Reporter Trojmiasto.pl pomaga i dokumentuje powódź na południu Polski

Michał Sielski
19 września 2024 (artykuł sprzed 1 roku)
Opinie (240)
  • Lubię to Lubię to
  • Super Super
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha
  • Wow Wow
  • Przykro mi Przykro mi
  • Wrr Wrr
  • Wszystkie 0

Mateusz Słodkowski, fotoreporter Trojmiasto.pl, który pochodzi z Nysy, przez ostatnie dni pomagał na południu Polski, a przy okazji, z racji zawodu, fotografował walkę mieszkańców z powodzią oraz skutki niszczycielskiego żywiołu. - Niezależnie od tego, czy komuś woda porwała cały dom, czy zalała mieszkanie, rozpacz tych ludzi jest ogromna. Równie wielka jest jednak solidarność. Wszyscy zakasali rękawy i od razu ruszyli do pomocy, sprzątania czy odgruzowywania. Gdy skończyli u siebie, od razu szli do sąsiadów. To prawdziwy heroizm - opowiada Mateusz Słodkowski, którego zdjęcia z powodzi trafiły już m.in. do gazety New York Times.



Włączyłe(a)ś się w pomoc dla powodzian?

Mateusz Słodkowski od lat robi zdjęcia m.in. dla portalu Trojmiasto.pl. Pochodzi z Nysy, gdzie do dziś mieszka część jego rodziny. Dlatego gdy tylko w tych rejonach zaczęła się powódź, ruszył na pomoc swej rodzinie, a gdy zrobił, co mógł, zajął się tym, co potrafi świetnie - robieniem zdjęć.

Michał Sielski: Mieszkańcy Nysy przeżyli już jedną wielką powódź w 1997 roku. Pamiętasz to?

Mateusz Słodkowski, fotoreporter Trojmiasto.pl: Niewiele, bo miałem wtedy 7 lat. Mam trochę wspomnień, choć więcej wiem ze zdjęć. Dlatego szybko wróciłem tu z dwóch powodów: przede wszystkim pomóc rodzinie, na ile było to potrzebne, ale też udokumentować historyczne wydarzenia.

  • Nysa po raz kolejny ucierpiała przez wielką wodę.
  • Nysa po raz kolejny ucierpiała przez wielką wodę.
  • Nysa po raz kolejny ucierpiała przez wielką wodę.
  • Nysa po raz kolejny ucierpiała przez wielką wodę.
  • Nysa po raz kolejny ucierpiała przez wielką wodę.
  • Skutki powodzi w Lewinie Brzeskim.
  • Skutki powodzi w Lewinie Brzeskim.
  • Lądek Zdrój - skutki powodzi
  • Lądek Zdrój - skutki powodzi
Nie wszyscy pewnie patrzą przyjaźnie na gościa włażącego z aparatem w środek akcji ratunkowej?

- To prawda, ale po pierwsze: nigdy nie wchodzę w środek takiej akcji. Podstawa to nie przeszkadzać służbom, które wykonują swoją robotę, często narażając życie i zdrowie. Ale niektórzy ludzie i tak tego nie rozumieją, czasem mają do nas pretensje. Tymczasem my, fotoreporterzy, zajmujemy się przede wszystkim rejestrowaniem rzeczywistości i dokumentacją historii. To bardzo ważne nie tylko w tej chwili. Pracujemy, aby nasze fotografie były dowodem ważnych wydarzeń dla kolejnych pokoleń. Fotografuję w momencie, kiedy nie jest potrzebna moja pomoc. Są wokół odpowiednie służby, które zapewniają ludziom bezpieczeństwo.

Ale od pomagania też nie stronisz, choć wolisz podzielić się zdjęciami niż takimi historiami. Wiemy jednak, że gdy było to konieczne, nie wahałeś się, by ruszyć z pomocą.

- Tak, była taka sytuacja, gdy poszliśmy z dwoma innymi fotoreporterami w stronę szpitala w Nysie. Nie było tam żadnych służb, a już płynęła ulicą rwąca rzeka. I wystawała z niej sama głowa człowieka, który tam utknął. Stan wody się podnosił, więc poszliśmy do niego, mimo że wody było wtedy po pas. Okazało się, że miał na sobie jakiś polar i inne ubrania, które nabrały tyle wody, że człowiek nie mógł się podnieść. Ledwo we trzech wynieśliśmy go w bezpieczne miejsce. Nikt nie robił wtedy zdjęć, bo ważniejsze było ludzkie życie. Ale to wyjątkowa sytuacja, bo wokół nie było nikogo innego. I żadni z nas bohaterzy, bo zrobiliśmy to, co należało zrobić, a na południu są setki osób, które na tym polu zasłużyły się znacznie bardziej.

  • Lubię to Lubię to
  • Super Super
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha
  • Wow Wow
  • Przykro mi Przykro mi
  • Wrr Wrr
  • Wszystkie 0
Widać tę pomoc mieszkańców na co dzień?

- Przede wszystkim widać, wręcz czuć, smutek tych ludzi. Niezależnie od tego, czy komuś woda porwała cały dom, czy zalała mieszkanie, rozpacz jest ogromna. Równie wielka jest jednak solidarność. Wszyscy zakasali rękawy i od razu ruszyli do pomocy, sprzątania czy odgruzowywania. Gdy skończyli u siebie, od razu szli do sąsiadów. O tym się wiele nie mówi, bo ci ludzie po prostu dają sobie radę, choć okoliczności są szokujące. Jeszcze kilka dni wcześniej każdy z nich miał jakieś plany, a teraz wszystko się zmieniło i każdy chce pomóc: a to w sprzątaniu, a to przenocowaniu sąsiadów, którzy nie mogą spać w swoim domu. To miejsca, gdzie dzieją się największe dramaty, ale ludzie pokazują też największe serca. Od służb, jak straż pożarna, policja, wojsko, OSP czy WOT, po zwykłych mieszkańców, którzy nie odmawiają pomocy. To najbardziej budujące w tej tragedii. To jest prawdziwy heroizm.

Zdjęcie Mateusza Słodkowskiego z walki z powodzią pojawiło się m.in. w jednej z najważniejszych gazet świata The New York Times.
Trudno będzie wrócić do bezpiecznego Trójmiasta?

- Tak, przede wszystkim mentalnie, bo u nas nie czuć tego zagrożenia, życie toczy się swoim rytmem. Ale z takich doświadczeń można też czerpać pozytywy. Nauczyć się bardziej doceniać codzienność, z pokorą podchodzić do przeciwności losu, nie liczyć na to, że każdy plan uda się w 100 procentach zrealizować.

Po takich doświadczeniach ludzie będą potrafili się na to zdobyć?

- Nie wiem, czy wszyscy... Jadę właśnie za amfibią [rozmawialiśmy w środę, 18 września, w południe - dop. red.], która się zatrzymała, bo droga przed nami jest nieprzejezdna. Pewnie jest jakiś objazd albo będzie, gdy woda opadnie. Wszyscy stoją i czekają, nikt nie trąbi, nie wymyśla. Widać, że takie doświadczenie uczy cierpliwości i pokory. Oby taka solidarność utrzymała się jak najdłużej. Sam też zachęcam do włączenia się do pomocy, np. korzystając ze zweryfikowanych zbiórek.
  • Lubię to Lubię to
  • Super Super
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha
  • Wow Wow
  • Przykro mi Przykro mi
  • Wrr Wrr
  • Wszystkie 0

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (240)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane