"Tematy młodego pokolenia nie są priorytetem dla polityków"

Piotr Kallalas
15 kwietnia 2026, godz. 14:20
Opinie (119)
- Jako młodzi ludzie mamy w swoim otoczeniu wiele osób zmagających się z kryzysem, a także wielu z nas zna osoby, których nie ma tutaj z nami, bo nie znaleźli wsparcia na czas - podkreślił Paweł Mrozek.

Edukacja zdrowotna, ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych dla najmłodszych, większe kompetencje młodzieżowych rad, ale także nacisk na wsparcie zdrowia psychicznego. To tylko niektóre obszary, które - zdaniem młodych ludzi - potrzebują pilnych działań ze strony rządzących. O wszystkim tym przedstawiciele uczniów mówili podczas specjalnej, oddolnej konferencji zorganizowanej pod Bramą Stoczni Gdańskiej.



- Niezależnie od tego, kto rządzi, to tematy młodego pokolenia nie są priorytetem dla polityków i to jest bardzo niebezpieczne zjawisko, bo młodzi ludzie są liczną grupą społeczną, która ma niezwykle dużo problemów - mówił Paweł Mrozek, założyciel Akcji Uczniowskiej podczas konferencji organizacji pozarządowych, uczniów i aktywistów, która odbyła się dziś pod Bramą Stoczni Gdańskiej.


"Za mało mówimy o pomocy rówieśniczej"



Główną osią spotkania były kwestie zdrowia psychicznego - młodzi ludzie wskazują, że rządzący niewiele robią w kontekście dostępności do opieki, a osoby w kryzysie nie mają narzędzi wsparcia. Mamy problem zarówno z profilaktyką zdrowia psychicznego, jak i z ofertą terapeutyczną.

- Jako młodzi ludzie mamy w swoim otoczeniu wiele osób zmagających się z kryzysem, a także wielu z nas zna osoby, których nie ma tutaj z nami, bo nie znalazły wsparcia na czas - podkreślił Paweł Mrozek.
Brakuje też zaufania do rozwiązań systemowych.

- W badaniu z 2024 r. wynika, że tylko 15 proc. osób młodych w razie kryzysu szkolnego zgłosiłoby się do psychologa szkolnego, natomiast psycholog zewnętrzny uzyskał wynik aż 35 proc. Najpopularniejszy jest rówieśnik i za mało mówimy o pomocy rówieśniczej, która jest podstawą tej pomocy psychologicznej - mówił Oskar Stabno, przewodniczący komisji ds. zdrowia i sportu Młodzieżowego Sejmiku Województwa Pomorskiego.
Drugi rok bez prac domowych. Krytyka rośnie, a MEN wciąż czeka na rekomendacje Drugi rok bez prac domowych. Krytyka rośnie, a MEN wciąż czeka na rekomendacje

- Jesteśmy zwolennikami, aby ograniczyć dostęp do social mediów najmłodszym, bo są one szkodliwe. Big techy nie zajmują się regulacją hejtu i środowisk internetowych. Na TikToku czy Facebooku hejt się po prostu wylewa - zwracał uwagę Oskar Stabno.

Hejt wylewa się w mediach społecznościowych



Młodzi aktywiści poruszyli również temat ograniczeń mediów społecznościowych dla najmłodszych. Przez ostatnie dwa lata nic w tej kwestii się nie zmieniło - dopiero teraz rząd zapowiedział, że taki dostęp będzie możliwy dla osób, które ukończyły 15 lat.

- Jesteśmy zwolennikami ograniczenia dostępu do social mediów najmłodszym, bo są one szkodliwe. Big techy nie zajmują się regulacją hejtu i środowisk internetowych. Na TikToku czy Facebooku hejt się po prostu wylewa - zwracał uwagę Oskar Stabno.
Przypomnijmy, że obecnie obowiązuje granica wieku 13 lat, ale jest ona ustawiona przez media społecznościowe i nie jest weryfikowalna. Zakaz powinien jednak iść w parze z działaniami edukacyjnymi.

- Nie możemy wprowadzić tylko surowego zakazu. W Australii platforma Discord, która nie była objęta sankcjami, rozrosła się o ponad setki nowych użytkowników. Młodzież zawsze znajdzie sposób, aby ominąć zakazy, dlatego uważam, że powinniśmy iść również w kierunku psychoedukacji - dodał Oskar Stabno.


O seksie lepiej w szkole niż w social mediach



Na konferencji został również poruszony temat edukacji zdrowotnej, która w przyszłym roku będzie obowiązkowa.

- Szkoda, że tak późno i że został wyłączony komponent zdrowia seksualnego, czyli serca przedmiotu. Jest to niezrozumiałe, dlaczego młodzi ludzie nie mogą dowiadywać się takich rzeczy w szkole, a jak się nie dowiedzą w szkole, to znajdą te informacje w mediach społecznościowych, w rozmowie ze sztuczną inteligencją czy na portalach pornograficznych - mówił Paweł Mrozek.
Aktywiści tegoroczną niską frekwencję wśród młodzieży tłumaczyli błędami organizacyjnymi.

- Frekwencja jest na niskim poziomie i trzeba powiedzieć, że jest to fiasko edukacji zdrowotnej. Chodzi o kwestie stricte organizacyjne - wielokrotnie przedmiot trafiał na godz. 7:10 czy godz. 18. Wielu młodych widzi sens w nauce, którą wykorzystają tu i teraz, ale również w przyszłości - dodał Paweł Mrozek.


"Edukacja pozostaje rodem ze średniowiecza"



Młodzi ludzie wskazali, że cały system czeka gruntowna reforma.

- Edukacja pozostaje rodem ze średniowiecza i niezależnie od tego, kto jest ministrem edukacji, to nauczyciele mówią, że nic się nie zmienia, uczymy tego samego, a świat idzie do przodu - wskazali aktywiści.
Chodzi jednak przede wszystkim o zmianę podejścia do samego przekazywania treści i pracy z uczniami opartej na dyskusji, współpracy i rozwiązywaniu problemów oraz możliwości wykorzystania wiedzy w praktyce.

- Model edukacji, który jest nam znany, przestaje odpowiadać na potrzeby współczesnego świata. 60 proc. uczniów doświadcza chronicznego przeciążenia i przemęczenia. To nie jest tylko kwestia dobrostanu, a bezpośrednio wpływa na proces uczenia, koncentracji i motywacji. Trudno mówić o efektywnej edukacji, kiedy system opiera się na nadmiarze treści. Dziś szkoła koncentruje się na przekazywaniu wiedzy i przygotowaniu do egzaminów, a tylko 14 proc. uczniów uznaje stosowane metody nauczania za skuteczne - mówiła Mai Lan Nguyen z Akcji Uczniowskiej.
- W mieście "a" młodzi są zapraszani na uroczystości państwowe i biorą udział w komisjach właściwych rad, są obecni w konsultacjach, a w mieście "b" taka rada może się ukonstytuować, podjąć uchwały, których nikt nie weźmie na poważnie i zakończy swoją działalność - zwróciła uwagę Iga Drzewiecka, wiceprzewodnicząca Młodzieżowej Rady Miasta Gdyni.

Większe kompetencje i polityka komunalna



Młodzi aktywiści wskazali również na problem mieszkań komunalnych. Kiedy rosną ceny mieszkań i najmu, tempo budowy mieszkań komunalnych nie odpowiada potrzebom społecznym.

- Młodzi ludzie chcą mieszkać i pracować w Polsce, chcą tu budować swoją przyszłość i robić to na godnych warunkach. W Polsce na mieszkanie czeka się kilka, jeśli nie kilkanaście lat. Wśród młodych ludzi budzi to poczucie destabilizacji i niszczy perspektywy na samodzielne życie - przekonywał Aleksander Montana, przewodniczący Młodzieżowej Rady Miasta Sopotu.
Jak dodał, jego zdaniem nie wykorzystuje się też obecnie samego potencjału ludzi młodych, którzy chcą mieć wpływ na zmiany polityczne w regionie. Nie ma bowiem jednolitych przepisów w kontekście pracy młodzieżowych rad samorządowych.

- W mieście "a" młodzi są zapraszani na uroczystości państwowe i biorą udział w komisjach właściwych rad, są obecni w konsultacjach, a w mieście "b" taka rada może się ukonstytuować, podjąć uchwały, których nikt nie weźmie na poważnie i zakończy swoją działalność - zwróciła uwagę Iga Drzewiecka, wiceprzewodnicząca Młodzieżowej Rady Miasta Gdyni.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (119)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane