• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Trzy oblicza Bałtyckiego Teatru Tańca - o spektaklu "Clash, Fun, Light"

Łukasz Rudziński
24 marca 2014 (artykuł sprzed 8 lat) 
Opinie (20)

Wprawdzie do premiery dwudniowego projektu "Niderlandy" jeszcze przeszło pół roku, jednak już teraz w Operze Bałtyckiej zdecydowano się wprowadzić do repertuaru trzy jednoaktówki, nad którymi pracuje zespół Izadory Weiss w ramach tego projektu. Pokazane przedpremierowo "Clash, Fun, Light" Bałtyckiego Teatru Tańca ukazują mniej i bardziej znane oblicza tej formacji.



"Clash" w choreografii Patricka Delcroixa, ucznia Kyliána, zawiera wiele ciekawych układów zbiorowych, choć bazuje na duetach. Spektakl w wykonaniu Bałtyckiego Teatru Tańca wymaga jeszcze dopracowania. "Clash" w choreografii Patricka Delcroixa, ucznia Kyliána, zawiera wiele ciekawych układów zbiorowych, choć bazuje na duetach. Spektakl w wykonaniu Bałtyckiego Teatru Tańca wymaga jeszcze dopracowania.
BTT klasyczne ("Clash")
Dość rzadko widzi się w Operze Bałtyckiej tak mądrze i ciekawie prowadzone relacje między tancerzami oraz urozmaiconą, ale nie przesadzoną choreografię jak ta przygotowana przez Patricka Delcroixa. Ten uczeń Kyliána i choreograf wznowieniowy jego spektakli zgodził się pracować z zespołem Bałtyckiego Teatru Tańca przekazując mu swoją jednoaktówkę "Clash", wystawianą z powodzeniem na całym świecie. Oczywiście zespół BTT rzadko tańczy tak klasycznie, jak wymaga tego "Clash", więc wiele elementów wymaga jeszcze poprawy, a partie zbiorowe tańczone są, niestety, często asynchroniczne.

Spektakl pozornie przypomina inne produkcje BTT. Brak scenografii, surowa gra świateł, podobne do siebie kostiumy tancerzy - wyglądają znajomo. Jednak od razu widać, że ruchy tancerzy, taniec w grupie i duetach są przemyślaną, misternie przygotowaną, stabilną konstrukcję. Nie ma tu miejsca na przypadek, dlatego każde zawahanie czy spóźnienie bardzo widać. Spektakl ewidentnie musi dojrzeć, a tancerze się rozegrać, by w Operze Bałtyckiej "Clash" wyglądało tak dumnie jak na deskach innych teatrów.

W lekkim, pomysłowym "Fun" Izadory Weiss najlepiej prezentują się Sayaka Haruna (w białej sukience) oraz Tura Gómez Coll (w beżowo-różowym kostiumie). W lekkim, pomysłowym "Fun" Izadory Weiss najlepiej prezentują się Sayaka Haruna (w białej sukience) oraz Tura Gómez Coll (w beżowo-różowym kostiumie).
BTT na wesoło ("Fun")
Większość spektakli Bałtyckiego Teatru Tańca rozgrywana jest bardzo serio. Spektakli pełnych humoru, jak "Six dances" Jiříego Kyliána, które do niedawna znajdowało się w repertuarze BTT, jest jak na lekarstwo. Właśnie lekkość i swoboda charakteryzuje jednoaktówkę "Fun", przygotowaną przez Izadorę Weiss. To rzecz o flircie ukazanym w tańcu.

Przedstawienie otwiera solo Daniela Floresa Pardo, później podziwiamy jego "rywalizację" z Michałem Łabusiem (bardzo udany taniec w duecie Łabuś - Pardo), wreszcie pojawiają się trzy dziewczyny, z którymi mężczyźni podejmują grę. Trzeba dodać, że już na poziomie kostiumu i doboru tancerek "skazano" Paulinę Wojtkowską, całkiem sprawną przecież tancerkę, na niepowodzenie. Podczas gdy jej koleżanki - Sayaka Haruna oraz Tura Gómez Coll posiadają lekkie, zwiewne sukienki, ona ma sobie sprawiający wrażenie ciężkiego, "bujny" brązowy kostium, przez co wydaje się dużo potężniejsza, niż jest w istocie.

