Fakty i opinie

Salomonowy wyrok sądu w sprawie przewrócenia pomnika ks. Jankowskiego

Sędzia Małgorzata Uszacka uznała, że oskarżeni są winni zniszczenia pomnika i spowodowania w ten sposób strat w wysokości ok. 7 tys. zł, zarazem jednak odstąpiła od ukarania ich - ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu.
Sędzia Małgorzata Uszacka uznała, że oskarżeni są winni zniszczenia pomnika i spowodowania w ten sposób strat w wysokości ok. 7 tys. zł, zarazem jednak odstąpiła od ukarania ich - ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

We wtorek zakończył się proces w głośnej sprawie dotyczącej przewrócenia gdańskiego pomnika ks. prałata Henryka Jankowskiego. Sąd uznał, że trzej aktywiści są winni zniszczenia pomnika, ale odstąpił od wymierzenia im kary ze względu na nikłą szkodliwość społeczną czynu. Aktywiści muszą jednak pokryć straty poniesione przez fundatorów pomnika.



Użytkownicy naszej aplikacji zostali już o tym powiadomieni

Pobierz aplikację: Android | iPhone


Jak oceniasz ten wyrok?

uważam, że sprawcy nie powinni nic płacić 39%
wyrok jest sprawiedliwy, sąd dobrze zważył wszystkie racje 26%
oceniam go krytycznie, to przyzwolenie na działałność chuligańską 35%
zakończona Łącznie głosów: 2214
Przypomnijmy, pomnik ks. Henryka Jankowskiego został przewrócony w lutym 2019 roku. Trzej mężczyźni, którzy tego dokonali, nie kryli się ze swoimi zamiarami, pozwolili filmować całe zdarzenie, a po przyjeździe na miejsce policji - oddali się w jej ręce.

Pomnik obalono na rozłożone wcześniej opony w ten sposób, aby go nie zniszczyć. Na przewróconej rzeźbie ułożono strój ministranta oraz dziecięcą bieliznę. Mediom przekazano także swoisty manifest, który miał tłumaczyć powody całego zdarzenia.

- Podejmujemy działanie, którego celem jest symboliczne strącenie ze wspólnotowego piedestału fałszywej pamięci i czci osoby Henryka Jankowskiego. Tak wyraża się nasza obywatelska niezgoda na obecność w przestrzeni publicznej zła, pogardy dla drugiego człowieka i jego uprzedmiotowienia, gwałtu na jego wolności i prywatności, braku szacunku dla bólu i gniewu ofiar, wreszcie też - mowy nienawiści - napisały osoby odpowiedzialne za przewrócenie pomnika.
Prokuratury te tłumaczenia nie przekonały.

Śledczy wycenili straty powstałe w wyniku działania mężczyzn na 30 tys. zł i wszczęli śledztwo, które zakończyło się w lutym ubiegłego roku - 12 miesięcy po samej akcji aktywistów.

Trzem mężczyznom zarzucono "popełnienie wspólnie i w porozumieniu przestępstwa znieważenia i uszkodzenia pomnika ks. prałata Henryka Jankowskiego. Uznano również, że czyn ten miał charakter chuligański. Został popełniony publicznie z oczywiście błahego powodu, przez co okazano rażące lekceważenie dla porządku prawnego".


Oskarżeni: Pomnik wynieśliśmy, nie zniszczyliśmy go



Sam proces ruszył w marcu tego roku. Pierwotnie rozpocząć miał się wcześniej, bo w styczniu, jednak pierwszą rozprawę odroczono z powodów proceduralnych. Na sali sądowej nie pojawiło się bowiem dwóch członków społecznego komitetu budowy pomnika, którzy występować mieli przed sądem jako osoby pokrzywdzone.

Sami oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanego im przestępstwa. Nie negowali, że przewrócili pomnik, jednak twierdzili, że kierowały nimi pobudki zdecydowanie dalekie od forsowanej przez prokuraturę wersji "chuligańskiego wybryku".

Mowy końcowe oskarżonych: "zamknięto drzwi przed głosem ofiar"



Tydzień temu, podczas mów końcowych, oskarżeni nie wnosili o uniewinnienie, jak zaznaczył jeden z nich, "nie mam żadnych złudzeń co do tego, aby Kościół katolicki ma wolę do wyjaśnienia zbrodni pedofilii, w tym czynów ks. Jankowskiego, nie mam też żadnych oczekiwań względem tego procesu".

Zwrócili się za to do ofiar księży-pedofili i przeprosili je za to, że "wszyscy zawiedliśmy jako wspólnota, bo na to pozwoliliśmy".

Inny z oskarżonych podczas trwającej kilkadziesiąt minut mowy końcowej przytaczał kolejne "systemowe zaniedbania" dotyczące najpierw samego ustawienia pomnika, a następnie śledztwa i procesu w sprawie "jego wyniesienia".

Krytykował zarówno prokuraturę, jak i sąd za "ucinanie" wszystkich wniosków dowodowych wnoszonych przez samych oskarżonych i ich obrońców, a które dotyczyć miał powodów ich działania, czyli kwestii związanych z działaniami ks. Jankowskiego, którego określił mianem "bezwstydnego predatora seksualnego".

W pewnym momencie pełnomocniczka społecznego komitetu budowy pomnika zawnioskowała do sądu o odebranie głosu oskarżonemu, bo jego swobodna mowa nie odnosiła się jej zdaniem do meritum sprawy. Obrońcy w odpowiedzi zawnioskowali o dyscyplinarne ukaranie pełnomocniczki za bezprecedensowe przerywanie mowy końcowej.

Ostatecznie sąd poprosił oskarżonego o kontynuowanie mowy. A on stwierdził m.in., iż proces w tej sprawie był fikcją, bo "zamknięto drzwi przed głosem ofiar".

Sąd: winni, ale kary nie będzie



We wtorek, 28 września, sąd wydał wyrok w tej sprawie. Uznano, że trzej aktywiści są winni zniszczenia pomnika i spowodowania w ten sposób strat w wysokości ok. 7 tys. zł, zarazem jednak odstąpiono od ukarania ich - ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu.

Wszyscy skazani muszą jednak solidarnie złożyć się na pokrycie strat poniesionych przez społeczny komitet budowy pomnika, a także pokryć część kosztów sądowych - zarówno poniesionych przez sąd, jak i przez poszkodowanych.

W ustnym uzasadnieniu sąd podkreślił, że błędna była kwalifikacja czynu forsowana przez prokuraturę - i to zarówno w kwestii rzekomego "chuligańskiego" charakteru czynu, jak i kwalifikacji go jako "znieważenia pomnika".

Zarazem jednak w wątpliwość poddano też tłumaczenia skazanych, którzy twierdzili, że musieli zareagować na bezczynność władz względem informacji o działaniach ks. Jankowskiego nagłaśnianych przez media (już po śmierci prałata). Zdaniem sądu w momencie, gdy skazani zdecydowali się na swój czyn, proces mający na celu wyłączenie postaci prałata z przestrzeni publicznej już trwał i to trwał w ramach prawa.

Wyrok nie jest prawomocny. Skazanych oraz ich obrońców nie było na sali, podobnie jak przedstawicieli społecznego komitetu budowy pomnika i reprezentującej ich prawniczki. Obecny był przedstawiciel prokuratury, który wyrok nazwał kluczowym, bo skazującym. Zaznaczył, że dowodzi on, że w Polsce nie można bezkarnie i samowolnie niszczyć pomników. Zapowiedział też analizę uzasadnienia pod kątem ewentualnej apelacji.

Pomnik od dawna budził kontrowersje



Jeszcze przed wydarzeniami z lutego 2019 roku pomnik ks. Henryka Jankowskiego budził kontrowersje (był na przykład oblewany farbą, odbywały się także protesty na skwerze, na którym stał). Wszystko przez pojawiające się przez lata zarzuty dotyczące wykorzystywania nieletnich. Sam ksiądz nigdy nie został prawomocnie skazany, nie został także nigdy oficjalnie oskarżony przez prokuraturę, niemniej prowadzono śledztwo w jego sprawie - umorzono je na podstawie opinii biegłych seksuologów.

W 2018 roku, osiem lat po śmierci duchownego, pojawił się cykl tekstów Bożeny Aksamit, trójmiejskiej dziennikarki, która przeprowadziła własne śledztwo w sprawie kontrowersyjnego prałata. W tekstach tych pada wiele mocnych zarzutów pod adresem ks. Jankowskiego, łącznie z informacją o samobójstwie nastolatki, która miała być z nim w ciąży.

Czytaj więcej o zarzutach formułowanych względem ks. Jankowskiego



Sam pomnik po tym, gdy go przewrócono, wrócił na miejsce. Nie na długo jednak. Rada Miasta Gdańska zdecydowała o jego zdemontowaniu, co ostatecznie miało miejsce w marcu 2019 roku.

Bogata biografia prałata



Prałat Henryk Jankowski ma bogatą biografię. Podczas obalania komunizmu nie bał się bronić działaczy Solidarności, był ich kapelanem i spowiednikiem. Kontrowersje, i to związane nie tylko z rzekomą pedofilią, pojawiły się w jego przypadku później, po upadku PRL-u. Oprócz płomiennych, politycznych kazań, w których w niewybrednych słowach nie oszczędzał przede wszystkim Żydów, zasłynął także z budowy Grobu Pańskiego, gdzie obok nazw partii politycznych umieścił szkielet trzymający flagę Unii Europejskiej. Za antysemickie wypowiedzi władze Kościoła zabroniły mu głoszenia kazań.

Nie odmawiał sobie również działalności biznesowej. Produkował niezbyt smaczne półwytrawne wino "Monsignore" oraz wodę mineralną ze swoim wizerunkiem. Wydawał również patriotyczne książki, a nawet zbiór swoich kazań.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (828)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »