Fakty i opinie

stat

Przegląd nietypowych zjawisk przyrodniczych w Trójmieście

Choćbyś naturę widłami wypędzał, ona i tak powróci - mawiał rzymski poeta Horacy. Wprawdzie Trójmiasto to nie starożytny Rzym, ale i tu natura lubi dawać znać o sobie. I choć ranking zjawisk i anomalii przyrodniczych mijającego roku zdominowały wojownicze lub upojone owady, to pomysłowe ssaki nie dały za wygraną...



8. Motyle piły piwo

Zobacz, które z motyli najczęściej używały swoich trąbek.


Podobno prym w motylim barze wiodły osobniki, które natura wyposażyła w dużą trąbkę. W motylarni gdańskiego ZOO serwowano misy z owocami w zalewie piwnej. Bo ozdobne owady żyjące w Afryce i Ameryce Południowej lubią sfermentowane posiłki.

- Miały tu takie owoce jak banany, ananasy, pomarańcze i winogrona. A wszystko było podfermentowane i podane z piwem oraz drożdżami - wylicza Anna Gembiak, pracownik Działu Drapieżnego w gdańskim ZOO. W misach z pokarmem przesiadywały najczęściej południowoamerykańskie motyle z rodzaju Caligo. Mimo że najważniejszym celem w czasie krótkiego życia motyla jest znalezienie partnera/partnerki, to gdańskim motylom nie za bardzo chciało się ruszyć znad piwnej misy na poszukiwania "drugiej połówki".


7. Irlandczyk wcielił się w konia, Hiszpanie w byki

Zobacz najbardziej szalone przebrania kibiców, którzy przyjechali do Gdańska na EURO 2012.


Irlandzcy kibice, którzy podczas EURO 2012 przyjechali do Gdańska dopingować swoją drużynę, podobnie jak motyle są smakoszami piwa. Latem wypili go hektolitry. Do hucznej zabawy Irlandczykom potrzebne były jeszcze przebrania. Niektórym nie wystarczała koszulka i szalik w barwach narodowych, więc inspiracji szukali w przyrodzie. I tak w Gdańsku pojawił się irlandzki koń.

- A dlaczego nie? - po krótkiej chwili namysłu dało się słyszeć głos z końskiej głowy. Irlandzki kibic, przebrany za ogiera o kasztanowej maści, swoją odpowiedzią uciął powtarzające się pytania: "dlaczego przebrałeś się za konia?" Hiszpanie nie chcieli być gorsi i poprzebierali się za byki. Po wyczerpaniu byczych przebrań, niektórzy musieli zadowolić się jednak strojami... dojnych krów. I tak na ul. Długiej zobacz na mapie Gdańska odbyła się głośna impreza w stylu gospodarskim.


6. Polskie biedronki walczyły z azjatyckimi, a latające mrówki rozmnażały się

Konkurencja wśród trójmiejskich biedronek była w tym roku wyjątkowo spora.
Konkurencja wśród trójmiejskich biedronek była w tym roku wyjątkowo spora. fot. Andrzej Gojke/KFP
Chmary polskich i azjatyckich biedronek walczyły latem o dominację w Gdańsku i Gdyni, a tysiące latających mrówek korzystało z okazji i masowo się rozmnażało. Rosnące populacje owadów budziły spory niepokój wśród mieszkańców Trójmiasta. Zwłaszcza, że azjatyckie biedronki potrafią w pewnych sytuacjach gryźć ludzi.

- Wystarczył lekki wiatr i latające mrówki zniosło prosto na nas, kiedy szliśmy sopockim molo. A raz po raz muszę sięgać po kapeć, bo co chwilę jakaś wlatuje przez okno w moim mieszkaniu - irytował się pan Jarosław, mieszkaniec Gdyni. Latające mrówki, które w lipcu br. pojawiły się w Trójmieście, wzbiły się w powietrze z jednego powodu: rozpoczął się czas ich rozmnażania. - Lotom godowym mrówek sprzyja pogoda: jest sucho, a do tego wieje lekki wiatr - tłumaczył dr Wojciech Giłka z Katedry Zoologii Bezkręgowców i Parazytologii Uniwersytetu Gdańskiego.

Entomolog uspokajał, że chmary latających mrówek to coroczne zjawisko, które kończy się przeważnie po kilku dniach. Kiedy mrówki rozmnażały się w najlepsze, trwała walka o trójmiejskie tereny. Po jednej stronie owadziego frontu znalazły się polskie biedronki dwukropki i siedmiokropki. Po drugiej stronie azjatyckie biedronki Harmonia axyridis, które mają przeważnie więcej kropek i jaśniejszą pokrywę. Przywędrowały one do Polski z zachodniej Europy, gdzie używano ich w rolnictwie do walki z mszycami.

Okazało się jednak, że oprócz mszyc azjatyckie biedronki żywią się pyłkiem kwiatowym, nektarem i owocami. Do tego potrafią szybko rozprawiać się z konkurencją. Zdaniem jednego z entomologów, inwazja azjatyckich biedronek niekorzystnie wpływa na populację polskich. Mimo chwilowego osłabienia, polskie biedronki nie składają broni.


5. Bawoli przekręt w ZOO

Najmniejsze bawoły na świecie wyspecjalizowały się w wyłudzaniu jedzenia od zwiedzających ZOO


Dzięki niewielkim rozmiarom i "proszącym" oczom wyłudzają cukierki, chipsy i słone paluszki. Bawoły anoa wykorzystują niewiedzę zwiedzających gdańskie ZOO, którzy są przekonani, że dokarmiają młode zwierzęta. Tymczasem są to dorosłe osobniki najmniejszego na świecie gatunku bawołów.

- Samce osiągają maksymalnie do metra w kłębie i ważą do 200 kilogramów. Anoa jest więc miniaturką bawoła, a że zwiedzający nie zawsze czytają tabliczki informacyjne, pytają: gdzie są dorosłe bawoły? - tłumaczy asystent działu hodowlanego ZOO, Andrzej Gutowski i dodaje, że przy wyłudzaniu pokarmu nieocenione są też bawole oczy: - Już młode rodzi się z dużymi, pięknymi oczami, które "proszą" o dodatkowy pokarm. Takie oczy są w stanie zauroczyć praktycznie każdego.

Dokarmianie miniaturowych bawołów może być jednak niebezpieczne dla zwierząt. Szkodzą im zwłaszcza chipsy i frytki, po spożyciu których anoa chorują. Tyle, że w przypadku bawołów często sprawdza się pewne ludzkie powiedzenie: oczy chcą, a żołądek nie może.


4. Pieszczą żyrafy, aby pobrać im krew

Zobacz, jak wygląda pieszczotliwy trening żyraf.


Wacek lubi drapanie za uchem, Ludek sumiennie wykonuje ćwiczenia, Wiesław się droczy, a Toto czasami trzyma dystans. Każdy z czterech samców żyrafy zamieszkujących gdańskie ZOO codziennie przechodzi trening medyczny połączony z pieszczotami. Jest on ewenementem na skalę europejską i pomaga dbać o zdrowie najwyższych zwierząt lądowych.

- Wacek! Zęby, zęby - Mateusz Ciecholewski, trener żyraf stara się namówić najniższego samca do współpracy. Kontrola uzębienia to bowiem rzecz obowiązkowa. Wacek z reguły nie daje się długo prosić. Wie, że w nagrodę może zajrzeć do wiadra, które trzyma drugi opiekun. A w nim: granulat z otrębami i pokrojone warzywa.

- Za taką nagrodę chętnie wykonują polecenia. Choć niejedna żyrafa potrafi skorzystać z okazji i wciągnąć na raz z pół wiaderka - opowiada Jakub Werdenowski, pracownik gdańskiego ZOO. Smakołyki to jednak nie wszystko. Żyrafy domagają się pieszczot. Opiekunowie drapią więc zwierzęta za uszami, pod oczami i po długiej szyi. Kiedy żyrafa jest już dostatecznie rozluźniona, w dłoni trenera pojawia się strzykawka. Trzeba pobrać z szyi krew do badań. Żyrafa lekko się wzdryga, ale pozwala na pobranie.

- Taki trening to ewenement na skalę europejską - mówi z zadowoleniem Ciecholewski i wyjaśnia, że aby pobrać krew przeważnie usypia się żyrafę. Wybudzanie zwierzęta może być jednak ryzykowne i grozi utratą zdrowia. Dlatego opiekunowie z gdańskiego ZOO od dwóch lat starają się zdobyć zaufanie żyraf i dla ich dobra zachęcić do treningu medycznego. A że gdańskie żyrafy nie odmawiają pieszczot, postępy w ćwiczeniach są regularne.


3. Motyle namiotniki wystraszyły mieszkańców Trójmiasta

Pokryte białymi włóknami krzaki w parku Jana Pawła II na Zaspie zaniepokoiły panią Annę. Tak wyglądają tzw. oprzędy wytwarzane przez gąsienice motyli.
Pokryte białymi włóknami krzaki w parku Jana Pawła II na Zaspie zaniepokoiły panią Annę. Tak wyglądają tzw. oprzędy wytwarzane przez gąsienice motyli. fot. Anna/czytelniczka trojmiasto.pl
Kolejne krzaki zostały zaatakowane przez larwy i ich kokony - pisała zaniepokojona pani Anna, mieszkanka gdańskiej Zaspy. Z kolei pani Urszula odkryła nieopodal gdyńskiego portu "bardzo niepokojącą inwazję owadów". Przyrodnicy wyjaśniają: to tylko oprzędy motyli z rodziny namiotnikowatych. Urzędnicy dmuchają jednak na zimne i zapowiadają walkę z owadami.

- Krzewy rosnące przy al. Jana Pawła II zobacz na mapie Gdańska na gdańskiej Zaspie zostały pokryte gęstą pajęczyną z mnóstwem kokonów wypełnionych ogromną liczbą larw - tak pani Anna próbowała prostymi słowami opisać niepokojący ją widok. Mieszkanka Zaspy nie była osamotniona w tym niepokoju. Zdjęcia gdyńskich krzewów pokrytych białymi włóknami przysłała nam również pani Urszula. - Rano gąsienice zaczęły "spuszczać się" na ziemię i rozłazić. Jestem z wykształcenia ogrodnikiem i wiem, że byłoby dobrze, aby ktoś zareagował na to, co się dzieje - pisała pani Urszula w mailu, który otrzymaliśmy.

Jak wyjaśniał znany przyrodnik Marcin "Borsuk" Wilga, w Trójmieście pojawiły się żerujące larwy motyli z rodziny namiotnikowatych. A że namiotniki mogą powodować tzw. gołożer, czyli ogołocenie drzew i krzewów ze wszystkich liści, do akcji wkroczyli urzędnicy z Gdańska i Gdyni. Zarządzono opryski, wycinki krzewów i ich wywózki.


2. Dziki pływają na trasie Hel-Trójmiasto?

Tak wyglądała akcja wyławiania dzika z portowego kanału.
Tak wyglądała akcja wyławiania dzika z portowego kanału. mat. Straż Miejska w Gdyni
Wycieczki krajoznawczo-gastronomiczne po trójmiejskich osiedlach cieszą się wśród dzików niesłabnącą popularnością. Za to nową gałęzią dziczej turystyki stają się powoli wodne wycieczki po Zatoce Gdańskiej.

W czerwcu br. pracownicy gdyńskiego portu zobacz na mapie Gdyni zauważyli w kanale pływającego dzika. Od razu powiadomili Straż Miejską. - Szybko zareagowaliśmy. Osoby pływające na holowniku złapały dzika w sieć i przyczepiły go do kei. Był wycieńczony, jakby przepłynął bardzo dużą odległość - opowiadała Danuta Wołk-Karaczewska, rzeczniczka Straży Miejskiej w Gdyni.

Akcja ratunkowa trwała prawie pięć godzin. Dzik trafił do odłowni. Niektórzy internauci sugerowali, że był to nowy okręt podwodny uzbrojony w "45 torped typu żołądź i w dwie torpedy atomowe typu kieł" oraz posiadający "unikalny napęd na biopaliwa - 4 silniki typu racica". Jednak jak tłumaczą leśnicy, dziki po prostu lubią pływać. - Dziki pływają doskonale. Lubią się przemieszczać drogą wodną, znane są relacje mówiące o tym, że pływają między Trójmiastem a Helem. Marynarze widują je w wodzie nawet w odległości kilku kilometrów od brzegu - opowiada Witold Ciechanowicz, rzecznik Nadleśnictwa Gdańsk.

Na razie dziki pływają w pojedynkę. Czy na trasie Hel-Trójmiasto zaczną pływać stadami?


1. Elvis został ojcem mimo... antykoncepcji

Foka, którą spłodził Elvis była dwa razy większa w porównaniu do zoologicznych norm.



Które z powyższych zjawisk/anomalii zasługuje na miano najciekawszego w 2012 roku?

motyle pijące piwo 6%
irlandzki koń 3%
polsko-azjatycka rywalizacja biedronek 9%
bawoli przekręt w ZOO 2%
pieszczenie żyraf z pobieraniem krwi 8%
motyle namiotniki w Gdańsku i Gdyni 9%
dziki pływające na trasie Trójmiasto - Hel 39%
Elvis, który został ojcem 14%
żadne z powyższych 10%
zakończona Łącznie głosów: 543
Mimo że dostawał środki antykoncepcyjne, Elvis, samiec foki z gdańskiego ogrodu zoologicznego, został ojcem. To jednak nie koniec niespodzianek w ZOO: po trzech tygodniach od narodzin, młoda foka osiągnęła niezwykłą jak na swój wiek wagę 40 kilogramów.

- Kilka dni temu po raz pierwszy weszła do wody. Na razie tylko brodzi pod bacznym okiem matki, ale za kilka dni powinna spróbować samodzielnego pływania - wyjaśniała Teresa Michalewicz z Działu Drapieżnego gdańskiego ogrodu zoologicznego.

Mała samica była dla pracowników ZOO sporą niespodzianką. Z powodu przepełnienia fokami europejskich ogrodów zoologicznych, wiele z nich stosuje kontrolę populacji fok za pomocą środków antykoncepcyjnych. Również w gdańskim ZOO samcowi Elvisowi wszczepiano implanty z hormonem, który uniemożliwia produkcję nasienia. Mimo to w ubiegłym roku samica Reja zaszła w ciążę.

- Być może za późno podaliśmy samcowi kolejną dawkę środka antykoncepcyjnego - zastanawiała się opiekunka fok w gdańskim ZOO.

Mała foka, która urodziła się zdrowa na początku marca już po trzech tygodniach ważyła aż 40 kilogramów. Elvis to dopiero potrafi...

Opinie (50) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.