Ponadto, Haruna i Coll to drobne, filigranowe dziewczyny o podobnych możliwościach fizycznych i ogromnym potencjale. Przy nich wyższa i dużo słabsza technicznie Wojtkowska wygląda wręcz niezdarnie. Podczas tańca ze świetnie dysponowanym Łabusiem i niewiele mu ustępującym Pardo dysproporcja między Coll, Haruną a Wojtkowską jest olbrzymia. Warto zwrócić uwagę na scenografię, na którą składa się ściana trudnego do scharakteryzowania pomieszczenia z szafą, z której wychodzą dziewczyny (niczym bohaterki męskiej fantazji, zjawiają się znikąd). Dobrze brzmi muzyka Vivaldiego w interpretacji Nigela Kennedy'ego, umiejętnie wkomponowana do spektaklu przez Izadorę Weiss, zaś w finale spektaklu urzeka "Kaprys" Nicolo Paganiniego (brawurowy popis skrzypaczki Julii Fischer) w tanecznej interpretacji osamotnionej Sayaki Haruny (panowie dokonali już wyboru partnerek, pozostawiając ją samą), zasługującej bezwzględnie na miano gwiazdy BTT.

Jednoaktówka "Light" w choreografii Izadory Weiss to wysmakowany, świetnie skomponowany i zatańczony spektakl, który nie ustępuje poziomem najlepszym spektaklom teatru tańca. Jednoaktówka "Light" w choreografii Izadory Weiss to wysmakowany, świetnie skomponowany i zatańczony spektakl, który nie ustępuje poziomem najlepszym spektaklom teatru tańca.
BTT mistrzowskie ("Light")
Na próby uczynienia z Bałtyckiego Teatru Tańca formacji tanecznej na światowym poziomie patrzę bardzo podejrzliwie i jedno czy drugie ciepłe słowo rozemocjonowanych Brytyjczyków (jeden z brytyjskich dziennikarzy zajmujących się teatrem tańca podczas podsumowania ubiegłego sezonu uznał "Sen nocy letniej" Izadory Weiss za najlepszą premierę taneczną roku na świecie) tego nie zmienią. Do poziomu mistrzowskiego dochodzi się latami, a poziom najwyższy - reprezentowany np. przez zespoły Piny Bausch, Jiříego Kyliána, Sashy Waltz - i tak jest praktycznie nieosiągalny.

Niemniej teatr Izadory Weiss dynamicznie się rozwija. Na takie spektakle jak "Light" czeka się długo. Jest tu wszystko to, czego zawsze mi w choreografiach szefowej BTT brakowało - pięknie, czytelnie opowiedziana historia, zachwycająca scenografia, dynamiczny i urozmaicony, pełen niezwykle trudnych technicznie elementów, zsynchronizowany taniec w sekwencjach zbiorowych oraz emocje i konsekwencja w rozwoju zdarzeń na scenie, a wszystko to świetnie zespolone z muzyką (w "Light" autorstwa Philipa Glassa).

Spektakl rozpoczyna "żywy obraz" Vermeera - Amelia Forrest upozowana na słynną "Mleczarkę" zadziwia pięknym, czystym śpiewem. Swoją służącą uważnie obserwuje Pan (Filip Michalak), który w chwili słabości nawiązuje z nią romans. W momencie pocałunku ściany pokoju się rozpadają, a świadkiem wiarołomstwa męża jest Pani (Beata Giza). W pełnym emocji dialogu (odegranym ciałem, a nie przerysowanymi gestami) Pan stara się uspokoić i przekonać Panią, że to nic nie znaczący moment słabości, bo kocha właśnie ją. Oboje pozostają poza główną osią zdarzeń niemal do końca spektaklu.

Na scenie oglądamy zarówno abstrakcyjne Biesy (kolejne bardzo dobre role Sayaki Haruny i Tury Gómez Coll), jak i będącą otwartą i wrażliwą, a przez to wystawioną na ataki ze strony innych, Dziewczynę (Franciszka Kierc), którą interesuje się Chłopak (Oscar Perez Romero). Odnajdziemy tu szereg nawiązań do "Święta wiosny" Weiss (Gwałtownicy prowadzeni przez Złego, finał zmagań kobiecego dobra z męską siłą i przemocą). "Los" nie oszczędzi ani Służącej, ani winnego wiarołomstwa Pana.

Spektakl jest żywy, dynamiczny i świetnie zatańczony (wśród tancerzy BTT praktycznie nie ma słabszych punktów). "Light" jest w moim odczuciu nie tylko najlepszym dotąd spektaklem Izadory Weiss, ale też przykładem teatru tańca z najwyższej półki.

Spektakl

6.4
23 oceny

Clash / Fun / Light

teatr tańca

Miejsca

Opinie (20) 1 zablokowana

  • Amelia (4)

    Jej gra na scenie przywołuje o ciarki.

    • 9 16

    • zwłaszcza jak ściąga bluzkę

      i chyba tylko dla tego

      • 0 2

    • (2)

      "przywołuje o ciarki"? a po jakiemu to?

      • 6 3

      • po wajsowemu

        • 0 0

      • po ciarciarsku...

        • 5 0

  • Pomór choreografów

    Ostał się jeden Kylian na całym świecie. Wielka miłość pani Weiss a więc również cały Gdańsk ma go kochać chce czy nie, bo i tak nie wystawią tutaj nigdy nikogo innego.

    • 16 0

  • (4)

    Moim zdaniem z synchronizacją w Clash było lepiej, niż opisane jest to w recenzji.
    Za to nie podobały mi się stroje w Clash. Brzydkie, kompletnie bez formy koszule w nijakich kolorach- dobre kolory zaproponowano tylko F. Kierc i S. Harunie. Do kompletu zwykłe czarne spodnie, w których sylwetki tancerek kompletnie się rozmywały. Młode, ładne i zgrabne dziewczyny w tak zaproponowanym zestawie wyglądały po prostu nijak.
    Nie zgodzę się też z opinią p. Łukasza dot. stroju P.W w Fun - "puchaty" brąz tylko podkreślił filigranowość tej tancerki.
    Light - wspaniała scenografia!! Tego chyba jeszcze w naszej Operze nie było. Niestety, w Light wyraźnie widać, że A. Forrest odstaje umiejętnościami technicznymi od zespołu (chyba, że nie zrozumiałam i tak właśnie miała się poruszać i tańczyć odtwarzana przez nią Mleczarka)

    • 5 1

    • kostiumy (3)

      Najgorsza była różowo-bezowa sukieneczka! Dramat koloru i formy!

      • 2 0

      • Amelia przede wszystkim zasługuje na pochwałę za śpiew!! (2)

        Forrest faktycznie można pochwilić za wokal. Byłam pod niemałym wrażeniem Pani Amelii. Gratuluję dziewczynie, która zawodowo zajmuje się tańcem.

        • 3 0

        • Masz rację :))). Ja też dołączam się do gratulacji.

          • 2 0

        • Clash-synchron

          Niestety synchronizacja w tym spektaklu wymaga naprawdę sporo pracy, ale doceniam próby artystów przeniesienia tak trudnej choreografii na grunt opery bałtyckiej. Z czasem z pewnością będzie znacznie lepiej.

          • 1 0

  • Clash (1)

    Jedynie Panie Giza,Madejczyk i Czajkowska-Kłos czysto i "z muzyka" wykonały spektakl!Reszta może pomarzyć o ich zwinności!

    • 15 2

    • Clash

      Dodam jeszcze do wymienionych F. Kierc

      • 1 2

  • Taneczna tęsknota za protestancką etyką kapitalizmu

    Faktycznie nie jest źle. Choć pierwsza część dynamiczna, przejrzysta, żywiołowa, nowoczesna, poprowadzona przez francuza Patrick'a Delcroix wyraźnie odróżnia się od dwóch pozostałych części Izadory Weiss osadzonych na dość nagmatwanych i pokrętnych motywach fabularnych i ideowych. Taniec jednak robi dobre wrażenie. Zastanawia przy tym odwołanie się do niderlandów. Z jednej strony Holandia to kraj znienawidzony przez moherów (wiadomo dlaczego). Z drugiej strony wizerunek niderlandów w Gdańsku jest chyba mimo wszystko nadwyraz wyidealizowany. Po trochu jakby Gdańsk chciał się na niderlandach wzorować (zachęca się np. ludzi do jeżdżenia rowerami). Wszak to właśnie wielu artystów z niderlandzkiego rejonu świata pozostawiło w Gdańsku ("spokrewnionym" z niderlandami też i poprzez hanzeatyckie korzenie) swój trwały ślad, każdy przechodzień może podziwiać na przykład sworzoną przez tych artystów architekturę niejednej budowli starego miasta. Także pobliskie żuławy, gdzie tereny płaskie i nisko położone, ozdobione wiatrakami z Holandią mogą się kojarzyć. Do tego mamy jeszcze motyw gospodarski w postaci Mleczarki - ten obraz jednak należało by interpretować jako swego rodzaju piętno protestanckiej "etyki kapitalizmu", w której porządek, praca, wysiłek, oszczędzanie, bogacenie się w ten sposób stanowią istotną cnotę. Czy Gdańsk kiedyś też taki był? Czy więc jest to szukanie jakichś inspiracji w historii? Jakaś tesknota za czymś co jednak z Gdańska zostało wymazane? Wyrażona artystycznie, poprzez taniec, mocno wyidealizowana (choć przy tym jakby nieśmiała i skryta ze wstydu) tęsknota za protestancką "etyką kapitalizmu" wydaje się w Gdańsku mieć dziś spore powodzenie. Szkoda jednak, że autorzy nie rozwinęli wątku tej tęsknoty zamiast tego budując przekombinowane ale jednak dość płytkie i stereotypowe fabułki.

    • 7 0

  • Prawdziwy teatr

    Przepiękne spektakle. Wszystkie trzy. A ostatni Light to perełka.

    • 5 13

  • spektakl nieczytelny (1)

    To co w recenzji redaktora niekoniecznie w głowach odbiorców.
    daję głowę że 98% widowni nie miało pojęcia o co chodzi z obrazem Vermera
    nie wie o czym opowiadali tancerze a już na pewno nie doznali wzruszeń
    które taki taniec powinien wywoływać. zabierzcie recenzję i karzcie opowiedzieć komuś po spektaklu o czym było przedstawienie. zakładamy się, że nie będzie to już wtedy takie proste. Poziom światowy -tylko w czym? że sayaka, że tura że gomez w obsadzie?????kpiny
    płacą im w Gdańsku to tu tańczą Proste.

    • 21 17

    • ?

      Prosze pamietać,ze recenzja to tylko opinia pana rudzińskiego...jednej osoby..tak samo jak i pańska!

      • 2 0

  • Emocjonalny i zmysłowy... LIGHT!! (2)

    Zgadzam się z recenzją, niemalże w każdym calu!!
    LIGHT wiedzie prym!! Zabiera widza w niesamowitą historię, z dopracowanym w każdym detalu (myzyka, choreografia, taniec) spektaklu. To było piękne doświadczenie. Tancerze dali z siebie wszystko!! Nie mogłam oderwać od nich oczu. Z przyjemnością po raz kolejny obejrzę to dzieło. Naprawdę warto.

    • 9 14

    • Opinia (1)

      Koleżanki z Promocji BTT przestańcie pisać i zachwalać - dajcie ludziom się wypowiedzieć.

      • 6 5

      • Przykro mi, ale to nieprawda.

        • 5 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.