Sopoty na morzu. O statkach noszących nazwę "Sopot"

Tomasz Kot
4 maja 2025, godz. 15:00
Opinie (47)

Nazwę "Sopot", zarówno w brzmieniu polskim, jak i niemieckim, nosiło kilkanaście jednostek. Dzieje niektórych z nich są zawiłe i pełne zwrotów akcji. Załoga jednego z M/S Sopot otrzymała honorowe obywatelstwo miasta, a sama jednostka zatonęła trzy lata później.



Trzy "Zoppoty": niemiecki, gdański i polski



Na początku wieku XX imię kurortu otrzymał parowiec żeglugi przybrzeżnej zbudowany w 1911 r. w gdańskiej stoczni J.W. Klawittera dla przedsiębiorstwa żeglugowego Weichsel. SS Zoppot w sezonie letnim pływał na trasie z Gdańska na Hel, przybijając po drodze do sopockiego molo.

Statek żeglugi przybrzeżnej SS Zoppot. Rysunek za: "10 lat związku Korab", Warszawa 1936.
Jednostka mogła zabrać na swój pokład 250 pasażerów. Na pokładzie znajdowały się szklane ścianki ochronne dla pasażerów, a pod tylnym pokładem kajuty pasażerskie. Na dziobie umieszczono ładownię przeznaczoną do przewozu towarów, obsługiwaną przez wysięgnik o nośności 1000 kg. Statek posiadał dobrą żeglowność i manewrowość.

W publikacji "10 lat związku Korab" (1936), poświęconej statkom obsługującym ruch turystyczny w obrębie Zatoki Gdańskiej i poza nią, został uznany przez inż. Henryka Rosochowicza (1900-1942) za idealny do kursowania po zatoce. Rosochowicz wiedział co pisze, był bowiem pierwszym prezesem Stowarzyszenia Polskich Inżynierów Budowy Okrętów (SPIBO) oraz delegatem w Radzie Portu i Dróg Wodnych Gdańska.

Tenże "Zoppot" prawdopodobnie służył do przewozu niemieckich uciekinierów z Gdańska w 1945 r., ponieważ po wojnie widziano go w Lubece. Zaczęto nawet starania, aby rewindykować go do Polski jako statek byłego Wolnego Miasta Gdańska, jednak nic z tego nie wyszło.

W latach 1920-28 nazwę "Zoppot" nosił też pływający pod banderą WMG zbiornikowiec o nośności ponad 15 tys. ton.

Ten największy wówczas zbiornikowiec o długości 166,7 m i szerokości 20,2 m powstał w 1913 r. w stoczni Germania Werft w Kilonii i nosił imię "Wilhelm A. Riedemann". Wybuch I wojny światowej i zarekwirowanie przeznaczonych dla zbiornikowca silników unieruchomiły niedokończony okręt.

  • MS Zoppot tu jako MS Wilhelm A. Riedemann.
  • MS Zoppot tu jako MS Wilhelm A. Riedemann.
Przed ukończeniem statek trafił do Gdańska. W 1919 r. zmieniono mu nazwę na Zoppot i podniesiono banderę WMG, co uchroniło jednostkę przed zabraniem go przez aliantów w ramach reparacji wojennych. Jednostka pływała dla przedsiębiorstwa Baltisch-Amerikanische Petroleum Import GMBH z Gdańska.

W 1928 r. zbiornikowiec przeszedł pod banderę niemiecką i wrócił do pierwotnej nazwy. Wilhelm A. Riedemann w latach 1940-43 był używany jako baza dla tankowców w stoczni Marynarki Wojennej w Wilhelmshaven. W 1944 r. został zatopiony przez własną załogę w Nantes, gdzie służył jako pływająca baza bunkrowa Kriegsmarine. Wrak pocięto na złom w 1947 r.

Jako ostatni nazwę "Zoppot" z jednostek pływających po Morzu Bałtyckim otrzymał polski holownik portowy "Tytan" z Gdyni, który we wrześniu 1939 r. wpadł w niemieckie ręce.

  • Holownik Tytan wprowadza drobnicowiec MS Emilia Plater do portu. Zdjęcie autorstwa Jerzego Uklejewskiego pochodzi z pocztówki wydanej nakładem PTTK około roku 1970.
  • Holownik "Tytan" w porcie gdyńskim w roku 1938. Fotografia z archiwum ilustracji koncernu Ilustrowany Kurier Codzienny.
  • Holownik Tytan wprowadza statek MS Batory do portu w Gdyni.
  • Holownik Tytan ze statkiem na holu na pocztówce z początku lat 1950.
  • Holownik Tytan.
Jednostkę wybudowano w roku 1936 w Stoczni Gdańskiej. "Tytan" wszedł do służby w kwietniu 1936 r. w Wydziale Holowniczo-Ratowniczym Żeglugi Polskiej w Gdyni. Podczas kampanii wrześniowej holownik wraz z innymi tego typu jednostkami został zatopiony przy porcie w Oksywiu. Okupanci podnieśli go z dna, wyremontowali i w 1940 r. wcielili do Kriegsmarine-Arsenal Gotenhafen.

Gdynia w latach 40. XX wieku

  • Lubię to Lubię to
  • Super Super
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha
  • Wow Wow
  • Przykro mi Przykro mi
  • Wrr Wrr
  • Wszystkie 0
Statek został ponownie zatopiony 18 grudnia 1944 r., podczas wielkiego dziennego nalotu lotnictwa alianckiego na Gdynię. Wydobyto go w 1946 r., a po remoncie i powrocie do nazwy "Tytan", przywrócono do służby w gdyńskim porcie jako holownik rezerwowy. Służył do 1980 r., gdy został zezłomowany.

Ślad po jednostce znajduje się w kolekcji Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. W posiadaniu placówki jest nawiewnik z holownika "Tytan".

Drugie życie niemieckiego wraku



Pierwszą jednostką, która otrzymała nazwę "Sopot" w polskim brzmieniu był rzeczno-morski holownik o nośności 10 ton, wyremontowany z wraka w 1952 r. dla przedsiębiorstwa Bydgoska Żegluga na Wiśle. Niestety nie zachowały się informacje o wcześniejszej nazwie i roku jego budowy. Prawdopodobnie statek pływał wcześniej pod banderą WMG. Holownik o długości 20,5 i szerokości 2,2 m, wyposażony w maszynę parową podwójnego rozprężania, stacjonował głównie w Gdańsku i bywał używany do holowania barek między portami w Gdańsku i Gdyni. Nie wiadomo kiedy trafił na złom.



Drobnicowiec, który za darmo trafił do Chin



Pierwszym pełnomorskim statkiem z Sopotem w nazwie była jednostka, która powstała w ramach serii 35 motorowych drobnicowców typu B-53, zbudowanych w latach 1952-56 przez stocznię im. Komuny Paryskiej w Gdyni.

23 statki z tej serii weszły w skład floty ZSRR, cztery kupiła Polska Żegluga Morska, jeden pływał w barwach przedsiębiorstwa Dalekomorskie Bazy Rybackie jako statek łącznikowy. Ostatnie siedem zbudowano na zlecenie Centrali Handlu Zagranicznego "Centromor". Statki te przejściowo eksploatowane były przez Polskie Linie Oceaniczne i nosiły nazwy nadane od nazw miejscowości leżących na wybrzeżu Bałtyku lub w jego pobliżu.

Pierwszym statkiem z końcówki serii B-53 była jednostka, której nadano nazwę "Orłowo". Następne były "Wejherowo", "Reda", "Braniewo", "Kartuzy" i "Rumia".

Ostatnim drobnicowcem był "Sopot", zwodowany 21 stycznia 1956 r. Statek o nośności 921 ton, długości 57,6 m i szerokości 9 m, mógł rozwijać prędkość 10,5 węzła.

Jednostki te były eksploatowane przez PLO bardzo krótko. W tym samym 1956 r. zapadła decyzja o przekazaniu ich nieodpłatnie Chińskiej Republice Ludowo-Demokratycznej. Planowano, że flotylla dotrze na Daleki Wschód konwojem przez północną drogę morską, czyli przez rosyjską Arktykę. Ostatecznie wybrano wariant żeglugi przez Kanał Sueski.

Chińczycy nie zmienili nazwy statku, który z tą nazwą i pod banderą chińską pływał do połowy lat 60. XX w. Potem Chiny przekazały "Sopot" i "Rumię" Indonezji.

Jeden z czterech statków na "S"



Najsłynniejszym statkiem pod polską banderą pływającym pod nazwą "Sopot" był pływający dla PLO motorowy drobnicowiec, który obsługiwał linię zachodniośródziemnomorską, czyli porty Hiszpanii, Portugalii, Maroka, Algierii, Tunezji i zachodniego wybrzeża Włoch, a potem całego Morza Śródziemnego.

Drobnicowiec MS Sopot w porcie gdańskim.
Jednostka powstała w serii czterech statków typu Słupsk, wybudowanych w duńskiej stoczni w Aalaborgu. Bliźniaczymi jednostkami "Sopotu" były "Słupsk", "Sanok" i "Sandomierz". Polską banderę na "Sopocie" podniesiono 5 czerwca 1966 r. Matką chrzestną statku była ówczesna radna Sopotu Maria Jałoszyńska (1928-1999) . Pierwszym dowódcą był kapitan ż.w. Zbigniew Malik.

MS "Sopot" był statkiem dwupokładowym, wyposażonym w trzy ładownie, z których jedna mogła pełnić rolę chłodni. Okręt posiadał podwójną nośność 3035/3645 ton, co wynikało z tego, że była to jednostka nosząca miano ochronno-pokładowej, czyli posiadającej specjalną konstrukcję pokładu służącą do ochrony ładunku i personelu przed czynnikami zewnętrznymi, jak np. fale, wiatr lub deszcz.

Długość całkowita statku wynosiła 99,6 m, a szerokość 14 m. Drobnicowiec mógł pływać z prędkością 13,5 węzła, a jego zasięg wynosił 6 tysięcy mil morskich. Na statku znajdowały się również dwie dwuosobowe kabiny pasażerskie i 34 miejsca dla załogi.

29 kwietnia 1983 r. Miejska Rada Narodowa nadała załodze statku honorowe obywatelstwo Sopotu, uznając jej wkład w rozsławianie Sopotu na świecie, a także z okazji jubileuszu 700-lecia miasta.

Ostatni rejs MS Sopot



Niestety, trzy lata później statek zatonął, a jego katastrofa wpisała się w czarną serię wypadków polskich statków w latach 80. XX w. Na szczęście, mimo dramatycznego przebiegu zdarzenia, cała załoga wyszła z tego obronną ręką.

W swój przedostatni rejs "Sopot" wyszedł 3 sierpnia 1986 r. z Gdańska do Casablanki z ładunkiem szkła w skrzyniach. Na drogę powrotną udało się zakontraktować 400 ton pulpy pomarańczowej w beczkach. Towar zajął jednak tylko chłodnię na rufie statku.

Gospodarka morska Ruch statków w Zatoce Gdańskiej

Ruch statków w Zatoce Gdańskiej

Zobacz na bieżąco aktualizowany ruch statków na wodach Zatoki Gdańskiej. Mapa opracowana i prowadzona przez Department of Product & System Design Engineering - University of The Aegean.


Pojawiła się szansa na załadunek 1100 ton rudy manganu, wymagałoby to jednak dłuższego rejsu i zawinięcia do innego portu. Nie doszło do tego, ponieważ odbiorca pulpy z holenderskiego portu Flushing zażądał bezpośredniego czarteru towaru bez zawijania do innych portów.

I to stanowiło główny problem, ponieważ puste ładownie na przodzie okrętu powodują, że statek ma zbyt duże przegłębienie na rufę. By tego uniknąć, zalano pierwszą ładownię 1100 tonami wody, co zbalastowało statek.

Tymczasem konstrukcja statku nie pozwalała na zalanie ładowni wodą balastową ze względu na zbyt cienki międzypokład i zbyt małą grubość grodzi wodoszczelnych.

22 sierpnia drobnicowiec wyszedł z Casablanki w rejs powrotny. Na statek, oprócz członków załogi, zaokrętowano pięcioro pasażerów: dwie osoby z jachtu "Karolinka", który został uszkodzony podczas rejsu u wybrzeży Afryki, nauczycielkę w podróży służbowej oraz wracającego z kontraktu mężczyznę z 15-letnią córką.

Na statek załadowano jeszcze dwa kontenery z towarem o łącznej wadze 60 ton, które umocowano po obu stronach pokładu. Na rufie za pomocą odciągów przytwierdzono uszkodzony jacht "Karolinka".

Na międzypokładziu, zamknięty luk pierwszej ładowni marynarze przykryli dwoma płachtami brezentu, które dodatkowo docisnęli stalowymi płytami. Na tym wszystkim ustawiono fiata jednego z pasażerów, również unieruchomionego odciągami. Miało to zapobiec wylewaniu się wody z ładowni.

Kłopoty zaczęły się od razu. Szybko zauważono, że na międzypokładzie I ładowni zbiera się woda. Próby zapobieganiu zjawisku przypominały zatykanie wycieku palcem. Ponieważ jednak pogoda była dobra, a ilości wody wyciekającej z ładowni niewielkie, wodę udało się szybko wypompować.

25 sierpnia "Sopot" był w północnej części Zatoki Biskajskiej gdy pogorszyła się pogoda. Wysokie fale sprawiły, że coraz więcej wody wdzierało się do międzypokładzia. Statek niebezpiecznie przechylił się na lewą burtę i "Sopot" stracił stateczność.

