Seniorki z Oruni pogoniły księdza. Myślały, że to oszust, przed którym ostrzegał proboszcz

Adam Malinowski
16 lutego 2026, godz. 13:00
Opinie (113)
Czujne seniorki uzbrojone były w kij. Chciały się nim bronić przed księdzem-przebierańcem.

Zwykły duszpasterski obchód chorych po Oruni zakończył się... ucieczką księdza spod drzwi. Wszystko z powodu czujnej lokalnej społeczności: interweniujące seniorki, uzbrojone w baseballowy kij, były pewne, że przepędziły oszusta, przed którym ostrzegał wcześniej proboszcz ich parafii.





Nieproszony gość, czyli alarm w parafii



Czy padłe(a)ś kiedyś ofiarą oszustwa?

Nietypową historię opisali oruńscy salezjanie. Wszystko zaczęło się od tego, że jeden z księży otrzymał telefon od zaniepokojonej parafianki. Kobieta z przejęciem relacjonowała, że po domach chodził nieznany duchowny, który zapowiada wizyty duszpasterskie z tygodniowym wyprzedzeniem.

Dla miejscowego proboszcza była to czerwona flaga. W parafii do tej pory nigdy tak nie działano. Dlatego duchowny ostrzegł kobietę:

- To prawdopodobnie oszust albo przebieraniec. Proszę uważać i - w razie czego - go pogonić.
Nie spodziewał się jednak, że jego rada zostanie potraktowana aż tak dosłownie, a w całej historii dojdzie do kilku zbiegów okoliczności.



Nowy ksiądz kontra sąsiedzka czujność



Tydzień później, kiedy nadszedł pierwszy piątek miesiąca, do drzwi jednej z rodzin zapukał świeżo przybyły do parafii duchowny - ks. Kuba. Ponieważ nie znał parafian, postanowił zawczasu się przedstawić i nawiązać kontakt. Problem w tym, że nikomu o tej inicjatywie nie powiedział.

Pech (dla nowego księdza) chciał, że trafił na czujne seniorki. I choć ks. Kuba był w koloratce, wyglądał jak ksiądz i zachowywał się jak ksiądz - dla nich był "tym podejrzanym", przed którym tak wyraźnie ostrzegał proboszcz.

- My tu wiemy o takich! - zaczęły krzyczeć. - Przebierańcy! Oszuści!
Ksiądz odwrócił się na pięcie i wykonał tzw. "taktyczny odwrót".

Seniorki do księdza: pogoniłyśmy przebierańca!



Niemal natychmiast po tym incydencie do parafii zadzwoniła wspomniana wcześniej kobieta:

- Proszę księdza, ten przebieraniec przyszedł! Ale żeśmy go pognały! - relacjonowała z satysfakcją.
Wtedy proboszcz zorientował się, że mogło dojść do nieporozumienia, a feralnym "oszustem" był nikt inny jak młody i nowy ksiądz z parafii, który po prostu za bardzo się zaangażował.



Kij baseballowy w pogotowiu



Miesiąc później, już w pełni formalnie i po wcześniejszym ogłoszeniu, ks. Kuba ponownie udał się z wizytą duszpasterską. Tym razem został przyjęty serdecznie - choć nie bez lokalnego "akcentu bezpieczeństwa".

Jedna z parafianek z uśmiechem poklepała go po ramieniu i powiedziała:

- Ma ksiądz dużo szczęścia, bo my byłyśmy tutaj przygotowane.
Po czym pokazała czekający w pogotowiu... kij baseballowy.

Jak dowiadujemy się z parafii, mimo "gorącego przywitania", nowy ksiądz szybko wszedł w rytm parafialnego życia. Jedno jednak pozostaje pewne - na Oruni nikt nie przejdzie niezauważony, nawet jeśli nosi koloratkę.

Bo jak mówią sami mieszkańcy: "na Oruni zawsze sobie poradzą".
Adam Malinowski

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (113)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane