Fakty i opinie

stat

Śniadanie pod klifem na start smacznego spaceru po Gdyni

Może nad morze? Śniadanie pod gdyńskim klifem w morzu, z widokiem na orłowskie molo, w wydaniu gdyńskiej restauratorki Maliki.
Może nad morze? Śniadanie pod gdyńskim klifem w morzu, z widokiem na orłowskie molo, w wydaniu gdyńskiej restauratorki Maliki. Fot. MN/trojmiasto.pl

Zdarzyło się. Raz jeden. I zrobiło duże wrażenie. Śniadanie na plaży pod klifem, które zainaugurowało 2-dniową wycieczkę szlakiem kulinarnym Gdyni dla dziennikarzy z głębi kraju, pokazało potencjał miasta, które korzystając z nadmorskiego położenia, stawia na rozwój turystyki kulinarnej. W Gdyni, gdzie nie brakuje lokali z wykwintną kuchnią, smakosze nudzić się nie będą.

.

Gdyby śniadanie podawano codziennie w takiej formie jak w miniony poniedziałek zrobiła to Malika, restauracja pod chmurką w Orłowie, serwująca potrawy do stolików zanurzonych w wodach Bałtyku, byłaby w Trójmieście prawdziwą perełką.

Śniadanie w wykonaniu Ewy Szyc-Juchnowicz, która na co dzień jest szefową kuchni w swojej restauracji przy Świętojańskiej zobacz na mapie Gdańska, odbyło się w malowniczym anturażu Orłowa, pod gdyńskim klifem, po raz pierwszy. Zorganizowano je dla kilkunastu dziennikarzy kulinarnych, którzy przyjechali z rożnych części Polski na 2-dniową wycieczkę w celu poznania miasta z morza i marzeń od kuchni.

Goście już na początku wizyty mogli zachłysnąć się morzem. Śniadanie serwowano do stolików usytuowanych w wodzie oraz na plaży. Jak na osadę rybacką przystało, menu obfitowało głównie w ryby. W takiej bliskości morza trudno ich było nie spróbować, zwłaszcza że Malika przygotowała je w ekologiczny i nowatorski sposób. Na kilku paleniskach przyrządzała jednocześnie makrelę (w soli), troć (na morskiej desce), śledzia (z paleniska), mule norweskie (na kamieniach) podawane na kołderce z morszczyna. Znawczyni kuchni arabskiej, która podczas programu "Top Chef" dała się poznać w kuchni z różnych stron, podejmując gości pod gołym niebem nie kryła ekscytacji i obawy przed efektem końcowym eksperymentów na plaży.

- Moja kuchnia wywodzi się z płomienia, dlatego postanowiłam przygotować potrawy stosując różne techniki pieczenia. Nie wiem, co mi z tego wyjdzie, ale mam nadzieję, że pomysły wypalą i nie opuścicie tego miejsca głodni - śmiała się Malika.



Wszystkie ryby upiekły się perfekcyjnie i rozpływały się w ustach. I wprawdzie o gustach się nie dyskutuje, dla nas bezkonkurencyjna była makrela w dwóch ogniach podana z pieczonymi pomidorami i papryką. Podczas porannej rozpusty nie zabrakło jajek z kominka w tażinach oraz deseru - owoców palonych w cukrze podawanych w zestawie z czarną słodką kawą z gorącego piachu.

Konsumpcji towarzyszyły opowieści dra Zbigniewa Karnickiego, związanego od 50 lat z Morskim Instytutem Rybackim, który przybliżył dziennikarzom różne gatunki ryb i podzielił refleksjami na temat polskiego rybołówstwa i technologii przetwórstwa ryb.

Śniadanie w duchu arabskim, lunch po staropolsku

Po obfitym śniadaniu w plenerze, grupa spacerowym tempem przeniosła się na lunch do Tłustej Kaczki. W gościnnych progach restauracji na uczestników czekał długi i elegancko nakryty stół oraz szef kuchni Tomasz Mrozik, który przygotował 5-daniowy lunch. Otworzył go starter - tatar wołowy podwędzany dymem z jałowca z emulsją z żółtka, ogórkiem małosolnym i piklami, który smakował wybornie. Następnie podano chłodnik z zielonych szparagów i ogórka z prażonym słonecznikiem i oliwą rzepakową. Następnie na stole pojawił się talerz bobu z jajkiem oraz czipsem z boczku. Danie główne stanowiła pieczona kaczka, której smak uwydatniał jabłkowy mus. Nie zabrakło również deserów.

Jak głosi fama, Tłusta Kaczka dobrze karmi. Można było przekonać się o tym osobiście, bowiem z każdą serwowaną potrawą porcje rosły.

- Przepraszam za ten przepych kulinarny, ale inaczej niż przejedzonych, moich gości nie potrafię wypuszczać. To takie nasze zamiłowanie do dobrej polskiej biesiadnej tradycji - przyznaje z uśmiechem Tomasz Mrozik.

Odchodząc od suto zastawionego stołu goście z przerażeniem myśleli o 12-setowej kolacji degustacyjnej, jaka czekała ich w Białym KrólikuQuadrille Conference&Spa.

Wieczór artystycznych wrażeń

Biały Królik zaskoczył pod wieloma względami. Nazwa restauracji brzmiała dla nowicjuszy na tyle obiecująco, że goście wypatrywali na talerzach przede wszystkim królika. Tymczasem zamiast niego pojawiła się perliczka w królewskim rosole ze szparagami oraz... ślimaki z Kraśnika.

Menu restauracji Biały Królik sięga do korzeni kuchni polskiej, bogatej w mięsa, ryby, warzywa, sery i leśne zioła. Zaskoczyła mnogość dań i bogactwo produktów, a także fantazyjność wielu kompozycji. Pieczołowicie przygotowane dania wyglądały jak małe dzieła sztuki. Śmiało można więc mówić nie tylko o uczcie dla podniebienia, lecz także dla oczu, które cieszyć mogły ciekawe formy jak chips z palonego siana, liquid wafel czy fois gras w pomidorku. Dania urzekały kolorami. Świetnie prezentował się śledź bałtycki po rybacku czy deser "żuławska łąka" z sorbetem z morwy białej. Hitem artystycznej kolacji okazał się sok z brzozy i lody z młodego świerka z karmelem z pestek dyniowych o bardzo rześkim i oryginalnym smaku.

Zaskoczył także sam szef kuchni Marcin Popielarz, który w ferworze kuchennych rewolucji nie znalazł czasu na dłuższą rozmowę. Szkoda, że zabrakło tak ważnej podczas kolacji degustacyjnej interakcji z gośćmi. Ci, choć najedzeni, opuścili lokal z niedosytem, wszak łaknęli poznać historię potraw i filozofię nowo powstałej i ambitnej kuchni.

Po 4-godzinnej kolacji goście przenieśli się do ogrodu Quadrille, gdzie przy muzyce na żywo oddawali się kuluarowym rozmowom i degustacji smakołyków z rusztu. Tu naszą uwagę zwrócił salceson z sarny, prosciutto z gęsi, dorsz piklowany w dzikiej róży. Był też zylc z królika.



Wtorek pełen nie tylko kulinarnych podróży

Drugi dzień rozpoczęło śniadanie w Traffik Jedzenie i Przyjaciele przy stole ustawionym wzdłuż chodnika, vis a vis wejścia do lokalu. Tym razem po obfitym posiłku na dworze, kalorie można było spalić podczas spaceru po Gdyni pod przewodnictwem Arkadiusza Brzęczka. Jak sam siebie przedstawił "chory na topofilię" gdynian zabrał gości na spacer po śródmieściu Gdyni. Pokazał uczestnikom m.in. słynny Bankowiec i minimuzeum modernizmu zlokalizowane w schronie, zajrzał do legendarnej Cyganerii i wstąpił do słynnej gdyńskiej Hali Targowej.

Spacer zakończył na ulicy Abrahama w restauracji Krew i Woda. W świeżo otwartym lokalu, którego właścicielem jest szef kuchni Mariusz Pieterwas, czekały na gości mule po francusku. Przyjemna woń jaka unosiła się z misek pełnych skorupiaków zanurzonych w sosie z białego wina, masła, czosnku i zielonej pietruszki, skłoniła do degustacji nawet tych, którzy stronią od owoców morza. W serdecznej atmosferze, o którą zadbała gospodyni Marta, można było poznać filozofię pieterwasowej kuchni. W menu obok drobiowych wątróbek w czerwonym winie znalazła się zupa tajska z krewetkami i turbot w sosie homarowym podany z leniwymi pierogami.

- W mojej restauracji każdy znajdzie coś dla siebie. Kuchnia jest różnorodna, określana jest często jako "multi". W karcie dań, oprócz królujących owoców morza, można znaleźć dania śródziemnomorskie, tajskie i polskie. Od 2 lat nie jem mięsa, głównie z powodów zdrowotnych, ale przygotowuję je dla gości - przyznaje Mariusz Pieterwas.

Wisienką na torcie w restauracji Krew i Woda okazał się deser - owoce w porto z czeremch, z kruszoną bezą i lodami waniliowym. Miłą niespodzianką była mała porcja owoców w prezencie dla każdego gościa.

Sztuka w Sztuczce

Kulinarną podróż po Gdyni zwieńczyła kolacja w restauracji Sztuczka. Szkoda, że zdolny i utytułowany szef kuchni Rafał Wałęsa pojawił się tylko na kurtuazyjne "dzień dobry", gdyż część gości ostrzyła sobie zęby na rozmowę z kucharzem, który zdobywa kulinarne laury. Wszystkie dania, jakie znalazły się w 5-setowym menu degustacyjnym urzekały finezją. Jak to w Sztucze, sztuki nie zabrakło na talerzach. Goście docenili artyzm potraw: consomme wołowego z ozorem cielęcym serwowanym z krakersem ze smalcem i jabłkiem, śledzia z remuladą z selera, dorsza z ravioli z dzikiem i bobem oraz leniwych z truskawkami i kozim serem. O ile wizualnie i smakowo Sztuczka zachwyca, o tyle nad atmosferą obsługa restauracji musi trochę popracować. Momentami było po prostu sztucznie.

Taste Tour Gdynia zorganizowała Agencja Rozwoju Gdyni. Opiekunem gości była fotograf kulinarna Joanna Ogórek.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (31)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.