O godz. 20 przechył na lewą burtę wynosił już 10 stopni. Pasażerowie i część załogi oglądali w mesie film "Panny z Wilka", gdy kapitan ogłosił zbiórkę w kamizelkach ratunkowych przy szalupie.

O godz. 20:20 radiooficer nadał sygnał "Mayday, Mayday. Polish Sopot". Sygnał odebrała stacja w Ushant (północna Francja). Radiooficer poprosił o asystę ze względu na duży przechył.

Sytuacja szybko się pogarszała. W każdej chwili w maszynowni mógł wybuchnąć pożar, ponieważ paliwo wyciekało na kolektor pomocniczy. Aby zażegnać niebezpieczeństwo, kapitan postanowił wykonać zwrot i przechylić statek w drugą stronę. Manewr się udał, ale "Sopot" miał teraz 25-stopniowy przechył na prawą burtę.

Załoga próbowała zwodować tratwy pneumatyczne, ale zostały one porwane przez wiatr. Udało się za to spuścić szalupę, choć w trakcie, jeden z marynarzy wpadł do wody (udało się go uratować). Kilku członków załogi zeszło do szalupy po linach. Wtedy sztorm wyrwał ławkę, do której była przymocowana cuma i szalupa odpłynęła od statku.

O godz. 21 w pobliże tonącego "Sopotu" dotarły pierwsze statki. Wśród nich był masowiec "Obrońcy Poczty", który starał się osłonić tonący statek od fal i wiatru.

O godz. 23 nadleciał śmigłowiec, który w pierwszej kolejności podjął ośmiu rozbitków z szalupy.


Wkrótce pojawiły się drugi śmigłowiec i holownik ratowniczy. Pozostali na pokładzie skakali do wody, gdzie znajdował się ponton wysłany z holownika. Wszyscy zostali uratowani.

Załoga "Obrońców Poczty" odnalazła w ciemnościach kucharza uczepionego dna tratwy. Ten chwycił rzuconą linkę i przyciągnął się do burty, ale nie miał siły wejść po drabince. Wciągnięto go na pokład.

Na przechylonym już o 70 stopni "Sopocie" wciąż pozostawało jeszcze dziewięć osób. Kolejne nawroty pontonu z holownika i śmigłowca pozwoliły podjąć ostatnich rozbitków. Jako ostatni statek opuścili kapitan, bosman i stewart kapitański.

Leżący na wodzie niemal pod kątem prostym "Sopot" jeszcze przez kilka godzin opierał się falom. Potem poszedł na dno.

Sopoty XXI wieku



W lipcu 2006 r. mająca siedzibę w Sopocie firma SMT Shipping Poland ogłosiła, że nowy statek z jej floty otrzyma imię miasta. Nowy "Sopot" , wyremontowany w Gdyni, jest masowcem o długości 235 m i szerokości 32 m. Wcześniej nazywał się "Arctic". "Sopot" w barwach SMT przez następne lata pływał na linii południowoamerykańskiej, przewożąc rudę żelaza z Brazylii do amerykańskich stalowni.

Po kilkunastu latach zmienił barwy na indyjskie i nazwę na "Vingharta". Na zdjęciu określającym ostatnią pozycję statku, jednostka ma wciąż namalowaną nazwę "Sopot". Swój żywot statek skończył w Zatoce Bengalskiej na słynnej plaży, gdzie statki z całego świata są cięte na złom.

Najnowszy statek z Sopotem w nazwie powstał w 2019 r. dla Polskiej Żeglugi Morskiej. Masowiec "Sopot" ma 180 m długości i pięć przestronnych ładowni. Jest jednym z bardziej wszechstronnych statków szczecińskiego armatora: może przewozić zboża, nawozy sztuczne, metale czy wyroby stalowe. W pierwszą podróż bez ładunku statek wypłynął do Portland w USA, a potem z ładunkiem nawozów do Japonii.
"Sopot" nowym statkiem we flocie Polskiej Żeglugi Morskiej

Od 2019 do 2024 r. statek pływał w różnych relacjach po całym świecie, głównie na Oceanie Atlantyckim - pomiędzy portami obu Ameryk i Europą. 14 października 2024 r. doszło do długo oczekiwanego chrztu masowca "Sopot". Matką chrzestną jednostki została kierownik działu kadr, płac i administracji lądowej PŻM Monika Supergan.

Chrzciny masowca "Sopot" należącego do Polskiej Żeglugi Morskiej ze Szczecina.
Pisząc o katastrofie statku ms "Sopot" korzystałem z książki Marka Perzyńskiego "Zabrane przez morze".

Miejsca

  • SMT. Sopot, Parkowa 46

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (47)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane