Fakty i opinie

stat

Ruiny Trójmiasta: Browar i Dwór Fischera

artykuł historyczny

Zobacz, co pozostało z nieistniejącego już browaru i jak Dwór Fischera popadał w ruinę.


Maksymalnie w ciągu roku mógł produkować 50 tys. hektolitrów napojów, a jego właściciel słynął ze szczodrości wobec ubogich mieszkańców dzielnicy. W pierwszym odcinku cyklu Ruiny Trójmiasta prezentujemy pozostałości po nieistniejącym browarze w Nowym Porcie i ocalały z dziejowej zawieruchy Dwór Fischera, który obecnie niszczeje i czeka na ratunek.



Czy Nowy Port to dzielnica, w której dba się o zabytki?

tak, wiele z nich jest w dobrym stanie

2%

tak, część zabytków jest pod właściwą ochroną

3%

nie jestem pewien/pewna czy opieka jest wystarczająca

11%

nie, wiele z nich jest zaniedbanych

23%

nie, bo większość zabytków popada w ruinę

61%
Słodkie, pożywne i bardzo gęste. Z browaru w Nowym Porcie wysyłano je w beczkach zwłaszcza do Wielkiej Brytanii. Tam ceniono je między innymi za wartości odżywcze, które pozwalały marynarzom ustrzec się przed chorobami i pozostać w dobrej kondycji.

- To było bardzo mocne piwo. Bardziej deserowe, likierowe niż służące do zabijania pragnienia. Dla porównania tradycyjne piwo jasne, które znajdziemy dziś na półce w sklepie ma około 12 stopni zawartości cukru. Natomiast ekstrakt początkowy piwa jopejskiego wynosi od 45 do 50. Gęstością i strukturą piwo jopejskie przypomina miody pitne, i to te z wyższej półki, czyli półtoraki - wyjaśnia Michał Saks, utytułowany piwowar i degustator.

Ciemnobrązowe piwo jopejskie było jedną z wizytówek Browaru Richarda Fischera, który mieścił się przy ul. Starowiślnej zobacz na mapie Gdańska. Twórcami jego potęgi byli członkowie menonickiej rodziny, którzy na początku XIX wieku, postanowili wykorzystać browarnicze umiejętności i pieniądze także w Nowym Porcie.

Siedzibą Fischerów stał się otoczony zielenią dwór przy Weichselstraße zobacz na mapie Gdańska. Wzniesiono go prawdopodobnie pod koniec XVIII wieku dla innej rodziny, po czym odkupili go Fischerowie. Następnie za dworem powstał duży kompleks budynków browaru. Działka leżała w bliskiej odległości od portowego kanału, a także w bezpośrednim sąsiedztwie rzeczki. Miejsce, które wybrała menonicka rodzina nie było przypadkowe.

Tysiąc ton słodu i światowe trendy w Nowym Porcie

Browar Richarda Fischera w całej swojej okazałości.
Browar Richarda Fischera w całej swojej okazałości. repr. pocztówki ze zbiorów Krzysztofa Gryndera
Tak z kolei wyglądała koperta z logiem browaru. List adresowany jest do mieszkańca USA.
Tak z kolei wyglądała koperta z logiem browaru. List adresowany jest do mieszkańca USA. ze zbiorów Pawła Kinowskiego
PO browarze pozostały m.in. podstawki.
PO browarze pozostały m.in. podstawki. ze zbiorów Pawła Kinowskiego
- Jezioro łączy się z Wisłą poprzez Rów Gardłowy, który między browarem Fischera i składem drewna Albrechta uchodzi do rzeki i na którym prowadzi drewniany most. Rów posiada też śluzę obok parceli Fischera, otwieraną, by przypuścić łodzie i tratwy, dotąd przechowywane na jeziorze - pisał Max Kiesewetter w swoich wspomnieniach.

Lokalizacja działki zapewniała dobre zaopatrzenie zarówno w wodę przemysłową, jak i w lód. Stara zasada piwowarska głosiła bowiem, że do produkcji piwa potrzeba dziesięć razy więcej wody niż wynosi objętość napoju. Natomiast do samego warzenia piwa wykorzystywano najpewniej wodę ze studni głębinowych.

Menonicka rodzina zainwestowała w dobrym czasie, gdyż XIX wiek był okresem powrotu do łask złocistego trunku. Na warzeniu piwa i produkcji likierów Fischerowie dorobili się sporego majątku. Richard, właściciel browaru, znany był jednak nie tylko jako świetny biznesmen, ale także jako wielki społecznik.

- Wybudował drogę do Nowego Portu, a najuboższym mieszkańcom dzielnicy rozdawał zdrową wodę źródlaną. Był filantropem i tak go zapamiętali nowoporcianie, którzy jednej z ulic nadali jego imię - opowiada Marcin Tymiński, prywatnie pasjonat historii Nowego Portu, a zawodowo rzecznik Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Gdańsku.

Działalność społeczna Fischerów możliwa była dzięki dobrze prosperującemu interesowi. Do dziś zachowało się jednak stosunkowo niewiele informacji o działalności browaru.

- Wiadomo, że na początku wieku XX zatrudniał ponad 30 robotników oraz, że w latach 20. XX wieku browar posiadał samochód ciężarowy, dziewięć zaprzęgów konnych oraz jedną łódź motorową, którymi rozwoził swoje produkty - pisał kilka lat temu Marek Gotard z trojmiasto.pl w artykule Browar w Nowym Porcie: od rozkwitu do upadku.

Wiadomo ponadto, że w okresie międzywojennym liczba pracowników wzrosła do ok. 60 osób i że latach 20. ubiegłego wieku, poza piwem jopejskim, w browarze warzono również takie piwa jak Hansa-Pils, Hansa-Edel-Pils, Caramel Vollbier i Patrizier Bräu.

- W tamtym okresie piwa w stylu pils były bardzo nowoczesne, co świadczy o tym, że zakład był w dobrej kondycji i śledził światowe trendy, ponieważ początek warzenia piw dolnej fermentacji to końcówka XIX wieku, a on już na początku XX wieku produkował te piwa i był z nich znany - tłumaczy Michał Saks.

Produkty z Nowego Portu eksportowano m.in. do Wielkiej Brytanii i krajów skandynawskich. Jak podaje niewielka książeczka Z dziejów browarów Gdańska i Pomorza browar miał "zdolność roczną 50 000 hl i 1 000 ton słodu". Po czym nadszedł tragiczny w skutkach rok 1945.

Koniec browaru i restauracja dla marynarzy

Wejście do jednej z ocalałych piwnic browaru. Być może w przyszłości powstanie w niej niewielka strzelnica.
Wejście do jednej z ocalałych piwnic browaru. Być może w przyszłości powstanie w niej niewielka strzelnica. fot. trojmiasto.tv
Niegdyś Dwór Fischera był zadbany, a wokół niego rozciągał się ogród.
Niegdyś Dwór Fischera był zadbany, a wokół niego rozciągał się ogród.
Nieremontowany przez lata stał się ruiną. Zdjęcie wykonano jesienią 2011 r.
Nieremontowany przez lata stał się ruiną. Zdjęcie wykonano jesienią 2011 r. fot. trojmiasto.tv
- W czasie działań wojennych (bombardowanie portu), browar Fischera został poważnie zniszczony (w 60 procentach). 8 sierpnia browar przejęto z rąk sowieckich i przekazano Państwowemu Browarowi we Wrzeszczu. Browar Fischera wchodził w skład przedsiębiorstwa jako zakład nr 2. Z uwagi na stopień zniszczenia i plan rozwoju portu, podjęto decyzję o powolnej likwidacji browaru - podaje książeczka Z dziejów browarów Gdańska i Pomorza.

Większość ocalałych maszyn z browaru i słodowni trafiła do Wrzeszcza i Poznania. - Dzisiaj ślady dawnego browaru to zaledwie kilka wystających z ziemi piwnic i fragment bramy - stwierdza krótko Tymiński.

Na terenie dawnego browaru stoją dziś między innymi niskie budynki Muzeum Sybir pro memento. W jednym z nich znajduje się okrągły otwór w posadzce. Nie wiadomo, dokąd prowadzi, bo tunel jest zasypany. Na zewnątrz, nieopodal parterowego baraku, znajduje się za to wejście podłużnej, ceglanej piwnicy. Jakiś czas temu została odgruzowana. Być może w przyszłości powstanie tu niewielka strzelnica.

Dziejową zawieruchę przetrwał za to Dwór Fischera. Bezpośrednio po wojnie mieściła się w nim restauracja, w której gościli między innymi marynarze ze statków UNRR-y, czyli Administracji Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy. Jej celem było udzielanie pomocy materialnej obszarom w Europie i Azji, które odczuwały tragiczne skutki działań wojennych.

- Restauracja nazywała się Pawilon i mieściła się na parterze dworu. Działała do czasu strajku w sierpniu 1946 roku - wyjaśnia Władysław Nagórny, prywatnie pasjonat historii Nowego Portu, a zawodowo kierownik Biura Obsługi Mieszkańców nr 9 w Gdańsku. Po czym po chwili kontynuuje opowieść o losach Dworu Fischera: Zalążek dzielnicowego Zarządu Budynków Mieszkalnych Gdańsk-Portowa miał tam biura i tam rozpoczynał swoją działalność. Później wybudował barak, do którego się przeniósł, a na parterze dworu umiejscowiła się firma Port Service. Po latach przeniosła się na drugą stronę kanału.

- A w latach 90. i na początku nowego tysiąclecia Dwór Fischera to były po prostu mieszkania. Podzielono go na klitki i mieszkano. Już wtedy budynek był w złym stanie, ale jeszcze żył - dopowiada Marcin Tymiński.

Brak lokatorów, słabe zabezpieczenia i zimowy pożar

Po wykwaterowaniu mieszkańców zabezpieczono stropy dworu.
Po wykwaterowaniu mieszkańców zabezpieczono stropy dworu. fot. trojmiasto.tv
Zabezpieczenia okien okazały się jednak niewystarczające. Do wnętrza zabytku wchodzili m.in. amatorzy taniego alkoholu.
Zabezpieczenia okien okazały się jednak niewystarczające. Do wnętrza zabytku wchodzili m.in. amatorzy taniego alkoholu. fot. trojmiasto.tv
Jedna z wizyt nieproszonych gości zakończyła się zaprószeniem ognia i pożarem w styczniu 2014 r.
Jedna z wizyt nieproszonych gości zakończyła się zaprószeniem ognia i pożarem w styczniu 2014 r. ze zbiorów PWKZ
Z czasem obiekt niszczał coraz bardziej i zaczął zagrażać lokatorom. W 2006 roku wykwaterowano ostatnich mieszkańców, a Gdański Zarząd Nieruchomości Komunalnych zajął się zabezpieczeniem zabytku. Sporządzenie dokumentacji technicznej kosztowało miasto ponad 19 tys. zł, zabezpieczenie prawie osiem razy więcej.

Okna zasłonięto folią i zabito deskami, a konstrukcję dworu wzmocniono drewnianymi wspornikami oraz przyporami. Miasto rozważało też plan zagospodarowania obiektu razem z Towarzystwem Pomocy im. św. Brata Alberta, które nieopodal dworu prowadzi noclegownię dla osób bezdomnych.

- W 2006 roku stworzyliśmy koncepcję, która zakładała, że w dworze powstanie hotel i restauracja. Miały być one zarządzane przez organizację społeczną, która zajmowała się wyprowadzaniem ludzi z bezrobocia. Takie osoby miały przechodzić praktyki hotelarskie i gastronomiczne, co umożliwić miało im wejście na rynek pracy - wyjaśnia Grzegorz Sulikowski, z-ca dyrektora Wydziału Urbanistyki, Architektury i Ochrony Zabytków w gdańskim magistracie.

Pomysł nie został zrealizowany, bo zabrakło pieniędzy. Pozostawiony bez opieki dwór wkrótce stał się miejscem spotkań amatorów taniego alkoholu. Zabezpieczenia okazały się niewystarczające. Zdarzały się włamania i kradzieże. Zabytek wielokrotnie był dewastowany, o czym portal informował w artykule Dwór Fischera niszczeje i czeka na inwestora. W styczniu 2014 r. na parterze budynku wybuchł pożar.

- Choć ogień był stosunkowo niewielki, zadymienie było na tyle silne, że przeniosło się na wyższe kondygnacje. To jest pustostan, przypuszczamy więc, że ktoś mógł zaprószyć ogień - oceniał asp. sztab. Jan Socha z Wojewódzkiego Stanowiska Koordynacji Ratownictwa w Gdańsku.

- Właścicielem dworu jest miasto, które jak widać nie do końca potrafiło o ten obiekt właściwie zadbać - komentuje rzecznik wojewódzkiego konserwatora zabytków. Zapytany o to, dlaczego konserwator nie interweniował wcześniej, odpowiada: Rzeczywiście, wszyscy możemy bić się w piersi - także służby konserwatorskie, które być może powinny wcześniej reagować, skuteczniej wywierać większy nacisk na miasto, aby przynajmniej obiekt skutecznie zabezpieczyć.

Wojewódzki konserwator zabytków po pożarze wydał odpowiedni nakaz. GZNK ponownie zajął się budynkiem. - Zamurowano otwory okienne i drzwiowe, zabezpieczono dach przed przeciekami i konstrukcję obiektu. Ponadto dwór ogrodzono siatką - wylicza Władysław Nagórny.

- Jeśli będziemy tworzyć nowy program rewitalizacji, to chcemy, aby znalazł się w nim dworek. Ale coś więcej na ten temat będę mógł powiedzieć za rok - zapowiada Grzegorz Sulikowski.

Ruiny Trójmiasta to cykl opowiadający o dziejach obiektów, które w czasach swojej świetności wzbudzały zachwyt, a dziś niszczeją i czekają na ratunek. Jeśli chciał(a)byś zaproponować obiekty do kolejnych odcinków cyklu lub chciał(a)byś podzielić się informacjami i zdjęciami, napisz na adres j.gilewicz@trojmiasto.pl

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (59)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.