    • Nielogiczne

      • 6 3

    • Uważam że zdecydowanie wiecej kobiet nie potrafi jezdzić niż facetów (1)

      Nie wspomne już o parkowaniu.Oczywiście jest dużo przypadków że kobiety jezdza lepiej od facetów ale generalnie widać na ulicach że nie potrafią jezdzić dobrze jak faceci

      • 16 8

      • Polski język trudna język

        a na portalu trojmiasto.pl "generalnie widać że mężczyźni nie potrafią pisać dobrze jak kobiety"

        • 6 4

  • (2)

    "samochód osobowy najechał na poruszającego się rowerem.........wine w wypadku ponosi szofer samochodu, który poszkodowanemu nie udzielił pomocy, lecz natychmiast po wypadku odjechał dalej".

    Typowy kierowca.
    Nic się nie zmieniło.

    • 36 21

    • troll

      • 9 12

    • czytaj dalej, rowerzysta potrącił staruszkę i uciekł

      • 9 1

  • Czy tez nie uzywali kierunkowskazow? (1)

    • 15 2

    • tylko dorożki z nr rej zaczynającym się GWE

      • 7 2

  • miszczowie w tdi (5)

    Wiadomo. GWE.

    • 27 25

    • Już prędzej wolałbym GWE niż GD. GD to obciach!

      • 15 13

    • (2)

      Oczywiście GWE bo ga wtedy dopiero się budowało. Teraz mamy taką gdyńską melinę przypominająca ukrainę...

      • 10 4

      • nazwy państw piszemy wielką literą teletubisiu

        • 2 1

      • jeśli tak to co o bolkowie można powiedzieć

        syf kiła i melina,a powiedział to mój kuzyn z Wrocławia kiedy na wycieczke po Gdańsku go zabrałam...ha ha haaa

        • 1 2

    • jasne XD

      Tylko jak się spojrzy na wypadki na obwodnicy, po których stoi się w kilometrowych korkach, to w większości przypadków widać pogięte blachy samochodów z GD ;)

      • 0 0

  • (6)

    Pewnie jak dziś...
    Gwe gka gpu nbr....

    • 21 17

    • (1)

      Wszystko to lepsze od GD!

      • 9 8

      • Tylko czemu tak was ciągnie z waszym tdi do tego gd ?

        • 8 8

    • (2)

      bo ga nie istniało :D jesteś potomkiem jakiegoś robola z kresów "mieszczuchu"...

      • 2 5

      • Jeśli już to potomkiem robola z Kaszub/Pomorza, Śląska, z Warmii, Mazur lub dawnego województwa kieleckiego.

        • 0 4

      • niekoniecznie

        mój pradziadek był inżynierem z Poznania,wstydzić się nie mam czego

        • 2 0

    • GKS

      • 0 0

  • na zdjęciach drogi proste jak stół, nie to co teraz za szczurka. (2)

    • 43 11

    • zabudowania ładniejsze też niż dziś, aaa co się dziwić jak stoją po dziś dzień bo nie wiele się zmieniło

      • 7 3

    • To popatrz ile samochodow poruszalo sie wtedy po naszych drogach.

      • 2 0

  • Kiedyś Gdynia była piękna. (3)

    Dzisiaj dusi się zniewolona przez układ gdyński.

    • 51 18

    • Kiedyś to nawet Bałtyk miał stadion (2)

      A teraz ukradła go pseudo arka, i okupuje

      • 13 7

      • Kiedyś to były czasy (1)

        ..teraz już nie ma czasów

        • 13 3

        • a czas leci..

          • 3 0

  • Piękne to były czasy: (2)

    Sakramentalnego pytania "gdzie byli rodzice?" autor artykułu nie zadał, żadnych pouczeń w tej kwestii nie dodał, a jeśli ktoś pragnął skomentować artykuł, musiał potrudzić się z napisaniem komentarza i przesłania go redakcji, która niekoniecznie musiała go opublikować.

    • 18 2

    • I komu to, panie, przeszkadzało?

      • 9 3

    • no i po co to powielasz?

      • 7 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.